poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
JOANNA PAZYRA
„Wigilia może być codziennie”
„Edi”, reż. Piotr Trzaskalski, scen. P. Trzaskalski, Wojciech Lepianka, muz. Wojciech Lemański, zdjęcia Krzysztof Ptak.

Zalew pozytywnych recenzji, które ukazały się po premierze „Ediego” – debiutu fabularnego Piotra Trzaskalskiego i zarazem polskiego kandydata do Oskara – prowokuje do skrytykowania tego filmu. Problem polega jednak na tym, że nawet najbardziej zjadliwy krytyk – pod warunkiem, że jest krytykiem dobrym i wrażliwym – nie jest w stanie znaleźć w tym filmie niczego, co uzasadniałoby negatywną ocenę.

Edi nie pachnie żelem pod prysznic ani wodą po goleniu. Nie strzyże się u fryzjera, nie je na śniadanie zdrowego jogurtu z płatkami, jedyny alkohol, jaki pija, to tanie wino (2,5 zł szklanka) kupowane od czasu do czasu w ramach krótkich chwil relaksu w pobliskim, dość obskurnym barze. Edi nie wyjeżdża na wakacje. Nie nosi drogich, nowych ubrań, choć zawsze bardzo stara się, aby te, które ma, wyglądały czysto i porządnie. Nie budzi respektu swoim wyglądem, nawet chyba niekoniecznie sympatię – jest brzydki i niezręczny, nie zawsze mówi wyraźnie, uśmiecha się nieśmiało i zbyt rzadko. Jego dom to zrujnowana hala fabryczna, ponura, szara i brudna, umeblowana jedynie starą, ogromną lodówką i starym małżeńskim łożem. To ostatnie Edi dzieli razem z jąkającym się Jureczkiem, który codziennie rano pomaga mu w przeczesywaniu willowych dzielnic w poszukiwaniu złomu, starych ubrań i książek. Złom oddaje się do skupu – właściciel płaci za niego jakieś grosze, które pozwalają przeżyć kolejny dzień (może starczy na konserwę „Turystyczną” albo na ruskie w barze mlecznym?). Ubrania – ubrania się nosi, albo mości nimi leże – wtedy jest cieplej. Książki... Edi nie odnosi książek do antykwariatu, choć zdaje sobie sprawę z wartości wielu z nich. Edi je czyta, powoli, spokojnie, uważnie. Tak, żeby wszystko zrozumieć. Wchłonąć. Przeżyć. Zachować. Dotyka ich z czułością, z jaką pochyla się nad potrzebującymi tego ludźmi. Delikatnie wygładza pomięte kartki, ostrożnie wyciera zabrudzone okładki. To jego azyl, prawdziwy dom, spokój i bezpieczeństwo. To coś, co daje świadomość własnej wartości, która nijak się ma do codziennej nędzy. To w dużej mierze dzięki nim zaczyna rozumieć znaczenie takich słów jak Prawda, Godność, Dobro, Sprawiedliwość. Wreszcie – Miłość i Poświęcenie.

Jest w filmie moment, kiedy brzydki, kanciasty złomiarz próbuje wytłumaczyć przyjacielowi swoją fascynację.

„Jureczek: Jakie życie może być piękne! Jakbym był bogaty, tobym miał ze trzy telewizory. Jeden w jadalni, drugi w sypialni, a trzeci w kuchni.

Edi: Ale ty jesteś bogaty, Jureczek!

Jureczek: Co ty gadasz?

Edi: Jesteś! Tylko tego nie widzisz, Jureczek. Widzisz tylko to, co inni mają. A nie widzisz tego, co ty sam masz.

Jureczek: A co ja mam! Gówno mam. We łbie ci się miesza od tych twoich książek. Co one ci dały? Pieniądze ci dały?

Edi: Nie.

Jureczek: No to co?

Edi: Spokój.

Jureczek: Jaki spokój?

Edi: Otwierasz, czytasz, nie rozumiesz, czytasz jeszcze raz. Tu nic się nie zmienia. Chyba, że ty. Bo życie, Jureczek, pędzi, a do tej książki zawsze możesz wrócić.

Jureczek: A te telewizory grałyby ciągle... Dzień i noc.

Edi: A po co?

Jureczek: Żebym zobaczył, jak prawdziwi ludzie żyją.

Edi: A my to co, Jureczek? Nieprawdziwi?”

 Oczytanie Ediego powoduje, że znani lokalnemu światkowi przestępczemu handlarze alkoholem – potocznie nazywani Braćmi – proponują mu udzielanie korepetycji ich młodszej siostrze, maturzystce miejscowego technikum. Rozpieszczonej pannie grozi na półrocze niedostateczny, jedynym ratunkiem jest więc ktoś, kto w krótkim tempie skutecznie wbije ślicznej dziewczynie do głowy minimum potrzebnych wiadomości. Edi jest idealnym kandydatem – sporo wie, jest łagodny i cierpliwy, a jego mało zachęcająca powierzchowność daje wystarczającą gwarancję tego, że dziewczyna nie zainteresuje się nim bliżej – czego jak ognia obawiają się Bracia. Zgodnie z ich przewidywaniami Edi nie budzi zachwytu Księżniczki. Budzi go jednak ktoś inny – młody, przystojny Cygan, wspólnik Braci. Wkrótce okazuje się, że mimo opieki, licznych przyzwoitek i ciągłej kontroli dziewczyna jest w ciąży. Chcąc chronić ukochanego przed gwałtowną i okrutną zemstą rodziny, oskarża o gwałt brzydkiego korepetytora. Związane z tym konsekwencje Edi ponosi z dojrzałością i spokojem, o jakie zazwyczaj trudno posądzić chuderlawego złomiarza – pijaczka. Nieodwracalne, straszne kalectwo, które na niego spada, dziecko, którym musi się zaopiekować, wreszcie potworny zawód i rozpacz – przyjmuje z pełną godności, głęboko humanistyczną pokorą i poświęceniem dla ludzi, z których strony nie spotyka go nic poza złem. „Istotą działania Ediego jest bezinteresowna dobroć” – powiedział Piotr Trzaskalski na jednej z konferencji prasowych – „Jest to zarazem tajemnica motywacji jego działania”. Trudno się z tym nie zgodzić. „Wigilia może być codziennie” – często mawia bohater jego filmu – „To tylko od nas zależy”. Więc nie wolno nikogo skrzywdzić. Nie wolno uderzyć, okłamać, oszukać. Nie wolno być słabym – ale nie jest to równoznaczne z brakiem pokory – ta akurat jest bardzo potrzeba. Nie wolno odejść od potrzebującego. Nie wolno się poddać. Nie wolno się mścić.

Na autentyzm Ediego ogromnie wpływa odtwórca tej roli – Henryk Gołębiewski, znany z doskonałych ról dziecięcych w serialach telewizyjnych kręconych na początku lat siedemdziesiątych. Potem zniknął z ekranów. Nie miał żadnego wykształcenia poza zawodowym, zajmował się prostymi pracami budowlanymi, traktując okres pracy w filmie jako krótkotrwałą przygodę. Teraz zresztą podchodzi do tego podobnie – „Jestem ochroniarz. Pracuję na parkingu: 24 na 48 godzin” – nie licząc na zaszczyty i honory związane z życiem gwiazdy, na którą ani myśli się kreować. Jego credo życiowe jest zaskakująco podobne do tego, jakim legitymował się stworzony przez niego bohater – „Jestem zadowolony ze swojego życia. Bez zastanawiania to mówię. Nie chciałbym niczego zmieniać, ani jednej minuty. Co prawda śmierci nie biorę pod uwagę, bo to jest nieodwracalne, ale swego życia nie żałuję nic, a nic”.

„Edi” to bardzo piękne, dobre kino. Dobre nie tylko w sensie wysokiej jakości artystycznej – choć film Trzaskalskiego potrafi doskonale sprostać wymogom tej ostatniej. To kino pełne ciepła, spokoju, wsłuchania się w siebie, szacunku dla ludzi, którzy – patrząc kategoriami wartości utrwalanymi przez telewizyjne reklamy – pozornie na niego nie zasługują. Kino pełne nadziei i uśmiechu – wbrew tragedii, która spotyka głównego bohatera. I pełne dobra – takiego bez wielkich słów, zakrojonych na szeroką skalę akcji charytatywnych, krzykliwych happeningów urządzanych na ulicach wielkich miast. Bo – jak powiedział reżyser – „Ważne jest, aby mówić szczerze, całkowicie od siebie. Bez zbędnych szybkich samochodów i wybuchów. Takie kino znika z mapy świata. Kino, w którym ważny jest obraz, a nie dialog, wielkie duchowe przeżycia, a nie szybkie przeżycia”.

 Joanna Pazyra

Dekada Literacka 2003, nr 1-2 (193-194)

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas