poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
hm
Camera obscura [Dekada Literacka 2005, nr 3-4 (211-212)]


■ W opowiadaniu satyrycznym Włodzimierza Paźniewskiego („Plus-minus” z 2/3 kwietnia) peerelowski cenzor otrzymuje do zatwierdzenia wydanie „Pana Tadeusza”, w którym „poeta opisał z detalami zwycięską bitwę z oddziałami wojska rosyjskiego, dowodzonego przez niejakiego majora, a po jego zagadkowej śmierci walczącego pod komendą bardziej sympatycznego kapitana Rykowa” . Dziwne to było wydanie, bo w tym, które wszyscy znamy, Moskale walczą do końca pod dowództwem Płuta, ginie on już po zakończeniu bitwy - i łatwo się domyślić, z czyjej ręki.

Zagadkowo brzmi zdanie Adama Krzemińskiego („Polityka” nr 13): „Trudno też sobie wyobrazić rozmowę Sienkiewicza czy Sieroszewskiego z Theodorem Fontane, którego »Przed burzą« jest pisarskim awersem »Huraganu«”. Wynikałoby stąd, ze w mniemaniu Krzemińskiego autorem polskiej powieści „Huragan” jest Sieroszewski (bo zapewne nie Sienkiewicz). Tymczasem wyszła ona spod pióra Wacława Gąsiorowskiego. Trudno tez zrozumieć, co miał Krzemiński na myśli, pisząc, ze bismarckowski „Kulturkampf” wymierzony był m.in w „rozpoczynającą się we Francji laicyzację”.

Dziwne zdania znaleźć można w artykule Jana Zdzisława Brudnickiego „Czarna dziura po Nałkowskiej” („Trybuna” - Aneks z 25 III): autor pisze, ze Nałkowska organizowała „kontakty międzynarodowe w Instytucie Propagandy Sztuk Związku Zawodowego Literatów Polskich” (a to przecież dwie różne organizacje), nazywa jej powieści „Dickensowskimi freskami o zawodzie w miłości i polityce” (trudno o pisarzy tak niepodobnych jak Nałkowska i Dickens), a Marię Dernałowicz zalicza do autorów emigracyjnych (myli ją chyba z Marią Danilewiczową).

Krzysztof Masłoń w recenzji antologii fraszek Józefa Bułatowicza („Rzecz o Książkach” nr 77) zalicza Jana Dantyszka do „pierwszych mistrzów polskiego słowa” - a przecież pisał on tylko po łacinie. Mylnie również umieszcza wśród tzw. „niedzielnych poetów, dla których pisanie wierszy było zajęciem ubocznym”, ks. Jana Twardowskiego dlatego, że jest księdzem (bo wtedy trzeba by powiedzieć, ze poetami niedzielnymi byli i wspomniany tu Dantyszek, i  Krasicki, i Naruszewicz) oraz Włodzimierza Boruńskiego, który był zawodowym autorem satyr, piosenek i skeczów, a „zajęciem ubocznym” było dla niego nie pisarstwo, lecz aktorstwo.

W tymże numerze Janusz Drzewucki nazywa Franciszka Józefa „ostatnim cesarzem Austro-Węgier”. Dwa błędy w czterech słowach. Franciszek Józef był cesarzem tylko w Austrii, na Węgrzech był królem (stad stawny skrót „C.K.”). Nadto nie był ostatnim lecz przedostatnim cesarzem austriackim; po nim panował jeszcze przez dwa lata Karol I.

Michał Czajka we wstępie do „Słownika biograficznego XX wieku” („Wiedza Powszechna” 2004) zapowiada, ze ,spośród uczonych przedstawiciele nauk humanistycznych zostali potraktowani w szerszym zakresie niż specjaliści nauk ścisłych”. Niemniej jest to zakres wąski, skoro wśród 16 tysięcy biogramów nie znalazło się miejsce dla Władysława Konopczyńskiego (założyciela Polskiego Słownika Biograficznego), Stanisława Kutrzeby, Juliusza Kleinera, Henryka Elzenberga, Stanisława Pigonia, Kazimierza Wyki, Kazimierza Nitscha, Zenona Klemensiewicza. Nielepiej powiodło się pisarzom: świecą nieobecnością Berent, Irzykowski, Przyboś, Szaniawski, Jerzy Stempowski.

Aleksander Kaczorowski („Polityka” nr 14) do znakomitych powieści powojennych (z kontekstu jednoznacznie wynika, że chodzi tu o drugą wojnę światową) zalicza „W polu” Stanisława Rembeka - książkę, która ukazała się w r. 1937!

Władysław Sobecki („Trybuna” - Aneks z 1 IV) pisze, ze Mikołaj Ciurlonis (1875-1911) uczęszczał do szkoły muzycznej prowadzonej przez M.K. Ogińskiego, twórcę m.in popularnego poloneza „Pożegnanie ojczyzny”. A przecież Michał Kleofas Ogiński nie żył już od r.1833, założycielem owej szkoły był jego wnuk, Michał Mikołaj (1849-1902).

Joanna Siedlecka („Obława”, s 86) myli się, pisząc, iż w r 1952 władze zdecydowały, że ma być tylko jedno pismo literackie - wyłącznie „Nowa Kultura”. Wychodziły przecież także „Twórczość” i „Życie Literackie” i właśnie w tym roku powstał , Przegląd Kulturalny”. Znaleźć można tu także kilka innych nieścisłości. Wbrew temu, co twierdzi autorka, Szaniawskiego nie obwołano przed wojną „niemal drugim Wyspiańskim” (s. 86). Gałczyński nie mógł pisywać do wychodzącego w czasie wojny konspiracyjnego miesięcznika „Kultura Jutra” (s. 50). Nie można też pisać, że Nelly Strugowa „robiła ze Struga rewolucjonistę i postępowca” (s. 326), bo był nim rzeczywiście.

Ireneusz Krzemiński („Europa” nr 15) przypisuje autorstwo formuły „wspólne przeżycie pokoleniowe” Janowi Garewiczowi. W rzeczywistości - wprowadził je w r. 1930 niemiecki teoretyk literatury Julius Petersen, a w Polsce spopularyzował Kazimierz Wyka w rozprawie „Rozwój problemu pokolenia” z r. 1939.

Karol Alichnowicz („Pamiętnik Literacki”, 2005, nr 1, s. 68) pisze, że na XIX Zjeździe WKP(b) w r. 1952 „Gieorgij Malenkow sformułował w swoim referacie nową wykładnię typowości”. W rzeczywistości - nie była ona nowa. Zapewne jakiś ghost-writer przepisał ją dosłownie z artykułu Dmitrija Mirskiego w „Litieraturnoj Encykłopedii” z r. 1935.

Przypisując wiersz „Scytowie” Waleremu Briusowowi, Piotr Kuncewicz („Aneks Trybuny” nr 352) dodaje: „Mogłem coś pokręcić. „Scytów” czytałem bardzo dawno, mam ich nawet gdzieś w książkach, ale podobnie jak Telimenie »nie chce mi się iść do biurka«. Może to nie był Briusow, ale Błok? Istoty rzeczy to nie zmienia”. Rzeczywiście, autorem wiersza „Scytowie” jest Aleksander Błok, pomyłka Kuncewicza wynika stąd, że Briusow napisał wiersz „Hunny przyszłości”. Oba wiersze są zresztą sławne; znaleźć je można w każdej antologii poezji rosyjskiej. „Camera” odnotowuje ten casus - bo jest on charakterystyczny dla tak rozpowszechnionego dziś lekceważenia faktograficznej ścisłości. A swoją drogą ciekawe, jakby Kuncewicz zareagował, gdyby w prasie rosyjskiej przeczytał, że np. autorem wiersza „Rzadko na moich wargach..” jest „Wyspiański albo może Kasprowicz”.

Jacek Woźniakowski („Znak” nr 599, s. 126) przypisuje Janowi XXIII zdanie: „W rzeczach koniecznych jedność, w wątpliwych wolność, we wszystkim zaś miłość”. Tymczasem jest to zalecenie niemieckiego teologa z XVII wieku Petrusa Meuderlinusa (Mederlina), spopularyzowane przez Jana Amosa Komeńskiego.

Nie ma racji Anna Wollf Powęska („Gazeta Wyborcza” nr 108), pisząc, że „dopiero utworzenie państwa ukraińskiego pozwoliło na zainicjowanie pamięci” o masakrze Żydów przez Niemców w Babim Jarze w r. 1941. Przecież już w r. 1966 ukazał się poemat Jewtuszenki „Babi Jar” i powieść Anatola Kuzniecowa pod tymże tytułem.

Harold Bloom w wywiadzie z Agatą Bielik-Robson („Europa” nr 20) powiada, że matka jego „pochodziła z małego sztetlu z okolic Breslatowska”. Łatwo się domyślić, ze ten „Breslatowsk” to zniekształcona nazwa rosyjska Brześcia nad Bugiem - „Brest-Litowsk”. Tak więc i ten sławny autor amerykański ma w pewnym sensie polski rodowód.

„Camera” o tym niedawno pisała, ale oto znów Kazimierz Kutz („Przekrój” nr 24) przytacza zdanie: „Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść” jako „ludowe porzekadło”. Znakomity reżyser nie wie - jak widać - że jest to słynna fraza ze „Spisku Fieska” Fryderyka Schillera.

Tomasz Potkaj („Tygodnik Powszechny” nr 25) nie miał chyba w ręku pierwszego zeszytu „Polskiego Słownika Biograficznego” z r. 1935 i nie zastanawiał się nad tym, co pisze, skoro twierdzi, że każdy z zamieszczonych tu biogramów liczy 64 wiersze. Oczywiście są tu biogramy różnej wielkości - od kilkunastowierszowych do takich, które zajmują kilkanaście szpalt. Myli się też Potkaj informując, że po wojnie powstał zamieszczony w PSB biogram Romana Dmowskiego autorstwa Ignacego Chrzanowskiego i Władysława Konopczyńskiego. Chrzanowski zmarł w Oranienburgu w r. 1940.

Karol Estreicher starszy opublikował swą „Bibliografię polską XIX stulecia” w ciągu 10 lat, jego syn Stanisław - jej uzupełnienie za lata 1880-1890 też w ciągu dziesięciu lat. Karol Estreicher młodszy, który wznowił to wydawnictwo w r. 1959 zdążył wydać do swej śmierci dwanaście tomów - ostatni w r. 1979. W ciągu następnego ćwierćwiecza ukazało się zaledwie siedem tomów, sięgających do litery K. Ostatni pojawiał się po dziesięcioletniej przerwie w r. 2000. Nie zdołano też dokończyć „Bibliografii polskiej XV-XVIII stulecia”, przerwanej na nazwisku „Załuski” w tomie wydanym 54 lata temu. I nikt się tym nie przejmuje. (hm)


CO SIĘ NIE ZMIEŚCIŁO W „CAMERZE”?

Andrzej Cieński pisze w książce „Poezja i minidramat Gałczyńskiego” (Opole 2004, s. 178) o okresie socrealizmu (1950-1956): „Zlikwidowano wszystkie pomniejsze oddziały Związku Zawodowego Literatów Polskich - Szczecin, Wrocław, Katowice, Poznań. (...) Mało tego, zlikwidowano nawet codzienna prasę, która zadowalała się jedną rubryczką wstawianą do przygotowanej w Warszawie całości.” Obie te informacje są błędne: oddziałów ZLP nie zlikwidowano, przeciwnie - powstał w tym okresie nowy oddział w Szczecinie (1950); wiele dzienników istotnie zlikwidowano, ale na ich miejsce tworzono inne, wypełnione w znacznej części tekstami miejscowych dziennikarzy, inna rzecz - że pisanymi przeważnie „na jedno kopyto”. Mylące jest również zdanie, że „cała ta heca” trwała aż do października 1956. Autor zapomniał o „odwilży”, datującej się od 1954 r. Czasy to były okropne, ale nie trzeba mącić czytelnikom w głowie przyczerniającymi zmyśleniami.

W książce Cieńskiego, nazwanej w podtytule „interpretacjami utworów” (choć są to tylko impresje, dygresje i informacje najróżniejszego charakteru), jest również sporo innych zaskakujących pod piórem wytrawnego badacza omyłek

I tak Gałczyński pisał referat z tłumaczeniami zmyślonego przez siebie poety angielskiego nie dla Józefa, ale dla Andrzeja Tretiaka (s. 14), wbrew temu, co pisze Cieński, wiadomo, iż matka Stanisław Piaseckiego była Żydówką – nazywała się Gizela Silberfeld vel. Szelińska (s. 29); zmiana „Lenina” na „Duce” w powojennym przedruku wiersza Gałczyńskiego „Tatuś” nie była rezultatem jakiegoś błędu, ale cenzuralną koniecznością (s. 29); „rozwydrzony kanarek” w ataku Ważyka był zapożyczony nie od Wandurskiego, lecz od Majakowskiego (s. 30); autobiografię Celliniego przełożył przed Staffem Hieronim Feldmanowski w r. 1868 (s. 35); jeśli w XX w. zaprzestano wyrażać szacunek bądź zachwyt przez odwoływanie się do tekstów religijnych, to nie dlatego, że komunizm w Polsce nie tolerował żadnych parodii czy pastiszów do nich się odwołujących (s. 68). Stanisław Pigoń nie był nigdy rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego (s. 78); Skierski (Kazimierz Zenon), o którym wspomina Gałczyński w wierszu „Czterdziesty szósty Kraków”, nie był aktorem, lecz pisarzem (s. 102); Balicki miał na drugie imię nie Jerzy, lecz Witold (s 124). Zygmunt Nowakowski nie wydawał przed wojną żadnego dziennika (s. 151). W związku z atakiem Ważyka na Gałczyńskiego Cieński pisze: „Oprócz racji ideologicznych, których się można w tym wystąpieniu doszukać, brał odwet poeta awangardowy nad poetą - jakim? w każdym razie bardzo lubianym i popularnym. Przy okazji o czym nie wspomniał - brał odwet Żyd za antysemickość Gałczyńskiego” (s. 31-32). Otóż wbrew temu, co twierdzi Cieński, „racje ideologiczne” były w tym ataku niewątpliwe, natomiast pozostałe wymienione przez niego motywy są tylko hipotezami. Nawet prokurator Wassermann w takich wypadkach zwykł mówić tylko: „Istnieją poważne przesłanki, by nie wykluczać przypuszczenia, iż...” I wreszcie Autor usprawiedliwia się, że nie potrafi odtworzyć z pamięci ewangelicznego źródła frazy „Ty jesteś światłem świata.” A przecież bez trudu można ją odnaleźć w każdej konkordancji Biblii (Mt 5, 14). Książkę recenzowali do druku Barbara Król-Kaczorowska i Andrzej Zawada. (hm)


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas