poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
hm
Camera obscura [DL 2005, nr 6 (214)]


„Pan Tadeusz” nie jest opowieścią o „wieprzowatości” życia polskiego, jak sądził Stanisław Brzozowski – pisze Kazimierz Bartkowiak („Dziś”, nr 9, s. 76). Rzeczywiście, nie jest; tylko nie była to opinia Brzozowskiego, lecz notatka Słowackiego w jego raptularzu.

„Twórczość” (nr 9, s. 152) drukuje tekst Marzeny Kuraś, która opisując starania o Nagrodę Nobla dla Gombrowicza w 1968 r., wśród inicjatorów wymienia prof. Jana Kotta i informuje przy tym, że był to „przebywający od 1939 na emigracji historyk kultury i wychowania, współpracownik polityczny Władysława Sikorskiego”. Czyli – miesza Jana Kotta ze Stanisławem Kotem! Bardzo szanujemy redakcję „Twórczości”, ale umieszczenie tak monstrualnej gafy budzi wątpliwości, czy redaktorzy w ogóle czytają publikowane teksty. Bo nie wątpimy, że gdyby ktokolwiek z nich przeczytał artykuł pani Kuraś, gafę tę by usunął.


Recenzent „Nowych Książek” (nr 9, s. 19) Mariusz Mazur dla rozróżnienia dziejów (rzeczywistości historycznej) i historiografii używa terminów „res gestae” i „rerum gestarum”. Najwidoczniej nie uczył się łaciny i nie wie, że „rerum gestarum” to tylko dopełniacz od „res gestae”, więc oba wyrażenia muszą znaczyć to samo. Oznaczeniu historiografii służy wyrażenie: „historia rerum gestarum”.


Janusz Anderman („Gazeta Wyborcza” nr 229) narzeka, że w wydawnictwach informacyjnych nie można znaleźć hasła poświęconego pisarce Ewie Fiszer. Źle szukał: jej bio- i bibliografię (2 tomiki poetyckie + 48 przekładów) podaje t. II słownika „Współcześni polscy pisarze i badacze literatury” z r. 1994. Krótkie hasło o niej zawiera również leksykon „Polscy pisarze współcześni 1939-1991” Lesława Bartelskiego (1995). Anderman pisze też, że nie zna daty śmierci Ewy Fiszer, więc Kamerzysta podaje: zmarła w r. 2000.
„Giełda plotek, namiastka aktywności umysłowej”, „powietrze ciężkie od kadzidlanych dymów, zaduch rzadko wietrzonych salonów” – tak charakteryzuje w ślad za Boyem Ryszard Marek Groński („Polityka” nr 40) atmosferę kulturalną Krakowa w chwili pojawienia się Zielonego Balonika. Ale co wolno było Boyowi, tego nie powinien Groński powtarzać. Zapomina o tym, że w tymże czasie Uniwersytet Jagielloński i Akademia Sztuk Pięknych przeżywały okres największej swej świetności, że Kraków miał za sobą premiery „Wesela” i „Wyzwolenia”. – A przy okazji: wbrew temu, co pisze Groński, Jan August Kisielewski nie zmarł śmiercią samobójczą, a Wilhelm Feldman nie był wrogiem moderny, wręcz przeciwnie – był jej entuzjastą i propagatorem.


„Gazeta Wyborcza – Kraków” z 1-2 X 2005 przypisuje słowa znanego krakowiaka „Na Wawel, na Wawel krakowiaczku żwawy” Wincentemu Polowi, a muzykę – Edmundowi Wasilewskiemu. Tymczasem Pol nie ma z tym utworem nic wspólnego, napisał go Wasilewski, kto jednak jest autorem melodii – nie wiadomo. Nie wiadomo też, kto jest autorem wiersza „Płynie Wisła, płynie po polskiej krainie”, którego autorem uczyniono tu Wasilewskiego.

Za życia Mickiewicza domyślano się, że „czterdzieści i cztery” to Ludwik Napoleon, bo XLIV można przekształcić w XLN = Xsiążę Ludwik Napoleon, po śmierci Piłsudskiego ktoś twierdził, że to on, bo między datą przemiany Gustawa w Konrada (1823) a datą urodzin Marszałka (1867) upłynęły 44 lata. Od r. 1997 prof. dr h.c. Rudolf Klimek twierdzi, że Mickiewicz w „Widzeniu ks. Piotra” „z niezwykłą dokładnością zapowiedział i opisał naszego Rodaka Ojca Świętego”, zaznaczając, że opóźnienie w wyjaśnieniu znaczenia imienia „czterdzieści i cztery” można porównać z niepowodzeniami w poznawaniu istoty nowotworów i powodowanych przez nie chorób do czasu odkryć A. Schally’ego i J. Prigorine’a. Argumentem ma być to, że Jan Paweł II po 44 latach (1945-1989) wskrzesił naród polski. Prof. Klimek jakoś nie zauważa, że obrońca i wskrzesiciel narodu w widzeniu ks. Piotra to „mąż straszny”, ślepy i z matki obcej... – czego z postacią Jana Pawła II kojarzyć nie można. Omówiony tu artykuł znakomitego skądinąd ginekologa ukazał się w miesięczniku Uniwersytetu Jagiellońskiego „Alma Mater” (nr 74) z 18 przypisami, z których 8 przytacza tytuły takich prac autora, jak „Niepłodność uleczalna czy nie”, „Jak pokonać raka”, „Tradycje ginekologii krakowskiej” itp. – „Dziwne są wyroki Opatrzności” – zacytujemy tu abpa Stanisława Dziwisza, który w ten sposób skomentował skojarzenia prof. Klimka.



Michał Sobelman („Nowe Książki” nr 8, s. 68) pisze o książce A. Finkelkrauta z przedmową Konstantego Geberta: „Jest to jedyny znany mi przypadek, gdzie wstęp jest dłuższy od właściwego tekstu”. Można znaleźć więcej takich przypadków – w wydaniu „Biblioteki Narodowej” tekst „Odprawy posłów greckich” liczy 79 stron, a wstęp – 101 stron.

Urszula Kozioł („Odra” nr 10, s. 110) powiada, że „przysłowie: zły to ptak, co własne gniazdo kala – mogło, niestety, zrodzić się tylko tu, w naszej Polsce”. Tymczasem jest to tylko odpowiednik średniowiecznego przysłowia łacińskiego, „Turpis avis qui foedat stercore nidum” – „Brzydki to ptak, który plugawi łajnem gniazdo”.

Aleksandra Sawicka („Pamiętnik Literacki”, z. 3) publikuje nieznane listy Stanisława Przybyszewskiego do Skandynawów. Pierwszy z nich, skierowany do Dagny z r. 1893, napisany po polsku to wiersz: „Dawniej bez serca, dziś bez rozumu, O luba moja nim zginę, Tobie wśród głuchych pamiątek szumu Ofelii wianek uwinę. Ty go drżącymi weźmiesz rękoma, Jak wąż Ci czoło okręci – Oto są astry – róże i słoma I to są kwiaty pamięci”. Komentarz nie odnotowuje, że jest to trochę zmieniona pierwsza strofa wiersza Słowackiego „Ostatnie wspomnienie. Do Laury”. Żeby było jeszcze śmieszniej w osiem lat po tym liście Przybyszewskiego w r. 1901, gdy wiersz ten przysłano anonimowo do „Ilustracji Polskiej”, Wilhelm Feldman nie rozpoznał jego autorstwa i w odpowiedziach redakcji wyśmiał autora, który zapytywał, czy ma talent.

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas