poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
BRONISŁAW ŁAGOWSKI
Zyski i straty
Dekada Literacka 2003, nr 1-2 (193-194)

1.

Piętnaście lat temu na pytanie: co by było bez Jałty?, odpowiedziałbym z większą śmiałością. Od czternastu lat Jałta już „nie działa”, nasuwa się więc odpowiedź, że to, co mamy w kulturze i polityce, mielibyśmy znacznie wcześniej. Fakty podcięły skrzydła fantazji. Z pewnością nie byłoby paryskiej „Kultury”. Jerzy Giedroyc najprawdopodobniej byłby szefem wpływowego dziennika w Warszawie, uczestniczyłby jako minister lub premier w rządach koalicyjnych, może byłby marszałkiem Senatu. Gombrowicz prawdopodobnie pisałby eseje zamiast dziennika, miałby w Warszawie więcej czasu, więcej sił mógłby poświęcić pisarstwu. Żadna istotna zmiana w jego filozofii i sztuce pisarskiej by nie nastąpiła. O innych wybitnych indywidualnościach również można twierdzić, że bez Jałty byłyby tym, czym były z Jałtą. Czesława Miłosza w kraju sobie nie wyobrażam. Nie mając habilitacji, profesorem w Polsce nie mógłby zostać, a trudno sobie wielkiego pisarza wyobrazić piszącego książkę na stopień. Czekała go kariera dyplomatyczna, ambasadorska. „Zniewolony umysł” mówiłby o pisarzach paryskich, może także włoskich, lecz nie polskich. Bez „Zdobycia władzy” i innych utworów okolicznościowych byłby dla literatury polskiej tym, czym jest. Na Jałcie najwięcej stracił Antoni Słonimski – w warunkach swobody mógłby kontynuować „Kroniki tygodniowe” i zachować pozycję, jaką miał przed wojną. Miałby też tego samego przeciwnika. Filozofia była surowiej kontrolowana przez państwo niż literatura, mimo to Leszek Kołakowski tak samo błyszczał w Polsce jałtańskiej, jak błyszczałby w całkiem wolnej (o czym miewamy okazje się przekonać). Nie widzę podstaw do przypuszczeń, że jego zasadnicza orientacja filozoficzna mogła się zmienić, gdyby „Jałty” nie było. Zamiast „Głównych nurtów marksizmu” – wyobrażam sobie – napisałby równie obszerne, równie erudycyjne i błyskotliwe dzieło o antagonizmie (lub próbie pogodzenia) wiary i rozumu w XVII wieku, o triumfie rozumu w wieku następnym i autodestrukcji Oświecenia. Zresztą krytyczna historia marksizmu także bez Jałty byłaby potrzebna. Marksizmu nie wykładano by na uniwersytetach przymusowo, co nie znaczy, że jego wpływ na umysły byłby mniejszy. Przeciwnie, byłby głębszy, ponieważ miałby odniesienie do rzeczywistości – panowałby przecież kapitalizm. Inteligencja przyjmowałaby marksizm przez naśladownictwo i snobowanie się na zachodnioeuropejskie środowiska intelektualne i uniwersytety. Wskutek zmasowanej indoktrynacji marksizm został w Polsce totalnie odrzucony, co by nie nastąpiło w warunkach wolności myśli.

Czego bym najbardziej żałował z tego, co by nie zaistniało bez „Jałty”? Stu czy stu pięćdziesięciu tomów Biblioteki Klasyków Filozofii. Irena Krońska, która ją redagowała, wydaje mi się, podobnie jak jej mąż Tadeusz, była kandydatką na emigrantkę z Polski „bezjałtańskiej”. Kampanii antysemickiej w roku 1968 z pewnością by nie było. Dlaczego? Ponieważ w Polsce zaraz po wojnie antysemityzm był plagą o nasileniu i powszechności, z których mało kto dziś zdaje sobie sprawę. Tylko władza komunistyczna była w stanie dać Żydom skuteczną ochronę. Bez niej emigrowaliby masowo z obawy o życie. Albo z odrazy do stosunków jakie by tu zapanowały. Lechoń i Wierzyński wróciliby do kraju, Tuwim prawdopodobnie by wyemigrował lub długo nie wracał.

2.

Zależności między czynnikami politycznymi – władzą, ustrojem – a kulturą duchową są bardziej złożone i w większym stopniu wzajemnie uzależniające, niż może sądzimy. Cenzura urzędowa nie ma na kulturę wpływu decydującego. Nie istnieje cenzura obejmująca cały świat. Kto chce napisać coś zabronionego i jest odpowiednio przezorny, uda się do kraju, gdzie będzie to dozwolone. Czego dowodzi porównanie z obecną, niecenzurowaną? Która z książek wyróżnionych nagrodą Nike nie mogłaby się ukazać w PRL?

Wybitni twórcy podlegają swego rodzaju wewnętrznemu determinizmowi, który daje im niezależność od zewnętrznych nacisków i miejsc zamieszkania. Pisarzy mniejszego formatu kształtuje sytuacja zewnętrzna, ale oni nie tworzą kultury, lecz korzystają z niej. I świadczą jej usługę popularyzacji. Tytuł książki „Kultura po Jałcie” uderza dziwnością, zestawieniem rzeczy nie mających ze sobą związku.

3.

 Czego by jeszcze nie było bez „Jałty”? Z okna widzę fragment Nowej Huty. Nie byłoby Nowej Huty. Nie pojawiłoby się więc na świecie większość urodzonych tam ludzi, ponieważ pary małżeńskie inaczej by się pokojarzyły. Nie zaistnieliby też ludzie urodzeni w Szczecinie, Kołobrzegu czy Wrocławiu, ponieważ bez „Jałty” losy ich przodków byłyby inne. Pomorze Zachodnie i Dolny Śląsk nie zostałyby przyłączone do Polski. Naród polski składałby się w dużej części z innych jednostek, niż się składa. Mam propozycję dla instytutu badania opinii społecznej: zapytać ludzi, którzy bez „Jałty” nie zostaliby poczęci, co by wybrali: własne istnienie czy pomyślniejszy los swojej ojczyzny?


Bronisław Łagowski 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas