poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
hm
Camera obscura [Dekada Literacka 2006, nr 3 (217)]


Roztargnieni:
1. Tadeusz Nyczek („Przekrój” nr 9) – napisał, że w r. 1904 k r a k o w s k a „Chimera” opublikowała polski przekład eseju Kleista o teatrze marionetek.
2. Piotr Kajewski („Odra” nr 2, s. 107) – napisał, że spotkał się ze zdaniem, iż pierwszym polskim eseistą z prawdziwego zdarzenia był S t a n i s ł a w Stempowski.
3. Ryszard Kozik („Gazeta Wyborcza” – Kraków, 28 III) – napisał, że do przyjaciół domu państwa Lemów należał m.in. S t a n i s ł a w Mrożek.
4. Adam Karpiński („Stan i zadania tekstologii i edytorstwa”, w: „Polonistyka w przebudowie”, t. II, s. 714) – napisał, że „pytanie o krytyczne wydanie dzieł S t a n i s ł a w a Różewicza wisi w powietrzu”.
5. Michał Januszkiewicz („Ku teoretycznej wielości”, „Problemy Teorii” nr 5) – napisał, że „formalistycznym przekonaniom o rzekomej autonomiczności literatury” przeciwstawił się m.in. S t e f a n  Łempicki.

Aleksander Nawarecki w książce zbiorowej „Szkoła mikro w badaniach literackich” twierdzi, że to, co Anglicy określają jako „Sublime”, Niemcy nazywają „Ereignis” (s. 14). A nam się zawsze zdawało, że „Sublime” (wzniosłość) to po niemiecku „das Erhabene”, „Ereignis” zaś to po prostu „zdarzenie”.

»Nie wiadomo, kto wymyślił „Czerwonego kapturka” – Grimmowie czy Charles Perrault« – obwieszcza „Przekrój” (nr 9). Gdyby redakcja zajrzała do encyklopedii, dowiedziałaby się, że zbiór Grimmów jest o stokilkanaście lat późniejszy od zbioru Perraulta, więc pierwszeństwo Perraulta jest bezsporne. Ale znawcy twierdzą, że Perrault zaczerpnął fabułę swych bajek ze źródeł ludowych.

W komunikacie z 355 zebrania Konferencji Episkopatu biskupi przypomnieli zasadę św. Augustyna: „W sprawach koniecznych – jedność, w wątpliwych – wolność, a we wszystkim – miłość” („Tygodnik Powszechny” nr 12). Tymczasem – według autorytatywnego słownika „Geflügelte Worte” Büchmanna, sformułowanie to pochodzi z dzieła niemieckiego teologa Rupertusa Meldeniusa (właściwie: Peterusa Meuderlinusa) „Paraenesis votiva pro pace ecclesia” (1626), a powtórzył je Amos Komensky w „Unum necessarium” (1668). Kto ma rację?

Stanisław Mancewicz („Gazeta Wyborcza” – Kraków z 24 marca) pisze: „Nie spotkałem odważnego, który by się ważył Stempowskiego dotknąć” (mowa o eseiście Jerzym Stempowskim). Owszem, był taki – Kazimierz Wyka napisał przed wojną: „erudycyjne ornamenty Jerzego Stempowskiego na wszystkie i żadne tematy zieją nudą wewnętrzną” („Laboratorium nowego stylu”).

Krzysztof Burnetko w artykule o przewrocie majowym („Pomocnik Historyczny”, dodatek do „Polityki” nr 1) nazywa Piłsudskiego „sędziwym Marszałkiem”. Tymczasem – w r. 1926 miał on zaledwie 59 lat i nawet według ówczesnych miar nie był jeszcze człowiekiem sędziwym.

Oto cytaty z kolumny teatralnej w „Przekroju” nr 8; autorzy: Jacek Sieradzki, Tadeusz Nyczek, Łukasz Drewniak: „Wypasiony nocny klub”, „trans tuningowanej rzeczywistości”, „faceci nigdy nie odpuszczają”, „rozpaczliwe dyskotekowe krowiszcze”, „szlaja się po castingach i imprezach”, „metroseksualna i metroteatralna postać”, „uprawia się płeć jak w RTL2”, „tekst […] dokopuje się do czegoś prawdziwego”, „rubaszka lizusowatego służącego […] daje po oczach barwą słodkiego różu”, „cała przestrzeń […] jest ekspozycją psychicznego odjechania”, „popaprańcy z pustej stacji”, „szajbuska […] stara się trzymać szpan”, „szemrani kolesie”. I polszczyzna też szemrana.

W political fiction Marca Dugaina „Klątwa Edwarda” czytamy: „Śledztwa obejmowały literatów – na przykład powieściopisarza Pearla Bucka, który nie będąc komunistą, opowiedział się przeciw segregacji rasowej” (s. 88). W rzeczywistości – chodzi tu nie o powieściopisarza, ale o powieściopisarkę o tym imieniu i nazwisku, i to nie byle kogo, bo laureatkę nagrody Nobla z r. 1938. Dziś – jak widać, jest zupełnie zapomniana, skoro nazwisko jej nic nie mówi nawet znawcy literatury XX w., jakim jest tłumacz tej książki Janusz Margański.

Włodzimierz Kalicki („Duży Format”), opowiadając o wileńskim procesie Stanisława Cywińskiego z r. 1938, wzmiankuje, że „jego recenzja z książki Wańkowicza o COP nie zwróciła uwagi naczelnika Wydziału Politycznego Społecznego Urzędu Wojewódzkiego w Wilnie, który kontrolował artykuły prasowe przed drukiem. Recenzji doc. Cywińskiego nie skonfiskowano”. A przecież w Polsce międzywojennej nie było cenzury prewencyjnej (przed drukiem), tylko represyjna (po druku), powodująca konfiskatę danego numeru czasopisma z punktów sprzedaży prasy i ewentualnie skierowanie sprawy na drogę sądową.

Według Krzysztofa Kozłowskiego i Wojciecha Pięciaka („Tygodnik Powszechny” nr 18) Mateusz Bigda to „tytułowa postać z międzywojennego dramatu politycznego Juliusza Kadena-Bandrowskiego >>Bigda idzie<<”. Jerzy Paczkowski napisał przed laty fraszkę „Mateusza Bigdy nie przeczytam nigdy”. Nie czytają go też w „Tygodniku Powszechnym”. Bo gdyby czytano, to redaktorzy by wiedzieli, że Kaden nie napisał dramatu >>Bigda idzie<<, lecz powieść „Mateusz Bigda”. A „Bigda idzie” to cytat z tej powieści, który stał się tytułem spektaklu telewizyjnego Andrzeja Wajdy.

W powieści Janusza Andermana „Cały czas” bohater A.Z., planując widowisko o powodzi 1997 roku, rozmyśla: „Zaczynamy od Tuwima, o szyby deszcz dzwoni i tak dalej” (s. 303), w końcu jednak „wyrzucił wiersz Tuwima”. Tuwim – jak widać – pomylił się A. Zetowi ze Staffem jako autorem szkolnego wiersza „Deszcz jesienny”. Czy tylko jemu, czy też także autorowi?

Julian Kornhauser („Odra” nr 4) twierdzi, że „przez prawie pół wieku wiersz »Bagnet na broń« Broniewskiego kłamliwie interpretowano jako odpowiedź poety na atak Hitlera na Polskę”, nie wspominając ani o wierszu Młodożeńca „Na zwady dzień”, z którym bezpośrednio koresponduje utwór Broniewskiego, ani o układzie monachijskim, zagarnięciu Czechosłowacji, wojnie polskiej o Zaolzie i kapitulacji prezydenta Hachy pod koniec marca 1939. Otóż – wbrew Kornhauserowi w opracowaniach historycznoliterackich minionego okresu wiersz Broniewskiego zawsze interpretowano nie jako odpowiedź na atak Hitlera, lecz – zgodnie z prawdą – jako odpowiedź na  z a g r o ż e n i e  n a p a ś c i ą  H i t l e r a. (Ewa Korzeniewska, „Zarys literatury polskiej dla klasy XI”, Warszawa 1952, s. 82-83: „napisany w kwietniu 1939 r. (…) – wiersz nawołujący do obrony zagrożonej przez wroga ojczyzny”; Ryszard Matuszewski, „Literatura międzywojenna”, Warszawa 1953, s. 151: „w momencie zagrożenia Polski przez hitleryzm”; Z. Siatkowski, „To samo nad Wisłą”, w: „Z problemów literatury polskiej XX wieku”, t. II., Warszawa 1965, s. 465: „Bagnet na broń powstał bardzo wcześnie (data publikacji – 9 kwietnia)”. Nie wiadomo też dlaczego Kornhauser ma pretensje o to, że w komentarzach do wiersza Broniewskiego nie było mowy o układzie monachijskim, wojnie o Zaolzie itp. Przecież wiersz Broniewskiego wywołany został nie tym wydarzeniem, lecz niemieckimi żądaniami przyłączenia Gdańska do Rzeszy i budowy autostrady przez Pomorze, co i w Polsce, i za granicą traktowano jako sygnał niebezpieczeństwa zbrojnej agresji Niemiec na Polskę. A jeśli chodzi o wiersz „Na zwady dzień”, to przypomniał go i obszernie omówił Stanisław Burkot („Dwa wiersze i historia”, „Miesięcznik Literacki” 1984, nr 1). Suponował on, że „Bagnet…” był repliką na ten utwór. Hipoteza to wątpliwa, bo „Na zwady dzień” ukazał się w miesięczniku „Chłopski Świat” z kwietnia 1939 roku, a więc według wszelkiego prawdopodobieństwa później od daty napisania „Bagnetu”. Burkot przypuszczał, że Broniewski czytał go w rękopisie – lecz dowodów na to nie ma. „Wewnętrzna dialogowość” obu utworów, na którą powoływał się Burkot, może być rezultatem przypadku. W każdym razie artykuł jego świadczy, że korespondencja ta nie była przemilczana.

hm
 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas