poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ŁUKASZ BIAŁY
Replikatorium
Dekada Literacka 2005, nr 3-4 (211-212)
Leszek Sobocki, „Replikatorium”, lipiec-wrzesień 2005, Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, Kamienica Hipolitów, pl. Mariacki 3.



Każdy, kto przez lata przyglądał się artystycznym poczynaniom Leszka Sobockiego, powinien koniecznie zobaczyć wystawę zatytułowaną „Replikatorium”, która na początku lipca została otwarta w galerii Kamienicy Hipolitów Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Przez ostatnie 40 lat artysta wystawiał indywidualnie swoje prace kilkadziesiąt razy, tym razem uznał, że przyszedł czas na to, aby „obejrzeć się za siebie” i ocenić przebytą drogę, przyjęte postawy i głoszone idee.

Wśród zgromadzonych realizacji znalazły się nie tylko obrazy olejne, rysunki i grafiki, ale również prace rzeźbiarskie, ready-made, montaże i instalacje, określające całe bogactwo plastycznych poszukiwań autora. Mimo tego, że wiele dzieł Sobockiego jest własnością muzeów i galerii w całej Polsce i Europie, a także prywatnych kolekcjonerów, udało się wybrać z zasobów pracowni artysty taki ich zbiór, który dokładnie pokazuje najważniejsze wątki tematyczne omawianej twórczości, najpierw w ramach Grupy Wprost, a od połowy lat 80. już indywidualnej.

Autorskie spojrzenie wstecz w tym przypadku to nie tylko możliwie najlepszy reprezentatywnie wybór prac na wystawę, ale przede wszystkim komentarz plastyczny w postaci obrazów - replik znanych od lat dzieł, lub takie ich zestawienie, aby tworzyły miedzy sobą nowe związki znaczeniowe, a także komentarz słowny nakreślony niejako po latach na ich marginesach ręką artysty.

Od 1966 roku, kiedy powstała Grupa Wprost (członkami byli Jacek Waltoś, Zbylut Grzywacz, Maciej Bieniasz oraz Barbara Skąpska, która uczestniczyła tylko w pierwszej wystawie grupy), aż do jej rozwiązania w pierwszej połowie lat 80. twórczość Sobockiego była związana z kierunkiem wyznaczonym przez manifest ideowy nowo utworzonej formacji. Jego podstawowym założeniem było komentowanie rzeczywistości „wprost”.

Kiedy wchodzimy w muzealną przestrzeń galerii Kamienicy Hipolitów stajemy „na wprost” ogromnego płótna 4xTAK, 1980-1988 r., do którego zostały dołączone zupełnie nowe szkice portretowe artystów. Dominujące po środku kompozycji światło wydobywa z cienia twarze zebranych malarzy, z Sobockim w jej centralnej części. Już na samym wstępie wystawy autor proponuje nam przyjęcie konwencji dialogu w odbiorze ekspozycji. Taka formuła zakłada z jego strony szczerość i bezpośredniość przekazywanego komunikatu. Dzięki autoportretom, które zawisły obok na ścianach, wrażenie to zostało dodatkowo spotęgowane, jesteśmy już pewni, że artysta zwraca się do nas w pierwszej osobie. Jednak jego intencją jest poszerzenie zaistniałego kontekstu o każdego z nas, ponieważ wszyscy razem poruszamy się w tej samej przestrzeni zdarzeń. Powstałe w tym roku autoportrety („Tabula rasa”, „Aureola”, „Narcyz”, „Tatuaż II” i inne) powtarzają (replikują) swoje historyczne wzory z końca lat 70. Tamte od dawna funkcjonują już w świadomości odbiorców, a dla przypomnienia zostały umieszczone w formie niewielkich odbitek u góry ram. Stając z nimi twarzą w twarz, jesteśmy jednak zupełnie sami, a zmuszeni, jak w zwierciadle, odnaleźć własne odbicie, nie zawsze możemy odejść z podniesionym czołem.

Przechodząc do sali po prawej stronie, odnajdujemy realizacje z pierwszego okresu działalności artystycznej Sobockiego. W swoich najwcześniejszych pracach dotykał on czysto egzystencjalnego wymiaru ludzkiego życia i towarzyszącego mu niejednokrotnie poczucia zagrożenia, żalu i nieokreślonego lęku („Rodząca”, 1966 r., montaż). Wiele późniejszych realizacji mimo tego, że z czasem ich ciężar gatunkowy przesunął się w stronę spraw społeczno-politycznych („Idol”, 1996 r., wcierka; rzeźba „Żywicobranie”, 1968 r., gips oraz rysunki z tego samego roku o tym tytule; „Zdarzenie prefabrykacyjne”, 1973 r., montaż) będzie ciągle naznaczonych jakimś bolesnym niepokojem, uczuciem straty, niemożności porozumienia i zwykłego smutku („Blokowisko”, 1983 r., olej; „Epifania”, 1986 r., olej; „Bezludne łóżko”, 2000 r., olej). Zawsze jednak autentycznie zaangażowany w opisywaną rzeczywistość artysta stawał się niejako kimś, kto znajdował się w środku zdarzenia, które właśnie miało miejsce, a jego sztuka zbliżała się tym samym do publicystyki. W tej sytuacji wchodził w jawną polemikę z zastanym systemem, odkrywając jego zakłamanie i bezduszność („Wlew”, „Praca”, „Wylew”, 1968 r., wcierki). Sztuka Sobockiego, można powiedzieć, zakorzeniła się w rzeczywistości i w kolejnych latach tylko w nią głębiej wrastała. Nie zmienił się jedynie pesymistyczny wydźwięk tworzonych płócien, na których człowiek pozostawał ciągle stłamszony i bezradny. Zdarzało się również, że prace artysty były zdejmowane z wystawy, ponieważ nie podobały się ówczesnym władzom („Jeden dzień w życiu stoczniowca”, 1971 r., olej na pilśni) lub ginęły w niewyjaśnionych okolicznościach, być może w wyniku prowokacji władz (?). Tak było w przypadku zreplikowanego ostatnio płótna („Robotnik 81”, 1982 r., olej), jednego z najbardziej znanych ikonograficznie wizerunków Lecha Wałęsy. Nigdy jednak takie zdarzenia nie stanowiły powodu do dumy i sławy, pogłębiały natomiast rozczarowanie i wywoływały złość.

Wszystkie wymienione elementy w „publicystycznych” pracach Sobockiego zmierzały do stworzenia języka wspólnego dla sztuki i rzeczywistości, a nie tracącego przy tym niczego ze swej niezależności. Oglądając cykl „Portretów trumiennych”, tych malowanych przed laty oraz prezentowanych w ostatniej odsłonie z 2005 roku, możemy jasno sobie powiedzieć, że niewiele zmieniło się w naszej kondycji społecznej, zmieniły się tylko czasy.

Zamknięciem całej ekspozycji jest instalacja, którą artysta wykonał z połączenia 160 szkicowych wizerunków osób szczególnie mu bliskich, bądź z jakiś przyczyn ważnych w jego życiu. Po raz kolejny możemy przekonać się, oceniając nie tylko jego autoportrety, jak dobrym warsztatowo portrecistą jest Sobocki. Posiadając znakomity potencjał plastyczny, potrafił kilkoma pociągnięciami pędzla oddać niejednokrotnie bardzo trafnie najważniejsze cechy portretowanych osób, nota bene w wielu przypadkach znanych również i nam z życia publicznego. Na pewno część portretów posiada charakter osobisty, intymny, ale w kontekście instalacji z krzesłem i gipsowymi odlewami, która stanowi środek przedstawienia, całość nabiera głębszej, egzystencjalnej wymowy.

Sztuka Leszka Sobockiego ubrana na wystawie w nową szatę, która powstała z zestawienia wcześniejszych i obecnych prac artysty, jest niezwykle oryginalną propozycją. Każe patrzeć nam na jej twórcę jako ciągle niezależnego, nieuwikłanego w naśladowanie bieżących mód mistrza, prowadzącego nieprzerwanie przez ostatnie 40 lat rzetelny, artystyczny dyskurs z rzeczywistością. Posługując się przy tym językiem, który coraz częściej zabarwiony jest groteską, gorzką ironią, czy sarkazmem, wskazuje na uniwersalność podejmowanych tematów, na to, że przez wszystkie te lata nawet odrobinę się one nie zdezaktualizowały.

Łukasz Biały

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas