poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
WOJCIECH LIGĘZA
Historia naturalna według Wisławy Szymborskiej
Dekada Literacka 2003, nr 5-6 (197-198)

W wierszu „Dwie małpy Brueghla” kluczem do rozumienia monologu bohaterki jest sytuacja egzaminu z „historii ludzi”, pozornie oderwanej od biologicznych podstaw antropologii. W tym liryku historia gatunku, który uzyskał odrębną pozycję wśród wszystkich stworzeń, pokrywa się z historią przemocy. Należy przyjąć zewnętrzny punkt widzenia, by uzmysłowić sobie rozmiary klęski. W poezji Wisławy Szymborskiej zwierzęta wystawiają nam zasłużenie złą opinię, bowiem z tej perspektywy człowiek to istota trudna do odgadnięcia, chimeryczna i podstępna. Małpy-egzaminatorki słuchają nieprzekonujących wyjaśnień z pełną ironii rezerwą: najwyraźniej odpowiedzi nie są zadowalające. Zapada przykre milczenie. Człowiek dorosły, czyli ktoś, kto zdawał kiedyś maturę, a ten egzamin wraca po latach jako koszmar senny, niestety nie okazał się odpowiedzialnym władcą świata. W „Dwóch małpach Brueghla” Wisławy Szymborskiej obrachunek z długimi dziejami ujarzmiania planety Ziemi, od dzieciństwa ludzkości po historię najnowszą, wypada fatalnie, wywołując prawdziwe zakłopotanie i szczery smutek.

„Wstydzę się bardzo, ja, człowiek” – te znamienne słowa padają już we wczesnym wierszu Szymborskiej „Zwierzęta cyrkowe” (z tomu „Dlatego żyjemy”, 1952). Wina symboliczna oraz empatyczne odczucia wobec cierpień „braci mniejszych” wiążą się z niebezpośrednim, lecz surowym osądem ludzkiej dominacji. Według Szymborskiej człowiek zajmował się głównie odbieraniem wolności wszelkim stworzeniom i poprzez niefortunne ingerencje naruszał naturalny ład świata. Działania szlachetnych duchów tworzących dzieła kultury nie mogą zrównoważyć opisywanego spustoszenia.

W poezji Szymborskiej łatwo uchwytny jest zamiar skompromitowania przekonań o tym, że zajmujemy najważniejsze miejsce wśród bytów żyjących. Poetka pragnie od nieudanej „historii ludzi” powrócić do historii naturalnej, raz jeszcze przemyśleć jej znaczenie, przyjrzeć się miejscu człowieka w kosmosie wszystkich rzeczy. Przyjąć lekcję ładu i lekcję pokory, dać się uwodzić różnorodności istniejących form natury, zagadkowy nadmiar istnienia przymierzyć do nicości, wreszcie zaufać swojemu zdumieniu. W tych wierszach ciągłość i różnica, tożsamość i odrębność, zadomowienie i wygnanie, wyznaczają pełną dramatyzmu relację człowiek – natura. Wysokiej próby intelektualny dowcip, a także wyrafinowana ironia (oraz autoironia) wcale nie łagodzą wskazanych napięć. Przeciwnie: przykład flory i fauny uświadamia nam udręki niezakorzenienia, określa biologiczno-kulturowe rozłamanie istoty ludzkiej, wytycza obszar właściwego tylko naszemu gatunkowi szaleństwa, ujawnia chimeryczne decyzje i niekonsekwentne działania.

W utworach poetyckich Szymborskiej, takich jak na przykład „Szkielet jaszczura”, „Notatka”, „Sto pociech”, „Urodziny” czy „Archeologia”, powtarzają się sytuacje zwiedzania muzeum historii naturalnej. Częstymi praktykami poetyckimi stają się tutaj opisy kolekcji tworów natury, namysł nad ewolucją, poglądowe przechodzenie krok po kroku przez dzieje człowieka na Ziemi, antropologiczne studia. Nawet trafia się krytyka metod nauki. Podobnie postępuje Szymborska w „Lekturach nadobowiązkowych”. W tej poetyckiej eseistyce, traktatach w jednym akapicie, felietonach ujawniających dość niezwykłe, jeśli chodzi o dzisiejsze normy, upodobania czytelnicze – uwaga piszącej skierowana jest nieustannie na naturę i jej sprawy. Lekki styl felietonowy wcale nie unieważnia wagi problemów.

Studiowanie natury warte jest zachodu, gdyż napotkamy tam wyłącznie niespodzianki, zostajemy obdarowani wielością form życia ponad miarę i zasługę. Lektura książek naukowych i popularnonaukowych przynosi wciąż nowe podniety dla ludzkiego zdumienia. Warto zwrócić uwagę na to, że w czytelniczym credo Szymborskiej („Lektury nadobowiązkowe”, 1973), wymieniony rodzaj książek umieszczony został na pierwszym miejscu. Natura nie ustaje w twórczej inwencji, produkując serie wyjątków czy też paradoksalnie systemowe zbiory odstępstw. Jak przeczytamy w tylko na pół żartobliwej polemice z Teresą Maryańską, autorką książki „O gadach bez sensacji” (1970): „Nie jestem na tyle zblazowana, żeby w jakiejkolwiek formie życia widzieć normalność. Zwykłych zwierząt nie ma w ogóle i nie było ich nigdy. Tak więc i praca paleontologów [...] jest pobytem w krainie zwariowanych dziwów. Co najciekawsze teoria ewolucji wcale tych dziwów nie odczarowała, przeciwnie, życie wydaje się tym bardziej zdumiewające, im dokładniej mieści się w rozwojowej konsekwencji”. Zwieńczony zdaniem aforystycznym wywód można czytać jako dopowiedzenie do wiersza „Tomasz Mann”. Bez mitologicznych fantazji i nadrealistycznych gier wyobraźni, natura biegle powołuje do istnienia rzeczy dziwne i ciekawe. Jednakże zdumienie zjawiskiem regularnych wyjątków lub wyjątkowych reguł natury dopiero rozpoczyna dociekania Szymborskiej. Spektakl istnienia nie jest przeznaczony dla naiwnych młodzianków. Przeciwnie, księgę natury mają czytać dorośli z „pożytkiem i grozą”. Szymborska nie waha się bowiem wejrzeć w przyrodnicze horrory. Weźmy choćby namysł nad obyczajami dzikich gęsi znad jeziora Czany, mordowanych masowo przez liczne drapieżniki (do zagłady przyłącza się ochoczo „ssak z kijem, czyli człowiek”), kiedy, wiedzione instynktem, zmierzają pieszo na południe lub zbiorowy, regulowany instynktem obłęd lemingów ginących w morzu. Ten scenariusz zagłady, przypominający opowieść z wiersza „Przylot” („ciesz się, rozumie, instynkt też się myli”), obejmowany jest nazwami „paskudne fatum” oraz „hormonalny los”.

Wisława Szymborska, nie respektując antropocentrycznych zabobonów, podkreśla młodszość i przygodność naszej kultury – w stosunku do długiego trwania natury. W omówieniu „Arcydzieł francuskiego średniowiecza” znajdziemy takie, rzucone mimochodem, zdanie: „W Tanganice rośnie baobab, którego wiek wynosi pięć tysięcy lat. Ile razy wzrusza mnie lektura z dalekiej przeszłości, czuję, jak kładzie się na kartach książki szyderczy cień tego baobabu”. Istotne są również uściślenia w rodzaju: „śliczna Wenus Boticellego stoi na muszli przegrzebka. Malarz nic nie przesadził, muszle potrafią być jeszcze większe”. Dobrze jest wiedzieć dokładnie, a te nauki oddają prymat naturze, naśladowanej w malarstwie. Ale nie tylko: poznawcza powinność sprostania wielości bytów ma u Szymborskiej – niekiedy tylko ukrywany – odcień estetyczny. Chociaż większość istnień i tak nie zostanie zauważona, jednakże poszczególność w królestwie natury nieodmiennie wzrusza i to czułe nastawienie posiada wykładniki lingwistyczne. Do skorowidza poetyckiego z wielką uwagą wpisywane są gatunkowe nazwy, które z godną podziwu maestrią językową, oswajają to, co obce w nieludzkim świecie. W „Lekturach obowiązkowych” wyrazistą osobowość mają (oprócz wzmiankowanego przegrzebka) na przykład żółtopuzik, żaba śmieszka, salamandra bezpłucna („nie ma płuc i nawet skrzeli, a żyje”), przędziorek. Podobną galerię żywych osobliwości możemy ułożyć na podstawie lektury liryków, zaczynając od dziobaka, a na tarsjuszu kończąc.

Oczywiście nie należy zapominać, że: „nasza miłość do przyrody skażona jest obłudą i perwersją”. Oba niezbyt szczytne osiągnięcia w sposób bezkompromisowy są demaskowane. Zarzucone fascynacje naturalistów autorka „Wielkiej liczby” wskrzesza w nowym kształcie, umieszczając je w nieprzewidywalnych kontekstach, ukazując inne niż dotychczas konsekwencje myślowe studiowania przyrody. Zapoznamy się zatem ze wspieranym przez historię wierzeń religijnych, mitów i obyczajów poetyckim wykładem o starszej siostrze w procesie ewolucji, którą można by nazwać parodystką człowieczeństwa („Małpa”). W ogóle zwierzęta bacznie i krytycznie obserwują nasze uczynki. W wierszach Szymborskiej wyróżnimy rozważania o odrębności istnień w świecie („Próba”, „W rzece Heraklita”, „Zdumienie”), o koniecznym, lecz niemożliwym dialogu z przedstawicielami innych gatunków lub z nieożywioną materią („Rozmowa z kamieniem”, „Milczenie roślin”, „Widok z ziarnkiem piasku”), o naturze pojmowanej jako tekst domagający się rozszyfrowania (np. „Obmyślam świat”). W omawianej poezji śledzimy modulacje ważnego tematu miejsca człowieka wśród innych istnień. To usytuowanie wcale nie jest tak ustabilizowane i nie tak pewne, jak zwykle się przyjmuje („Tomasz Mann”, „Szkielet jaszczura”, „Nic darowane”, „W zatrzęsieniu”).

 Tłumacze wierszy Szymborskiej, Magnus J. Kryński i Robert A. Maguire jako pierwsi zwrócili uwagę na: „niezwykłe analogie w twórczości Szymborskiej do tych filozofów i poetów siedemnastego wieku, którzy zastanawiali się nad miejscem człowieka w tak zwanym Wielkim Łańcuchu Istnienia”. Ta inspirująca filozofów (Spinozę, Locke’a, Leibnitza, Bacona) idea, która opiera się na regule pełności (kompletności) natury, stała się podstawą optymizmu nauk biologicznych tamtego czasu, by wejść do historii płodnych poznawczo pomyłek. Jak w swej klasycznej książce „Wielki łańcuch bytu. Studium z dziejów idei” (I wyd. 1936) dowodzi Arthur O. Lovejoy, niezmienny naturalny porządek kosmosu kłóci się z faktem czasowego doświadczenia świata, które jest udziałem człowieka. System może być tylko statyczny, natomiast czasowość staje się narzędziem erozji założonego wiecznego porządku. Rozpada się koncept rozumnego uporządkowania, a zasada pełni sąsiaduje z odkrywaniem ograniczeń. „Żadna racjonalna podstawa” – pisze Lovejoy – „nie określała odwiecznie [...], ile ze świata możliwości powinien zawierać” [konkretny świat]. Tak naprawdę nigdy nie wiadomo, ile „świata ze wszystkich stron świata”, jak przeczytamy w wierszu Szymborskiej „Urodziny”, może się pomieścić w granicach tego, co realne.

Trudno wyznaczyć miejsce, gdzie zatrzymuje się „wyobraźnia natury”. Ile kreacyjnej siły potrzeba na to, aby „świat był światem” („Tomasz Mann”)? Który ze śmiałych pomysłów wprzęgnie się w łańcuch ewolucji, a który z zadziwiających projektów przyrodniczych zostanie odrzucony? Właśnie w wierszu „Tomasz Mann” pojawia się korowód realnych stworzeń, które mogłyby z powodzeniem należeć do fantastycznego bestiarium, przemarsz dziwacznych mieszańców, parada potworów – wbrew wysiłkom systematyzacji zuchwale bytujących na pograniczu gatunkowych klas. Inny szereg tworów wziętych z mitologii oraz religii, a także kreatur jedynie możliwych, będących kunsztownie obmyślanymi (opisywanymi dla czystej zabawy) odpryskami ewolucji, jest w tym utworze jeszcze bardziej obfity.

Można by nawet sformułować domysł, że nielegalna demiurgia, tworzenie swoistych, dekonspirowanych od razu, falsyfikatów form natury staje się żartobliwym wypełnieniem „brakujących ogniw” w systematycznej strukturze bytów, traktowanym z przekorą odległym rezonansem wrzawy wokół publikacji książki Darwina „O pochodzeniu gatunków” (1859). Łańcuch pomieszanych porządków i przedziwnych przypadków zamyka okaz może najbardziej osobliwy – zwierzę piszące: „ssak z cudownie upierzoną watermanem ręką”. Na tym jednak proces się nie kończy. Projektowanie trwa dalej. Praca natury wcale nie zostaje definitywnie ukończona. Zasadne więc staje się pytanie z wiersza „Notatka” „ubyliśmy zwierzętom / kto ubędzie nam”. Można odnieść wrażenie, iż do ewolucji biologicznej wtrąca się raz po raz Bergsonowska ewolucja twórcza, ponieważ Szymborska eksponuje nieustające „stawanie się”, podkreśla istotną rolę trudnych do przewidzenia możliwości.

W poezji Szymborskiej spojrzenie na naturę i na człowieka w naturze kierowane jest z kosmosu, z jakiegoś nieokreślonego pozaziemskiego miejsca. Pozwala ono dostrzec całość istnienia – w zróżnicowaniu i komplikacji, a także ułożyć poetycką syntezę czasów. Jakby na przekór oczywistym ograniczeniom był nam dostępny ogląd wszechrzeczy. Symultaniczne akcje oddalone w czasie i przestrzeni jednoczy kropla wody – mikrokosmos życia skupiający w sobie wielką całość. Układ znaczeń w liryku „Woda” wyznacza rozpoznawanie „identyczności w wielości”. Krążenie wód w przyrodzie to raczej rzadki temat poetycki. Dajmy przykład: krakowska Rudawa jest tożsama z „chmurką nad Paryżem”. Jednakże świadectwo zapisane w kropli znajduje się w nieustannym ruchu, wymyka się więc poznaniu. Wyobraźnia poetycka pozwala tylko przez chwilę kontemplować lekkie dotknięcie wszechobecnego ładu. Dopiero później pismo natury ulega zatarciu: „Cokolwiek kiedykolwiek gdziekolwiek się działo / spisane jest na wodzie babel” („Woda”).

Narzędziem poetyckiego badania początków i rozwoju życia na ziemi staje się u Szymborskiej paradoksalne przeniesienie świadomości ludzkiej w imaginacyjną czasoprzestrzeń sprzed istnienia świata. Szczególnie ciekawy przykład takiego rozwiązania artystycznego znajdziemy w „Wersji wydarzeń”. „Pobyt poza wiecznością” pozwala na to, by ofercie życia przyjrzeć się jak prospektowi biura podróży. Wyprawa w istnienie, czyli swoisty wojaż w poszukiwaniu siedlisk na nowej planecie, łączy się tu integralnie z opowieścią o ewolucji. Przedstawiciele ludzkiego gatunku, którzy zwlekali z wyjazdem, podążają po śladach wcześniejszych pionierów: roślin oraz zwierząt. Prehistoria gatunku, w której człowiek jako podmiotowa świadomość uczestniczyć przecież nie mógł, na pocieszenie i dla eksperymentu myślowego, post factum przedstawiana jest jako akt wolnego wyboru. Nadzieja, że wszystko uda się doskonale, rzutowana jest niejako wstecz. Chociaż w wierszu „W zatrzęsieniu” nie ma już mowy o jakichkolwiek możliwościach wyboru. Kostiumy z nieprzeliczonej „garderoby natury” na zasadzie przypadku przydzielane są przez nieznane moce. Gatunkowy strój nie należy wcale do użytkownika: po zdarciu przyjdzie go zwrócić do wielkiego kosmicznego magazynu („Nic darowane”).

Antropologia poetycka Szymborskiej pełna jest paradoksów. Tak, jak w teoriach ewolucji, następuje próba pogodzenia przypadku i konieczności, przeprowadzenia linii łączących rozmaitość form natury z jednorodną zasadą istnienia. Zatem człowiek to istota osobna i zarazem mocno osadzona w łańcuchu bytów. Porzucenie zwierzęcych przodków poetka uznaje za przedsięwzięcie ryzykowne, pełne pułapek i niekonsekwencji. W wierszach „Notatka”, „Jaskinia”, „Sto pociech” człowiek wydobywa się z pustki, jego istnienie rozpatrywane jest w perspektywie nicości. Pustka oznacza nie tylko ontologiczne przekreślenie istnienia, ale także stadium ewolucji pozbawionej pierwiastka ludzkiego, czyli świadomości. Nie spokojne przyrastanie coraz to wyższych form istnienia jest tutaj przedmiotem wypowiedzi, lecz nagły skok jakościowy, niewiarygodnie szybki awans materii oraz – co ważniejsze – ducha. Świat bez ludzi i świat po zaistnieniu człowieka to zupełnie inne światy. Innowacyjna ewolucja u Szymborskiej docenia przede wszystkim rolę umysłu. Człowiek, będący zwierzęciem najmłodszym, źle przystosowanym, bez solidnego oparcia w środowisku naturalnym, wybił się na pozycję odrębną – nieznaną wśród biologicznych pobratymców – dzięki rozwojowi mózgu, a innymi słowy: procesowi cerebralizacji.

Celna formuła poetycka Szymborskiej w jednym rzucie oddaje dramat antropogenezy: „Wygłowiłeś się z pustki / i bardzo chcesz wiedzieć” („Jaskinia”). Koncept lingwistyczny „wygłowienia się” odpowiada znaczeniowo używanemu przez Edgara Morina terminowi „cerebralizacja”. Apostrofę do pierwszego człowieka, do Adama, czy też do narodzin zdolności myślenia, można odczytywać jako podziw pomieszany ze współczuciem, gdyż triumf świadomości stanie się równocześnie udręką naszej egzystencji. Względna przewaga człowieka w świecie innych stworzeń jest wynikiem gatunkowego kalectwa. Przytoczmy fragment z „Lektur nadobowiązkowych”: „Natura pozbawiła nas tysiąca cudownych właściwości i, co prawda, dała w zamian intelekt, ale jakby zapomniała, że będzie to nasz główny sposób radzenia sobie na świecie”.

 Rozważania o ewolucji kulturowej, nakładającej się na ewolucję biologiczną, w wierszu „Sto pociech” poza pochwałą gatunku ludzkiego przesycone zostają ironią, stanowiącą rodzaj odwetu za to, że zostaliśmy obdarzeni naturą zwierzęco- duchową. W tle pojawia się niepokój o to, jakie złe instynkty odezwą się w nowym mieszkańcu Ziemi. Nie jest to wprawdzie powiedziane wprost, ale delikatna sugestia każe czytelnikowi pójść tym tropem: „Niechby się wreszcie z grubsza okazało, / czym będzie skoro jest”. Tylko na razie człowiek pozostaje czystą potencjalnością. Semantykę domysłu tworzy przeskok czasowy między tym, co niewiadome, a tym, co aż nadto dobrze znane. A swoją drogą pocieszny jest „prawie nikt” mający boskie aspiracje.

O uczłowieczeniu pojmowanym przez Morina jako „naturalna zdolność do nabywania kultury i kulturowa możliwość rozwijania natury ludzkiej” („Zagubiony paradygmat – natura ludzka”) Szymborska nigdy nie zapomina. Dość wskazać prywatny kult wielkich twórców, pozbawiony wszelako wzniosłej retoryki. Kultura kompensuje braki naturalnego wyposażenia człowieka – jego słabość i nieprzystosowanie. Podobnie rozumie Szymborska dar wyobraźni, wrodzoną przemyślność przezwyciężającą gatunkowe ułomności. W sferze marzeń tak przedstawia się naśladowanie natury: „Fruwam jak się powinno, / czyli sama z siebie” („Pochwała snów”). W realnym świecie człowiek musi sobie zrekompensować brak skrzydeł. W wierszu „Akrobata” przelot z trapezu na trapez możliwy jest jedynie dzięki sile natężonej „nagiej uwagi”. Przywołany obraz można też czytać metaforycznie: wysiłek każdego artysty i każdego myśliciela bardzo przypomina doświadczenie linoskoczka. Dwa ujęcia poetyckie Szymborskiej wydają się w polskiej poezji zupełnie wyjątkowe: definiowanie skomplikowanej i sprzecznej w sobie natury ludzkiej ab ovo oraz nobilitujące umieszczenie dokonań kultury w porządku wynalazków ewolucji.

Wygnanie z natury, rozkruszenie Wielkiego Łańcucha Bytu sprawia, że człowiek na powrót musi szukać oparcia w przyrodniczym universum. Ogląd świata od wielu stron, uczestnictwo w istnieniu oddalonych od nas gatunków oraz empatyczne rozumienie spraw „braci mniejszych” to ważne wyznaczniki poznawcze i etyczne twórczości Szymborskiej. Język poetycki zmniejsza tutaj odległość między różnoimiennymi bytami, lecz jej nie przekreśla. Sięgnijmy po przykłady „kynologiczne”. W spotkaniu z innym istnieniem nie znika tajemnica jednoczesnej bliskości i sporego dystansu, a nade wszystko pozornie tylko ugruntowana pozycja w hierarchii istnień wyraźnie traci swą wyrazistość. Dama z portretu poetyckiego w wierszu Szymborskiej „Zdumienie” bada jakość własnego postrzegania i możliwości wspólnotowego oglądu rzeczy: „siedzę i patrzę w ciemny kąt / – tak jak z wzniesionym           nagle łbem / patrzy warczące zwane psem”? Tak samo, czy trochę inaczej? Może ciemny kąt jednak trochę się rozświetli? U Szymborskiej czułość uczestnictwa w życiu pragnie przekroczyć granice jednostkowego świata: „być psem, / albo głaskać go po ciepłej sierści” („Notatka”, z tomu „Chwila”). Natomiast zadufany antropocentryzm, a także manifestowanie dobrego samopoczucia stada ludzkiego w pełnym triumfujących zadęć dyskursie, zasługuje jedynie na destrukcję poprzez śmiech parodysty:

„Naczelna Rado,
jakie zręczne ręce,
jakie wymowne usta,
ile głowy na karku

Najwyższa Instancjo,
cóż za odpowiedzialność na miejsce”

(„Szkielet jaszczura”)

 Szymborska znów posługuje się obrazowym skrótem ewolucji. Archaiczne gady przegrywają z niewydarzonym gatunkiem homo sapiens. W cytowanym wierszu człowiek myślący, choć rozprawia rozumnie, świetnie kojarzy, sprawnie analizuje zjawiska, pozjadał rozumy, gdyż czytał Kanta i Pascala, jest istotą zaślepioną własnym powodzeniem. Raz za razem daje dowody na bezmyślność tak monstrualną, jak wielkie są szkielety dinozaurów.

Angielski uczony Jacob Bronowski zauważył, że „każdy z nas ciągnie poprzez ewolucję swój rodowód od pojawienia się życia” („Potęga wyobraźni”). W lirykach Szymborskiej ważne są rozpoznania pamięci biologicznej. Poetka zestawia inwentarze pozostawionych w ciele ludzkim reliktów anatomicznych – dających do myślenia i ambarasujących pamiątek po zwierzęcych przodkach. Wskażmy chociażby frazę z wiersza „Przemówienie w biurze znalezionych rzeczy”: „któraś kostka świętuje we mnie rocznicę”, lub konceptualne określenie ze „Stu pociech”: „ręka z płetwy rodem”. Dłuższy katalog poświęcony został składnikom ciała utraconym przez człowieka, a przez to idącym na rozkurz pierwotnym instynktownym zdolnościom. Progres natury może zostać oceniony inaczej. Otóż Szymborska tworzy heretycką wizję ewolucji regresywnej. W omawianych utworach pamięć biologiczna obejmuje również zawieszenie człowieka między krwiożerczym instynktem a kulturowym obyciem, między bezwzględną agresją a dobrocią, łagodnością i współczuciem. Niestety ostatnie z wymienionych właściwości nie do końca zostały przyswojone („Żywy”, „Uśmiechy”).

Poetka kładzie nacisk na rozterki poznawcze i beznadziejny trud porządkowania nadmiaru zjawiającej się mnogości form istnienia. Niesłabnących inwencji natury nie sposób opanować („Urodziny”). Zamiast Linneuszowej systematyki organizmów w utworze Szymborskiej anarchista-klasyfikator posługuje się układem eufonicznopoetyckim, do tego jeszcze – z emocji i pospiesznego rozgorączkowania – miesza klasy przedmiotów („moreny, mureny i morza i zorze, / i ogień i ogon i orzeł i orzech”). Zapał poznawczy szybko się wyczerpuje, a nieprzeliczone bogactwo osobników maskuje nicość, przesłania ziejącą pustkę, która otacza rzeczy istniejące („Nicość przenicowała się także i dla mnie...”, „Rzeczywistość wymaga”). Dlatego fenomen życia jest tak cenny. Przydzielona nam chwila istnienia powinna być dobrze wykorzystana, przepełniona zachwytem, zdumieniem, refleksją.

Natura uświetnia ludzką egzystencję: nadaje jej sens i ład. Przynależność człowieka do wielkiej całości to rodzaj zobowiązania: natura ma dostarczać wzorów stałości świata. Na przykład apostrofy do jaskółki wiążą się z uroczystym ślubowaniem kochanków, którym nie wolno zapomnieć o miłosnej inicjacji („Upamiętnienie”). Podobnie w elegijnym „Pożegnaniu widoku” niezmienność pejzażu podtrzymuje wiarę w nieprzemijający porządek wszystkiego, co istnieje, niezależnie od śmierci bliskich osób. Zwierzęta i rośliny – niemal niezauważalni milczący świadkowie naszych wyborów i uczynków – mają do wypełnienia doniosłą misję, przekonują nas bowiem o tym, że niewiarygodne istnienie staje się istnieniem rzeczywistym. Cud metafizyczny musi zostać zakorzeniony w konkrecie. Do kategorii ponadnaturalnej niezwykłości zalicza się tutaj raczej pospolite zjawiska. Mirabile dictu: „krowy są krowami”, a do magii natury należą „rozfruwające się białe gołębie” („Jarmark cudów”).

 Bujność przyrody, czyli to wszystko, co się pleni, rozrasta i rozprzestrzenia, jak już pisałem, może sprawiać wrażenie stałego rytmu, nawet podsuwać nieśmiały wniosek, że śmierć ma władzę ograniczoną: „Te wszystkie bulwy, strąki / czułki, płetwy, tchawki [...] świadczą o zaległościach / w jej marudnej pracy” („O śmierci bez przesady”). Tak jak w liryku „Urodziny”, poetyka wyliczenia, która łączy się z pomysłową detalicznością oglądu świata (i wiedzą naturalisty) pełni tutaj bardzo istotną rolę. Ludzki gatunek wyróżnia tylko świadomość śmierci, natomiast los śmiertelnych dzielimy z innymi przyrodniczymi bytami. W wierszu „Nic darowane” zwraca uwagę szczególnego rodzaju wyznanie: „Chodzę po świecie w tłumie innych dłużników / Na jednych ciąży przymus spłaty skrzydeł / drudzy chcąc nie chcąc / rozliczą się z liści”.

Według Szymborskiej towarzystwo zwierząt nas nobilituje i jednocześnie obnaża nasze złe skłonności. Na wiele trudnych okazji życiowych znajdzie się stosowny przykład dydaktyczny, który uświadamia ograniczenia ludzkiego gatunku, wykpiwa zakłamane błazeństwa, wybija z rutyny dobrego samopoczucia (na przykład „Autonomia”, „Pochwała złego o sobie mniemania”, „Tarsjusz”). Wziąć też należy pod uwagę, odczytując poezję Szymborskiej, wywiedzione z obserwacji natury wzory godnego indywidualnego i zakorzenionego życia („Dom wielkiego człowieka”), a z drugiej strony smutne satysfakcje, które stąd płyną, że natura, podobnie jak ludzie, zbrodniczo się myli, urządzając mordercze hekatomby („Przylot”), jak również refleksję o zbyt szybkiej metamorfozie gatunku homo sapiens w gatunek ‘homo demens’. W tym szkicu pozostawiłem na uboczu fascynacje poetki geologią, petrografią, krystalografią. Wzmiankowałem jedynie o pełnym semantycznych poetyckich konsekwencji kontraście czasu kosmicznego i czasu ludzkiej egzystencji.          

 W poezji Wisławy Szymborskiej entuzjazm dawnych naturalistów ograniczany jest przez historyczne przejścia. Wiarę w niewinność przyrody należy między bajki włożyć. Wielki spektakl ewolucji składa się z niezrozumiałych epizodów, a historia naturalna nie chce posłusznie ułożyć się w Wielki Łańcuch Bytu. Jednakże w tych wierszach nigdy nie słabną zaangażowanie emocji, intelektualna ciekawość, metafizyczne zdumienie. Wyobraźnia poetycka Szymborskiej żywi się pradawnymi reliktami, powraca wciąż do genezis ludzkiego gatunku. Nie licząc na spektakularny skutek, podejmuje się od nowa prób obrony miejsca człowieka na ziemi przed skutkami naszego własnego szaleństwa. Jest to wyobraźnia archeologiczna, ewolucyjna, antropologiczna, ekologiczna.

Wojciech Ligęza

Przejrzana i rozszerzona wersja referatu „Natural History According to Wisława Szymborska” prezentowanego na konferencji „Wisława Szymborska’s Poetry” (The Royal Academy of Letters, History and Antiquities), Sztokholm, 23-24 maja 2003. 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas