poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
HANNA GOSK
Jak opowiada o historii polska proza po roku 1989
Dekada Literacka 2006, nr 5 (219)


 „Narracja historyczna zanika dlatego,
że hasłem historii jest dzisiaj raczej zrozumiałość niż realność”.
ROLAND BARTHES (1)


Prawie do końca lat 80. XX wieku we współczesnej prozie polskiej utrzymywał się obraz historii jako przestrzeni niemal pozbawionej sensu, a postaci w nią uwikłanych jako wędrujących donikąd (vide: „Miazga” Andrzejewskiego, „Mała Apokalipsa” Konwickiego). Gdyby ująć rzecz modelowo, wpisywała ona refleksję o historii w dwa wzory. Pierwszy uwzględniał wywodzące się z czasów Oświecenia, obiektywizujące myślenie kategoriami całości, prawdy, „mocnego”, monolitycznego podmiotu poddanego presji Historii (2). Doświadczenie Historii było w nim autonomizowane. W przebiegach fabularnych i dyskursie dominowało znaczeniowo. Wzór drugi, mówiąc w uproszczeniu, łączył się ze świadomością względności/niedostępności prawdy, z kategorią fragmentu, z podmiotem poddanym dyspersji, zamienionym w wiązkę dyskursów, wchodzącym w rozliczne relacje z historią wykładane w zsubiektywizowanych mikronarracjach prywatnych, lokalnych, nacechowanych (auto)biograficznie, funkcjonujących jako własna opowieść jednostki, jej „rejestr pamiętnych momentów psychicznych” (3). Przy czym historia jawiła się w nim jako efekt traumatyczno-terapeutycznych „negocjacji” między dostępnym a niedostępnym poznaniu. Zdeterminowany kulturowo (i historycznie) konstrukt interpretacyjny. Cechy obydwu wzorów występowały w poszczególnych utworach z różną intensywnością, a uwzględnianie faktów historycznych w powieściowych fabułach decydowało nie tylko o nacechowaniu losów postaci literackich jako uczestników czy świadków historii zdarzeniowej ujętej w figury wojen, rewolucji, kryzysów politycznych, ale też pozwalało pokazać, jak zmieniało się życie codzienne ludzi, uruchomić myślenie kategoriami dziejowości, poprzez zbliżenia skrywające procesualność pod wydarzeniami uznawanymi często za marginalne.

Warto przypomnieć, że pod koniec XX wieku w samych badaniach nad historią zarysował się zwrot zainteresowań od narratywizmu do problemu przedstawiania i doświadczania historycznego (4). Ewa Domańska mówi w tym kontekście o kryzysie przedstawiania (5), który doszedł do głosu przede wszystkim w dyskusji o możliwościach ukazania traumy Holocaustu. Spowodowało to, że wielu badaczy zaczęło pisać o procesie estetyzacji historii, którego celem staje się obcowanie z przeszłością i „przeżywanie” jej na sposób estetyczny, jak dzieła sztuki. Tak rozumianemu „doświadczeniu historycznemu” towarzyszą rozważania o emocjach, pragnieniach, neurozach (problem traumy), osobistym zaangażowaniu historyka w badaną przeszłość i relacji między poznaniem a etyką (6). Można by rzec, że notuje się zwrot etyczny w badaniach nad historią.

Po roku 1989 pojawia się w polskiej prozie świadomość wyjścia z pułapki absurdu, ukierunkowania przemian historycznych i przeświadczenie o konieczności pełnego odbudowania ram pamięci, przywrócenia sensowności historii lokalnej, co pociąga za sobą odwrót od historii, rozumianej jako dzieje polityczne, którą zastępuje zainteresowanie historią miejsc (choćby w utworach Pawła Huelle, Stefana Chwina, Piotra Szewca), rodzin (np. u Aleksandra Jurewicza, Anny Boleckiej, Olgi Tokarczuk), historią w wersji prywatnej, jednym słowem – wyniesienie zwykłości, którego początki pojawiły się w prozie polskiej jeszcze w latach 30. minionego wieku, a które teraz ukazało swoją ogromną potencję znaczeniową.

W utworach publikowanych po roku 1989 (albo niewiele wcześniej) zaznaczają się zmiany, które zaszły w rozumieniu historii – wnikającej obecnie z większą intensywnością w „istnienie poszczególne”, określającej je, opisującej i ujawniającej się poprzez jego świadomość, a nie z odwołaniem do wielkich abstrakcji determinujących ludzkie działania. Pisarze zdają się podejmować próbę sprawdzenia, czy dzieło literackie, któremu zadano pytania z kręgu konkretu egzystencjalnego, udzieli odpowiedzi rzucających nowe światło na problematykę związku obiektów kulturowych z procesami społeczno-historycznymi. Pokaże nowy aspekt symbolicznego wymiaru praktyk historycznych, a także historycznego wymiaru praktyk symbolicznych, z którymi współcześnie ma do czynienia jednostka, a o których opowiada literatura.

W tej perspektywie historia okazuje się możliwa do poznania jak każdy inny tekst, tzn. poprzez interpretację, dowodzenie, spekulację, a jej fakty stanowią odmianę kreacji, opowieść. Historyczność może okazać się choćby zespołem przeświadczeń i praktyk, które kształtują standardy funkcjonujące jako techniki perswazji społecznej, np. formują ideały wyglądu albo zachowania w miejscach publicznych (vide: „Szkoła wdzięku i przetrwania” Piotra Wojciechowskiego). Jeśli jednostka ich nie przestrzega, ponosi konsekwencje (budzi zdziwienie, naraża się na kpiny, szyderstwa, pogardę). Cierpi, czuje się zniechęcona do wykraczania poza to, co jest uznawane za „właściwe” w jej otoczeniu i co bywa wymuszane na niej przez społeczne oczekiwania. Zaś funkcjonowanie w zgodzie z historycznie uformowanymi standardami spotyka się z nagrodą (podziwem, promocją etc., jak w opowiadaniu „Rude włosy nocą” Włodzimierza Kowalewskiego z jego tomu „Powrót do Breitenheide”).

Według współczesnych badaczy tekstów historycznych i literackich, w których pojawia się historia oraz jej wymiar kulturowy, traktuje się je nie tylko jako sieć przemocy, ale regulator oraz gwaranta zmiany (ruchu, adaptacji). Postrzega się je w wymiarze negocjacji. Literatura zaś prezentuje na swój sposób historyczno-kulturowe siły, które taką zmianę pobudzają.

Jeśli przeczytać pod tym kątem „Opowieści galicyjskie” Andrzeja Stasiuka, a szczególnie, zamieszczone w tym tomie, opowiadanie „Władek”, w którym polityczno-gospodarcze przemiany współczesnej Polski prezentowane są przy użyciu obrazu-synekdochy – ewolucji w zestawie towarów stanowiących zaopatrzenie kiosku na dalekiej prowincji (7) albo opowiadanie „Paris-London-New York” z tomiku „Zima” tegoż autora – utwór o obwoźnym handlu używaną odzieżą z Zachodu, którym zajmuje się niejaki pan Henio, docierający swoją przyczepką na bieszczadzki koniec świata – okaże się, że ich narracja nie zawiera informacji układających się w ciągi przyczynowo-skutkowe, które koncentrowałyby uwagę czytelnika na zdarzeniowym przebiegu akcji – lokalnym odpowiedniku procesu makrohistorycznego. To kolorowe opakowania zagranicznych środków piorących w bieszczadzkim kiosku, obce metki na swetrach i koszulach rozprowadzanych po wsiach przez miejscowego handlarza, nabierają wartości znaku historycznej zmiany, stanowią jej ślad.

Powieści oraz opowiadania powstałe w okolicach roku 1989 (i później) przy wszystkich różnicach w indywidualnych rozwiązaniach dotyczących materii historii, traktują ją (historię) jako opowieść, która podlega nieustannej transformacji, nieostateczną w swoich znaczeniach, lokalną, zdecydowanie upodrzędnioną wobec biografii doznających jej postaci. Tak dzieje się w „Krótkiej historii pewnego żartu”, „Hanemanie” Stefana Chwina, „Zagładzie”, „Zmierzchach i porankach” Piotra Szewca, a także w „Szkicach historycznych” Zbigniewa Kruszyńskiego (które rozważają problematykę historyczności na poziomie mimesis językowej), czy w powieściach Magdaleny Tulli „W czerwieni” oraz „Tryby” i „Skaza” (z ich metatekstowym zainteresowaniem dla modeli opowiadalności historii w szerokim sensie tego słowa). W każdym z tych utworów znaleźć można ślady, zachodzących pod koniec XX w., przemian w pojmowaniu historii jako relacji na temat przeszłości.

W prozie, o której mówię, nie tracą na ważności pytania o materię ludzkiego doświadczania zmiany w czasie: co opowiedzieć, by oddać smak historii?; o jego wpływ na jednostkową tożsamość; ze świadomością, iż jest to relacja zwrotna: kim jest ten, kto czyni historię historią i co z tego wynika dla niego samego?; oraz: jak to opowiedzieć, skoro sam sposób ułożenia opowieści jest konstytutywnym elementem przekazu?

Pytania te wskazują, iż, chcąc się z nimi uporać, literatura staje przed wyzwaniem, które polega na uzyskaniu w tekście efektu zdyskursywizowanej realności z akcentem na ową dyskursywizację, sądzę bowiem, iż miał rację Roland Barthes (8), powiadając, że we współczesnej historii idzie o zrozumiałość, a więc o nazwanie reguł kodu, dzięki któremu jednostka/wspólnota kulturowa funkcjonująca w danym miejscu i czasie tak, a nie inaczej opowiedziała o swoim byciu w świecie to, nie co innego, a co więcej, zostało to zrozumiane, bowiem przekaz uwzględniał ogólnie przyjęte modele komunikowalności/normalności w sensie ontologicznym, epistemologicznym i aksjologicznym. Żeby zbudować ramę obrazu stanowiącego „story” owej opowieści, tzn. wyznaczyć granicę między nim, a tym, co odeń różne oraz, by stworzyć adekwatne tło składających się na ów obraz elementów, trzeba uruchomić wiedzę na temat zasad korzystania z tworzywa takiej opowieści, a najlepiej właśnie te zasady stematyzować. Dlatego dzisiejsza proza o tematyce współczesnej, korzystająca z narracji historycznej, stopniowo będzie na miejsce story wprowadzać dyskurs, traktując go jak opowieść, a w warstwie refleksji, wspinać się na rozmaite piętra metadyskursu. W ważnych dla zilustrowania tego procesu utworach można by wskazać trzy przykładowe podejścia do owej dyskursywizacji opowieści na temat współczesności z historią w tle.

Pierwsze – otwarcie dokonujące interpretacyjnych operacji na materiale pamięci, aktualizujące obrazy przeszłości z mniej lub bardziej ironicznym dystansem, a więc nie tylko po to, by zrekonstruować prywatną wersję jej wizerunku, ale przede wszystkim, by pokazać, że „kod” minionej rzeczywistości został już ujawniony, a, znając jego reguły, potrafimy dla celów operacyjnych odtwarzać jej rozliczne wersje i nasycać je, zależnie od potrzeb, akcentami idylli (np. Andrzej Stasiuk „Jak zostałem pisarzem…”) lub absurdu (np. Marek Sieprawski „Miasteczko z ludzką twarzą”).

Drugie – najbardziej wyraziste, czyniące z warstwy dyskursywnej płaszczyznę właściwego przebiegu „akcji”, podczas gdy tradycyjnie rozumianej „story” przypisuje się tu rolę „exemplum”, fragmentarycznej ilustracji procesu demonstrowanego na poziomie dyskursu i przykuwającego uwagę czytelnika tak, jak w tradycyjnych przekazach czyniła to anegdota fabularna (casus prozy choćby Zbigniewa Kruszyńskiego i Magdaleny Tulli).

Trzecie – uwzględniające podejście mikrohistoryczne, jeśli można tak powiedzieć, a więc próbujące poprzez opowieści niesięgające do wymiaru wielkiej historii zdarzeniowej, a skoncentrowane na jej marginalnych przejawach z zakresu codziennego krzątactwa, oddać aurę własnego czasu historycznego tak, by wydobyć rządzące nią mechanizmy, co oznacza jej utekstowienie, dyskursywizację (np. w utworach Sławomira Shutego „Zwał,” Michała Witkowskiego „Lubiewo”, Mariusza Sieniewicza „Czwarte niebo”, Dawida Bieńkowskiego „Nic”).

Taka zdyskursywizowana opowieść o historii współczesnej w swoich najciekawszych realizacjach czyni własnym tworzywem nie językowe ekwiwalenty elementów rzeczywistości, lecz dyskurs na temat rzeczywistości, bowiem wyczuwa, iż tak naprawdę nie mamy dostępu do rzeczywistości jako takiej, lecz jedynie do informacji na jej temat (9). Całkiem nieprzezroczysta, jeśli dobrze jej się przyjrzeć, informacja o rzeczywistości, która zastąpiła poczciwą przezroczystą (jako wspólnotowa konstrukcja) rzeczywistość historyczną, stała się w tej odmianie polskiej prozy XXI wieku materią opowieści. Pisarze tacy jak Tulli, Kruszyński, a w pewnym sensie także Eustachy Rylski w powieści „Warunek” – w zgodzie z intuicjami dzisiejszych antropologów czy historiografów – uważają, iż diagnozy na temat rzeczywistości, niezależnie od tego, czy formułowane w narracji historycznej, antropologicznej, czy literackiej, mają tę samą wartość poznawczą. Zasygnalizowane to zostało poprzez sam wybór tworzywa ich utworów. Zdają się oni pamiętać (za Barthesem), iż „słowo formułuje strukturalizację (rzeczywistości – H.G.) w tej mierze, w jakiej – rzutowane na treść – samo jest małą strukturą” (10). Podstawowymi jednostkami swoich opowieści czynią więc takie małe i duże „struktury”, a nie proste desygnaty elementów rzeczywistości.

U Magdaleny Tulli są to matryce opowieści, sposoby ich łączenia, procesy rozpadu wyczerpanych i rodzenia się nowych wzorów opowiadalności świata historycznego, najogólniej mówiąc – przestrzeń dyskursu literackiego na temat ludzkiej rzeczywistości, nie zaś anegdota przywołująca tej rzeczywistości literackie wyobrażenia. W „Warunku” Eustachego Ryskiego z kolei, podstawowe jednostki opowieści to mechanizmy powstawania historycznej legendy – interpretacyjnego fundamentu rzeczywistości, któremu zawdzięcza ona (tj. rzeczywistość) swe sensy, warstwę imponderabiliów.

A więc, podstawowe jednostki opowieści tych dwojga autorów – matryce, wzory, mechanizmy sterujące kształtem i doborem informacji na temat tego, co przywykliśmy nazywać rzeczywistością historyczną – zdają się odsyłać bardziej do sfery „signifiants” oraz zachodzących między nimi związków niż „signifié”. Elementy tradycyjnie pojmowanej anegdoty zostały wykorzystane przez Tulli czy Rylskiego (11) jedynie przykładowo i mogłyby zostać zastąpione innymi. Imiona i nazwiska bohaterów ich prozy mają znaczenie o tyle, o ile serio lub na zasadzie pastiszu odsyłają do typu, grupy, konstelacji społeczno-historycznej. Dlatego kresowy ziemianin może w „Warunku” nazywać się Rangułt, a bohaterowie narracji o rozpadzie mieszczańskiego świata z jego solidnymi instytucjami, fabrykami, życiem rodzinnym, jaką przynosi „W czerwieni” – niemiecko brzmiące nazwiska, które czytelnik winien skojarzyć z solidnością cywilizacji technicznej końca XIX i początków XX wieku. Czynności postaci, tradycyjnie decydujące o biegu akcji utworów, pełnią w tej prozie całkiem inne funkcje, niż w opowieściach realistycznych pierwszego stopnia, bezpośrednio odsyłających do rzeczywistości.

Głównym układem fabularnego odniesienia w prozie Tulli jest bowiem właśnie koniec pewnego świata osiągający swoje apogeum w dobie Holocaustu. U Rylskiego – wojny napoleońskie i ich dalekie echa, docierające do kresowych szlacheckich dworków to tylko pretekst, przykład nieskrywający rysów konstruktu, igrający chwytami podważającymi własną wiarygodność (12), a skomponowany po to, by pokazać, jak odchodzą stare, a rodzą się nowe światy, jak w dobie pre-nowoczesności, u zarania emancypacyjnych ruchów romantyzmu krystalizują się warunki sprzyjające budowaniu mitów i legend (a więc poniekąd performatywów), które zadecydują o duchowym kształcie kolejnych epok historycznych z ich mikro- i makro-opowieściami założycielskimi.

Autorów tej prozy nie interesuje opowieść o faktach historycznych jako takich, bowiem, podobnie jak ongiś Fryderyk Nietzsche, zdają się sądzić, że nie ma faktów samych w sobie i zawsze należy rozpoczynać od wprowadzenia sensu, aby można było dzięki temu otrzymać fakt. Toteż ciekawią ich sposoby konstytuowania sensu, ponieważ, jak powiada Barthes, któremu mój wywód wiele zawdzięcza, to, co opowiedziane, pochodzi od tego, co godne opowiedzenia, tzn. tego, by być opowiedzianym. Ich utwory literacko dowodzą tez, którymi zajmowali się już wcześniej historiografowie, a które mówią, że element rzeczywistości historycznej jako składnik opowieści ma egzystencję wyłącznie lingwistyczną, choć w przypadku prozy realistycznej czytelnik zwykł go traktować tak, jakby ta egzystencja była prostą „kopią” innej egzystencji tego, co „rzeczywiste”.

Hanna Gosk

PRZYPISY:

(1)    Roland Barthes, „Dyskurs historii”, tłum. Adam Rysiewicz, Zbigniew Kloch, „Pamiętnik Literacki” 1984 nr 3.

(2)    Kiedy piszę słowo „historia” dużą literą, mam na myśli jej holistyczną, przyczynowo-skutkową wersję, operującą pojęciami prawdy i faktu, uwzględniającą przebiegi zdarzeniowe dotyczące losów wielkich wspólnot (narodów, plemion, wyznawców określonych religii etc.).

(3)    Określenie Igora Newerlego użyte przezeń w powieści autobiograficznej „Zostało z uczty bogów”, Warszawa, 1988, s. 76.

(4)    Por. np. Franklin R. Ankersmit, “History and Tropology. The Rise and Fall of Metaphor”, Berkeley, Los Angeles, London, 1994, Dominik LaCapra, “Writing History, Writing Trauma”, The John Hopkins University Press, Baltimore, Londyn 2001.

(5)    Ewa Domańska „Mikrohistorie. Spotkania w międzyświatach”, dz. cyt.

(6)    Tamże, s. 99.

(7)    Czytamy tu: „We wsi stał kiosk. Gdy w okolicy urzędował komunizm, ten największy szafarz szarości, buda wyglądała jak brudne akwarium […] A teraz wygląda to tak, jakby kolejne stworzenie świata nie odbywało się w czasie i przestrzeni, ale w dziedzinie barw. Ta witryna jest najbarwniejszym miejscem w promieniu piętnastu kilometrów.” Andrzej Stasiuk, „Władek”, [w:] tegoż „Opowieści galicyjskie”, Kraków 1995, s. 13.

(8)    Rolad Barthes, „Dyskurs historii”, dz. cyt.

(9)    Pisał o tym również Franklin R. Ankersmit w pracy „Historiografia i postmodernizm”, tłum. Ewa Domańska, [w:] „Postmodernizm. Antologia przekładów”, wybór, opracowanie, przedmowa Ryszard Nycz, Kraków 1990, s. 150. Czytamy tu: „[…] wobec naszego dzisiejszego sposobu mówienia o informacji, rzeczywistość, której dotyczy, jest usuwana w cień. To informacja jest rzeczywistością, a nie rzeczywistość, która się za nią kryje. Informacja zyskuje autonomię i zaczyna istnieć jako byt sam w sobie.” (podkr. H.G.).

(10)    Rolad Barthes, dz. cyt., s. 231.


(11)    Wywiad, którego Eustachy Rylski udzielił „Gazecie Wyborczej” z 1–2 lipca 2006 r. (rozmowa Katarzyny Janowskiej i Piotra Mucharskiego) zatytułowany został „Często urągam materii”. Twórca powiada w nim: „Do >>Warunku<< przygotowywałem się dokładnie. Uznałem, że chcąc pominąć historię, muszę ją dobrze znać. Nie zmieniałem faktów, ale traktowałem historię dosyć lekko, by nie rzec – nonszalancko.” (podkr. – H.G.).

(12)    Por. choćby fragment opisujący spotkanie Rangułta i Hoszowskiego z oddziałem rosyjskich gwardzistów. Arystokratyczni rosyjscy oficerowie nie reagują w sposób przewidziany paradygmatem realistycznej powieści historycznej (dbającej o prawdopodobieństwo sytuacyjne) na fakt, że jeden z ciemnych rosyjskich chłopów (bo za takiego biorą przebranego w chłopskie łachmany Rangułta) znienacka przemawia do nich po francusku. Zamiast potraktować go jak podejrzanego osobnika, odjeżdżają, rozmyślając o tajemniczości rosyjskiej duszy. Fragmentów o podobnej wymowie można w tej powieści wskazać więcej.

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas