poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ANDRZEJ ZYGMUNTOWICZ
Szklane i płócienne fotografie
Dekada Literacka 2005, nr 3-4 (211-212)
Andrzej Wełmiński, „Szklane fotografie”, maj 2005, Green Gallery, ul. Krzywe Koło 2/4, Warszawa


Pierwsze spojrzenie i zaraz pytanie: co to jest? Prostokątne i kwadratowe obiekty. Na nich głównie szarość i półmrok, i jeszcze niepewność tego co przed oczami. Te dziwne obrazy niepokoją. Przy pierwszym spojrzeniu są zimne, ale przyciągają. Wywołują potrzebę patrzenia na nie, chce się rozszyfrować tajemnicę tego, co na nich zapisane. Ale one tak łatwo nie poddają się czytaniu. To żmudny proces. Widać, i nawet da się rozpoznać elementy składowe, są niczym słowa, ale z trudem udaje ułożyć się z nich zdanie. Trochę są fotografią, a trochę czym innym. Rzuca się w oczy plamista, ocynkowana blacha, wieje od niej chłodem, na niej potłuczone lub tylko popękane szkło. Na szkle nierówno wylana emulsja fotograficzna. Powoli z szarości wyłania się postać, cała w czerni. Na głowie mały, czarny kapelusik z woalką. Widać jedynie fragment ucha i zaciśnięte usta. I jeszcze dłonie. W jednej, delikatnie uniesionej, krzyżyk. Ślad minionego. Nie rzucający się w oczy drobiazg, przysłonięty dominującą czernią stroju, ale jest, i przypomina o dawnym. Już tylko on jest czytelny, w czerni stroju nie ma żadnych szczegółów, zatarły się. Jak zapiski w pamięci. Kilka drobiazgów trzyma się w niej, wiele innych stało się trudno czytelnym śladem jakiejś historii, już bez szczegółów, jak ta smutna, czarna sukienka ze zdjęcia. I znów na kawałku blachy szybka ze zdjęciem, na niej postać. Jej obraz wylewa się poza zdjęcie, pojawia się też bezpośrednio na blasze. Tym razem to młody mężczyzna w białej koszuli. Dłonie rozchylają ją, na palcu złota obrączka. Młodość, ślub, kobieta - najpiękniejsze chwile. Czas otwierania się na dojrzałe, pełne życie. Błękit naniesiony na blachę, za gło wą bohatera, to barwa wyzwolonego ducha. Zdjęcie na szybce w ciepłej sepiowej tonacji, jakby po emulsji rozlała się herbata. Barwa domowego ciepła, spokoju i stabilności. To już historia. Życie szybko pędzi dalej. Kolejny obraz: framuga drzwi w starym domu czy mieszkaniu, nie ma w niej drzwi. Po jej lewej stronie piec kaflowy, przypominający bardzo dawne czasy. Po prawej plastykowe kontakty, z czasów późnego Gomułki lub wczesnego Gierka. Dookoła zapyziała lamperia. Od dawna w tym wnętrzu nikogo me było. Emulsja, na której zrobione jest zdjęcie, jest cała popękana, niczym powierzchnia gliniastej ziemi po wielomiesięcznej suszy. Stara i zużyta jak to opuszczone wnętrze. Są i zdjęcia przy których można odpocząć, szczególnie przy pierwszym na nie spojrzeniu. Białe, drobne, regularne kwiatki przyczepione do długiej, żółtawej łodygi, wijącej się spokojnie przez kadr. Dookoła łagodna szarość, a na niej białawe smugi i plamy. Ta roślina została wyjęta ze swego świata, odcięta od podtrzymującego ją źródła. Zostanie na zdjęciu jak framuga, młody mężczyzna czy krzyżyk w ręku kobiety w czerni. Kwiat zaciekawia swoim wyglądem, jego delikatne kształty i barwy zderzają się ze stonowanym, szarawym tłem. Ten kwiat jest na swój sposób piękny, ale po oderwaniu od korzenia zimny. Znów ślad, może spotkania, może pięknej przygody, a może zupełnie banalnej chwili. Te zdjęcia to okruchy zdarzeń. One są jak nasza pamięć, w której chcielibyśmy zachować jak najwięcej. Ale to nam się nie udaje. Co i rusz gubimy jakieś fragmenty, obrazy odłożone w pamięci rozpadają się i mieszają z innymi. Staramy się odbudowywać w sobie te ważne dla nas obrazy, ale one łamią się i rozsypują, jak te popękane szyby z naniesioną nierównomiernie emulsją. Obrazy bliskich osób i ważnych zdarzeń płowieją i wykruszają się niczym przesuszona emulsja. I nasze najusilniejsze starania nic tu nie zmienią. Zapominamy. I to co smutne, ale niestety i to co piękne.

Andrzej Wełmiński, autor tych szklanych i płóciennych fotografii, doskonale porusza się we wszelkich mediach plastycznych. Pomaga mu w tym gruntowne przygotowanie, najpierw w liceum plastycznym, później na wydziale grafiki krakowskiej ASP, a wreszcie długoletnia współpraca z Tadeuszem Kantorem w jego teatrze Cricot 2. Fotografia, medium, po które Wełmiński chętnie i często sięga, pozwala dawać sobie radę ze sprawami, o których wszyscy wiedzą, ale nie zwracają na nie uwagi. Wszyscy wiemy o przemijaniu i o ułomności pamięci. W natłoku codzienności nie zaprzątamy sobie tym głowy. Wełmiński swoimi pracami zwraca nam uwagę byśmy głęboko i w pełni przeżywali dany nam czas, byśmy smakowali życie i soczyście dzielili się nim z bliskimi. Zanim ułomna pamięć zacznie zacierać ślady i mieszać fakty z wyobraźnią. Klucz do swojej opowieści o pamięci i przemijaniu Wełmiński znalazł trochę przypadkiem, z tym że przypadki pomagają tym, którzy szukają. W lokalu, który dostał na pracownię, mieścił się niegdyś gabinet, w którym wykonywano prześwietlenia rentgenowskie. Po dawnym użytkowniku zostały stare, nadszarpnięte zębem czasu, materiały fotograficzne służące do prześwietleń,. To wystarczyło, by zainspirować i bazując na tych znalezionych szczątkach minionego zbudować intrygującą i głęboką, ale i piękną opowieść o pamięci, która bywa niedoskonała.

Andrzej Zygmuntowicz

 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas