poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
MARIA KOLENDA
Niemcy bez Jałty
Dekada Literacka 2003, nr 1-2 (193-194)

Gdyby nie było Jałty, powiedział Gunther H. – to nie zostałbym piosenkarzem. Zdumienie ogarnęło grupę piwoszów skupionych przy okrągłym stole w knajpie dla artystów Terzo Mondo. Kultura niemiecka bez Gunthera, aż strach pomyśleć – bez „artysty małej formy”: raz bo małego wzrostu, po drugie, tak nazywa się w żargonie piosenkarzy kabaretowych. Gunther H. zamówił następne piwo, duże jasne i objaśnił: gdyby po wojnie nie nastąpił podział Niemiec, to jego ojciec nie zostałby szpiegiem dla Zachodu, wiódłby spokojne życie, poświęcając się wychowaniu syna i wybijając mu z głowy mrzonki o gitarze. Ale ponieważ szpiegował i to chyba dość niezręcznie, został uprowadzony i spędził bez procesu siedem lat w więzieniach w NRD, przerzucany na rożne krańce państwa. Wyszedł jako inny człowiek i pozostał już w strefie wschodniej, gdyż w międzyczasie wpojono mu miłość do nowej ideologii. Gunther H. z matką mieszkał po zachodniej stronie muru i swoje rodzinne tragedie wyśpiewywał przy dźwiękach gitary. „W normalnej rodzinie zostałbym spokojnym człowiekiem, a potem urzędnikiem albo nauczycielem”, dodaje Gunther i raczy nas wyrosłym na bazie polityczno-rodzinnych tragedii utworem o astronaucie. Nie o kosmonaucie, jak Gagarin. Na Zachodzie astronauta, na Wschodzie kosmonauta, marzenia o podboju świata były takie same, różnice tylko w nazewnictwie.

Przy stole rozpoczęła się nieśmiała dyskusja na zadany przeze mnie temat: co by było, gdyby nie było Jałty. Pisarz kryminałów zamówił dla lepszego oświetlenia problemu piwo czeskie, tłumaczka z francuskiego siorbała z dużej szklanicy pszenicznego, poeta pokolenia ‘68 preferował mocne, ciemne z okolic Poczdamu, malarka konceptualna piła wódkę. Dyskusja nabrała rumieńców. Ja tam, rzecz jasna, byłam, piwo piłam, i rozmowy skrzętnie zapisałam.

Zatem od początku. Gdyby nie było Jałty...

Niemcy po przegranej wojnie były gospodarczo zniszczonym i politycznie zdewaluowanym państwem. W uproszczeniu możliwe były dwie drogi rozwoju politycznego: w kierunku demokracji albo dyktatury. W pierwszym przypadku istnieją historyczne przesłanki, że kształtowanie się ustroju mogło przebiegać między modelem francuskim i angielskim, które już wcześniej silnie oddziaływały na Niemcy. Możliwe są też wpływy polityczne z połnocnej Europy. Powrót po wojnie wielu emigrantów z krajów skandynawskich, znaczących polityków np. Willy Brandta, mógł wpłynąć na formę państwowości przez odwołanie się do wzoru tzw. modelu szwedzkiego: państwa liberalnego i opiekuńczego. Druga droga miałaby postać bardziej zatrważającą i takie właśnie wizje malują pesymiści, a może po prostu realiści, którzy są zdania, że rozwój przebiegałby w kierunku nacjonalistycznym i konserwatywnym np. dyktatury wojskowej. Dwa rozbieżne modele ustroju politycznego wytyczyłyby dwie skrajne tendencje rozwoju kultury. Pierwszy optymistyczny model, ukształtowany na podłożu ustroju demokratycznego: Niemcy przekształcają się w państwo liberalne i opiekuńcze. Gospodarka powoli nabiera rozpędu, ale przez długi czas Niemcy pozostają krajem biedniejszego kapitalizmu, co paradoksalnie ma korzystny wpływ na kulturę. Ostro i krytycznie prowadzone są dyskusje polityczne, w oficjalnych mediach mówi się o błędach przeszłości, potępia się nazistowską, rasistowską ideologię itd... Brak schematycznych podziałów ideowych na dobrych wschodnich i złych zachodnich Niemców, albo odwrotnie, jest gwarancją wysokiej kultury wewnątrzniemieckiej dyskusji. Niemcy są krajem biednym i zdanym tylko na siebie, bez arogancji butnego kapitalizmu. Stosunki z sąsiadami cechuje skromność i chęć naprawienia błędów przeszłości. Intensywne są kontakty z polskim sąsiadem. Nie ma mowy o polaryzacji Zachód – Wschód i demonizacji wschodniej kultury, co ułatwia rzeczowe i prawdziwe zainteresowanie oraz szacunek dla równorzędnych, demokratycznych systemów i ich kultur.

Model drugi – pesymistyczny. Nacjonalistyczny i konserwatywny. Po przegranej wojnie władzę obejmuje generalicja. Dyktatura wojskowa ogranicza wszystkie prawa demokracji obywatelskiej. Cenzura zbiera obfite żniwo. Faworyzowana formy kultury to: pseudo- ludowa, korzeniami sięgająca do germańskiej tradycji, czyli znane legendarne oszałamianie dusz i umysłów. Jej formy: piosenka ludowa opiewająca szarotkę alpejską jako symbol hardej, odpornej na szturmy i mrozy duszy niemieckiej, epickie dzieła czczące niezniszczalne zdrowie i fanatyczną wierność kobiety niemieckiej, i monumentalne filmy utrwalające momenty uniesień niemieckiej duszy podczas zawodów sportowych – w promieniach nadziei na zwycięskie jutro prężą się atletyczne torsy niemieckich młodzianków.

Masowa emigracja krytycznych intelektualistów niemieckich. Między polską granicą przeciągnięta jest żelazna kurtyna, chroniąca przed wpływami słowiańskiej, „niższej” kultury. Mrożąca wizja, i dlatego po jej roztoczeniu mój rozmówca, pisarz pokolenia ‘68, którego koledzy są obecnie u steru władzy w Niemczech, dodaje szybko: „Ale na szczęście nas podzielili”.

Jałta jako szansa dla kultury niemieckiej?

Podział Niemiec wzbogacił niepomiernie kulturę niemiecką. Obcowanie z tak rożnymi ideologiami zmusiło intelektualistów do zajęcia ideowych pozycji. Obydwie Strefy musiały się na nowo w twórczym procesie zdefiniować. Pisarze wracający z emigracji opowiadali się często otwarcie za jednym z systemów, deklarowali się politycznie. Świadomie wybrali miejsce zamieszkania i ustrój Niemiec Wschodnich: Bertold Brecht, Anna Seghers, Johannes R. Becher, późniejszy minister kultury NRD. Ideologia Niemiec Wschodnich wytworzyła priorytet kontaktów z kulturami krajów socjalistycznych. Nigdy tak dużo nie tłumaczono na niemiecki z polskiego, rosyjskiego i innych języków. Czytanie literatury obcej było „oknem na świat”, niestety z szybą pancerną.

Intelektualiści z NRD odznaczali się, tak twierdzą niektórzy, większą świadomością historyczną, oczytaniem, zainteresowaniem światem, zaangażowaniem społecznym. Natomiast brak wolności słowa, dyktatura nie tylko proletariatu, ale i cenzury, miały paradoksalnie znakomity wpływ na teatr i literaturę w NRD. Wytworzyła się „wyższa szkoła czytania między wierszami”, teatr polityczny np. H. Müllera. Z tego okresu pochodzi powiedzonko „na Zachodzie można wszystko powiedzieć, ale nikt tego nie słucha, na Wschodzie nie można co prawda wszystkiego mówić, ale jeśli coś powiesz, wszyscy to usłyszą”. Książka kiepskiego pisarza, który w drugim rozdziale napisał „Na śniadanie Margot usmażyła mężowi dwa jajka na boczku i posypała je czerwoną palącą papryką w proszku”, sprzedawała się znakomicie. Skołowany i żądny konspiracyjnej opozycji obywatel NRD odczytywał w tej obrazoburczej informacji polityczne aluzje: Margot (Honecker), czerwone Węgry itd. Szeroka skala interpretacji.

I gdyby nie podział Niemiec, to już dawno zniknęłaby niepowtarzalna kultura łużycka, która zachowała się i rozkwitła tylko dzięki poparciu i pielęgnacji w NRD.

Jałta przyniosła zło

Gdyby nie Jałta, to wpływy kultury amerykańskiej na niemiecką byłyby dużo mniejsze. Po wojnie fala amerykanizmów najgorszego gatunku zalała Niemcy Zachodnie.

Zbyt szybko niemieckie szukanie własnej drogi odnowy politycznej i kulturalnej zakrzyczane zostało w zapyziałym, tłustym dobrobycie. Na wzór amerykański nastąpiła ucieczka w prywatność, odpolitycznienie, trywialne psychologizowanie, grupowe upupianie w indiańskich wigwamach, w szamańskich terapeutycznych rytuałach, rozwój pełnej osobowości, kobiecości, poznanie siebie metodą terapeutycznych spotkań z żywiołem ognia, albo wody, jak co komu pasowało. Naród poetów i myślicieli stał się następną amerykańską prowincją ze słabością do masowo produkowanych i konsumowanych na szybko powieści i oper mydlanych.

Podział Niemiec i wynikająca z niego polaryzacja polityczna spowodowały, że nie przeprowadzono dyskusji na temat polityki, która doprowadziła do największej katastrofy XX wieku na kontynencie europejskim. Niemiecki rozrachunek z przeszłością, „Vergangenheitsbewältigung”, nie miał dużego znaczenia, a nawet stał się niepotrzebny wobec natychmiastowych przetasowań politycznych. Niemcy Zachodnie w objęciach aliantów i Wschodnie w mocnym uścisku radzieckiego wyzwoliciela i brata nie miały czasu, żeby dojść do siebie i bez bacznego oka opiekunów, bez przymusu, krytycznie i uczciwie skonfrontować się ze swoją przeszłością. Konsekwencją tego niedokończonego rozrachunku są, być może, niewygasłe i nadal często wybuchające radykalne i nazistowskie tendencje w społeczeństwie.

Z Berlina (Zachodniego)
Maria Kolenda 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas