poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
Z JERZYM KRONHOLDEM rozmawia Joanna Hobot
Nie tworzyłem legendy
Dekada Literacka 2005, nr 3-4 (211-212)

Cenzor przeprowadzający ideologiczną ocenę Pańskiego tomiku „Samopalenie” zwracał uwagę na „ewentualną drażliwość” dwóch wierszy, były to: „Smutek po Brianie” i „Forest Flower”, które - zdaniem urzędnika GUKPPiW - „unikając polonocentrycznego punktu widzenia... odwoływały się do mitów współczesności, do przemian w sztuce i polityce Zachodu”. Cenzor nie potrafił sprecyzować jednak swoich zarzutów. Czy wiedział Pan o tych zastrzeżeniach? Co Pańskim zdaniem budzić mogło niepokój cenzora?

Cenzura zajmowała się każdą klepsydrą przed jej wydrukiem, więc nie dziwota, że przesiewała też wiersze. Czego obawiał się cenzor w przypadku kilku wierszy z „Samopalenia”, nie mam pojęcia, bardzo mu współczuję. Może szczerości, otwartości. Z tomiku wycofałem tytułowy wiersz. Dotyczył on Jana Palacha, pozostał do dziś w rękopisie. Wycofałem go nie z obawy przed cenzurą, ale z powodów artystycznych, nie był udany. Wygłosiłem go tylko raz na wieczorze Grupy Teraz w Klubie pod Jaszczurami na początku lutego 1969 roku, tej strasznej zimy po stłumieniu wiosny praskiej. Miało to zresztą różne nieprzyjemne reperkusje. Zostałem wezwany na nieformalne przesłuchanie do UB, gdzie przesiedziałem od 9 rano do późnych godzin popołudniowych. Działo się to w moim rodzinnym mieście Cieszynie.

W wierszu „Forest Flower” obok siebie pojawiają się Lenin, Chrystus, Che, Mick Jagger. Czy to zestawienie w jakimś sensie odzwierciedla klimat, ducha lat 60. i 70.?

Przytoczone przez Panią nazwiska należały do ówczesnych dekoracji, „Student” krakowski drukował wiersze księdza Cardenala, nikaraguańskiego partyzanta, na zamkniętych pokazach wyświetlano film Pasoliniego „Ewangelia wg św. Mateusza”, Chrystusowi tam pokazanemu brakowało tylko karabinu. Studenci filozofii, młodzi doktoranci z krakowskiego akademika „Żaczek” czytywali do poduszki Herberta Marcuse oraz „Skowyt” Ginsberga, tego samego Marcuse, którego inni studenci, opisani przez Miłosza w „Widzeniach”, słuchali osobiście w Kalifornii. Mój przyjaciel Helmut Kajzar (przyjęty do Grupy Teraz) przetłumaczył wtedy „Publiczność zwymyślaną” P. Handke i opublikował w „Dialogu”.

Co dziś zostało z tamtego kontrkulturowego buntu na Zachodzie? Co współczesność z niego wyniosła?

Konfekcję, czyli modne znowu trykoty z głową Che.

Czy zgodzi się Pan z opinią, iż spośród wszystkich autorów nowofalowych właśnie Pan był najbardziej otwarty na kontrkulturowy bunt zachodniej młodzieży?

Może, nie zastanawiałem się nad tym.

Pokolenie '68 w Polsce (z uwagi na odmienne warunki panujące w Bloku Wschodnim) zmuszone było skierować swój bunt przeciw zakłamaniu w życiu publicznym, a w konsekwencji przeciw totalitaryzmowi. Jak się miał Pańskim zdaniem ów polski nowofalowy, stopniowo narastający bunt do wystąpień dzieci-kwiatów, odrzucających model życia swoich rodziców?

Dzieci kwiaty, których Polsce nie brakowało kiepskich kopii tych zachodnich - zawsze mnie śmieszyły. W 1969 roku w pociągu do Tarnowa widziałem długowłosego, odzianego w coś futrzastego z dyndającym dzwonkiem na szyi, jaki się zakłada owcom na pastwisku. To był „kwiat” czy hipis wyrosły gdzieś między Niepołomicami a Bochnią. Nie przeszkadzał mi i chyba nawet pachniał łąką. Krytyka zakłamania w życiu publicznym moim zdaniem nie była wymuszona okolicznościami, nie była zamiast. Po marcu 1968 roku straciliśmy niewinność tzn. złudzenia i zaczęliśmy poważnie zajmować się rzeczywistością także polityczną, tyle że nie wszyscy od razu.

Jak dziś z perspektywy czasu ocenia Pan konsekwencje tych dwóch jakże odmiennych buntów?
...

Czy Pan jako współtwórca grupy Teraz również dziś podtrzymuje swoje poetyckie credo z tamtych lat: „Wierzę w kontestację / która jest jedyną możliwą formą poezji”?

Lubię to zdanie, ale się z nim nie utożsamiam dzisiaj. Także wtedy, gdy je pisałem odgrywałem rolę medium.

Co dziś pozostało z Nowej Fali? Jakie jest jej znaczenie dla współczesnej polskiej literatury?

Za sto lat okaże się, czy coś z tego przetrwa.

Czy nadal pozostaje Pan zwolennikiem nasycania poezji politycznym, obyczajowym i społecznym konkretem danego czasu?
...

Czy nie wydaje się Panu, że nasycenie nowofalowej poezji politycznymi, społecznymi i obyczajowymi realiami czyni ją dziś niezrozumiałą dla młodego pokolenia odbiorców?

Na pewno ma Pani rację.

Czy pojawiająca się w Pańskich późniejszych utworach (zwłaszcza w tomiku „Niż”) apologia zwykłego życia była próbą zdystansowania się od modelu poezji zaangażowanej?

Nie było to moim zamiarem.

Pańskie pokolenie, pisząc o marcu '68, bardzo często porównywało się z pokoleniem Kolumbów. Ich tragicznym losom przeciwstawiała Nowa Fala doświadczenie Marca oraz konieczność życia w świecie, w którym „na ekranie generał / Walter rozmawiał z konikiem garbuskiem” i „z wysoka zniżał się czerwony / orzeł dowód tożsamości wytrych”. Czy to powracające w wielu utworach różnych Pańskich rówieśników porównanie było przejawem kompleksów czy też sposobem na tworzenie (niejako à rebours) legendy własnego pokolenia?

Nie pasjonowałem się Bratnym i metafora Kolumbów nie przylega do mojej sytuacji. Trzymałem się zawsze swojego terytorium między Czantorią a Jaworowym, między Przybosiem a Filipowiczem, między Frydkiem Mistkiem a Bielsko Białą. Byłem obok spraw pokoleniowych, nie tworzyłem żadnej legendy. Napisałem tylko z trudem parę wierszy.


Rozmawiała Joanna Hobot


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas