poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
Camera obscura [Dekada Literacka 2003, nr 1-2 (193-194)]

■ Coś się pokręciło Magdalenie Kursie i Krzysztofowi Fijałkowi („Gazeta Wyborcza” - Kraków z 2 VIII), gdy napisali, że w czasie restauracji Sukiennic w latach 1875-1879 ustawiono tam dwa maszkarony złośliwie portretujące ówczesnych ojców miasta - Juliusza Lea i Mikołaja Zyblikiewicza. W tym czasie Leo był niespełna dwudziestoletnim wyrostkiem. Wiceprezydentem Krakowa został dopiero w r. 1901, a prezydentem - w r. 1904. (hm)

Cały felieton, dosadnie zatytułowany „O głupich paniach od polskiego” („Rzeczpospolita” nr 126) poświęca Urszula Kozioł polonistce, która – charakteryzując współczesną poezję w czasopiśmie „Język Polski” (Matura 2002, nr 11) — pominęła wielu znakomitych twórców. Dlaczego jednak nie podaje nazwiska autorki artykułu, określając ją tylko jako „panią Chrząszczbrzmitrzciną”? Czytelnik nie wie, czy to tylko abstrakcyjny dowcip onomastyczny, czy też aluzja do pewnego rzeczywistego nazwiska. A jeśli aluzja, warto może przypomnieć starą zasadę, że z nazwisk osób krytykowanych się nie żartuje. (hm)

„Dławi mnie radość przekraczania granicy słowem, co rośnie w zdaniu jak chuj w portkach parobka” – cytuje Michał Cichy Mariana Pankowskiego w „Gazecie Wyborczej” z 5 VI. W następnym zdaniu komentuje: „Poetyckość tej prozy nie polega tylko na misternym użytku z polszczyzny”. Rzeczywiście. (hm)

Danuta Ulicka („Nowe Książki” nr 10, s. 81) upomina się o wznowienie utworu Jana Lama „Z pamiętnika młodej mężatki”, którego - jak pisze - nie notuje nawet encyklopedyczna „Literatura polska”. Nie notuje nawet „Nowy Korbut” - i nic dziwnego, że nie notuje, bo utwór pod tym tytułem napisał nie Lam, lecz Gabriela Zapolska. (hm)

Krzysztof Zanussi („Polityka” nr 44), zastrzegając się, że być może pamięć go zawodzi, cytuje „list pewnego szlachcica”, który pisze, iż uczestniczył w spotkaniu towarzyskim, na którym „Mickiewicz oraz Chopin improwizowali i było nudno”. Rzeczywiście, Zanussi zapamiętał niedokładnie. Ów szlachcic to ni mniej, ni więcej tylko Juliusz Słowacki, a w liście swoim do matki z 3 września 1832 r. pisze on o dwóch wieczorach towarzyskich; na jednym „Mickiewicz improwizował - ale dość słabo”, potem Chopin grał na fortepianie - w rezultacie „dobrze nam zszedł wieczór”; na drugim wieczorze -  „nudziliśmy się śmiertelnie od 10 do drugiej w nocy - pod koniec jednak Szopen upił się i prześliczne rzeczy improwizował na fortepianie”. (hm)

Trudno zgodzić się z Agnieszką Kuciak („Wysokie Obcasy” nr 41), gdy twierdzi, że źródłem tytułu powieści Gogola „Martwe dusze” jest takie samo wyrażenie występujące w „Piekle” Dantego. U Dantego są to dusze potępione, u Gogola - figurujący w urzędowych spisach, a zmarli już chłopi pańszczyźniani, którymi bohater powieści chce spekulować. (hm)

W zarysie dziejów recepcji literatury węgierskiej w Polsce Tadeusz Olszański („Książki w Dużym Formacie” nr 22) sporo przeoczył. Nie wspomina o pierwszej węgierskiej powieści öprzełożonej na język polski – „Notariuszu” Józefa Eötvsa z r. 1855, o trzech kolejnych przekładach „Tragedii człowieka” Madacha (Juliusza Hena-Wójcikiewicza, Teresy Prażmowskiej i Lwa Kaltenbergha), o fundamentalnej „Antologii poezji węgierskiej” z r. 1975 wydanej pod redakcją merytoryczną Gracji Kerényi, a poetycką Mieczysława Jastruna. Trudno się z Olszańskim zgodzić, gdy na „niestrudzonego popularyzatora” powieści Jokáia w Polsce pasuje Antoniego Langego. Kilkanaście powieści Jokáia ukazało się w przekładach polskich począwszy od r. 1875, 3-tomowy wybór pism w przekładzie Langego - dopiero w r. 1927, kiedy Jokáiem mało kto się już interesował. Warto też dodać, że w okresie międzywojennym często grywano sztuki F. Molnara, a dużą poczytnością cieszyły się powieści Körmendiego i Jolán Földes („Ulica kota rybołówcy”). (hm)

W artykule Leopolda Ungera („Gazeta Wyborcza” nr 274) czytamy: „Bez złudzeń, panowie, jak mawiał jeden z poprzedników Katarzyny”. W rzeczywistości mawiał tak („Point de rêveries, messieurs”) nie poprzednik Katarzyny II, lecz jej prawnuk - car Aleksander II. (hm)

Michał Markiewicz zwraca uwagę na błąd w podpisie pod fotografią na s. 201 książki Henryka Markiewicza „Mój życiorys polonistyczny z historia w tle”. Ogrywa on tu dziadka nie w „chińczyka”, lecz w grę zwaną „labirynt”. (hm)

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas