poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
PIOTR MATYWIECKI
Wiersze
Dekada Literacka 2003, nr 1-2 (193-194)

Ballada o szczerym mieście


Jest miejsce zamknięte,
w Warszawie bez wiary,
w szczerej Warszawie
otwartej przez wojny.

Dziedziniec przy ulicy
między kościołem a klasztorem,
ukryty za staromiejskim murem
nowym, powojennym.

Trawa między kamieniami bruku,
pośrodku akacja
starsza od nowych murów,
od uprzątniętych ruin.

Obmurowano dawną przestrzeń.
Co tu było? Kto tu był?
Nowa przestrzeń nie musi wiedzieć -
pomodliła się dawna.

Ten dziedziniec zachował siebie
bez murów - samą pustkę.
Tutaj jest wiara spokojna
cichego powietrza.

Co tu było? Kto tu był?
W podcieniach ksiądz chodzi
brewiarzem znużony. Zakonnice
odcięły dziedziniec domofonem.

Miejsce zamknęło się na swoje szczęście
i nic nie wie o moim nieszczęściu.
Domofon nie rozmawia jak rozmównica.
Domofon gada jak ściana.

Nie mam pretekstu religijnego
do zagadania przez mikrofon
i prośby o wejście. Żeby tam być
mam tylko wiarę, że to tam jest.

Niechby trawa rozsiała młodość
a bruk nierówny niechby prawdę mówił.
Ale to jest miejsce zatrzaśnięte
przed postronnymi włóczęgami.

Byłem tu dawniej kilka razy
i to musi wystarczyć,
skoro Warszawa kiedyś była
i to musi wystarczyć.


Metro

Linię metra rysował przed wojną prezydent Starzyński
Zginął marzyciel
Po wojnie to miał być schron przeciwatomowy
Dla ofiar stalinowskiej wyspekulowanej wojny
Tunel był i nie był zaczynany i zasypywany
Jak świat od początku do krwawego pokoju

Tam gdzie niedawno nie sięgało miasto
Zgrzyta widmo piachu między obcasem a granitem peronów
Miasto doczekało rzeczywistości
Ani płytko ani głęboko wydrążono tunel
Brak pieniędzy na linie skrzyżowane mieścimy się w jednej linii
Na planie jest piękna w myślach piękniejsza
Linia podziemia otrząsa się z piachu z ulic
Starannym głosem spiker odróżnia identyczne przystanki
Abstrakcja linii ukrywa się w ludziach
Odcinki czasu siedzą w wagonach

To życie patrzy w oczy tamtemu
Każde miasto ma w metrze inny przeciąg
W Warszawie to jest bezbarwny huk czasu
Tampon na długą ranę żeby się zgoiła


*  *  *

Miałem dojechać autobusem na plac śródmiejski,
zagapiłem się, przepuściłem przystanek
i zjechałem w dół boczną ulicą, wysiadłem daleko.
Wracałem pieszo pod górę, skrótem przez wąwóz.
Ostatnim razem byłem tu w dzieciństwie.

(Podobnie zaczyna się
„Poemat dla dorosłych” Adama Ważyka, dziwne skamlenie
pięćdziesięcioletniego szczeniaka, który przywlókł się
do miejsc urodzenia, żeby od nowa, lepiej,
dorośleć... Zawsze to mnie bardziej przejmowało
niż  p o w o d y, cała ideologia.)

Ostatnio byłem tu w dzieciństwie -
w prehistorycznym ziemnym raju
wciętym w miasto jak strzała Indianina.
A teraz, póki nie zbudują tu czegoś super,
grzebią się kloszardzi, samych siebie
w tym wąwozie oporządzają
jakby byli wykopaliskiem.

Przy górnym wyjściu minęło mnie dwóch,
właściwie to ja musiałem ich wyminąć,
tak, brzydko się wyrażali,
tak, w mózgach mieli dziurym -
ale nie pod nogami! Tylko oni czują jeszcze
i asfalt tego miasta i jego ziemię.

(Trzy lata po napisaniu tego wiersza
zbudowano tu
a p a r t a m e n t o w c e.)




 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas