poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
PIOTR MICHAŁOWSKI
Powietrze

Z opisaniem powietrza
wcale nie musiałam się spieszyć.
A teraz w koszyk powszednich przeoczeń,
rzucam spóźnione o lat siedemdziesiąt
to - najdosłowniej przelotne - „dzień dobry!”

Cóż wiem o tobie, Mieszanino?
(Jeśli to nie brzmi obraźliwie?)
Gdzie tlen, gdzie azot, a gdzie cośtamjeszcze?
- Nie wiem, bo kiedy się odmieniasz,
przemawiasz czystą tautologią
poza uszami i rozumem.
A jeśli nawet wprost do serca,
to tylko zmianą ciśnienia.

Surowcze wtórny, choć pierwotny,
niedokundlony kundlu gazów,
jakże przeprosić cię, Powietrze,
zlekceważone przez przyrodę,
za zmowę zgiełku
przeciwko twej szumnej dyskrecji?
- Jakbyś istniało tylko po to,
żeby nie zaćmić raju krajobrazu.

Przepraszam, żeś nigdy z osobna,
a zawsze z okazji
- mowy lub widoku.

Za poniewierkę od początku świata,
wieczną tułaczkę od wyżu do niżu,
z pustego na wiatr (choćby i najhalniejszy),
z niewidzialnego - na próżno.

Przepraszam jeszcze za niesprawiedliwe
zrównanie z ziemią,
głodem, ogniem i wojną
- jakbyś nie kwitło ponad żywiołami.

Ale przyrzekam grandioso na ozon
i białą włóczkę całej atmosfery,
balony, cyklony, deutery, etery:
traktować jak przysłowiowego
człowieka.

Chociaż samoś sobie winne
tym upartym udawaniem niebytu,
tym głupim przebraniem w szelest, kurz i promień,
tym sumowaniem siebie
w wyniosłe abstrakcje błękitu.

Dziękuję ci, Powietrze, za cichą zażyłość,
za twoje szczere incognito,
za to, że Jesteś, Któreś Jest,
lecz w sposób jakby cię nie było:
dla mnie, przeze mnie i beze mnie -
z czegoś, dla czegoś, po coś i daremnie.

Ach, i nie tylko, gdy na pokaz
otulasz poduszkami mgły
dziuplę wiewiórki, sen kamienia.
Nie tylko po to by nieść głos przez jezioro,
jaskółkę do gniazda,
do nosa zapach fiołków.

Że tak beztrosko cię spożywam,
nie bacząc na swą dietę i twoją planetę.
Że cię przerabiam na ciało i chaos,
krwinki i drwinki, westchnienia, natchnienia,
kiedy pochłaniam twą klasykę przejrzystości
by ją przyprawiać - już półmoim -
dwutlenkiem zdziwienia.

Nie muszę tylko przysięgać wierności.
Boś zainwestowało we mnie pierwszy oddech,
więc nie odmówisz ostatniego.

Nie muszę nawet obiecywać,
że prędzej czy później, co twoje, zwrócę
co do atomu
- na dalszy, znów nieswój, użytek.
Że oddam w odwieczny,
a jeszcze bardziej nieświadomy daru,
Depozyt Anonimowego Liścia.



PIOTR MICHAŁOWSKI, Lir. 1955 r., krytyk i teoretyk literatury, poeta, wydał m.in. monografię genologiczną „Miniatura poetycka” (1999).

Dekada Literacka 2003, nr 5-6 (197-198)
 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas