poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
HENRYK MARKIEWICZ
Słownik nieplewiony
Dekada Literacka 2006, nr 3 (217)

Ukazało się nakładem „Ossolineum” dzieło od dawna oczekiwane: bardzo potrzebny dwutomowy „Słownik biograficzny historii Polski” (tytuł niezbyt logicznie sformułowany, ale mniejsza o to). Ma on wielu rodziców. Jako redaktorzy występują Janina Chodera i Feliks Kiryk, poza tym wymieniono na odwrocie karty tytułowej 3 redaktorów „Ossolineum”, a pod przedmową podpisaną przez Stanisława Sierpowskiego – 15 nazwisk „weryfikatorów”.

Niestety, pobieżne już przekartkowanie „Słownika…” (zaglądałem głównie do życiorysów polityków, pisarzy, artystów i uczonych-humanistów) wywołuje zdumienie, a mówiąc szczerze – irytację. Zabrakło tu bowiem tak ważnych nazwisk, jak np. Stanisław Adamczewski, Józef Archutowski, Konstancja Benisławska, Ludwik Bernacki (dyrektor „Ossolineum”), Aleksander Bronikowski, Józef Cyrankiewicz (!!!), Wojciech Dębołęcki, Izaak Deutscher (wymieniony tylko jako… pseudonim Stanisława Kota), Maria Dłuska, Adam Dołżycki, Ludwik Fleck, Stefan Grzybowski, Dyonizy Henkiel, Czesław Hernas, Julian Kaliszewski (Klin), Zenon Kliszko, Onufry Kopczyński, Jerzy Kosiński, Wacław Krzeptowski, Wacław Kubacki, Eugeniusz Kucharski, Julian Leński, Zdzisław Libera, Maria Malicka, Mieczysław Moczar, Ostap Ortwin, Roman Pilat, Kazimierz Piwarski, Karol Radek, Władysław Sebyła, Jan Emil Skiwski, Dymitr Solikowski, Rudolf Starzewski, Antoni Szandlerowski, Artur Śliwiński, Władysław Tarnawski, Teodor Tripplin, Stanisław Trzeciak, Wiktor Weintraub, Maryla Wolska, Wiktor Woroszylski, Tymon Zaborowski, Kazimiera Zawistowska, Juliusz Zborowski, Eleonora Ziemięcka, Edward żeligowski. Listę tę można by wielokrotnie wydłużyć, choć wśród 5000 haseł umieszczonych w Słowniku… znaleźć można nazwiska o niższym poziomie wybitności (1).

Inną wadą „Słownika…” są dysproporcje w rozmiarach, a w konsekwencji – w szczegółowości haseł. Trudno pogodzić się z tym, że życiorys kardynała Sapiehy zajmuje pół szpalty, a kardynała Wyszyńskiego blisko 3 szpalty, że Matejce poświęcono jedna szpaltę, a Wyczółkowskiemu – dwie, że życiorys Karola Szymanowskiego jest krótszy od życiorysu Jerzego Petersburskiego, życiorys Jerzego Leszczyńskiego – od życiorysu Krzysztofa Litwina, a życiorys Marii Znamierowskiej-Prüfferowej dłuższy od życiorysu Floriana Znanieckiego.

W sposobie opracowania haseł brak jakiejkolwiek konsekwencji. W jednych podaje się imiona rodziców, uprzednie nazwisko (jeśli potem zostało zmienione), stosunki rodzinne, w innych hasłach brak tych danych. W jednych charakteryzuje się (mniej lub bardziej udatnie) twórczość pisarzy czy poglądy uczonych, w innych nie. W jednych podaje się, i to obficie, tytuły napisanych książek (w haśle „Czachowski Kazimierz” wymieniono nawet jego 40-stronicową broszurkę o Dygasińskim i książkę „Juliusz Kaden Bandrowski”, której Czachowski nigdy nie opublikował), w innych tytuły zostały pominięte.

Kiedy tytuły te się pojawiają, ich dobór i uporządkowanie pozostawiają wiele do życzenia. Weźmy hasło „Iwaszkiewicz Jarosław”. Dowiadujemy się z niego, że „najważniejszą formą jego wypowiedzi prozatorskiej stały się opowiadania i nowele”, ale żaden ich zbiór nie został tytułem nazwany. Spośród powieści wymieniono tylko „Sławę i chwałę”, zapominając nawet o „Czerwonych tarczach”. Za to skrupulatnie wyliczono wszystkie dramaty Iwaszkiewicza. Inny przykład: z hasła o Mikołaju Koperniku nie można się dowiedzieć, jak brzmiał tytuł jego głównego dzieła (znajdujemy tylko skrót O obrotach), choć dwa inne jego łacińskie tytuły zacytowano. W haśle „Żeromski Stefan” wyliczono skrupulatnie jego błahe juvenilia, ale zapomniano o „Syzyfowych pracach”. W haśle o Zygmuncie Nowakowskim nie ma „Gałązki rozmarynu”. W haśle „Brückner Aleksander” zapomniano o jego „Dziejach literatury polskiej” i „Historii literatury rosyjskiej”, w haśle „Chmielowski Piotr” – o jego „Historii literatury polskiej”, opracowaniach literatury dramatycznej i krytyki literackiej; w haśle „Kołaczkowski Stefan” – o monografiach o Wyspiańskim i Kasprowiczu (choć wspomniano o jego niedokończonej książce o Brzozowskim). – Wśród przekładów Aliny Świderskiej brak największego jej osiągnięcia – „Boskiej komedii”. W haśle „Dyboski Roman” dwa razy mowa jest o tym samym: najpierw że „wydał pierwszy polski podręcznik anglistyki i omówił piśmiennictwo angielskie do końca XV w.”, a dalej – że był autorem m.in. książki „Literatura i język średniowiecznej Anglii”.

Nie najlepiej jest też z charakterystyką pisarzy – jeśli w ogóle się pojawia. „Jezioro Bodeńskie” Dygata, na przykład, zostało omówione dość szczegółowo, ale, na przykład, „Nie-Boska komedia” i „Irydion” skwitowane zostały jednym zdaniem – że „podejmowały kwestię aktywności człowieka w świecie kreowanym wolą Opatrzności”. Niektóre opinie sformułowane są dość enigmatycznie lub ekscentrycznie. O „Panu Podstolim” dowiadujemy się, że powieść ta „przybrała formę reportażu”. O Broniewskim: „uznany został jako przedwojenny komunista piewcą nowego ustroju. Poeta przyjął tę rolę niejako wbrew sobie. To rozdwojenie doprowadziło go do alkoholizmu”; o Gombrowiczu: „w kierunku autentyzmu doświadczeń egzystencjalnych zmierzał też romansowo-kryminalny „Kosmos”, zgłębiający zagadkową psychologię erotyzmu”; o Leopoldzie Buczkowskim: „dla jego pisarstwa znamienna jest rola trzech kluczowych figur: archiwum pamięci, muzeum kultury, księgi”; o „Obrazie współczesnej literatury polskiej” Czachowskiego – „największe osiągnięcie krytyki międzywojennej”.

Co gorsza, w „Słowniku…” mnóstwo jest faktograficznych błędów, luk i sformułowań niezgrabnych bądź mylących. I tak: książki historyczne Mariana Brandysa nie są powieściami. – Tadeusz Breza był w latach 1933-39 redaktorem w „Kurierze Porannym”, nie w „Kurierze Warszawskim”. – Nigdy nie ukazał się „Słownik terminów literackich”, którego redaktorem miał być Kazimierz Budzyk. – „Nemolaka” Michała Czajkowskiego to powieść, a nie odezwa do Polaków, by pojednać się z carem Aleksandrem. – O Bronisławie Dąbrowskim czytamy, że „w czasie okupacji pracował we Lwowie jako inkasent gazowni; w teatrze konspiracyjnym zrealizował „Ich czworo” G. Zapolskiej”. Ani słowa o tym, że był reżyserem w Teatrze Polskim we Lwowie, pod okupacją sowiecką, w latach 1939-1941 i kierował nim w latach 1944-1945.

Nie można się też ze „Słownika…” dowiedzieć, co robił biolog Jan Dembowski między rokiem 1939 a 1945. – Autor hasła o Samuelu Dicksteinie nie uważał za potrzebne nadmienić, że we wrześniu 1939 popełnił on samobójstwo. – W haśle o Romanie Dmowskim nie wspomniano o jego powieściach wydanych pod pseudonimem Kazimierza Wybranowskiego. – „Z daleka i bliska” Felicjana Faleńskiego to nie powieść, lecz krótka powiastka. – Wbrew temu, co napisano w „Słowniku…”, Gombrowicz ukończył powieść „Opętani” (zakończenie odnalazł L. Grzeniewski już w r. 1986). – Opowieść Anieli Gruszeckiej-Nitschowej „Od Karpat do Bałtyku” nie jest napisana „archaicznym językiem”, autor hasła pomylił ją z utworem „Nad jeziorem”. – Książka Ferdynanda Goetla „Pod znakiem faszyzmu” to nie reportaże, lecz zbiór artykułów publicystycznych (błąd odpisany z „Encyklopedii” PWN). – Wiktor Hahn nie ogłosił monografii życia i twórczości Kraszewskiego, lecz tylko obszerny wstęp tej treści do powieści „Morituri”. – „Wybór poezji” Asnyka w opracowaniu Pawła Hertza nie jest opatrzony bogatym komentarzem. – W haśle o Zofii Jaroszewskiej wymienia się (poza debiutem) tylko jej powojenne role teatralne i (skrupulatnie) role filmowe, gdy tymczasem jej najwybitniejsze osiągnięcia artystyczne przypadają na okres międzywojenny. – Mieczysław Jastrun nie był członkiem redakcji „Nowych Widnokręgów”. – Powieść Zygmunta Kaczkowskiego „Olbrachtowi rycerze” dzieje się w XV w., nie mogła być więc polemiką z wizją przeszłości Polski zawartą w „Ogniem i mieczem”. – Kallenbachowskie wydanie pism Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego miały charakter nie krytyczny, lecz popularny. – Stefan Kisielewski nie napisał komedii muzycznych „Madame Sans-Gêne” i „Straszny dworek”, lecz tylko skomponował do nich muzykę. – „Literatura polska” Gabriela Korbuta miała nie kilka, lecz tylko dwa wydania. – W książce Jana Kotta „Szkoła klasyków” nie ma szkiców o Balzaku i Stendhalu. – Stanisław Łempicki nie opublikował z Kazimierzem Hartlebem książki „Historia kultury” (był to 18-stronicowy artykuł w „Kwartalniku Historycznym”), ani też książki „Renesans i humanizm w Polsce”, bo ukazała się ona w pięć lat po jego śmierci. – Rozprawa Maurycego Manna „Rozwój syntezy literackiej od jej początków do Gervinusa” nie tylko nie jest „pionierskim ujęciem metodologii literatury”, ale w ogóle się nią nie zajmuje. – Modrzejewska nie grała tytułowej roli w sztuce „Lady Makbet”, bo sztuka pod tym tytułem nie istnieje. – W życiorysie Eugeniusza Paukszty nie odnotowano, że w r. 1945 został aresztowany przez NKWD i przez blisko rok pracował jako górnik w Zagłębiu Donieckim. – „Żywe wiązania” i „Rozmowa w sadzie piątego sierpnia” Newerlego nie są powieściami. – „Cuda teatru” i „Puchar Krakowa” Zygmunta Nowakowskiego to nie zbiory felietonów, lecz książeczki dla młodzieży. – Nie kilka, ale wszystkie dramaty Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej zostały wydane (1986). – Od dość dawna wiadomo, że Konstanty Rokossowski urodził się nie w Warszawie, lecz w Wielkich Łukach. – Artur Sandauer ogłosił opowiadanie „Śmierć liberała” w „Odrodzeniu”, a potem dopiero w paryskim tygodniku „Combat”. – Grana przez Aleksandrę Śląską w „Fantazym” Idalia nie należy do „kobiet władczych, uwikłanych w mechanizmy historii”. – Włodzimierz Sokorski był teoretykiem (pożal się Boże, jakim) socrealizmu w sztuce nie jako publicysta „Kuźnicy” i „Odrodzenia”, lecz jako wiceminister, a potem minister Kultury i Sztuki. – W biogramie Kazimierza Wierzyńskiego napisano, że otrzymał Złoty Wawrzyn PAL, zapomniano – że został jej członkiem. – „Spór o Mickiewicza” nie był pracą habilitacyjną Stefana Żółkiewskiego i oczywiście nie pojawił się tam „naturalistycznie pojmowany proces historyczny”. – Dziwacznie brzmi zdanie, że po zajęciu Lwowa przez Armię Czerwoną Jerzy Ziętek „został przeniesiony w głąb ZSRR”. – Szkice Boya-Żeleńskiego o Żmichowskiej, Przybyszewskim i Mickiewiczu nie są ich biografiami (2).

Jeśli chodzi o ikonografię, trzeba powtórzyć za Elżbietą Sawicką („Rzeczpospolita” z 8/9 IV 2006), że mało sensowne jest zamieszczenie w wydawnictwie tego rodzaju całkowicie imaginacyjnych wizerunków władców średniowiecznych (z królem Popielem na czele!!!) i dawanie reprodukcji obrazów malarzy zamiast ich portretów, i że w doborze zdjęć postaci współczesnych panuje najczęściej „ślepy traf” (nie ma zdjęć Giedroycia, Herberta, Herlinga-Grudzińskiego, Nowaka-Jeziorańskiego, choć znalazło się miejsce na portrety Haliny Auderskiej, Bohdana Czeszki czy Mariana Załuckiego). Dodam tu jeszcze, że zdjęcie podpisane „Karol Estreicher” przedstawia Stanisława Estreichera, a rysunek Wyspiańskiego podpisany „Stanisław Estreicher” jest portretem Tadeusza Estreichera.

Błędy są nieuchronne; piszę to na podstawie własnych doświadczeń jako dawny redaktor „Polskiego Słownika Biograficznego”. Zawsze czyhają na nas miejsca niewiedzy i chwile nieuwagi. Ale w „Słowniku…” jest ich nieprzyzwoicie dużo, a przy tym są to w większości błędy, których można było uniknąć, gdyby redakcja staranniej wypisała hasła, na przykład z 7-tomowej „Encyklopedii” PWN (słownik biograficzny nie powinien być uboższy od encyklopedii powszechnej średnich rozmiarów) i wymagała od autorów stosowania się do jakiejś instrukcji wydawniczej, gdyby autorzy uważniej czytali kompendia, z których odpisywali swe hasła, gdyby chciało im się przynajmniej obejrzeć książki, których tytuły wymieniają. „Słownik…” wiele daje do myślenia – na temat poziomu kompetencji i odpowiedzialności tolerowanego dziś w wydawnictwach naukowych. Ale nie będę tu moralizował; nikt się tym zresztą nie przejmie. „Anything goes…”

Chciałbym jednak wobec „Ossolineum” wysunąć pewien postulat praktyczny. „Słownik…” na pewno znalazł wielu nabywców. Należy im się ze strony wydawnictwa jakieś zadośćuczynienie za przeoczenia, gafy i niedoróbki zawarte w tym, co kupili. Mają prawo domagać się, by „Ossolineum” opublikowało suplement, gdzie znajdą się pominięte bezzasadnie życiorysy i najkonieczniejsza errata, której przygotowanie zlecić jednak należy weryfikatorom bardziej kompetentnym i uważniejszym niż dotychczasowi.

Henryk Markiewicz



PS. Już po oddaniu tego tekstu do druku recenzję „Słownika…” ogłosił prof. Janusz Tazbir w „Nowych Książkach” (nr 6). Zaczyna się ona od pochwały: „biogramy (…) cechuje w lwiej części rzetelność informacji, jasność wykładu, trafny w zasadzie dobór postaci” – po czym autor formułuje te same mniej więcej co i ja zarzuty.

PRZYPISY:

(1)    Żeby nie być gołosłownym, wypisuję niektóre hasła z litery W: Wiącek Wojciech, Wierzbicki Feliks, Wilkowski Jan, Władyczko Stanisław, Woronicz Janusz, Wyrobek Bogusław.

(2)     Pomijam liczne rzucające się w oczy błędy drukarskie: Jaracz występuje tu w Zemście jako Rejtan, Stefan Kawyn jest historykiem litewskim, „Kordian” ukazuje się w r. 1830, Spasowicz współpracuje z J. Chryzką (zamiast Ohryzką), Staff jest członkiem PAU, Stanisław Witkiewicz umiera w uzdrowisku „Lovran”. Żadnej erraty do książki nie dołączono!

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas