poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
AGNIESZKA KOSIŃSKA
Jan, czyli efekt obcości
Dekada Literacka 2006, nr 5 (219)

Jana Goślickiego poznałam 11 stycznia 1994 roku w redakcji „Dekady Literackiej”, gdzie wówczas pracowałam, na ul. Kanoniczej 7, na promocji szwajcarskiego numeru pisma. Zjawił się w pumpach, wysokich butach do górskiej wspinaczki, w szwajcarskim swetrze, koszuli i apaszce koloru jasnej moreli. Dowiedziałam się później od kolegów „dekadentów”, że tak skomentował to nasze spotkanie: „No, ta panienka na pewno gra na giełdzie i zarabia krocie”. To był żart i zarazem komplement w stylu Jana.

Widzę go od tamtej pory w wielu miejscach i w wielu odsłonach. Z nieodłącznym papierosem w ręce i szprycą na chorobę, którą, jak mawiała jego mama, można mierzyć.

Kiedy oddział Szwajcarskiej Fundacji Kulturalnej Pro Helvetia raczkował w Polsce, w Krakowie na ulicy Wiślnej 10, wpierw pod rządami Stefana Busza, a potem Miriam Prongué, Jan służył swoim doświadczeniem i osobą. Prowadził między innymi autorski kurs nauki jednego z dialektów szwajcarskich. W Zurychu, w Szwajcarii spędził przecież połowę życia. Tematom szwajcarskim pozostawał wierny, czy to redagując razem z żoną, Annemarie Frascoli, autorką oprawy graficznej, szwajcarski numer „Dekady Literackiej”, czy też tłumacząc kultowego szwajcarskiego autora Friedricha Glausera, wyciągając tegoż autora z getta powieści kryminalnej i obszernie go komentując, opracowując przypisy, analizując jego twórczość, język i retorykę na tle kultury i obyczaju szwajcarskiego (zob. Bibliografia).

Jeśli Jan za coś się zabierał, każdy detal przedsięwzięcia nosił jego stygmat, ale też niemal wszystko musiał zrobić sam. Janowi nie można było pomagać.Tak było z jego wymarzonym wydawnictwem, o którym rozmawialiśmy w nieskończoność. Każdy najprostszy pomysł marketingowy wałkowaliśmy w te i we wte. Jan wymyślił nazwę: Wydawnictwo Krakowskie. Wymyślił serie wydawnicze i ich nazwy. Opisał. Zrobił prospekt. Chciał, by książki i wszelkie materiały były opatrzone ekslibrisem oraz odpowiednim mottem (ekslibris zaprojektował przyjaciel Jana – Jerzy Skarżyński, autorką liternictwa była przyjaciółka Jana – Ania Wejman). Wydawnictwo, powstałe we współpracy z Katarzyną Szoch–Jędrys i Jędrzejem Jędrysem w 1999 roku, miało swój wyraźny program, formę i styl. Przewidywany przez Jana „dynamiczny i mierzący w przyszłość rozwój” przerwała jego choroba. Do końca jednak opiekował się wydawnictwem (osobiście zabiegał o copyrighty, dotacje, kooperacje, autorów, tłumaczy), wspierał debiuty, był akuszerem wielu książek, za którymi się chował. Za jego czasów w Wydawnictwie Krakowskim wyszły m.in.: książki Renaty Gorczyńskiej, Krystyny Gonet, Andrzeja Romanowskiego, Michała Nawrockiego, tłumaczenia książek Alberta Cohena, André Kaminskiego, Piotra Rawicza; czy dwujęzyczna polsko-niemiecka, edycja „Trenów” Jana Kochanowskiego (tłumaczenia na j. niemiecki dokonała Ursula Kiermeier).

Jan i jego projekty. To ogromny temat. Nieustannie nad czymś pracował („Boże, jak ja się nudzę, jak się nudzę”). Powiem tylko o dwóch. „Sztuka pisania”, miała być na kształt jego „Sztuki reklamy” (to zresztą moje ulubione dzieło Jana, dowcipne i z rozmachem, prawdziwa odtrutka na zalewającą nas bylejakość formy i treści). Coś między podręcznikiem retoryki a obszerną diagnozą współczesnego języka. Kiedy o niej rozmawialiśmy, wściekał się, bo pisanie mu nie szło: „Dla kogo ja to piszę, zlituj się? I w jakim celu? Dla nich? I jeszcze ten język. Gdybym pisał po niemiecku, to może...”

Niemiecki (ze szczególnym uwzględnieniem ulubionego dialektu), angielski, rosyjski, języki „obce” – to kolejna pasja Jana. Był chory, kiedy nie mógł przez dłuższy czas wymienić zdania w ukochanym niemieckim. Jego marzeniem było przetłumaczenie na nowo „Czarodziejskiej Góry” Tomasza Manna. (Ale komu by się chciało. Wolę czytać w oryginale.) No i był ostatni projekt Jana, projekt, który powoli się finalizował (przynosiłam materiały z Biblioteki Goethe Institut): tłumaczenie listów wybitnej niemieckiej romantyczki żydowskiego pochodzenia Rahel Varnhagen (1771–1833) „Briefe und Auzeichnungen” oraz książki Hannah Arendt „Rahel Varnhagen”. Arendt napisała ją po niemiecku i zabrała w 1933 roku na emigrację. Książka najpierw wyszła po angielsku w Ameryce jako „Rachel Varnhagen – The Life of a Jewess” (1956). Zamyślił to jako całość, wydaną w jednej kasecie, opatrzoną jego przedmową, przypisami, notami i komentarzem.

Jan i jego idée fixe: była nią na pewno tematyka żydowska. Szukał języka i dialektyki, która nadawałaby sens Szoa. Kultowy numer diasporycznej „Dekady Literackiej”, 8-9/1997, przynoszący teksty m.in. V. Flussera, K. Krausa, A. Döblina, E. Jabèsa, F.Ph. Ingolda, H.L. Goldschmidta, z ilustracjami Miriam Cahn – znawcy tematu do tej pory uważają za edycję wyjątkową, nie tylko na polskim rynku kulturalnym.

W świecie rozkładu rozmowy Jan uprawiał rozmowę. Miała swoją dramaturgię i oprawę, a żeby uznał ją za spełnioną musiała też mieć erotyczny nerw. Były dobre potrawy, które zresztą sam przyrządzał, ogród albo taras, albo podkrakowski las, albo zwykle dwie ulubione krakowskie kawiarnie. Wieczny uwodziciel uwodzący dość ryzykowną mieszanką: ironią i dobrocią („Ach, tak się cieszę, bo ta nasza przyjaźń jest dowodem triumfu słowa nad resztą”). Niepokonany w żywiole gawędy środowiskowej, anegdoty czy międzynarodowego dowcipu. („Zawsze zwyciężam na płaszczyźnie alegorii”.) Powtarzał często z charakterystyczną zabawno-ironiczną intonacją: „Człowiek ma niezrozumiałą dla ogółu potrzebę dzielenia się dniem bieżącym. Nie ze wszystkimi, naturalnie”.

Dialogowość Jana i jego werbalna inteligencja znajdowała ujście również w obszernej korespondencji, którą prowadził m.in. z: Jerzym Stempowskim, Janem Błońskim, Czesławem Miłoszem, Ludwikiem Flaszenem, Piotrem Lachmanem, George Steinerem.

Był jednym z nielicznych, których Miłosz zaprosił do Sztokholmu na uroczystość wręczenia Nagrody Nobla. „Nobel – śmobel”, jak mawiał Jan, cytując Jankę Miłoszową, żonę Czesława, do której z uroczystości noblowskiej zadzwonił do Berkeley, żeby zdać relację ze sprawy.

Nieznośny tropiciel istoty rzeczy (jedno z jego ulubionych pytań: A co jest?), czym wprowadzał w popłoch m.in. uczestników intelektualnych mityngów, a swoje na nich wystąpienia zwykle podsumowywał tak: „Wiem, znowu mówiłem nie na temat”. Ostatni prawdziwy złośliwiec. Jego złośliwość weredyka, ale i człowieka o ostrym widzeniu świata nie przysparzała mu przyjaciół, choć z drugiej strony – kto Jana pokochał, to już na zawsze.

Jan – znawca muzyki, a szczególnie jazzu („Wiesz, jak sobie pomyślę, że mógłbym siedzieć teraz w tej wytwórni płytowej moich wujów na Brooklynie i całymi dniami słuchać jazzu, to nie wiem, dlaczego i co ja tu robię...”).

Wielbiciel Woody’ego Allena i przez swoją nieustanną monologiczność doń podobny. Również z postury, „nikczemnej”, jak mawiał. („A poza tym, cóż ty chcesz, nie jestem mały, jestem zwięzły”).

Jan i kolejne generacje kotów, wywodzące się od kota pierwszego – Małki, przygarniętego pewnego listopadowego popołudnia 1997 r. w kawiarni „U Literatów” na Kanoniczej. Ich wychowaniem zajmował się w ostatnich latach. Maurycy, Melania i Mała Kotka – panowały niepodzielnie w domu oraz w sercu Jana. Szkoda, że nie istnieją zapisy filozoficznych dysput, jakie Jan prowadził z nimi.

Jan i jego uważność na drugiego. Pamiętam, kiedy ledwo wspomniałam, że potrzebuję auta: „Weź mojego trabanta. Stoi w garażu i się marnuje. Parkujesz wszędzie. Zawsze odpali”. Pamiętam, jak Jan uczył mnie gry w brydża jako sposobu na melancholię. „Bo głupia jesteś, nauczysz się i będziesz mieć frajdę przez całe życie” – powtarzał. „A poza tym ludzie z takim dystansem do życia i poczuciem humoru nie miewają depresji. Ale może ty mi powiesz, ku czemu to wszystko zmierza?”

Kraków Jana: to było miasto jego rodziców, miasto Piotra Skrzyneckiego, Jerzego Skarżyńskiego, Teresy Maciejowskiej. Na Nowym Kleparzu, gdzie często robiliśmy zakupy, zwykł powtarzać: „Widzisz, tu wszędzie były pola. Tam, gdzie postój taksówek, stały furmanki. Cały Kraków zjeździłem na rowerze”.

Kiedy wybierałam się z moim synem, wówczas dziewięcioletnim Mikołajem, na wakacje na Hel, przypomniał sobie: Ja też bywałem tam w wieku Mikołaja. Rok 1949. Moja zabawa polegała wtedy na wyciąganiu granatów z okolicznych lasów.

Jego rodzice: „Dawali mi absolutną wolność i zawsze miałem pieniądze. Do piątej klasy nie chodziłem do szkoły. Ja jednak miałem niebywałe szczęście. Nie pamiętam, żebym widział moją mamę prasującą”.

Osobowość absolutnie karnawałowa, ruchliwa, całkowicie pozbawiona instynktu stadnego, a jednocześnie śmiejąca się z niemożności folgowania tym przyrodzonym cechom z powodów zwykłej ludzkiej (czy też towarzyskiej) lojalności i przyzwoitości. („Nie, bo nie. Bo tego się nie robi przyjaciołom. Tak robi człowiek darwinistyczny.”). Dokładał wszelkich starań, żeby w świecie zagłady porządku symbolicznego („nie wiem, co myśli bliźni, kiedy mówi >>herbata<<”), żyć godnie.

Niestrudzony tropiciel niewyrachowanego odruchu w człowieku. Może też dlatego lgnęli do niego ludzie, którzy czegoś w życiu chcieli („jakiegoś quid”), czegoś poza autoreklamą i bezpieczną stabilizacją.

Choć zdawałoby się, że hałaśliwy, zawsze trochę w cieniu. Doprowadził do tego, że teraz kiedy o nim piszę, muszę opierać się jedynie na swojej pamięci. Nie widnieje w słownikach, ani leksykonach, nawet w prasie. Z tego też powodu zdawkowy życiorys Jana, zamieszczony przy tym wspomnieniu może zawierać luki lub nieznaczne przesunięcia w datach, a bibliografia prac Jana z całą pewnością nie jest pełna, choć te pozycje, do których miałam dostęp, starałam się spisać dokładnie.

Wielbiciel życia we wszelkich jego przejawach, powtarzający od czasu do czasu: „A co się będę tego życia tak czepiał”. Człowiek wielkiego serca i umysłu. Właśnie w tej kolejności: serca, a potem umysłu. Choć z łatwością mógłby tę kolejność odwrócić.

Agnieszka Kosińska

30 listopada 2006

 
JAN GOŚLICKI ur. 2 sierpnia 1937 w Krakowie, zm. 19 września 2006 w Krakowie. Eseista, tłumacz, wykładowca, wydawca.

W latach 1955–1960 studiował na Wydziale Filologii Polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego. W latach 1961–1968 pracownik IBL PAN. W latach 1968–1971 prowadził kursy literatury na Volkshochschule kantonu zurychskiego oraz był lektorem j. rosyjskiego w szkole dla tłumaczy w Zurychu. W latach 1972–1973 pracował w School of International Affairs (u Zbigniewa Brzezińskiego) na Columbia University N.Y.C. Studiował na Wydziale Filologii Słowiańskiej i Filozofii Uniwersytetu w Zurychu (obronioną w 1980 roku pracę doktorską poświęcił Stanisławowi Brzozowskiemu). Był uczniem Paula de Mana. Wykładał m.in. w: Yale University, Columbia University, University of Chicago, University of California (Berkeley). W 1973 r. otrzymał stypendium na trzyletni projekt pt. „Czesław Miłosz”. W 1981 roku w Warszawie wziął udział w Kongresie Kultury Polskiej. W 1982 r. był dyrektorem działu reklamy Mövempick. W 1990 r. (27–29 października) bierze udział w zjednoczeniowym Kongresie PPS. W latach 90. przeniósł się wraz z żoną Annemarie Frascoli–Goślicką do Krakowa.

Dziękuję Pani Annemarie Frascoli-Goślickiej za pomoc przy pisaniu tego wspomnienia – AK.

 

Bibliografia prac (chronologicznie)

„Brzozowski Stanisław”, autor: Jan Goślicki [w:] „Słownik filozofów”, Warszawa 1966.

„Sztuka reklamy”, Fundusz Gospodarczy Region Małopolska sp. z o.o., Kraków 1993.

„Dekada Literacka” 4 (87) z 1 III 1994, red. Jan Goślicki [numer monograficzny szwajcarski].

„Rozpacz zorganizowana” (1), „Dekada Literacka” 1 (103) z 15 III 1995.

„Rozpacz zorganizowana” (2) Ludovicus Triumphalis, „Dekada Literacka” 3 (105) z 31 V 1995.

Z „Rozpaczy zorganizowanej na wakacjach”, „Dekada Literacka” 6 (108) z 31 VIII 1995.

„Cyrograf’97: avec humilité”, „Dekada Literacka” 4 (128) z 30 IV 1997.

„Diaspora i diasporyzm”, red. Jan Goślicki, „Dekada Literacka” 8/9 (132/133) z 31 X 1997.

„Pomiędzy Apokalipsą i humorem”, „Dekada Literacka” 11/12 (157/158) z 31 XI 1999.


Tłumaczenia:

György Lukács, „Teoria powieści. Esej historyczno-filozoficzny o wielkich formach epiki”. Przełożył Jan Goślicki, posłowie: Alina Brodzka, PIW Warszawa 1968.

Paul de Man, „Historia literatury i nowoczesność w literaturze”, przełożył Jan Goślicki, „Teksty” 1973, nr 5.

Friedrich Glauser, „Matto u władzy”, przekład [z niem.], wstęp, posłowie i przypisy Jana Goślickiego, KAW Kraków 1992.

Friedrich Glauser, „Wachmistrz Studer”, przekład [z niem.], posłowie i przypisy Jana Goślickiego, opracowanie graficzne: Annemarie Frascoli-Goślicka, Antykwa Kraków 1994.

Michael Crichton (pseud. Jeffrey Hudson), „Wyższa konieczność”, przekład [z ang.] Jan Goślicki, Warszawa „Prima”, 1994.

André Kaminski, „Kibic”, przełożył Jan Goślicki, Wydawnictwo ATEXT, Gdańsk 1995.

André Kaminski, Przyszłego roku w Jeruzalem, tłumaczenie Jan Goślicki, Wydawnictwo Krakowskie, seria: Utracone światy, Kraków 1999.

Tomas Venclova, „Aleksander Wat. Obrazoburca”, przełożył Jan Goślicki, Wydawnictwo Literackie Kraków, 1997.

James Hillis Miller, „Krawędź: współczesne badania literackie na rozstajach”, przeł. J. Goślicki [w:] „Dekonstrukcja w badaniach literackich” pod red. R. Nycza, słowo/obraz/terytoria Gdańsk 2000

Geoffrey Hartman, “Freud versus interpretator”, przeł. J. Goślicki, [w:] j.w.

Przekłady [z niem.] wierszy Paula Celana [w:] Jan Goślicki, „Rozpacz zorganizowana”, „Dekada Literacka” 1 (103) z 15 III 1995.

Przekłady wierszy [z ang.] Anne Beresford, „Zdjęcia z albumu rodzinnego” [w:] „Dekada literacka” 6/7 (142/143) z 31 VII 1998.

Przekłady [z jidysz] wierszy Abrahama Suckewera [w:] „Dekada Literacka” 7/8 (153/154) z 31 VIII 1999 oraz [w:] Daniel Kac, „Wilno Jerozolimą było. Rzecz o Abrahamie Sutzkeverze”. Przedmowa Czesław Miłosz, Pogranicze, Sejny 2003.

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas