poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
JOANNA PREIZNER
Con passion
Dekada Literacka 2004, nr 4 (206)

„Złe wychowanie” reż. Pedro Almodovar; Hiszpania 2004 r., 110 min.
Wykonawcy:  Gael Garcia Bernal, Fele Martinez, Francisco Boira.


Recenzje najnowszego filmu Pedro Almodovara w których autorzy skupiają się wyłącznie na homoseksualnych wątkach opowieści i modnym obecnie temacie pedofilii wśród kleru, głęboko krzywdzą ten wstrząsający, pod każdym względem perfekcyjnie zrealizowany obraz. „Złe wychowanie” nie jest filmem o homoseksualistach i szczególnej specyfice tej orientacji, nie daje również portretu degenerata – pedofila ani nie wnika w naturę jego działań, nie jest także studium psychiki ofiary. Jest natomiast niewątpliwie filmem o krzywdzie – krzywdzie wyrządzonej bezbronnemu człowiekowi, która rujnuje życie nie tylko jemu samemu, ale także jego bliskim, przyjaciołom, a nawet ludziom, którzy nie zetknęli się z nim bezpośrednio.

Tą krzywdą jest molestowanie dziecka, chłopca, ucznia prowadzonej przez zakonników szkoły. Sam fakt napastowania dziecka jest szokujący i naganny, ale świadomość, że dopuszcza się tego osoba obdarzona społecznym zaufaniem i szacunkiem, głosząca na co dzień z ambony poszanowanie praw drugiego człowieka i miłość bliźniego (a zwłaszcza bliźnich najmniejszych i najbardziej bezbronnych) powoduje całkowitą utratę wiary zgwałconego Ignatia i świadków jego tragedii w autorytet dorosłych i stworzone przez nich zasady. Pozornie sielski, bezpieczny świat dzieciństwa pod czystym błękitem nieba kryje rzeczywistość bardziej niż ponurą. W klasztornej szkole rej wodzi ojciec Manolo – nauczyciel literatury, którego znacznie bardziej niż tajniki sztuki literackiej interesują nieletni uczniowie. Dla zaspokojenia swojej żądzy nie cofa się przed kłamstwem, szantażem i manipulacją, a także kradzieżą – odbiera swojemu małemu kochankowi jego jedyną, prawdziwą miłość, łudząc się, że przez pozbawienie go towarzystwa Enrique zdobędzie uczucie osamotnionego Ignatia. To się oczywiście nie udaje – Ignatio kończy szkołę potwornie rozchwiany emocjonalnie, pełen sprzeczności i strachu. Próbując zapomnieć o upokorzeniu, pławi się w barwnej kontrkulturze lat 70. będącej zaprzeczeniem klasztornego wychowania, szuka ucieczki w narkotykach, co w końcu prowadzi do uzależnienia. Sterując w kierunku transwestytyzmu, daje wyraz pragnieniu porzucenia stłamszonej tożsamości. Ojciec Manolo natomiast rezygnuje ze stanu kapłańskiego, ale nie z zainteresowania dziećmi i bardzo młodymi ludźmi – prowadząc życie szanowanego pracownika wydawnictwa i statecznego żywiciela rodziny, marzy o owocu zakazanym i kiedy takowy w wyjątkowo atrakcyjnej postaci młodszego brata Ignatia pojawia się na horyzoncie, skwapliwie korzysta z okazji, rujnując tym samym życie kolejnego człowieka. Aby oczyścić sobie pole działania, były duchowny nie cofa się przed fizyczną likwidacją dawnego obiektu swojej niezdrowej fascynacji, wciągając w to przedsięwzięcie młodziutkiego Juana... Tenże kilka lat później pojawia się u dziecięcej miłości swojego brata – dziś znanego i uznanego, choć młodego reżysera – podając się za Ignatia. Rzekomy Ignatio ma ze sobą projekt scenariusza, który budzi zainteresowanie Enrique, jest bowiem zapisem przeżyć chłopców w katolickiej szkole i dramatu, jaki stał się udziałem jednego z nich. Enriqe zmagający od jakiegoś czasu z niemocą twórczą, widzi w opowiadaniu kolegi coś więcej niż tylko nośną historię. Decyzja o nakręceniu filmu według „Wizyty” Ignatia jest w zamierzeniu reżysera swoistą psychodramą, w trakcie której powoli wyjaśniają się skomplikowane relacje – zarówno pomiędzy realizatorami „Wizyty”, jak i jej protagonistami. Odpowiedź na pytania, które widz razem z bohaterami „Złego wychowania” zadawał sobie niemal od czołówki filmu, nie przynosi jednak uspokojenia. Prawda jest niemożliwa do zaakceptowania i zrozumienia, powoduje bunt, gorycz i bezsilną złość. Zakończenie filmu, które w charakterystyczny dla Almodovara sposób zamyka poszczególne wątki, również nie przynosi katharsis. Losy żadnego z bohaterów nie potoczyły się gładko, a jedyne zadanie, które mogłoby dawać nadzieję na to, że odcięcie się od zła jest możliwe, można czytać dwuznacznie. Widz jest informowany o tym, że Enrique nadal robi filmy ‘con pasion’. Problem w tym, że hiszpańskie słowo ‘pasion’ oznacza nie tylko namiętność, pasję, fascynację, ale także cierpienie, niezagojone rany i niewygasłe, negatywne emocje... To jeszcze jeden trop, który wskazuje na autobiografizm filmu. Reżyser przyznaje się do niego tylko po części, mówiąc: „Ten film jest autobiograficzny, ale w głębszym znaczeniu tego słowa. Ja jestem w każdej z tych postaci, lecz nie opowiadam przy ich pomocy historii swojego życia”.

Zwraca uwagę, że żadna z przedstawionych w „Złym wychowaniu” postaci nie jest „normalnym” człowiekiem w potocznym tego słowa znaczeniu. Każdy posiada jakiś defekt lub cechę odróżniającą go od przeciętnych członków społeczeństwa. Tego zwyczajnego społeczeństwa zresztą w ogóle w filmie nie ma, jakby reżyser chciał zasugerować widzowi, że coś takiego jak zdrowi, pozbawieni traumatycznych doświadczeń, przeciętni ludzie nie istnieją lub są po prostu zbyt nudni, żeby się nimi zajmować. W „Złym wychowaniu” wszyscy są „źle wychowani” – nawet jeśli dramatyczne doświadczenie molestowania zostało im oszczędzone. Bohaterowie filmu Almodovara nie są ani dobrzy, ani źli – są za to przeraźliwie samotni. Boją się okazywania emocji, ciągle coś udają – przed sobą, przed innymi. Ubrania, gesty, mimika, wyzywające, przerysowane zachowania – są elementami gry obliczonej na pewien efekt, na osiągnięcie mniej lub bardziej jawnego celu. Prawdziwe emocje są tutaj pokazane tylko raz – i ta scena wywołuje kolosalne wrażenie, większe chyba nawet niż koszmarne, trudne do zniesienia sceny napastowania małego Ignatia. To moment ostatniego klapsu „Wizyty”. Ekipa powoli rozchodzi się do domów, a Juan grający główną rolę, zaczyna rozpaczliwie, bezradnie szlochać. Przed chwilą zagrał śmierć swojego brata – a także, poniekąd, swoją własną… Chyba dopiero teraz uświadamia sobie wagę wydarzeń, w których uczestniczył przez kilka ostatnich lat, i fakt nieodwracalności zła. Nikt nie zdaje sobie sprawy z powodu płaczu tego urodziwego, zdolnego, silnego chłopaka, mało – nikogo on nie obchodzi. Jedyną osobą, która zwraca uwagę na rozpacz chłopca, jest pracownica ekipy filmowej, która z ogromną delikatnością, jak w zwolnionym tempie ściera mu z twarzy makijaż w taki sposób, że staje się to pieszczotą – pozbawioną jednak erotyzmu. Juan wtula głowę w jej brzuch, jego kołysanie przywodzi na myśl ruchy dziecka układanego do snu. Dobroczynny sen jednak nie przyjdzie, nie zastąpi rzeczywistej mary. Juan już to wie. Nie tylko on zresztą.

Gael Garcia Bernal, odtwarzający rolę Juana, jest bardzo mocną stroną filmu. Jest autentyczny w każdym z zagranych przez siebie wcieleń – cynicznego, zepsutego chłopaka manipulującego ludźmi, transwestyty czy delikatnego, nieśmiałego chłopca z katolickiego internatu. Pokazanie całkowicie różnych twarzy ludzkiej natury tworzy kolejny niezmiernie istotny dla „Złego wychowania” punkt odniesienia. Film jest swojego rodzaju mozaiką złożoną niejako na dwóch poziomach – konstrukcji bohaterów i gatunku. Bohaterowie – rozchwiani, niejednorodni, często niezrozumiali i trudni do „utożsamienia się z” powodują chaos, z którego wyłania się jednak znaczenie. Gatunek, a raczej gatunki – elementy filmu noir i komedii, melodramatu i filmu obyczajowego plus lekko pornograficzne wstawki gejowskie – wpisują się w tradycję kina postmodernistycznego, tak charakterystycznego dla stylu hiszpańskiego twórcy. Układanka złożona z wielu bardzo różnych i pozornie niepasujących do siebie kamyczków nie powoduje jednak uczucia nadmiaru, przesytu, nie może być także podstawą oskarżeń o nieproduktywny kicz. Ten „kicz” – jeśli w ogóle użycie tego pojęcia ma w tym wypadku sens – zdecydowanie jest produktywny.

Wbrew agresywnym atakom członków Ligi Polskich Rodzin obraz Almodovara nie jest wymierzony w Kościół katolicki czy religię. Zapewne duże znaczenie miał fakt, że sam reżyser pobierał edukację w takiej szkole, jaka pokazana została w filmie. Szkoła ojca Manolo jest jednak bardziej symbolem instytucji i ludzi wykorzystujących swoją władzę do czynienia zła niż wiernym portretem konkretnego miejsca. Almodovar nie uderza w Kościół – uderza natomiast w hipokryzję tego typ organizmów, które chronią swoich zdeprawowanych członków, niszcząc jednocześnie ich ofiary. Przypadek spowodował, że Złe wychowanie weszło na ekrany w bardzo gorącym dla Kościoła katolickiego momencie, kiedy w wielu krajach wychodzą na jaw coraz to bardziej skandaliczne poczynania księży, z którymi Kościół nie bardzo potrafi sobie poradzić. Reżyser pracował nad scenariuszem od kilku lat i choć punktem wyjścia rzeczywiście stają się naganne praktyki seksualne księży, nie jest to najważniejsza kwestia filmu. „Dla mnie ojciec Manolo jest zaledwie postacią – mówi Almodovar. – Nie jest to atak na Kościół katolicki. Nie stworzyłem ojca Manolo i jego wcielenia w świeckich szatach, pana Berenguera, by oskarżać Kościół. To elementy historii, które pozwalają mi opowiedzieć o różnych obliczach pożądania”.

 Joanna Preizner 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas