poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ARTUR WIŚNIEWSKI
Nienarysowany świat, przerysowana historia. Polska Ludowa we współczesnym komiksie
Dekada Literacka 2006, nr 3 (217)

Magnetofon Kasprzak (na licencji Grundiga!) z czerwonym klawiszem nagrywania, guma do żucia Donald, Bruce Lee i „Wejście smoka”, smak oranżady w proszku, kolekcjonowanie puszek po piwie – tak zaczyna się ciąg skojarzeń przeciętnego trzydziestolatka zapytanego o PRL. Dla tego pokolenia Polska Ludowa jest krainą odległego i niezwykłego dzieciństwa, które wspomina się czasem z sentymentem, czasem z wściekłością. Nie jest to kraina represji, walki o wolność czy bolesnych wyborów – to pokolenie było zbyt młode, aby aktywnie uczestniczyć w życiu społecznym i politycznym. PRL dla roczników siedemdziesiątych nie był krainą zniewolenia, ale krainą braku. Braku czekolady, cukierków, batonów, coli, zabawek, wreszcie komiksów. Wszystko to było towarem deficytowym, dalekim, niemal nieosiągalnym, choć istniejącym. Od tego, co można było usłyszeć w radiu (oficjalnym i zagłuszanym RWE), ważniejsze było, że po odstaniu w gigantycznej kolejce istniała szansa zakupu nowego Kajka i Kokosza. Powyższe stwierdzenia są oczywistością i wyrażane były już nie raz w najnowszej prozie i publicystyce – swoistą syntezą tego obrazu jest pierwsza część tekstu Sławomira Shutego „W paszczy konsumpcji” z tomu „Frustracja. Młodzi o Nowym Wspaniałym Świecie”. Nie chciałbym jednak odsyłać do publicystyki, bo bardziej znamienna jest dla mnie scena z filmu "Pręgi" Magdaleny Piekorz, która znakomicie uchwyciła, czym PRL był dla ówczesnych jeszcze nawet nie nastolatków. Gdy ojciec głównego bohatera ogląda telewizyjny dziennik, w którym spiker podaje informacje o zabójstwie księdza Jerzego Popiełuszki, Wojtuś zajęty jest spisywaniem tekstu piosenki Lady Pank ze swojego ukochanego Kasprzaka. Nie obchodzi go niepojęte i odległe zabójstwo księdza, bo nie jest jeszcze w stanie się nim przejąć – ważniejsza jest muzyka z wybłaganego od ojca magnetofonu z bezcenną funkcją nagrywania. Gdyby był pod ręką, równie ważny byłby komiks o przygodach Tytusa, Romka i A’Tomka. Teraz rówieśnicy Wojtusia rysują własne komiksy i – co zdumiewa – są one nie o Kasprzaku, ale o Popiełuszce właśnie.

Kadry nienarysowane

Polska Ludowa została opisana, zanalizowana, sfilmowana i wciąż poddawana jest procesom utrwalenia i bezustannej interpretacji. Wydawać mogłoby się, że podobnie jest w wypadku dziś tworzonego komiksu. Naturalne wydawałoby się, że – podobnie jak w młodej prozie – odnajdziemy w komiksie bez większego trudu np. obraz dzieciństwa w PRL. Trudno o wdzięczniejszy temat dla rysownika – drobiazgowo oddać lub artystycznie przeinterpretować design tamtych czasów! Neony z absurdalnymi reklamami PKO, ruchome literki menu w barze mlecznym, pierwszomajowe gołąbki i chorągiewki, etykiety zastępcze, zielone sukno i paprotka, autobus „ogórek” i setki innych osobliwości, które czynią nie tylko PRL, ale wszelkie demoludy niezwykle atrakcyjnymi dla twórcy (vide film „Good Bye Lenin!” Wolfganga Beckera).

Tymczasem nic takiego w polskim komiksie nie istnieje. Ktoś, kto chciałby wśród propozycji polskich twórców odnaleźć fabułę osadzoną w realiach PRL, będzie srogo zawiedziony. Owszem, można odnaleźć tu Historię (przez bardzo wielkie „H”, o tym zaraz będziemy mówić dalej), ale nie ma sensu szukanie ludzkich historii umocowanych w realiach przed 1989 rokiem. Nie doczekaliśmy się ani wspomnienia dzieciństwa przypadającego na tamte lata (a roczniki siedemdziesiąte stanowią wśród autorów komiksów bardzo silną grupę!), ani love story z pochodem pierwszomajowym w tle, ani historyjki o zbuntowanych licealistach, którzy uciekają przed MO, ani nawet najmniejszej choćby „political fiction” (tu wyręczył nas Bilal albumem „Polowanie” z cyklu „Legendy nowoczesności”). Wyliczanka mogłaby się ciągnąć długo, ale nie ma większego sensu – pozostańmy przy stwierdzeniu faktu: w komiksie tworzonym po 1989 roku PRL jest niemal nieobecny.

W pogoni za komiksem obyczajowym

Co jest przyczyną takiego stanu rzeczy? Bynajmniej nie stosunek twórców do minionej epoki, ale pewna specyficzna cecha polskiego komiksu, którą trafnie dostrzegł Marek Turek na łamach „Zeszytów Komiksowych” (tekst przedrukowała również „Esensja”): komiks obyczajowy w naszym kraju niemal nie istnieje. W filmie Kevina Smitha „W pogoni za Amy” para głównych bohaterów to rysownicy komiksów. Tytułowa Amy jest autorką „babskiej” serii „Osobliwe nawyki”, Holden rysuje zaś dzieje ich burzliwego związku. Tymczasem trudno wyobrazić sobie, aby któryś z polskich autorów zdecydował się na stworzenie obyczajowego albumu o kłopotach z dziewczynami, nieudanym związku, relacjach rodzinnych, pracy, zakupach… Ktoś powie, że to nie temat na komiks. Owszem, komiksowi bliżej do „science fiction, fantasy” i awanturniczych opowieści niż do prania pieluch i rozwodów, ale nie znaczy to, że tematyka obyczajowa jest mu obca – wspomnijmy choćby klasyczną serię „Gasoline Alley”, która poświęcona była właśnie życiu rodzinnemu. W Polsce rzadko tłumaczono i wydawano tego typu komiksy – dlatego warto na marginesie odnotować, że w nieistniejącym już „Nowym Dniu” jako komiksowy pasek drukowano nie „Fistaszki”czy „Garfielda”, ale melodramatyczną historię „Dzień za dniem” (tytuł oryg. „Mary Worth”). Pamiętać też trzeba, że odziani w trykoty superbohaterowie mają prywatne życie pełne komplikacji i licznych sercowych problemów – kto nie wierzy, niech sięgnie po wydany ostatnio „Essential Daredevil”. Dla Supermana, gdy jest już Clarkiem Kentem, problemy z Lois Lane są równie ważne jak walka z bandziorami.

Na szczęście nie jest tak do końca źle i pojawiają się pierwsze (całkiem dorodne!) jaskółki nowej tematyki w polskim komiksie. „Jak do tej pory – stwierdza Turek – pochwalić się możemy tylko jednym krajowym komiksem stricte obyczajowym, wydanym w formie albumu pt. „Życie codzienne w Polsce w latach 1999-2001” Wilhelma Sasnala”. Oprócz tej jedynej pozycji albumowej istnieją jednak komiksy obyczajowe w prasie i Internecie: prace Marka Raczkowskiego, Endo czy „Osiedle Swoboda” Michała Śledzińskiego. Te komiksy tworzą solidny fundament polskiego komiksu obyczajowego. O ile prace Sasnala, Endo, Raczkowskiego i Śledzia pozwalają mieć nadzieję, że nasze czasy zostaną opisane i uwiecznione w komiksowym kadrze, o tyle przeszłość wciąż pozostaje pustą planszą.

Słabość polskiego komiksu obyczajowego sprawiła, że nie doczekaliśmy się komiksów, których akcja rozgrywałaby się w PRL. Możemy mieć tylko nadzieję, że ktoś taki jak Śledziu spróbuje kiedyś stworzyć „prequel Osiedla Swoboda”, który opowiadałby o dzieciństwie jego bohaterów… Dodajmy jeszcze, że PRL nie został też należycie sportretowany w komiksach jemu współczesnych. Arkadiusz Bilecki w szkicu o znamiennym tytule „Poszukiwana: Polska Ludowa” stwierdza wprost: „w komiksach z czasów PRL trzeba szukać tej PRL ze świecą”. Komiks nie dokumentował tego, co działo się w kraju. Był podporządkowany propagandzie albo uciekał w historię i humor. życia prywatnego nie miał naczelny superbohater MO – kapitan żbik (z jego legendą współcześni twórcy komiksów zmierzyli się w niezbyt udanej antologii „I co dalej kapitanie?”), choć innemu wzorcowemu herosowi, Janowi Karskiemu z serii „Pilot śmigłowca”, zdarzało się nie tylko popić czy być solidnie poobijanym, ale też – jak zauważa Bilecki – popaść w „odwieczny konflikt: anielska blondynka kontra pełnokrwista brunetka”. Nawet jeśli jednak życie prywatne zostało w wypadku przygód Karskiego ukazane, to nie składały się na nie kłopoty z kupnem mięsa, kartkami czy zdobyciem mieszkania. PRL nie przejrzał się w komiksowym zwierciadle – absolutnym wyjątkiem jest wydany w drugim obiegu i ograniczonym nakładzie komiks Jacka Fedorowicza i Jana Owsińskiego „Solidarność. 500 pierwszych dni”.

Historia jest trendy

PRL zainteresował młodych rysowników nie jako opowieści o ludziach, ale jako Historia. Właściwiej byłoby jednak powiedzieć, że dla współczesnych komiksiarzy interesująca stała się Historia jako taka, a wraz z nią m.in. PRL. Nie ma w tym nic wyjątkowego – zainteresowanie przeszłością jest dostrzegalnym trendem: od uprawiania przez PiS tzw. „polityki historycznej” do list książkowych bestsellerów, gdzie tryumfują tytuły takie jak „Sprawa honoru”, „Gorzka chwała” czy „Powstanie’44”. Być może i w polskim kinie zacznie dominować taka tematyka – Juliusz Machulski ma wkrótce zrealizować adaptację „Kuriera z Warszawy” Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Zainteresowanie wzmacniają hucznie obchodzone rocznice – w rok po obchodach 60. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego pojawiły się dzieła znakomite (jak choćby płyta Lao Che) lub zupełnie nieudane (komiksowa antologia „Epizody Powstania Warszawskiego”).

W polskim komiksie zainteresowanie przeszłością objawiło się w postaci dwojakiej: artystycznego jej przetworzenia i dokumentalnego komiksu historycznego. W pierwszym nurcie mieści się m.in. znakomity album „Achtung Zelig! Druga wojna” Krystiana Rosenberga i Krzysztofa Gawronkiewicza czy też część historii zawartych w antologii „Wrzesień” poświęconej II wojnie światowej (np. wstrząsająca „Złota kaczka” Jacka Frąsia).

Od groteskowych, onirycznych i fantastycznych przeobrażeń przeszłości głośniejsze i z entuzjazmem odnotowywane przez media są jednak pozycje, które tworzą swoisty subgatunek: rysunkową opowieść dokumentalną. Należy tu wspomnieć o pozycjach takich jak: „Westerplatte. Załoga śmierci” Krzysztofa Wyrzykowskiego i Mariusza Wojtowicza-Podhorowskiego, wspomniane już „Epizody Powstania Warszawskiego. Antologia prac konkursowych”, część epizodów antologii Wrzesień, „Strzały pod Arsenałem” Sławomira Bielickiego i Kajetana Wykurza, „Solidarność. 25 lat. Nadzieja zwykłych ludzi” Macieja Jasińskiego i sześciu współpracujących z nim rysowników, „Ksiądz Jerzy Popiełuszko. Cena wolności” Jasińskiego i Wyrzykowskiego. Cechą tego gatunku jest oczywiście sięganie po tematykę historyczną i uczynienie bohaterami autentycznych postaci. Autorzy za cel stawiają sobie maksymalny realizm w rekonstruowaniu opowiadanej historii i scenografii. Nie tylko czołgi, działa i umundurowanie odtwarzane są z pietyzmem, ale „nawet onomatopeje” – pisał w „Gazecie Wyborczej” Wojciech Orliński o „Westerplatte”. „Załoga śmierci – np. »BUNGF!«, powstały na podstawie odsłuchanego odgłosu dział utrwalonego w kronikach filmowych. Jeśli w tym komiksie widzimy rejestrację DZ-7371 na ciężarówce gdańskiego oddziału SS, możemy być pewni, że miała właśnie taki numer”.

Dymki rocznicowe

Jak widać, tematyka historyczna jest silnie obecna w polskim komiksie, być może nawet dominuje. Na ile jest to autentyczna pasja, a na ile koniunkturalizm (wszak komiks o tzw. „poważnej” tematyce budzi zainteresowanie mediów, które zazwyczaj komiksem i jego twórcami nie są zainteresowane) – na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie chyba sam. Największym zainteresowaniem twórców cieszy się II wojna światowa, ale znalazło się i miejsce dla lat 80. w postaci komiksów o Solidarności i Popiełuszce. Dlaczego akurat ten okres, a nie na przykład wydarzenia roku 1956 czy 1968? Odpowiedź wydaje się prosta: bezpośrednim powodem powstania albumu „Nadzieja zwykłych ludzi” była obchodzona z wielką pompą rocznica Sierpnia’80. Ta swoista kontynuacja komiksu Fedorowicza i Owsińskiego składa się z czterech nowel i – wbrew tytułowi – nie jest opowieścią o zwykłych ludziach. Trudno w nim dostrzec tematykę obyczajową czy jakąkolwiek głębię postaci. W gruncie rzeczy jest to ledwie podfabularyzowana kronika wydarzeń, przerysowany podręcznik do historii, wiedza w pigułce.

Pierwsza nowela („Długi sierpniowy dzień”) wydaje się zaczynać jak upragniony komiks obyczajowy – mąż budzi się rano, szykuje, żegna się z żoną i dzieckiem. Gdy przychodzi do pracy, okazuje się, że w Stoczni Gdańskiej zaczął się strajk. Bezimienny bohater nie chce się do niego przyłączyć, bo boi się, że straci pracę. Wtedy bierze go na bok stary robotnik i uświadamia słuszność strajku. Oczywiście, robotnik zostaje w Stoczni. Kolejne kadry pokazują ogłoszenie 21 postulatów, eskalację strajku, mszę na terenie zakładu, Wałęsę, podpisanie porozumień. Robotnik jest w gruncie rzeczy figurą, która ma nas tylko wprowadzić do Stoczni, pozbawionym indywidualnych cech everymanem, który ma ułatwić opowiedzenie Historii.

„Sprawdzian” to nowela, która broni się przede wszystkim za sprawą pierwszej i ostatniej planszy. O ile sama jest bowiem relacją z posiedzenia rządu opartą na prostym pomyśle – kadry zakłamanych partyjniaków z Jaruzelskim (zacięta twarz, ciemne okulary i wrona na jego ramieniu na przedostatniej planszy podkreślają i brutalnie uwypuklają jego perfidię) na czele kontrastują z obrazem przebudzonych i demonstrujących Polaków – o tyle zaskakująca okazuje się jej puenta. Na początku widzimy bowiem jednego z uczestniczących w obradach oficjeli, który odbiera ze szkoły syna. Ten sam syn na ostatniej planszy lepi bałwana. Jego kolega pyta: „Nie uczysz się do sprawdzianu?”. Odpowiedź brzmi: „Nie. Ojciec powiedział mi w tajemnicy, że w przyszłym tygodniu i tak nie będzie lekcji”. Ekspresjonistyczny rysunek i uczynienie ramą fabuły szkolnych kłopotów syna partyjniaka to największe atuty tej części „Nadziei zwykłych ludzi”.

Trzecia nowela („Ostatnia droga”) została rozwinięta w komiks „Cena wolności”, o którym powiem dalej. „Powiew wolności”, który zamyka album, to historia Polski w skrócie. Polscy dziennikarze opowiadają amerykańskiej ekipie filmującej obrady Okrągłego Stołu dzieje narodu od 1945 roku i zapewniają z właściwym temu komiksowi wdziękiem: „Powiedzcie to koniecznie w swoim materiale, że tu w Polsce jesteście dziś świadkami początku rozpadu ZSRR i całego bloku wschodniego”. W ostatnim kadrze ekipa filmuje zburzenie Muru Berlińskiego pół roku później. Fabuła jest czysto pretekstowa, dzieje Polski wyłożone są w możliwie najprostszy sposób. Tak prosty, że aż ciśnie się na usta pytanie: czy to komiks tylko dla obcokrajowców i uczniów szkoły podstawowej? Pewnym ożywieniem jest to, że rysunki wykonane są przez czterech różnych rysowników w różnych konwencjach.

Bohaterem „Nadziei zwykłych ludzi” nie jest zwykły człowiek, ale Historia. Zwykli ludzie są tu demonstrantami lub uczestnikami strajku, brakuje im cech osobowych – tworzą Naród. Nie ma tu prawdziwego dramatu, nie ma miejsca na losy złożone i skomplikowane, na opowieść prowadzoną z bardzo indywidualnej perspektywy. Słabością są na pewno dialogi (gdyby Stanisław Barańczak wciąż pisał recenzje w stylu „Książek najgorszych” mógłby sobie poużywać!): „Mam od rana przeczucie w tych moich starych kościach, że dzisiejszy dzień będzie niezwykły” powiada stary robotnik i dodaje: „Nie widziałem jeszcze na ludzkich twarzach takiego optymizmu”. To w gruncie rzeczy narysowana kronika dziejów powojennej Polski, którą można podrzucić obcokrajowcowi lub niezbyt lotnemu uczniowi. Widać, że nie wyrasta ona z osobistych doświadczeń, ale jest przerysowanym filmem dokumentalnym, książką czy podręcznikiem.

„Zabić księdza” w wersji komiksowej

 Z jednej (najlepszej!) historii z albumu o Solidarności powstał osobny komiks o ostatnim roku życia księdza Popiełuszki – „Cena wolności” Jasińskiego i Wyrzykowskiego. Komiks ma wiele słabości: jest zdecydowanie za krótki (czy nie można było poświęcić tematowi więcej niż 22 plansze i rozwinąć go w pogłębioną historię?), a dialogi rażą potworną wręcz sztucznością i patosem. Trudno bawić się w niuanse, gdy historia jest tak krótka, więc i tym razem zamiast opowieści o człowieku dostajemy trochę wiedzy w pigułce i pomoc dla nauczyciela historii.

Mimo rozmaitych zastrzeżeń wobec tego komiksu, „Cena wolności” broni się kompozycją i umiejętnie budowanym napięciem. Scena zabójstwa i tortur ukazana jest tylko na jednej planszy za pomocą mistrzowsko poprowadzonych skrótów, co sprawia, że robi na czytelniku bardzo mocne wrażenie. Jakby tego było mało, Wyrzykowski – jak zauważył na łamach gdańskiej „Wyborczej” Przemysław Gulda – nawiązuje swymi rysunkami do komiksów o kapitanie Żbiku: „niemal cytuje ważne elementy tamtego komiksu: milicjantów w charakterystycznych mundurach czy duże fiaty, ścigające się po pustych ulicach. Piekielna przewrotność – pisze dziennikarz – polega na tym, że to przecież historia o »dzielnych« milicjantach”. Jak na dokumentalny komiks historyczny przystało, rysownik wiernie odtwarza detale: wygląd telefonów, sklepów, pojazdów, paczki papierosów.

Zarówno w przypadku „Ceny wolności”, jak i „Nadziei zwykłych ludzi”, dominuje realizm. Autorom zależy nie na interpretacji zdarzeń, ale na rekonstrukcji – ich surowcem jest więc faktografia i dokumentacja. Nie zależy im na pokazaniu ich samych (autorzy urodzili się w latach 70.) – dzieci, dla których od śmierci Popiełuszki ważniejszy był ich Grundig czy historyjka w gumie do żucia. Interesuje ich tylko i wyłącznie Historia, a nie osobiste doświadczenie. żeby jeszcze bardziej uwiarygodnić swoje dzieła, umieszczają w nich poważne teksty dla zainteresowanego czytelnika – np. wstęp Lecha Wałęsy i Wojciecha Roszkowskiego, teksty utytułowanych historyków. Prowadzi to czasem do absurdów: „Cenę wolności” otwiera tekst „Historia kapłana ludzi pracy”. Trudno się tu nie oprzeć wrażeniu, że mamy tu do czynienia z jakimś błędem w sztuce – w końcu to komiks miał być historią księdza Popiełuszki… Jest w tym jakiś ślad niewiary w uprawiany przez siebie gatunek, skoro autorzy wciąż muszą szukać podpórek i nie wierzą, że samodzielnie są w stanie opowiedzieć historię. Genialna manga „Buddha” Osamu Tezuki znakomicie się broni bez wstępu buddystów i historyków – gdy japoński mistrz opowiada dzieje Buddy, czyni to tak dobrze, że nie potrzebuje podpierać się autorytetem wydrukowanej przedmowy. Czyżby Historia przesadnie onieśmielała naszych komiksiarzy i odbierała im wiarę we własne siły? Dziwi to tym bardziej, jeżeli sobie uświadomimy, że Krzysztof Wyrzykowski jest autentycznie uzdolnionym twórcą – dowodem zwycięstwo jego komiksu „Idioci” w tegorocznej edycji konkursu telewizji Arte i wydawnictwa Glenat.

Trudno też nie mieć perwersyjnego uczucia, że dodawane do komiksów „podpórki” już skądś znamy. Przecież rozmaite pogadanki wypełniały wolne strony komiksów o żbiku, Pilota śmigłowca, wreszcie „Relaxu”. W ten sposób komiks o Popiełuszce – o ironio! – zdaje się być kontynuatorem rozmaitych propagandowych serii. O ile w „Cenie wolności” jest to przypadek wynikający z przyjęcia takiej właśnie konwencji publikacji, o tyle w „Nadziei zwykłych ludzi” dochodzi do tego łopatologiczny przekaz, który (choć słuszny i prawdziwy!) poziomem wyrafinowania nie różni się za bardzo od koszmarków w stylu „Barykady na Woli” drukowanej ongiś na łamach „Relaxu”. Autorzy mają świadomość tradycji, do której nawiązują, ale nie widzą w tym żadnej niestosowności – według Jasińskiego komiksy historyczne wydane przed 1989, jak i te wydane po tej dacie mają takich samych odbiorców: „To głównie ludzie, którzy polubili podobne komiksy z lat 70. i 80. Mimo że charakteryzowało je pewne skrzywienie ideologiczne, były to często znakomite zeszyty”. Taka wypowiedź może wywołać oburzenie („skrzywienie” to jednak określenie zbyt eufemistyczne), ale dla kogoś urodzonego w latach 70. (jak Jasiński i piszący niniejsze słowa) komiks był przede wszystkim rzadkim typem upragnionej rozrywki, który czytało się z wypiekami na twarzy niezależnie od ideologicznego przeładowania.

„Nadzieja zwykłych ludzi” i „Cena wolności” raczej rozczarowują, niż zachwycają (szczególnie ten pierwszy) i budzą skrajne oceny. Dariusz Misiura – przy okazji recenzji „Indiańskiego lata” Pratta i Manary – pisze na łamach „Aktivista”: [„Indiańskie lato”] „nie jest to ot tak sobie kolejne dziełko wykorzystujące historię jak tanią dziwkę dla realizacji szybkiego politycznego bądź ekonomicznego zysku (co ostatnio czynią zarówno poszukiwacze świętego Graala spod znaku Dana Browna, jak i komiksowi piewcy patriotyzmu, przywołujący historię jako hymn pochwalny dla neokonserwatyzmu”). Na drugim biegunie są opinie fanów – ich przykładem jest tekst Igi Nyc na łamach „Wprost”. Pisze ona przy okazji premiery V jak Vendetta (filmu będącego adaptacją komiksowego arcydzieła Moore’a i Lloyda): „Zachodni producenci wybierają dziś komiksy o »sierioznej« tematyce: o więźniach politycznych” (>>Immortal – kobieta pułapka<<) [sic! – AW] czy przestępczym podziemiu i świecie rządzonym przez mafię (Sin City). W Polsce, mimo że powstały »poważne« komiksy, na przykład o zabójstwie księdza Jerzego Popiełuszki, o zrywie Solidarności czy Lechu Wałęsie, żaden z nich nie został przeniesiony na ekran. A to chyba wdzięczniejszy materiał niż szkolne lektury”. Porównanie komiksów o Solidarności do „V jak Vendetta” czy „Sin City” świadczy tylko o dość kiepskiej orientacji w komiksie Igi Nyc (niestety, to nie ta sama liga!). Miejmy nadzieję, że nikomu nie przyjdzie do głowy ekranizacja „Nadziei zwykłych ludzi” (sam komiks wygląda przecież jak adaptacja filmu dokumentalnego o Solidarności!), a my sami raczej czekajmy cierpliwie na kolejny komiks o Popiełuszce, tym razem Andrzeja Stefańskiego i Przemysława Truścińskiego (miał ukazać się w styczniu 2006).

„Upowszechnianie nowohuckiej historii za pomocą komiksu”

W ubiegłym roku ogłoszono konkurs na komiks o Nowej Hucie. Jak przyznają organizatorzy, inspiracją był dla nich konkurs na komiks o Powstaniu Warszawskim. Wydana w Warszawie antologia pokonkursowa była pozycją zdecydowanie nieudaną – w Krakowie żadna antologia się nie ukazała, ale trzy najlepsze komiksy opublikował „Dziennik Polski” w styczniu 2006 roku. Maciej Twaróg, organizator konkursu, mówił na łamach gazety: „Upowszechnianie nowohuckiej historii za pomocą komiksu” powinno pobudzić wśród odbiorców zainteresowanie historią swojego miasta. Niestety, propagandowy styl organizatorów udzielił się autorom opublikowanych prac. „Nowa Huta. Ks. Kazimierz Jancarz. Msze czwartkowe” Magdaleny Ziemiańskiej to koszmarne rysunki, brak jakiejkolwiek fabuły i elementarne błędy w sztuce polegające na opisie tego, co jest widoczne w kadrze i tym samym dublowaniu komunikatu. Jeżeli w kadrze widzimy słuchawkę, z której wydobywa się dymek z treścią „Piiiii… zgrzyt… cisza…” (sic!), nie ma potrzeby dopisywać: „Wyłączono linie telefoniczne” (niestety, tego typu błędów nie ustrzegł się też Wyrzykowski w Cenie wolności). Komiks Ziemiańskiej byłby ładną ozdobą gazetki parafialnej, ale jego publikacja to grube nieporozumienie. Nieco lepszy – przynajmniej pod względem graficznym – jest komiks (?) Agaty Dębickiej „Historia jednego krzyża”. Nie ma on bohatera, a główną rolę odgrywa tekst przedstawiający dzieje krzyża w Nowej Hucie. Rysunki (podobnie jak u Ziemiańskiej) w gruncie rzeczy nie opowiadają żadnej historii, są tylko ilustracją tekstu. Choć Maciej Twaróg twierdzi, że w stu procentach da się przełożyć historię Nowej Huty na język komiksu, patrząc na te dwie prace można mieć wątpliwości, czy autorzy i organizatorzy na pewno wiedzą, co to jest komiks.

Tych wątpliwości nie ma przy lekturze zwycięskiej pracy – „Aleja bez róż”. To rzadki przykład komiksu o PRL, w którym Historia i los jednostki splatają się w autentycznie poruszającą opowieść o prawdziwym człowieku. Komiks rozpoczyna panorama Nowej Huty, która okazuje się obrazkiem wiszącym na ścianie. Na niej widzimy fragmenty dialogu pary sprzeczającej się podczas pakowania rzeczy przed przeprowadzką. Dziewczyna odnajduje zeszyt, który należał do zmarłego ojca jej męża. Staje się on pretekstem do opowieści o życiu ojca: do Nowej Huty przyjechał z głębokiej prowincji – była dla niego rajem, miejscem, gdzie mógł się uczyć i zrobić maturę. Narodziny syna uniemożliwiły jednak pójście na studia. Stopniowo bladła też jego wiara w komunizm. W czasie strajku w latach 80. zostaje pobity – obrażenia niszczą bezpowrotnie jego zdrowie, umiera na dzień przed wyborami 1989 roku. Mężczyzna, opowiadając losy swojego ojca, uświadamia sobie jak wiele ten poświęcił dla niego, a na kadrach przywołany zostaje obraz chłopca, który czeka na powrót ojca do domu, matki niecierpliwie wpatrującej się w okno. Całość zamyka zdjęta ze ściany panorama Nowej Huty, którą bohater zabiera do kolejnego mieszkania.

„Aleja bez róż” opowiada historię prostą, może nawet banalną. Ale trzeba o niej pamiętać, bo to jedyny chyba komiks o PRL, którego bohaterem są ludzie, a nie Historia. Złudne nadzieje, dzieciństwo, utracony ojciec, strajki – wszystko to splata się w całość i jest w stanie (mimo bardzo licznych niedoskonałości) wzruszyć bardziej niż przerysowane z filmów dzieje strajku. To rzadki przykład Polski Ludowej zwykłych ludzi w polskim komiksie.

Świat do narysowania

PRL wciąż czeka na komiksy o sobie. Jest jeszcze wiele epizodów historycznych, które można (ze szczerego serca lub czystego koniunkturalizmu) przerysować w dokumentalną opowieść przy okazji głośnych rocznic – Wyrzykowski rysuje podobno komiks o wydarzeniach poznańskich w 1956 roku (w końcu na ten rok przypada okrągła rocznica, więc zainteresowanie będzie spore) – ale czekamy przede wszystkim na historie o ludziach. Na osobiste doświadczenia, na opowieści o rodzicach, dziadkach… Nie tylko na dokumenty, ale i na artystyczne przetworzenia rzeczywistości tamtych czasów. Miejmy nadzieję, że za parę lat PRL będzie światem nie tylko przedstawionym, ale i narysowanym. A na kadrach będzie widoczny nie tylko Wałęsa i Jaruzelski, ale też chłopcy z ich Kasprzakami (na licencji Grundiga!) i historyjką z gumy Donald…

Artur Wiśniewski

Komiksy omawiane w tekście:

„Aleja bez róż”, scen. K. Konwerski, rys. Z. M. Bielak, „Dziennik Polski” 2005, nr 290 z dn. 13.12; „Historia jednego krzyża czyli jak Nowa Huta walczyła o swój kościół”, scen. i rys. A. Dębicka, „Dziennik Polski” 2005, nr 291 z dn. 14.12; „Ksiądz Jerzy Popiełuszko. Cena wolności, scen”. M. Jasiński, rys. K. Wyrzykowski, Poznań Zin Zin Press 2005; Nowa Huta. Ks. Kazimierz Jancarz. „Msze czwartkowe”, scen., szkice i kolor: M. Ziemiańska, „Dziennik Polski” 2005, nr 292 z dn. 15.12; Solidarność. 25 lat. „Nadzieja zwykłych ludzi”, pomysł i scen. M. Jasiński, rys. A. Janicki, J. Michalski, F. Myszkowski, J. Ordon, J. Przybylski, J. Wyrzykowski, K. Wyrzykowski, wstęp L. Wałęsa, W. Roszkowski, Poznań Zin Zin Press 2005.

Wykorzystano fragmenty artykułów:

A. Bilecki, „Poszukiwana: Polska ludowa”, http://www.komiks.gildia.pl/fanziny/zeszyty_komiksowe/2; P. Gulda, „Kapitana Żbika przy tym nie było”, „Gazeta Wyborcza” (edycja lokalna – Gdańsk) 2005, nr 210 z dn. 9.09; P. Gulda, „Pomnikowy Popiełuszko”, „Gazeta Wyborcza” (edycja lokalna – Gdańsk) 2005, nr 294 z dn. 19.12; „Historia w obrazkach. Z Maciejem Jasińskim i Krzysztofem Wyrzykowskim rozmawia Michał Raińczyk”, „Arte” 2006, nr 1 (5); D. Misiura, „Indiańskie lato”, „Aktivist” 2006, nr 82; I. Nyc, „Wendeta na Matriksie”, „Wprost” 2006, nr 1217 z dn. 9.04; W. Orliński, "W jeżu nadzieja", „Gazeta Wyborcza” 1999, nr 65 z dn. 18.03; M. Turek, „Zeszyty Komiksowe: W poszukiwaniu utraconej normalności”, „Esensja” 2004, nr 8.

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas