poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
MACIEJ URBANOWSKI
Więcej prawicy
Dekada Literacka 2003, nr 1-2 (193-194)

Jak wyglądałaby literatura (kultura) polska bez Jałty, a więc bez PRL i bez jałtańskiej Europy? Próbując odpowiedzieć na to pytanie, wkraczamy na obszar fascynujących, acz niemożliwych do weryfikacji hipotez, a nawet igraszek intelektualnych. Jedno jest pewne – i oczywiste: taka literatura (kultura) musiałaby być inna, pod wieloma względami bogatsza, bardziej różnorodna. Zbigniew Herbert debiutowałby pewnie już w 1945 roku na łamach jakiegoś prężnie się rozwijającego lwowskiego tygodnika literackiego. Podobnie byłoby w przypadku Wilna, w którym po zakończeniu wojny prym wiedliby pewnie bracia Mackiewiczowie, a może też Miłosz.

Nie-jałtańska historia literatury polskiej zawierałaby pewnie spory rozdział poświęcony pisarzom związanym mniej lub bardziej z przedwojenną i powojenną, nazwijmy to, prawicą intelektualną, rozmaitym konserwatystom, narodowcom i katolikom, którym w PRL-u odbierano głos metodami policyjnymi. Można więc z dużą dozą pewności domniemywać, że w tej nie-jałtańskiej Polsce doszłoby do reaktywowania pism i środowisk takich jak „Prosto z Mostu”, „Polityka”, „Kultura Jutra”, a może nawet „Sztuka i Naród”. Szybko też nadgoniono by wojenne opóźnienia, wydając powstałe w czasie okupacji książki Jerzego Brauna, Alfreda Łaszowskiego, Włodzimierza Pietrzaka, Jędrzeja Giertycha, Jerzego Pietrkiewicza, Karola Ludwika Konińskiego, Andrzeja Trzebińskiego, Tadeusza Gajcego, Wacława Bojarskiego, Wojciecha Wasiutyńskiego, Artura Górskiego, Adama Grzymały- Siedleckiego, Zygmunta Wasilewskiego i wielu innych autorów, których istnienia często możemy się już tylko domyślać. Obecność tych książek, pisarzy i pism z pewnością zaważyłaby na intelektualnym i literackim klimacie Polski powojennej, stanowiąc – jak sądzę – znaczącą przeciwwagę dla tendencji, które w sposób sztuczny zmonopolizowały życie literackie PRL. Inaczej więc wyglądałby i charakter, i – może – wynik porachunków z II RP, z etosem inteligenckim, polskim romantyzmem i mesjanizmem, czy wreszcie z totalitaryzmem niemieckim i rosyjskim. Pewne debaty, na przykład z antysemityzmem przed 1939 rokiem i w czasie wojny, odbyłyby się zapewne dużo wcześniej i byłyby bardziej wiarygodne. Gdy chodzi o samą literaturę, obecność w niej wspomnianego nurtu uwrażliwiłaby ją zapewne w dużo większym stopniu na rolę tradycji narodowej (romantyzm zwłaszcza, zob. J. Braun) i europejskiej (zob. wojenna i powojenna eseistyka Pietrkiewicza), wzmocniłoby w niej wrażliwość na metafizyczny i religijny wymiar rzeczywistości, a także wprowadziłoby elementy sceptycyzmu cywilizacyjnego. Tym samym większe znaczenie zyskać by tu mogła „linia Słowackiego” w naszej literaturze, jak ją nazwał kiedyś Jacek Trznadel.

Z pewnością w takiej literaturze inaczej wyglądałyby dokonania i wybory niektórych przynajmniej pisarzy związanych przed wojną z prawicą. W nie-jałtańskiej Polsce nie powstałyby najpewniej socrealistyczne utwory Gałczyńskiego i Andrzejewskiego, ktoś inny byłby adresatem kpin „Zielonych Gęsi”, a „Popiół i diament”, jeśliby w ogóle powstał, miałby inne zakończenie. Alfred Łaszowski nie ukrywałby się w klasztorze, ale wydałby swą „Kwaterę główną” i „Psy gończe”, itp. itd.

Maciej Urbanowski


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas