poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
MARIAN STALA
Byłem tutaj. O jednym wierszu Ryszarda Krynickiego
Dekada Literacka 2005, nr 3-4 (211-212)


Violi i Pawłowi Próchniakom


1.

Na skrzydełku swojej nowej książki umieścił Ryszard Krynicki faksymile i autorskiego maszynopisu wiersza „Byłem tutaj”. To właśnie ta podobizna pojawia się przed oczyma czytelnika, który bierze do ręki i (spokojnie bądź niecierpliwie) otwiera egzemplarz „Kamienia, szronu”. To właśnie ten maszynopis z początku lat 90. XX wieku - z jedną tylko poprawką (polegającą na zastąpieniu przymiotnika „magiczne”, towarzyszącego rzeczownikowi „zaklęcie”, na przymiotnik „bezradne”) - jest śladem obecności poety i wysiłku kształtowania poszczególnych utworów. I to właśnie ten, a nie żaden inny wiersz wyprzedza lekturę tomu jako (skonstruowanej) całości:

Błysk, gasnący hieroglif promienia na murze –
i powtarzane z uporem bezradne zaklęcie
„Kilroy was here” jak naskalne
ryty. We wnęce zmroku bezdomny
rozkłada swoje kartony na nocleg. Nikt
odbija się w ścianie.


2.

 Dwa podstawowe pytania pojawiają się niemal natychmiast po przeczytaniu tych sześciu wersów.

Pytanie pierwsze: dlaczego właśnie ten wiersz został wybrany przez poetę? Czy ten gest wskazujący ma jakieś (intersubiektywne) znaczenie, czy da się uzasadnić, umotywować także w perspektywie czytelnika?

Pytanie drugie: dlaczego Ryszard Krynicki posłużył się maszynopisem swojego wiersza, nie zaś rękopisem - który byłby znacznie silniejszym znakiem autorskiej obecności?

Oba pytania wzywają do namysłu nad wierszem; dopiero ten namysł może odsłonić zarys odpowiedzi. Niekoniecznie pełnej, niekoniecznie pewnej.

3.

Myślenie o przywołanym przed chwilą wierszu trzeba rozpocząć od jego tytułu. Tytułu, który jest tyleż oczywisty, ile niepokojący.

„Byłem tutaj” - to pierwszoosobowa wiadomość o czyjejś obecności w określonym miejscu. Taką wiadomość można zapisać i pozostawić w owym miejscu - aby tam właśnie czekała na konkretnego adresata, albo na każdego, kto potrafi ją odczytać. Można ją też wypowiedzieć (przekazać ustnie) - ale tylko wtedy, gdy powraca się raz jeszcze w to samo miejsce. To jest (albo: to wydaje się) oczywiste.

Niepokojące jest natomiast napięcie pomiędzy czasowością słowa „byłem” i bezczasowością czy może: ponadczasową aktualnością gestu wskazywania, wpisanego w słowo „tutaj”. Niepokojące jest także coś innego, istotniejszego: gra obecnością i nieobecnością tego, kto zostawia wiadomość „byłem tutaj”.

Czy warto wszystkie te kwestie przypominać i rozważać? Myślę, że warto, gdyż Ryszard Krynicki wykorzystuje zarówno oczywiste, jak niepokojące znaczenia przywoływanej formuły.

Inaczej rzecz ujmując: tytuł „Byłem tutaj” ma co najmniej trzy znaczenia (pełni trzy funkcje?). Po pierwsze: jest wiadomością od poety skierowaną do wszystkich jego czytelników. (Można przy tym dodać, iż to znaczenie staje się widoczne zwłaszcza wtedy, gdy czyta się ów tytuł na skrzydełku książki, nie zaś wewnątrz tomu.) Po drugie: jest nie tylko śladem obecności poety, ale także ujawnieniem jego sytuacji, perspektywy, z jakiej napisał swój wiersz. W tym przypadku słowa „byłem tutaj” znaczą: „widziałem to”, „zetknąłem się z tym”, „byłem świadkiem takiego zdarzenia”, „znalazłem się w takim świecie”... Wreszcie, po trzecie, ten tytuł kieruje uwagę ku samemu sobie, zmusza do zastanowienia nad nie-oczywistością formuł obecności. Czyniąc to, odsyła zarazem do „bezradnego zaklęcia”, pojawiającego się wewnątrz wiersza Krynickiego, do zdania „Kilroy was here”. To zdanie zaś, napisane przez kogoś na murze, czytane przez kogoś innego, tak jest ważne w analizowanym wierszu, w ewokowanym przez ten wiersz zdarzeniu, że warto się nim przez chwilę zająć osobno.

4.

 Nie jest to, powiedzmy od razu, zdanie przypadkowe, nikomu nieznane, wzięte nie wiadomo skąd... Przeciwnie: ma ono kilkudziesięcioletnią historię, dzisiaj dostępną (jak wiele innych, potrzebnych i zbędnych faktów) w internecie. Przede wszystkim zaś: ma to zdanie nora (pierwszego użytkownika?) - którym był niejaki James J. Kilroy z miasta Quincy pod Bostonem.

Kilroy, jeśli wierzyć internetowi, był stoczniowcem; kontrolował jakość nitów, leczących części budowanych statków. Na sprawdzonych przez siebie konstrukcjach pisał olejną farbą wspomniane poprzednio słowa: „Kilroy was here”. Miały one znaczyć: „sprawdziłem, wszystko jest w porządku”. Był to nie tylko ślad obecności, ale także poręczenie bezpieczeństwa, skierowane do tych wszystkich, którzy mieli ze statków korzystać...

Formuła Kilroya stała się popularna najpierw wśród marynarzy, którzy pływali na sprawdzanych przez niego statkach, potem zaś wśród amerykańskich żołnierzy z czasów II wojny światowej. Posługiwano się nią również w czasie wojny wietnamskiej; jej weterani, a potem amerykańscy turyści pozostawili ją na murach wielu zwiedzanych miast na całym świecie.

Dla żołnierzy formuła ta była, mówiąc najkrócej, jednym ze sposobów oznaczania kontrolowanego terytorium. Mogła być sygnałem pobytu w niespodziewanych miejscach i znakiem udziału w nieznanych wydarzeniach. Inaczej mówiąc: była ta formuła częścią mitologii, związanej z uczestnictwem w wojnie i ze szczególnymi więziami, jakie stwarza walka.

Czym zaś było to zdanie dla turystów, malujących je na murach miast Niemiec, Francji, Holandii? Może sygnałem wspólnoty tych wszystkich, którzy (serio albo kpiąco) sięgali po słowa Kilroya? Może wyrazem (zabarwionego pychą) przeświadczenia, że członkowie tej wspólnoty są u siebie w domu, gdziekolwiek by nie byli?

5.

Nie wiem, czy przywołana historia pomaga zrozumieć wiersz Krynickiego; oczywiste wydaje się to, iż uwydatnia ona realne tło zdarzenia, na które poeta patrzy oczyma świadka. Zdarzenia, które wskazuje tytułowymi słowami „byłem tutaj”.

6.

To zdarzenie zostało uchwycone i zamknięte w trzech zdaniach, w sześciu wersach. Pierwsze z tych zdań jest najdłuższe; wypełnia ono trzy pierwsze wersy i nagłos wersu czwartego. Zdanie drugie jest wyraźnie krótsze; należy do niego wers czwarty (bez nagłosu) i wers piąty (bez wygłosu). Zdanie trzecie zaczyna się w wygłosie piątego, kończy wraz z wersem szóstym.

To zdarzenie można też przedstawić jako następstwo obrazów (wizji), budowanych z wrażeń, pochodzących od różnych zmysłów. Pierwszy z tych obrazów (odpowiadający pierwszemu zdaniu) jest najbogatszy, najmocniej nasycony wrażeniami wzrokowymi i słuchowymi:

Błysk, gasnący hieroglif promienia na murze –
i powtarzane z uporem bezradne zaklęcie
„Kilroy was here” jak naskalne
ryty

Obraz drugi jest uboższy we wrażenia; światło zostaje wygaszone, głos ucicha:

We wnęce zmroku bezdomny
rozkłada swoje kartony na nocleg.

Obraz trzeci jest, w gruncie rzeczy, bezwrażeniowy (bezwyglądowy); jest raczej odczuciem poety-świadka niż czymś dziejącym się w wymiarze zmysłów:

Nikt
odbija się w ścianie.

Łatwo spostrzec, że zarówno konstrukcją składniową wiersza, jak jego konstrukcją obrazową (wrażeniową) rządzi podobna logika: odejmowania, ściszania, wygaszania. Ta logika, dodajmy od razu, nie ma samoistnego znaczenia; ta logika staje się ważna, gdy zaczynamy myśleć o wierszu Krynickiego od strony uobecnianej w nim ludzkiej sytuacji.

7.

Jak wspominałem, analizowany wiersz można czytać jako zapis pewnego zdarzenia, oglądanego z perspektywy świadka. W tym zapisie, mimo jego zwięzłości, to, co bezpośrednio zobaczone bądź dosłyszane miesza się z tym, co zrozumiane i przeczute, to zaś, co powiedziane wprost, nakłada się na to, co niedopowiedziane.

Całkowicie oczywiste jest to, że poeta-świadek zobaczył w rozbłyskującym i szybko gasnącym świetle nieznanego mężczyznę, czytającego (na głos?) znajdujący się na murze napis „Kilroy was here”. Oczywiste jest również to, że rozpoznał w owym nieznajomym - kogoś bezdomnego, rozkładającego pod murem kartony, na których można się ułożyć do snu.

Niedopowiedziane jest to, dlaczego słowa „Kilroy was here” miałyby być dla owego bezdomnego „zaklęciem”, dlaczego to zaklęcie jest „bezradne”, dlaczego powtarzane jest „z uporem”. Niedopowiedziany jest również związek między tym, że bezdomny najpierw powtarza przeczytane na murze słowa, potem zaś „we wnęce zmroku” rozkłada kartony. Wreszcie: niedopowiedziany (a może nawet - fundamentalnie niejasny) jest wniosek poety-świadka, pojawiający się w trzecim, ostatnim zdaniu wiersza: „Nikt / odbija się w ścianie”.

Wspomniane niedopowiedzenia domagają się jakichś (choćby skrótowych) domysłów, pozwalających wyjaśnić całą sytuację.

Domysł pierwszy: bezdomny zna dobrze historię i znaczenie zdania „Kilroy was here”. Więcej: traktuje te słowa jako magiczne zaklęcie, jako namiastkę religii stwarzającej więź między nim a wszystkimi tymi, którzy wspomniane zdanie pozostawiają na murach różnych miast. Dlatego powtarza owo zaklęcie z uporem; dlatego patrzy na napis tak, jakby to były „naskalne ryty” ludzi sprzed tysięcy lat.

Domysł drugi: zaklęcie okazuje się jednak nieskuteczne, bezradne. Ślad obecności tego, kto napisał na murze „Kilroy was here” odsłania jego faktyczna nieobecność. Jej odczucie spycha bezdomnego „we wnękę mroku”, pogłębia doświadczenie osobności, wykluczenia ze świata innych ludzi.

Domysł trzeci, jeszcze mniej pewny niż poprzednie: najbardziej dramatycznym momentem zapisanego przez poetę zdarzenia jest zetknięcie śladu obecności tego, kto napisał na murze „Kilroy was here” (inaczej mówiąc: śladu obecności, wiodącego do nieobecności, do nikogo) z faktyczną obecnością kogoś, kto jest samotny, odcięty od wspólnoty. Mam wrażenie - nie wiem czy słuszne - iż to zetknięcie pozbawia bezdomnego części sił, części istnienia...

Domysł czwarty, pozbawiony jakiejkolwiek pewności: trzecie, ostatnie zdanie wiersza może się odnosić do tego, kto napisał na murze „Kilroy was here”; może się także odnosić do bezdomnego, który odczytał owo zdanie i doświadczył braku jego mocy; wreszcie: może się ono odnosić do nich obu.

8.

 Spytam raz jeszcze: świadkiem jakiego zdarzenia jest poeta w wierszu „Byłem tutaj”? Jakiemu zdarzeniu przyświadcza? Odpowiem, ze świadomością, iż jest to stwierdzenie niepełne i prowizoryczne: poeta jest świadkiem próby wydostania się z przestrzeni bezdomności i osamotnienia; próby zakończonej popadnięciem w jeszcze głębszą bezdomność i takież osamotnienie.

Takie próby rzadko bywają dostrzegane i zaświadczane. Takie próby, ośmielę się przypuścić, mają dla tych, którzy je podejmują, znaczenie trudne do zmierzenia.

9.

Używając w tytule swego wiersza słowa „tutaj” - odsyła nas Krynicki do takiego świata, w którym bywają bezdomni i świadkowie bezdomności. Świata, w którym bezdomność (w jej wszystkich odmianach i wymiarach) jest doświadczeniem bliskim, dotkliwym, dotykającym. Nie powinniśmy ulegać złudzeniu, że jest to świat bardzo odległy.

10.

Wiersz „Byłem tutaj” odsyła do szeregu innych utworów z nowego tomu Krynickiego. Ich wspólnym tematem, jednym z kluczowych tematów „Kamienia, szronu” jest doświadczenie umniejszenia, okaleczenia, zranienia, osamotnienia, wykluczenia ze wspólnoty.

Wmyślając się w wiersz „Byłem tutaj”, wkraczamy w sam środek poetyckiej, etycznej i metafizycznej przestrzeni, otwieranej przez tom Krynickiego.

Wiersz, o którym mówiłem, odsyła także poza granice dzieła Krynickiego. Jego tytuł i jego temat przypomina wersy napisane dawno temu:

Byłem wczora w miejscu, gdzie mrą z głodu –
Trumienne izb oglądałem wnętrze:
Noga powinęła mi się u schodu,
Na nie obrachowanym piętrze!

To powinowactwo z Norwidem, od dawna oczywiste dla czytelników Krynickiego, otwiera inne jeszcze, nie dotknięte w tych rozważaniach, aspekty omawianego wiersza - i „Kamienia, szronu” jako całości...

Marian Stala


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas