poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ROBERT KOZELA
Przegląd prasy [Dekada Literacka 2006, nr 5 (219)]

Każdemu jakaś struktura świata jest potrzebna, choć świat tworem strukturalistycznym być nie chce. W każdym razie większość szuka jakichś elementów konstruujących i wciąż rekonstruujących świat, bo bez nich trudno żyć. To jedna z przyczyn (opisywanego wielokrotnie w przeglądowych szpaltach) biadolenia nad kryzysem inteligencji: nie ma już kto mówić, co wypada, a czego robić nie należy, jak postępować, co czytać, jakich wyborów moralnych dokonywać. (Ale czy miała kiedy inteligencja taką siłę? A to już inna sprawa. Dla potrzeb biadolenia wyciąga się kliszę, na której wszystko jest w porządku: mądra i prawa inteligencja stoi w eleganckich garniturach, uśmiechając się nieco, ale tylko nieco, wszak sprawy państwa i narodu są poważne.) Poszukiwanie autorytetów stało się narodową obsesją i działaniem o tyle bezcelowym, że kończonym wciąż konstatacją, że teraz to już prawdziwych autorytetów nie ma. „Tygiel Kultury” ustawił się trochę bokiem do tego biadolenia i ustanowił Nagrodę STU. Redakcja w ten sposób uświetniła wydanie setnego numeru czasopisma. Regulamin nagrody, opublikowany w numerze 1-3/2006, jest krótki i rzeczowy. Otwiera go lakoniczne stwierdzenie: „Celem nagrody jest propagowanie postaw obywatelskich”, rozwinięte nieco w uzasadnieniu: „Ta inicjatywa ma na celu zebranie portretów współczesnych nam Polaków, którzy mogą stanowić wzór postawy obywatelskiej. Taki album jest pilnie potrzebny. Narzekamy na brak autorytetów, a z drugiej strony są wśród nas osoby, które możemy podziwiać i dziś (…).” Na użytek tej nagrody „TK” pierwszą listę autorytetów stworzył sam, powołując kapitułę złożoną z „wybitnych postaci ze środowisk artystycznych, naukowych, publicystycznych, autorytetów moralnych”. Warto przyjrzeć się, kto zgodził się na pracę w kapitule, a kto odmówił udziału. W tym samym, łączonym numerze mamy pierwsze nominacje, a podpisali się pod nimi: Krzysztof Jeżewski (poeta, tłumacz, eseista i scenarzysta), Wojciech Górecki (publicysta, ekspert ds. Kaukazu), Janusz Zagrodzki (profesor Państwowej Wyższej    Szkoły    Filmowej,    Telewizyjnej i Teatralnej w łodzi), Grzegorz Strumyk (pisarz, poeta, plastyk), Andrzej Biskupski (poeta, krytyk literacki), Andrzej Braun (pisarz), Ewa Kuryluk (malarka, pisarka), Stanisław Fijałkowski (malarz i grafik), Julia Hartwig (poetka, eseistka, tłumaczka), Kazimierz Brakoniecki (poeta, eseista, redaktor), Bohdan Pociej (muzykolog, krytyk muzyczny). Udziału w pracach kapituły odmówiła Ewa Lipska, która w liście do redakcji napisała, że jest sceptycznie nastawiona do tworzenia list postaci-wzorów. Za udział w pracach kapituły podziękował też Jerzy Owsiak: „Nie mogę jednak przyjąć tego zaproszenia, ponieważ ideowo już wiele, wiele lat temu zrezygnowałem z udziału w gremiach wartościujących. Sam będąc ocenianym w sposób najczęściej niezwykle skrajny, wystrzegam się oceniania innych.” Większość autorytetów nominowanych do Nagrody STU nie budzi wątpliwości, ale… Ale po kolei. Jeżewski zgłosił Władysława Bartoszewskiego, „którego postawa od czasów młodości jest (…) wzorem postawy obywatelskiej, odwagi i poświęcenia obronie Praw Człowieka”. Za to, że jest człowiekiem publicznej służby i niestrudzenie nawołuje do pracy na rzecz dobra wspólnego. Górecki chce wyróżnić Stefana Bratkowskiego. „Dla większości ludzi związanych z kulturą polską Stefan Gierowski to postać wyjątkowa, znana zarówno z pracy społecznej i pedagogicznej, jak i wieloletniej działalności artystycznej” – pisze o swoim kandydacie Zagrodzki. Ma satysfakcję z działania dla wszystkich, ma odwagę i siłę działania w pojedynkę i tworzy niepowtarzalne dzieła, swoje słowniki – Władysława Kopalińskiego rekomenduje Strumyk. Dla Andrzeja Brauna godny tej nagrody jest Jacek Kuroń, który był człowiekiem dobrym i bezinteresownym, przyjacielem wszystkich ludzi. Kandydatem Kuryluk jest Adam Michnik, który przez długie lata walczył o Polskę niepodległą, tolerancyjną, obywatelską. Na Barbarę Skargę, wybitnego filozofa i wychowawcę, wskazały dwie osoby: Hartwig i Fijałkowski. Brakoniecki wyróżnia Roberta Trabę, działacza społecznego i współzałożyciela stowarzyszenia „Borussia”. Za niezależność i mądry patriotyzm Pociej chce wyróżnić Piotra Wierzbickiego, redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”. I to jedno ale: Biskupski proponuje Ryszarda Kuklińskiego, nie dając jednakże przekonujących argumentów, pisze ostrożnie: „Myślę, że przy zachowaniu właściwych proporcji może to być wzorzec ważny również i dla takich działań, które po-dejmujemy w imię dobra wspólnego jako członkowie ojczyzn i społeczności lokalnych.”

W tym „TK” warto przeczytać jeszcze tekst Natalii Woroszylskiej (córki Wiktora Woroszylskiego) o niesamowitej parze rosyjskich poetów i tłumaczy poezji polskiej. Autorka opisuje związki z Polską i jej ojcem Natalii Astafiewej i Władimira Britaniszskiego („Polska, poezja i tłumacze”).

Choć niezauważony na szerszym forum, wrześniowy „Dialog” (9/2006) bardzo mocno wchodzi w dyskusję o nieodległej przeszłości i teraźniejszości. Zaczyna się od działu „Bez litości”, skoncentrowanego wokół kontrowersyjnej sztuki Ireneusza Kozioła „Pokropek”. Powstała na podstawie „rzeczywistych wydarzeń z początku lat 60., kiedy w Zielonej Górze nabrzmiewał konflikt między władzami województwa i miasta a popularnym i cenionym księdzem Kazimierzem Michalskim” – pisze Kozioł w krótkim tekście („Chcę ukazać absurd”), również drukowanym przez „Dialog”. Kozioł grubą kreską rysuje machinacje władzy, rozgrywki z niewygodnym klerem i flirt funkcjonariuszy z niektórymi księżmi czy hierarchami, staczanie się Marii – cnotliwej żony, która po uwięzieniu przez SB męża zostaje kochanką ubeka, ubeków (?). Stosunki społeczne we współczesnej Polsce ustawia symetrycznie do tamtych czasów: wtedy kościół dogadywał się z władzą i robi to teraz w celu narzucania ludziom sposobu życia, stylu myślenia. W scenach dotyczących nowej rzeczywistości mówi się o tytułowym pokropku, którego odmówiono Marii, gdyż zdradziła męża i wydała ubekom szanowanego przez wszystkich księdza (robiła to w nadziei na uwolnienie męża). Przez wiele lat, które minęły od tamtego czasu, nie umiał wybaczyć jej mąż, Kościół też nie wybaczył. Mimo że była szanowaną, zasłużoną dla lokalnej społeczności nauczycielką. Przywołajmy fragment rozmowy nowych notabli:

„PAN SEKRETARZ RADY Jednak zwracam uwagę na sytuację, w jakiej doszło do tych protestów. Młodzi ludzie chcieliby wiedzieć, rozumieć. Jak doszło do sytuacji, w której ich ceniona, lubiana, szanowana i przez nich, i przez innych nauczycieli, przez rodziców, nauczycielka… potraktowana została…

PAN PREZYDENT RADY Pan chyba niczego nie rozumie! To była suwerenna decyzja księdza proboszcza i nic panu do tego. To śmieszne. Mam na myśli takie protesty, jak w przypadku ostatnich pogrzebów ludzi dawnego systemu. Oni nie zasługiwali na uświęconą obecność księdza. Dla nich jest miejsce pod płotem.”

Oddajmy raz jeszcze głos samemu autorowi: „Zdecydowałem się na nieco ostrą scenę Młodego Księdza i Działaczy Samorządowych, bo zależało mi na ukazaniu mechanizmu postępowania jednej ze stron konfliktu. Konflikt jest, to dla mnie jasne. We mnie samym jest wystarczająco dużo niezgody na wszystko, co dzieje się w sferze stosunków między laickim państwem a potrzebami ludzi dogmatu, bym pisał o tym problemie w nieskończoność.”

Szczegółowo o wydarzeniach wspomnianych przez Kozioła i w nawiązaniu do których powstał „Pokropek” pisze Bogdan Biegalski w artykule „Obrona Domu Katolickiego w Zielonej Górze 30 maja 1960 roku”. Doszło wtedy do regularnych starć z MO i ZOMO, sprowokowanych próbą eksmisji Domu Katolickiego, który był solą w oku lokalnych władz partyjnych, gdyż w nim koncentrowała się żywa działalność religijna i kulturalna. Milicjanci i zomowcy brutalnie rozpędzili demonstrantów, było wielu rannych po obu stronach. Aresztowano i poddano represjom ponad trzysta osób. Wtedy aresztowano też jednego z bohaterów „Pokropku”, którego żona usiłowała bezskutecznie ratować. Władze reagowały brutalnie, żeby pokazać siłę i wzmocnić nadwątlony tzw. autorytet. „Zwłaszcza że represje obejmowały nie tylko osoby aresztowane, ale miały miejsce także w zakładach pracy i szkołach średnich. Specjalne komisje dyscyplinarne podejmowały działania wobec osób, które nie były objęte działaniami prokuratury lub MO, a co do których istniało podejrzenie, że brały czynny udział w obronie Domu Katolickiego.”

Z przedstawioną w dramacie Kozioła wizją świata nie zgadza się Paweł Lisicki („Fałszywe analogie”). Wprawdzie potwierdza trafność ujęcia peerelowskiej ponurej i tragicznej rzeczywistości, lecz podważa uproszczenia, które każą Marii zmienić się z żarliwej katoliczki, wiernej zasadom i mężowi w kobietę, która spełnia erotyczne fantazje ubeka i wydaje księdza. Lisicki pisze również: „Za bezpodstawne też wypada uznać przypisywanie dzisiejszemu Kościołowi dążenia do narzucania wiary innym, a zwłaszcza do niszczenia sztuki. (…) I czy tak radykalny antyklerykalizm nie prowadzi przypadkiem do śmieszności?”

W tym „Dialogu” trzeba przeczytać też świetne teksty poświęcone współczesnej cenzurze. Guillermo Gómez-Peńa napisał „Ostrzeżenie” przed współczesną cenzurą amerykańską. O Stanach Zjednoczonych pisze też Justyna Jaworska („Uciszyć Rachel Corrie”). Zamieszaniem we Francji zajmuje się Agata Zawrzykaj („Nie cenzurujcie Handkego”).

Warto sięgnąć do szóstego tomu „Studiów Pedagogiczno-Artystycznych” Wydziału Pedagogiczno-Artystycznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (Poznań – Kalisz 2006) poświęconego w całości kondycji współczesnego uniwersytetu. Kondycji nie najlepszej – powiedzmy to od razu. Tak przynajmniej wynika z artykułów zamieszczonych w tym tomie.

Już w pierwszym tekście tomu potwierdza to Szymon Wróbel, zaczynając od niepozostawiającego wątpliwości tytułu „Wstęp: uniwersytet w opałach”. Jedno z niebezpieczeństw widzi w odejściu od konserwatywnego modelu uniwersytetu, w którym to dojrzali uczą niedojrzałych. Obecnie coraz częściej niedojrzali uczą niedojrzałych. Podział na mistrzów i studentów został zastąpiony systemem wymian, w którym każdy może być uczącym się i może uczyć. Role przestały być sztywno rozdzielone. Nie ma już uniwersytetu, za którym zdaje się tęsknić autor, a który był wspólnotą „ludzi dotkniętych tą samą namiętnością (…). Mistrzowie przekazywali swą miłość do poszukiwania wiedzy (rzadko kiedy zaś samą wiedzę), swą skłonność do obdarowywania sądów i przekonań miłosnym afektem. Uczniowie natomiast (…) zarażali się pasją poznawczo stymulowanych namiętności. Innymi słowy, uniwersytet był instytucją, w której uczeń dochodził do zrozumienia, że największym przedmiotem miłości może być wiedza, a relacja agonistyczna, w której dwa podmioty wchodzą ze sobą w spór w sprawie pryncypiów jest najbardziej dramatycznym momentem ludzkiego życia.”

Warto też przeczytać o ciekawym projekcie Jana Hartmana („O uniwersytet sofistyczny”) oraz o tym, co stało się z państwem dobrobytu i związanym z nim uniwersytetem (Marek Kwiek: „Nowa rekonfiguracja wiedzy i władzy. Instytucja uniwersytetu a klasyczne powojenne państwo dobrobytu”).

Jeśli kogoś zainteresują teksty zawarte w tym tomie studiów, powinien sięgnąć po książkę Krzysztofa Pawłowskiego „Społeczeństwo wiedzy szansą dla Polski”, wydaną przez „Znak” w 2004 r. K. Pawłowski, założyciel i rektor znanej nowosądeckiej Wyższej Szkoły Biznesu – National Louis University, sformułował w tej książce kompletną propozycję reformy polskiego szkolnictwa wyższego. Zajmuje się też pozycją uniwersytetów europejskich i amerykańskich w czasach malejącej roli państw narodowych i wzrastającej presji tzw. globalizacji, co szczególnie interesuje autorów tekstów zamieszczonych w „Studiach Pedagogiczno-Artystycznych”. Nie ma tu miejsca, żeby prześledzić wywód Pawłowskiego. Oddajmy mu głos w jednej sprawie: „Od wielu lat trwa dyskusja, czy powstanie społeczeństwa i gospodarki opartej na wiedzy wzmocni czy też osłabi rolę uniwersytetów. Są wysuwane tezy przeciwstawne – na przykład Daniel Bell jako jeden z pierwszych postawił tezę, że w zinformatyzowanym społeczeństwie uniwersytet i jego profesorowie będą zajmować pozycję decydującą, z kolei Michael Gibbons, podkreślając wzrost liczby miejsc tworzenia się nowej wiedzy, stawia tezę o obniżaniu znaczenia uniwersytetów. Wydaje się, że uprawomocnione są obie tezy, zarówno teza o dominującej roli wiedzy (a więc i osób tworzących nową wiedzę i ją przetwarzających), jak i teza, iż bezwzględne znaczenie większości instytucji szkolnictwa wyższego jako „producenta i właściciela” nowej wiedzy będzie maleć (zasadnicza większość patentów powstaje poza obszarem szkolnictwa wyższego).”

Już po raz któryś wracam w lekturze do numeru „Kwartalnika Artystycznego” (3/2005) poświęconego Czesławowi Miłoszowi. I chciałbym przywołać nie któryś z tekstów krytycznych jemu poświęconych, a wiersz otwierający ten numer kwartalnika: „Stary profesor” Wisławy Szymborskiej. A właściwie kilka wersów z tego wiersza: „Spytałam go, czy nadal wie na pewno, / co dla ludzkości dobre a co złe. // Najbardziej śmiercionośne złudzenie z możliwych / – odpowiedział.”

Robert Kozela


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas