poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
Odszukał i spisał Tomasz Gryglewicz
Rozmowa ze Stanisławem Ignacym Witkiewiczem w 80. urodziny (część druga okres powojenny)
Ilustrowany Kurier Codzienny, 25 lutego 1965, s. 3.


*Szanowny Panie, w poprzednim numerze doszliśmy do przełomowego momentu w Pańskim życiu i w Pana twórczości, kiedy to 5 września w towarzystwie Czesławy Oknińskiej, opuszcza Pan bombardowaną Warszawę i udaje się Pan z falą uciekinierów na Wschód.

Po rożnych, mniej lub bardziej dramatycznych perypetiach docieramy wieczorem 13 września do wsi Jeziory na Polesiu, gdzie zatrzymuję się u znajomych. Jestem załamany i myślę o samobójstwie. Dopiero dobre wiadomości wojenne wyprowadzają mnie z depresji. Zostawiam Czesławę w Jeziorach, a sam wracam 18 września do Warszawy, gdzie wreszcie zostaję zmobilizowany, wprawdzie nie do oddziałów frontowych, lecz do Sztabu Generalnego, w którym pracuję cały okres wojenny.

[Informacja: Początkowe sukcesy armii niemieckiej zostają przerwane przez wkroczenie armii francuskiej i korpusu wojsk angielskich do Nadrenii i utworzenie frontu zachodniego oraz zwycięską dla Polaków bitwę nad Bzurą. Pod wpływem tych wydarzeń 17 września Rosja Sowiecka zrywa pakt Ribbentrop- Mołotow. Tego samego dnia wkracza do Polski przez Zaleszczyki entuzjastycznie przyjmowany korpus wojsk rumuńskich, idących armii polskiej na pomoc zgodnie z traktatem sojuszniczym. Do koalicji antyhitlerowskiej włączają się dalsze państwa europejskie, w tym również po obaleniu dyktatury Mussoliniego Włochy, oraz Stany Zjednoczone Ameryki. II wojnę światową kończy udany zamach na Hitlera, przeprowadzony przez grupę oficerów Wehrmachtu, oraz bezwarunkowa kapitulacja, podpisana przez utworzony przez nich Rząd Tymczasowy].

*Po wojnie otwierają się przed Panem nowe perspektywy.

Rektorem na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie zostaje Józef Czapski, który zatrudnia mnie jako profesora. Mając zapewnioną stałą pensję, rozwiązuję „Firmę Portretową”, chociaż nadal maluję portrety, utrzymane wyłącznie w typie C. Nie rezygnuję też ze swoich eksperymentów narkotycznych.

*Powraca Pan także do Czystej Formy.

Zaraz po wojnie, dzięki stypendium rządowemu, wyjeżdżam na rekonesans do Paryża i do Nowego Yorku, gdzie stykam się ze sztuką abstrakcji niegeometrycznej Fautriera i Wolsa, a w Stanach Zjednoczonych z abstrakcyjnym ekspresjonizmem m.in. Jacksona Pollocka. Odnajduję w mojej wcześniejszej twórczości analogiczne dążenia, chociaż nie idę w kierunku informelu. Nie rezygnuję z mojego dawnego płaszczyznowego stylu z czasów kompozycji formistycznych i napięć kierunkowych, maluję dużych formatów kompozycje całkowicie pozbawione tematu i przedmiotu.

*Natomiast w obecnej dekadzie lat 60. zbuntowana młodzież artystyczna okrzyknęła Pana prekursorem, a zarazem patronem sztuki psychodelicznej, a Pana „Narkotyki” stały się rodzajem biblii.

Zwłaszcza po mojej wystawie retrospektywnej w 1960 roku w Museum of Modern Art. Wtedy zresztą powracam do figuracji w malarstwie. Maluję moje potwory i inne wizje narkotyczne, rozwijając pomysły z czasów przedwojennych.

*Spotkał się wówczas Pan z Marcelem Duchampem, Johnem Cagem i Allenem Kaprowem.

Z Kaprowem zrobiłem w Nowym Yorku „622 happeningi w 20 częściach”. Zainteresowania happeningiem wiązało się zresztą z moim teatrem. Jak Pan wie, po wojnie zaczynam ponownie pisać sztuki w duchu Czystej Formy, obok powieści i traktatów filozoficznych. Inscenizuję je w reaktywowanym w Zakopanem Teatrze Formistycznym. Także wystawia je teatr „Cricot” prowadzony po wojnie przez Józefa Jaremę i Tadeusza Kantora.

[Informacja: Po wojnie Tadeusz Kantor zostaje profesorem ASP w Krakowie. Z jego inicjatywy zostaje zorganizowana I Wystawa Sztuki Nowoczesnej w krakowskim Pałacu Sztuki, która dzięki wsparciu ówczesnego Ministra Kultury w rządzie Mikołajczyka Czesława Miłosza objechała całą Europę (Paryż, Praga, Budapeszt, Rzym, Londyn), a także Stany Zjednoczone (Nowy York, Chicago, Los Angeles), przyczyniając się walnie do międzynarodowego sukcesu sztuki polskiej. Od tego czasu w Krakowie odbywa się Międzynarodowe Biennale Sztuki Nowoczesnej, jeden z najważniejszych przeglądów artystycznych na świecie. Po krótkim okresie fascynacji surrealizmem, większość malarzy z reaktywowanej Grupy Krakowskiej oraz z innych środowisk artystycznych (Tadeusz Brzozowski, Tadeusz Kantor, Aleksander Kobzdej, Maria Jarema, Jonasz Stern, Jerzy Tchórzewski, Andrzej Wróblewski i in.) zaczyna uprawiać różne odmiany tzw. gorącej, niegeometrycznej abstrakcji – informel, taszyzm itp., wystawiając swoje prace w czołowych galeriach światowych i otrzymując liczne nagrody. Natomiast już na przełomie dekad lat 50. i 60. pojawiają się nowe tendencje – oczywiście nie tylko w środowisku krakowskim – zapowiadające zerwanie z tradycyjnym pojmowaniem obrazu, charakterystycznym dla aktualnej sztuki. Z kolei łódzkie środowisko pozostaje wierne awangardzie konstruktywistycznej. Po wojnie rząd powierza Władysławowi Strzemińskiemu funkcję rektora nowopowstałej Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Strzemiński i Stażewski wystawiają regularnie w galerii Denis René w Paryżu, a po roku 1960 stają się głównymi prekursorami i liderami odnowy tzw. abstrakcji pomalarskiej, opartej na kanonie geometrycznym. Po wojnie następuje gwałtowny rozwój nowoczesnej polskiej architektury, gdyż właśnie w duchu skrajnie modernistycznym zostaje odbudowana zniszczona nalotami Warszawa. Centrum Kultury w Warszawie – dar narodu amerykańskiego dla stolicy – projektuje sam Frank Lloyd Wright.]

*A co się dzieje po wojnie z pańskim przyjacielem a zarazem adwersarzem Leonem Chwistkiem.

Robi dalej karierę naukową na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, przy tym nie przestaje malować swoich „motywistycznych” obrazów, naśladując dzieci lub Nikifora. Nadal pozostaje kryptorealistą, nie porzuca jednak swojej teorii o wielości rzeczywistości w sztuce, którą ja od początku pryncypialnie krytykuję. Po wojnie jego malarstwo i teoria „motywizmu” stały się bardzo aktualne, biorąc pod uwagę chociażby koncepcję „Sztuki surowej” Jeana Dubuffeta. Jego relatywizm zapowiadał modny postmodernizm. Toteż nie tylko w logice matematycznej, ale też w sztuce doceniono go na świecie, co mu się należy jako geniuszowi intelektu – przyznaję to mimo naszego odwiecznego sporu. Równocześnie patronuje on kolejnym lwowskim awangardom o lewicowym nastawieniu. Obecnie popiera on ruch zwany lwowskim pop-artem, bazujący do pewnego stopnia na jego teorii wielości rzeczywistości oraz idei sztuki populistycznej i ludycznej.

*Od Chwistka różni Pana zasadniczo inna, wręcz przeciwstawna koncepcja światopoglądowa. Przed wojną kreślił Pan skrajnie katastroficzną wizję upadku cywilizacji zachodniej, przewidując zwycięstwo komunizmu. Sztuka miała także przestać istnieć wraz z zanikiem uczuć metafizycznych w zmechanizowanym, komunistycznym społeczeństwie przyszłości. Jednak Pana proroctwa nie zrealizowały się.

[Informacja: Po śmierci Józefa Stalina w 1953 roku, Nikita Chruszczow przeprowadza radykalną destalinizację i pierestrojkę. W roku 1956 Związek Radziecki rozpada się, a Rosja oraz inne republiki zrywają z ideologią komunistyczną, wprowadzając gospodarkę wolnorynkową.]

Nic podobnego. Wprawdzie komunizm upadł jako system polityczny, to jednak jego antyindywidualistyczny duch przetrwał i rozpowszechnił się. Jednostka ludzka nie ma nic do powiedzenia, liczy się tylko masa. Zmechanizowanie społeczne osiągnęło swoje stadium skrajne, chociaż przyszłość może spłatać nam jeszcze niejednego figla, takiego jak zwycięstwo sztucznej inteligencji nad ludzką i dyktaturę androidów. Sterroryzowane przez media i reklamę, a zwłaszcza telewizję, społeczeństwo masowej konsumpcji wyznaje jedynie kult pieniądza, techniki, gwiazd sportu zawodowego i pop-kultury. Zmechanizowały się i umasowiły w swojej formie popularnej i szczątkowej religia, nauka, filozofia oraz sztuka, przez co wyzbyły się wszelkiej tajemnicy i metafizyki. Dlatego też resztki artystów obecnej neoawangardy zmuszone są do sztucznego potęgowania w niespotykanym dotąd stopniu wszelkich dostępnych perwersyjnych środków wyrazu, do prowokowania odbiorców skandalami obyczajowymi, dewiacjami seksualnymi i bluźnierstwami, aby przebić się poprzez papkę dziennikarską i wzbudzić chociaż na moment rodzaj dreszczu metafizycznego, bez którego nie może istnieć prawdziwa sztuka przez duże S.

*Zacytujmy zatem na koniec napisany jeszcze przed wojną Pana proroczy wiersz:

„Nie zabrną me twory popod żadne strzechy,
Bo wtedy, na szczęście, żadnych strzech nie będzie.
W ogóle z tego żadnej nie będzie uciechy,
I tylko świństwo równomiernie rozpełznie się wszędzie”.

Dziękujemy za interesujący wywiad i życzymy w 80. Pana urodziny dalszych sukcesów.


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas