poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
JIŘÍ ZIZLER
Pomiędzy chaosem a oczekiwaniem. Spacer po czeskiej literaturze po listopadzie 1989 roku
Dekada Literacka 2002, nr 9-10 (191-192)

Listopad 1989 roku zastał czeską literaturę w szczególnej sytuacji. Podczas gdy demokratyczne zmiany w roku 1968 inicjowali, współtworzyli i starali się wcielić w życie w dużej mierze właśnie ludzie pióra (została im za to wymierzona na następne dwadzieścia lat doprawdy sroga kara – setki ich czekała ekskomunika i przymusowe milczenie, pod naciskiem przestawały istnieć literackie czasopisma, a wszelkie pisarskie przedsięwzięcia kontrolowali wciąż czujni i podejrzliwi funkcjonariusze), to w czasie „aksamitnej rewolucji”, pomijając rolę, jaką odegrał Václav Havel i kilku jego satelitów z kręgów dysydenckich, pisarze nie odegrali roli nawet marginalnej. Czeska literatura istniała w trzech niezależnych od siebie kręgach – oficjalnym, podziemnym i emigracyjnym (przedostać się stopniowo do wszystkich trzech udało się jedynie Seifertowi i Hrabalowi, w końcu jednak i ich popularność osłabła), przy czym autorów pierwszego i drugiego obiegu oddzielała przepaść nie do pokonania. Podporządkowani pisarze, którym partia odwdzięczała się za bezkonfliktowe podejście do rzeczywistości mnóstwem przywilejów, nie przejawiali nawet w czasie trwania Gorbaczowowskiej pierestrojki najmniejszego zainteresowania zmianą i tak niedającej się już utrzymać sytuacji. Listopadowy karnawał oznaczał dla nich spojrzenie w twarz Meduzy – zobaczyli swoje przywileje i znaczenie znikające nieodwracalnie w przepaści zapomnienia i nicości. Jednak również „sławnych” naraz i pożądanych autorów czekał po krótkim czasie podobny szok; wydawniczy boom, sprawiający, że ich książki wychodziły w stutysięcznych nakładach, nie trwał dłużej niż rok – potem ich dzieła trafiały na przecenę, a czasem nawet na przemiał. Uwagę społeczeństwa całkowicie pochłaniały problemy politycznej i ekonomicznej transformacji i szybko okazało się, że bajkowe lata sześćdziesiąte odeszły w przeszłość i ogromny wpływ literatury oraz jej twórców (zastępujących prawowitą opozycję) na społeczeństwo także już definitywnie do niej należy. Zaczął przeważać pogląd, że sztuka musi znajdować się jak najdalej od politycznych i społecznych sporów, a jeśli już w cokolwiek zostanie zaangażowana, to powinna być stamtąd natychmiast bezwzględnie usunięta – taki redukcjonizm odzwierciedlał jedynie fobię spowodowaną długotrwałą ideologizacją kultury. I w sztuce miał triumfować nieograniczony liberalizm i działanie na własny rachunek – izolacja i rozproszenie podmiotów sceny kulturalnej była rozumiana jako konieczność i zwycięstwo prawdziwej demokracji. Pozycja społeczna, prestiż i warunki ekonomiczne literatów szybko się zmieniły, brak ustalonych jakościowych zasad i upadek krytycznej funkcji literatury charakteryzują pierwszą połowę lat dziewięćdziesiątych.

Literatura została zmuszona do troszczenia się o samą siebie. Podstawowym zadaniem stała się reintegracja, ponowne scalenie trzech kręgów wydawniczych, które trzeba było uporządkować przede wszystkim od strony edytorskiej. Mimo wielu technicznych trudności (rozpad sieci dystrybucyjnej, spadek zbytu, dramatyczny wzrost kosztów druku) zaczyna się heroiczny okres działalności czeskich wydawnictw, które bez względu na zysk oraz niesprzyjające warunki z energią i zapałem drukują zawrotne ilości ambitnych tytułów. Wynikiem tego była różnorodna i wielokształtna oferta rynku księgarskiego, ale i pewien chaos oraz rozproszenie – w zalewie nowych książek, gdzie obok siebie znalazły się dzieła autorów wielu generacji (rehabilitowanych, na nowo odkrywanych, debiutujących), czytelnicy i krytycy nie potrafili się zorientować, a tym bardziej oceniać, wartościująco rozróżniać i uporządkować. Z początku także nieprzemyślana, spontaniczna polityka wydawnicza przynosi dla niektórych autorów fatalne skutki – publiczność czytelnicza zostaje szybko zarzucona dziesiątkami tytułów z twórczości Bohumila Hrabala i zainteresowanie nim spada do minimum (po jego tragicznej śmierci w 1997 roku wydawanie jego książek zostanie na jakiś okres wstrzymane ze względu na spory dotyczące praw autorskich i dopiero w ostatnim czasie sytuacja powróci do normy – czytelnicy znowu sięgają po Hrabala), podobny los spotyka książki Ivana Klímy, Josefa Škvoreckiego, Ludvíka Vaculíka, Arnošta Lustiga, Pavla Kohouta i innych protagonistów literackiego mainstreamu. W wielu przypadkach jednak reintegracja okazuje się trudna czy nawet zupełnie niemożliwa, i nie chodzi jedynie o fizyczną obecność autora w ojczyźnie – Milan Kundera zezwala na (re)edycję swoich dzieł jedynie wybiórczo i w wielkich odstępach czasowych, nie udziela wywiadów, a sytuacji w kraju praktycznie w ogóle nie komentuje. Podobnie od czeskiego środowiska i języka oddaliła się Věra Linhartová, najwyraźniejsza postać prozy eksperymentalnej lat sześćdziesiątych, która po wyjeździe z ojczyzny zwróciła się ku językowi francuskiemu, a obecnie i ku językom orientalnym; tworząca po niemiecku Libuše Moníková nie znalazła dla swych zasługujących na uwagę powieści odpowiedniego tłumacza. Może się wydawać, że Czesi nie odpuszczają tak łatwo ucieczki od własnego języka – ostatecznie napisany po francusku tekst „Traktát o chatrných divech” praskiego poety, tłumacza i eseisty Václava Jamka, wysoko oceniony we Francji, na swoje czeskie wydanie czeka już przeszło dziesięć lat. Nieprzyjemnego odcienia nabrał też czynnik generacyjny – wydawca i publicysta Vladimír Pistorius na początku lat dziewięćdziesiątych już w tytule swojego eseju mówi o „starzejącej się literaturze”. Ale przeniknięcie „świeżej krwi” do centrum wydarzeń było jedynie kwestią czasu.

Literatura czeska nie obeszła się bez powrotu do swoich korzeni i nawiązania do przerwanej tradycji. Dlatego po listopadzie ma miejsce wielki renesans literatury katolickiej, reprezentowanej w XX wieku przez Jakuba Demla, Jaroslava Durycha, Jana Zahradníka, Jana Čepa, Bohuslava Reynka; do najwybitniejszych żyjących należą dzisiaj Zdeněk Rotrekl oraz Jan Slavík, debiutujący w latach czterdziestych. Ale młodzi autorzy tej orientacji nie czują już potrzeby tworzenia sekciarskich czy dogmatycznych ugrupowań wokół katolickich wydawnictw i czasopism, a już na pewno nie żyją w konflikcie z „ateistycznym” państwem, jak to miało miejsce w międzywojennej republice pod rządami Masaryka, z której raczej lewicową i protestancką doktryną ówcześni katoliccy intelektualiści zgadzali się jak ogień z wodą. Przeciwnie, część młodych katolików, na czele z personalistycznie nastawionym krytykiem i eseistą Martinem C. Putną, skupionych wokół magazynu „Souvislosti” szybko popadła w ostry konflikt z hierarchią kościelną (pretekstem był numer czasopisma poświęcony fenomenowi undergroundu) i wraz z całym pismem uniezależniła się od autorytetu Kościoła. Najwyraźniejsi poeci i autorzy tego kręgu mogą być postawieni po stronie katolickiej tylko pod warunkiem zachowania pewnego marginesu swobody – liryka utalentowanego Petra Borkovca, ale i Pavla Kolmački czy Miloša Doležala wychodzi od spirytualistycznych konstant oraz niestałości ludzkiego istnienia i zmierza w kierunku uniwersalności poetyckiej wypowiedzi. Literatura katolicka w Czechach przemieniła się w literaturę katolików, dla których wiara jest nadzwyczaj intymną sprawą; nie widzą oni potrzeby, by transponować ją na zewnątrz do swojej twórczości.

Ogromną falę zainteresowania wzbudziła eksplozja tzw. literatury autentycznej, zwłaszcza dzienników i pamiętników. Szczyt osiągnęła za sprawą wydania zapisków Jana Zábrany „Celý život” (1992), które stały się jedną z książek dekady. Przedwcześnie zmarły Zábrana, znakomity tłumacz z języka rosyjskiego i angielskiego, w sugestywny sposób tworzy kronikę okresu normalizacji z jej marazmem, daje obraz czasu, w którym zagubiona została odwaga podjęcia czynu – na jego dnie odnajduje rozpacz nie do przezwyciężenia. Utwory Jiříego Kolá a o charakterze dziennikowym mówią o nie demonstracyjnej prawości artysty i etosie przynależności do poniżanej ludzkości; Ivan Diviš w swej monumentalnej „Teorii spolehlivosti” (1994) okazuje się bezlitosnym sędzią, oryginalnym myślicielem i mistrzem żarliwego erupcyjnego stylu. Oddźwięk i poruszenie, jakie dzienniki wywołały wśród czytelników, przekonały o intensywnej tęsknocie i zapotrzebowaniu na rzecznika i proroka, świadka i przewodnika. Część krytyki obawiała się dziennikowej ekspansji i wskazywała na jej destrukcyjne wpływy w postaci efemerycznych imitacji i banalizacji literackich technik, ale wraz z końcem lat dziewięćdziesiątych okres „autentyków” przeminął. Z książek wspomnieniowych dużym zainteresowaniem cieszyły się jeszcze obszerne pamiętniki Václava Černego, wspaniała synteza czeskiego społecznego i kulturalnego życia w czasach pierwszej republiki i obydwu systemów totalitarnych, oraz życzliwie żarliwe i wzruszająco wrażliwe „Čtrnáctero zastavení” Bedřicha Fučíka; dzieła wydane już wcześniej w podziemiu i na emigracji dopiero teraz dotarły do szerszego kręgu odbiorców. Mocną pozycję wszak cierpliwie zdobywała sobie także literatura postmodernistyczna, eksperymentalna i artystyczna – do wydarzenia dziesięciolecia aspirowała „Sestra” (1994) Jáchyma Topola, dziko pulsująca kotłowanina obrazów i zdarzeń, ukazująca poszukiwanie prawdziwych wartości w rozpadzie nowoczesnej cywilizacji i w sposób zniewalający pokazująca odwróconą twarz metropolii, świat subkultur i osobliwych outsiderów. Komponowanymi w sposób wyrafinowany strukturami narracyjnymi odznacza się także proza Jiříego Kratochvila i Danieli Hodrovej, która na tle magicznej Pragi („udręczającego miasta”) opisuje ukryte powiązania ludzkich losów. Po wielu latach, kiedy to dominowała raczej poezja, przychodzi czas prozy, która dopiero teraz przestaje być obciążona przeszłością. Wielką nadzieją jest Miloš Urban, który w powieściach „Sedmikostelí” (1999) i „Hastrman” (2001) wykazuje wybitne zdolności stylizatorskie i fabularyzacyjne, przedstawiając oryginalną wizję świata – pierwsza książka prowokacyjnie akcentuje konserwatywne, „średniowieczne” wartości, druga radykalnie rozlicza się z winnymi bezwzględnego wykorzystywania przyrody. Druga połowa lat dziewięćdziesiątych upływa także pod znakiem literatury popularnej, tj. wciąż lepiej sprzedających się „czytadeł”, rezygnujących z „literackości” i stawiających na atrakcyjność opisywanych historii i kulis ich powstawania oraz ironiczny dystans do rzeczywistości. Symbolem tego rodzaju literatury jest Michal Viewegh; na początku rozpieszczany przez krytykę, szybko stał się dla niej ikoną powierzchowności i komercji, dostosowywania się do masowych gustów. Viewegh karze za to krytyków nie tylko brutalnym ich karykaturowaniem w swoich powieściach, nie powstrzymał się też przed fizycznym atakiem. Powodzenie Viewegha współbrzmi z ofensywą płycizny we wszystkich mediach, od prasy brukowej poczynając, a na prywatnych stacjach telewizyjnych kończąc; tradycyjne przeświadczenie Czechów o samych sobie jako nadzwyczaj dojrzałym kulturalnie narodzie, który nie ulega mechanizmom zachodniego showbusinessu, otrzymywało w ciągu minionego dziesięciolecia cios za ciosem.

Do pozytywnych stron czeskiej sceny kulturalnej należy zaliczyć dużą ilość tytułów prasowych o profilu kulturalnym, literackim czy społeczno-politycznym. Legendarny tygodnik „Literární noviny”, wznowiony w 1990 roku, bez powodzenia próbował nawiązać do swego najlepszego okresu, popadał stopniowo w coraz większą jałowość – pod koniec lat dziewięćdziesiątych zmieniono redakcję i orientację, i tak tygodnik stał się wyraźnie politykującym, ekologicznie nastawionym pismem. Dwutygodnik „Tvar” skupia się na prezentacji tekstów współczesnych autorów, brneński miesięcznik „Host” stara się być pluralistycznym, ciekawym i dynamicznym magazynem literackim. Kwartalnik „Revolver Revue”, pamiętający jeszcze czasy wydawnictw podziemnych, próbuje upowszechniać dokonania ignorowanych i niekonwencjonalnych indywidualności literackich i plastycznych, jego dodatek „Kritická příloha”, nawiązujący do tradycji pisma „Tvář”, jedynego nie marksistowskiego periodyku lat sześćdziesiątych, tworzy surowe krytyczne kryteria i dba o wysoki poziom analiz; do czasopiśmienniczego spektrum należą jeszcze „Souvislosti”, konsekwentnie coraz bardziej oddalające się od swoich pierwotnych „chrześcijańskich” korzeni, ekskluzywny surrealistyczny „Analogon” oraz liczne tytuły regionalne. Wcześniejszą, większą czy mniejszą, rywalizację pomiędzy czasopismami zaciera obecny kryzys finansowy, jako że polityka dotacyjna ministerstwa kultury bezpośrednio zagraża ich dalszemu istnieniu.

Mimo pocieszająco dużej liczby środowisk twórczych lata dziewięćdziesiąte przebiegły praktycznie bez poważniejszych dyskusji i polemik. Koniec końców chyba najbardziej warta uwagi była długotrwała debata dotycząca autorstwa przekładu książki Warrena Millera „Prezydent Krokadýlů”, do którego, podobnie jak do współautorstwa tłumaczeń trzech kryminałów podpisanych przez Jana Zábranę, zgłosił pretensje Josef Škvorecký – spór zaiste interesujący, ale z punktu widzenia historii literatury mało istotny.

Współczesna czeska scena literacka nie obfituje w przywódców, programy ani grupy, musi twardo walczyć o każdego czytelnika, ale ma wiele indywidualności, zwróconych w różne strony i sięgających po różne formy wypowiedzi – może kiedyś spełni się ciągle żywa obsesja czeskich krytyków, jaką jest tzw. wielka powieść społeczna.

Tłumaczył Jakub Pacześniak


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas