poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
EWA HEARFIELD
Biedna pani Dickens
Dekada Literacka 2003, nr 5-6 (197-198)

Kiedy redakcja „Dekady” postanowiła przygotować na urodziny Wisławy Szymborskiej numer zawierający teksty jej ulubionych autorów i poświęcony jej ulubionym bohaterom, pan Pickwick znalazł się na drugiej liście faworytów. Zachęcona przez redakcję wybrałam się na poszukiwanie muzeum Pickwicka, okazało się jednak, że takiego muzeum w Londynie nie ma. Postanowiłam więc poszukać czegoś ciekawego w muzeum Charlesa Dickensa, mieszczącym się w kamienicy przy Dought Street, gdzie pisarz mieszkał w latach 1837–1839. Czytałam w przeszłości sporo książek Dickensa i wyobrażałam go sobie zawsze jako zatroskanego pana z rozwichrzoną bródką, obdarzonego poczuciem humoru, współczującego ubogim i niesłusznie pokrzywdzonym. I z tak ukształtowanym w głębi duszy wizerunkiem pisarza wyruszyłam na poszukiwanie jego domu.

 Okazał się on dość zwyczajną kamienicą wybudowaną w drugiej połowie XIX wieku, z ciemnymi pokojami, w których zgromadzono typowe dla tego rodzaju miejsc eksponaty: meble, portrety, popiersia i manuskrypty. Obejrzałam niewielki pokój jadalny i weszłam do małego saloniku od strony ogrodu. Tu, zupełnie nieoczekiwanie, stanęłam oko w oko z portretem anielsko wyglądającego młodzieńca ze złocistobrązowymi lokami. Twarz młodego Dickensa była zaskakująco inna od moich poczciwych wyobrażeń – regularne rysy, pełne, zmysłowe, a przy tym jakby kapryśne usta, patrzące wyzywająco oczy. Pan w grzecznym surducie z czarno białej fotografii nagle przeistoczył się w żywego i dziwnie nieobliczalnego człowieka. Spojrzałam znowu na ścianę, gdzie obok licznych zwielokrotnień twarzy przystojnego młodzieńca wisiały trzy portrety uroczej i młodej Catherine Hogarth oraz jej zdjęcie z późniejszego okresu życia, które ukazywało otyłą panią z apatycznym wyrazem twarzy. Jakie życie wiodła Catherine z Charlesem, że tak bardzo zmieniło ono jej rysy?

Przez wiele lat pani Dickens pozostawała w cieniu swego sławnego męża, o którym napisano grube tomy. Charles Dickens (1812–1870) miał traumatyczną młodość. Jego żyjący ponad stan ojciec zbankrutował i został uwięziony za długi, a dwunastoletni Dickens musiał zarabiać na utrzymanie swoje i rodziny ciężką pracą w fabryce. Wkrótce potem nieoczekiwany spadek pozwolił jego rodzicom na spłacenie długu, pieniędzy nie wystarczyło jednak na długo i niebawem Charles musiał znów iść do pracy – tym razem jako urzędnik w firmie prawniczej. Ambicja i nuda popchnęły go najpierw w stronę dorywczego dziennikarstwa, potem próbował zostać aktorem. Szybko zrobił wrażenie na wydawcach swym talentem satyrycznym, a jego humoreski i szkice cieszyły się znacznym powodzeniem; zrezygnował więc z aktorstwa i zajął się pisaniem. Jego praca pisarska przyniosła mu z upływem lat wielką sławę i ogromny majątek. Jeszcze za życia uznany został za jednego z największych prozaików swego czasu, a gdy zmarł pochowano go w miejscu spoczynku najbardziej zasłużonych dla kraju – w Westminster Abbey w Londynie.

Swą przyszłą żonę Dickens poznał, gdy leczył się ze swej pierwszej miłości – do rok od siebie starszej, siedemnastoletniej kapryśnej kokietki Marii Beadnell, córki bogatego bankiera. Ubogi dziennikarz, syn notorycznego dłużnika nie miał oczywiście szans na wejście do takiej rodziny i rozstanie stało się nieuniknione. Charles czuł się upokorzony i przez wiele lat wierzył, że Maria była największą miłością jego życia. Więcej szczęścia miał w życiu zawodowym. Pisał głównie dla gazet wydawanych przez George’a Hogartha, który był do tego stopnia pod wrażeniem Dickensa, że zaprosił go do siebie na kolację. Tak Charles poznał jego córkę Catherine, całkowite przeciwieństwo Marii. Do zaręczyn doszło szybko. Rodzina Hogarthów postrzegała Dickensa inaczej niż bogaty pan Beadnell. Catherine miała wyjść za mąż za eleganckiego, pełnego energii młodzieńca o złocistych lokach, pisarza podziwianego przez ojca, wschodzącą gwiazdę angielskiej prozy, który oczarował swym urokiem wszystkie panie w rodzinie.

Drugiego kwietnia 1836 roku w kościele św. Łukasza w Chelsea Charles poślubił błękitnooką i ciemnowłosą Catherine Hogarth. Zdawać by się mogło, że jej spokojny temperament i delikatność stanowić będą idealne uzupełnienie dla ambitnego, pełnego energii i hałaśliwego męża, znanego już wówczas ze swych gwałtownych reakcji, nagłych i nieopanowanych wybuchów głośnego śmiechu, sztubackich żartów, nieustępliwości i skłonności do obrażania się. W 1837 roku pierwszy raz w życiu uwolniony od problemów finansowych (właśnie odniósł niesłychany sukces swym „Klubem Pickwicka”) Charles wraz z żoną (prawdopodobnie cierpiącą w tym czasie na depresję poporodową) i pierworodnym synem wprowadził się do kamienicy przy Doughty Street. Częstym gościem w ich domu (czasami zostając też na noc) była Mary Hogarth, młodsza, piętnastoletnia siostra Catherine, która uwielbiała swego szwagra. Charles, czy to odreagowując depresję Catherine, czy też z potrzeby uczynienia swego życia bardziej romantycznym, zaledwie rok po ślubie zapałał przedziwną, gorącą, choć zdaje się platoniczną miłością do siostry swej żony. Młode małżeństwo Dickensów przeżyło dramatyczne chwile, gdy pewnego wieczoru, po powrocie z teatru towarzysząca im Mary upadła z krzykiem. Dickens natychmiast posłał po doktora i siedział przy niej całą noc. Mary zmarła następnego dnia w jego ramionach, prawdopodobnie z powodu ataku serca.

Dickens wpadł po jej śmierci w prawdziwą histerię. Nakazał wyryć na jej nagrobku słowa: „Młoda, piękna i dobra”, zebrał jej rzeczy i włożył do specjalnego pudła, które przechowywał w swej szafie i skąd co jakiś czas je wyjmował, aby na nie popatrzeć, przez wiele miesięcy pisał wszystkie listy do przyjaciół na żałobnym papierze listowym z czarną obwódką. Zdjął z palca Mary pierścionek, założył i nosił go do końca życia, zachował na pamiątkę lok jej włosów, a na domiar tego wszystkiego ogłosił, że chce po śmierci być pochowany przy Mary w jej grobie: „Nie zniosę myśli, że mam zostać oddzielony od jej prochów – miał powiedzieć. – To tak, jakbym miał ją utracić po raz wtóry”. Catherine, walcząc z własnym bólem i depresją oraz źle znoszoną kolejną ciążą, musiała opiekować się wówczas nie tylko załamanym Charlesem, ale także swą matką, która rozchorowała się po śmierci Mary. Choć wiele wiemy o tym, jak bardzo cierpiał Charles, który z brakiem wszelkiej delikatności uczuć wypłakiwał swe cierpienia przed własną żoną i całym światem, tego, co czuła Catherine, możemy się jedynie domyślać. Miała wówczas dwadzieścia dwa lata, a mężatką była zaledwie od roku. Co musiała przeżywać po utracie młodziutkiej siostry? Co myślała o swoim dziwnym mężu i jego szalonych wyznaniach? Tego się nie dowiemy. Wiadomo jednak, że najpewniej wskutek tych przeżyć wkrótce poroniła.

Dickens, po okresie histerycznego rozżalania się nad sobą, szybko odzyskał niezmożoną energię. Wkrótce wszystko wróciło do normy: przyjęcia, na których występował w kolorowych, wyszukanych i powszechnie uznawanych za „dandysowskie” strojach i na które rzadko zabierał swą żonę (ponieważ, jak się wkrótce okazało, uznał, iż brakuje jej uroku), spotkania, wyprawy wakacyjne, wyjazdy za granicę, wyjazdy dla zbierania materiału do publikacji, codzienne wyczerpujące wielogodzinne spacery, codzienna jazda konna, a przede wszystkim niestrudzona praca nad nowymi powieściami. Catherine była coraz bardziej odsuwana na margines jego zainteresowań, pozostawiana w domu – w kolejnej ciąży.

 Jego uwielbienie dla innych kobiet musiało z upływem czasu stawać się dla niej coraz bardziej deprymujące. Gdy w 1840 roku młodziutka królowa Wiktoria poślubiła księcia Alberta, Dickens publicznie ogłosił, że jest w królowej zakochany po uszy i że jej małżeństwo pogrążyło go w żałobie, a nawet zaczął na poły żartobliwie grozić, że popełni samobójstwo. Tak obnosił się ze swymi uczuciami, że zaczęła nawet wówczas krążyć po Londynie plotka, iż oszalał.

Dickens coraz częściej wyznawał swe namiętne uczucia innym kobietom, nieraz w obecności żony, nie zważając na sprawianą jej tym przykrość, obdarzał je również drogimi prezentami. Eleonora Picken, jedna z jego wybranek, wspominała, że Dickens bywał zmienny w nastrojach, dostawał nagłych napadów jowialności połączonych z okresami obojętności i chłodu, i że cała rodzina, nie wyłączając rodziców jego i żony, ulegała tym nastrojom i najwyraźniej się ich lękała. Dickens eksperymentował również z hipnozą, lecząc za pomocą transów piękne pacjentki z bólu głowy. Catherine, coraz częściej doprowadzana do rozpaczy jego zachowaniem, robiła mu o to sceny zazdrości – jak w czasie pobytu we Włoszech, gdzie Dickens leczył z migren śliczną młodą żonę szwajcarskiego bankiera, panią de la Rue.

Gdy Dickens zorientował się, że jego powieści cieszą się równie wielkim powodzeniem za oceanem, postanowił zwiedzić Amerykę. Jego postanowienia oczywiście były zawsze realizowane. Catherine błagała go, aby zmienił zdanie lub pozwolił jej zostać w kraju z dziećmi, ale Charles pozostał głuchy na te prośby. Dzieci – a było ich wtedy już czworo – miały zostać w Londynie, a ona miała pojechać z nim. Catherine poprosiła wówczas przyjaciela Charlesa, malarza Maclise’a, aby namalował dla niej portret dzieci. Wykonaną przez niego akwarelkę stawiała na biurku w każdym z kolejno zajmowanych pokoi na statku i w hotelach. Jej żal spowodowany rozstaniem najwidoczniej nie zrobił na mężu wielkiego wrażenia. Ale w przyszłości to on oskarżać ją będzie o zupełny brak uczuć i zainteresowania dziećmi.

Pisanie wyczerpywało Dickensa nie tylko psychicznie, ale i fizycznie. Pracował godzinami, śmiejąc się do rozpuku z własnych żartów i płacząc przy pisaniu bardziej dramatycznych momentów, a .pracując nad bardziej emocjonującymi fragmentami popadał w bezsenność i nadwrażliwość. Nie mógł się przy tym zdecydować, czy woli mieszkać w kraju czy za granicą. Był czas, że przenosił się z Anglii do Francji, Włoch i Szwajcarii, a potem znów do Włoch, wożąc ze sobą całą swoją rodzinę, służbę i kucharkę. Gdy był w Londynie pragnął wyjechać, gdy był za granicą tęsknił za Londynem. Mimo swych nieustających i ostentacyjnych flirtów z innymi kobietami nie tracił chyba erotycznego zainteresowania swą żoną, skoro miał z nią aż dziesięcioro dzieci (nie licząc wielu poronień). Catherine przeżywała wszystkie ciąże bardzo źle, zarówno psychicznie, jak i fizycznie, i cierpiała na poporodowe depresje. Stawała się coraz grubsza i popadała w apatię.

W miarę upływu czasu Dickens coraz częściej wyrażał swe rozczarowanie żoną. Był również całe życie obsesyjnie zatrwożony o swą sytuację finansową i dręczyło go, że rozrastająca się rodzina staje się dla niego coraz większym obciążeniem finansowym, przy tym o to, że rodzą się dzieci, raczej obwiniał swoją żonę, którą w listach do przyjaciół nazywał „osłem”. W chwilach stresu i napięcia, jak w Genui, kiedy pracował nad „Opowieścią wigilijną”, powracała do niego w snach Mary Hogarth i budził się cały we łzach.

Energia Dickensa znajdowała ujście nie tylko w pracy, wyjazdach, sporcie i flirtach, wydawaniu bogatych przyjęć i kłótniach z wydawcami, ale też w działalności teatralnej. Wiele czasu spędzał na organizowaniu amatorskich i wpół amatorskich występów, w których sam brał udział jako producent, reżyser, scenograf i aktor. W czasie przygotowywania jednego z takich przedstawień, czterdziestopięcioletni wówczas Dickens poznał zawodową aktorkę, młodziutką, osiemnastoletnią Ellen Ternan, o jasnych lokach i błękitnych oczach, w której oczywiście zakochał się natychmiast bez pamięci. Po scenach zazdrości i kłótniach Dickens wyprowadził się z małżeńskiej sypialni, a w listach do przyjaciół zaczął oskarżać Catherine o oziębłość i, zupełnie niesprawiedliwie, o brak zainteresowania dla domu i dzieci. Catherine uległa wówczas namowom matki i przystała na separację.

Kiedy doszło już nieomal do ugody z Catherine, która zgodziła się na rozstanie i roczną pensję w wysokości 600 funtów, Dickens dowiedział się, iż rodzice żony rozgłaszają, że powodem rozstania jest jego romans z Ellen Ternan. Wprawiło go to w prawdziwą furię, ponieważ pragnął uchronić Ellen przed skandalem. Nie mogąc się uspokoić, ogłosił na pierwszej stronie kilku gazet list otwarty, w którym zadawał kłam wszelkim pomówieniom. Napisał również drugi list, bardziej szczegółowy, przeznaczony dla osób z najbliższego kręgu, w którym podawał do wiadomości, iż jego żona cierpi na zaburzenia umysłowe. List ten, najprawdopodobniej wbrew intencjom Dickensa, dostał się do prasy i znalazł się również na pierwszych stronach gazet. Prywatna separacja stała się własnością publiczną, choć imię Ellen nie przedostało się do prasy.

Postanowiono, że Catherine zamieszka osobno z najstarszym synem Charlie w Camden Town, reszta dzieci miała zostać z ojcem. Córka Kate odwiedzała Catherine najczęściej. Dickens pozostał w związku z Ellen do końca swego życia. Czy ich romans był erotycznej, czy też platonicznej natury nie jest do końca jasne, choć istnieją przypuszczenia, że mieli dziecko, które zmarło po urodzeniu. Ellen pozostawała tajemnicą i niewiele osób wiedziało o jej istnieniu, mimo iż była z Dickensem w czasie tragicznego wypadku kolejowego w Staplehurst, gdzie oboje cudem uszli z życiem. Dopiero Kate Dickens ujawniła historię romansu ojca po jego śmierci.

Charles Dickens nie ustawał w pracy mimo postępującej choroby i podejmował się kolejnych wyjazdów i odczytów. Zmarł (prawdopodobnie na wylew) 9 czerwca 1870 roku. Zgodnie z jego ostatnim życzeniem pogrzeb był małą, prywatną ceremonią, ale nie pojawiła się na nim ani Catherine, ani Ellen. Jednak to Ellen znalazła się na pierwszym miejscu na liście spadkobierców Dickensa z jego ostatniego testamentu, dziedzicząc 1000 funtów. Reszta majątku miała zostać podzielona równo pomiędzy dzieci pisarza.

Catherine zmarła w 1879 roku , przeżyła męża o 9 lat. Córka Kate była przy niej do końca i to do niej zwróciła się Catherine ze swą ostatnią prośbą: podając paczuszkę listów od męża, napisanych do niej w pierwszym okresie ich znajomości, poprosiła córkę, aby przekazała listy British Museum – „aby świat dowiedział się, że on mnie kiedyś kochał”.

Ewa Hearfield

 

 
     2010-01-14 13:53:39
nie wiem jak inni odbierają zachowanie Karola Dickensa ale rola żony była nie do pozazdroszczenia ile ta młoda kobieta musiała znieść żyjąc z tym hipokrytą?
 
mysli-kasia@wp.pl     2012-10-23 13:37:29
No cóż...szczęka mi opadła.Właśnie czytam Opowieśc Wigilijną,którą na swój użytek nazywam Opowieścią dla naiwnych,ale chcę byc tą naiwną i chcę ją czytac po raz kolejny.A jeśli chodzi o samego Karola

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas