poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
AGNIESZKA NĘCKA
Rozpaczliwie szukając księcia
Dekada Literacka 2004, nr 4 (206)

„Ja wam pokażę!” To wojownicze zawołanie kierowane jest do świata (mężczyzn) przez bohaterki opowieści romansowych spod znaku tekstów „brygidopodobnych”. Historie te wcale, mimo negatywnych ocen krytyków, nie tracą na popularności. Dzieje się tak zapewne ze względu na pojemność miłosnego paradygmatu, jak i na niesłabnącą od wieków atrakcyjność samej konwencji. Wszak niemal od kołyski raczy się dzieci opowieściami o Kopciuszku, Pięknej i Bestii czy Królewnie Śnieżce. Małe dziewczynki, zanim dorosną, marzą o wielkiej, romantycznej, silniejszej niż cokolwiek innego miłości. Gdy zaś osiągną już „odpowiedni” wiek a z nim świadomość, że życie nie jest bajką, owe „straty” rekompensuje im literatura (zwłaszcza ta popularna). Czy jednak do końca wyrastają z marzeń o przeżyciu cudownej namiętności? Nie, skoro tak chętnie sięgają po „czytadła” oparte właśnie na romansowej konwencji.

Romanse pojawiające się w latach dziewięćdziesiątych i pierwszych podzieliłabym generalnie na dwie grupy: na te, które – wykorzystując konwencje gatunku – chcą „dyskutować” o sprawach zgoła innych niż miłosne zauroczenie (jak „Oksana” Włodzimierza Odojewskiego, „Siła odpychania” Cezarego Michalskiego czy „Madame” Antoniego Libery) oraz na takie, których głównym tematem jest uczucie dwojga ludzi (dziś niekoniecznie odmiennych płci) opowiadane bez „nadwyżek” (na przykład „Sceny z życia pozamałżeńskiego” Manueli Gretkowskiej i Piotra Pietuchy, „Życie podziemne mężczyzny” Michała W. Pistoleta czy prozy takich autorek jak Katarzyna Grochola, Izabela Sowa, Ewa Manasterska, Grażyna Plebanek lub Barbara Kosmowska. Warto by też wspomnieć – należący do literatury wysokoartystycznej – „Terminal” Marka Bieńczyka, który, umieszczony wśród wyżej wymienionych tytułów, likwiduje podejrzenie, iż rozprawianie o miłości bez „kostiumów” historycznych czy politycznych jest domeną literatury obiegu popularnego).

To, czego prekursorką stała się Maria Nurowska, współcześnie przybrać może różne oblicza. Bazując na tym, co „dobrze sprawdzone”, czyli – w tym wypadku – małżeńskich trójkątach, tworzy się powieści daleko wykraczające poza ramy gatunkowe romansu. To już nie tylko sentymentalne „wyciskacze łez”, ale prozy o zacięciu dydaktycznym, moralizatorskim, ideologicznym. Tak, jakby łatwiej było przekazać ważne treści za pomocą w gruncie rzeczy prostych schematów. Tyczy się to nawet (choć, oczywiście, w o wiele mniejszym stopniu) wspominanych wcześniej produkcji, będących polskimi odpowiednikami „Dziennika Bridget Jones” Helen Fielding, których nadrzędnym przesłaniem – jak się zdaje – miało być propagowanie wzorca kobiety samodzielnej.

Wiele ubito piany w związku z koniunkturą na „Brygidy Janowskie”. Grymaszono – nie bez racji zresztą – na żenujące słabostki, jawną imitacyjność, powielanie stereotypów, schematyczność i fabularną nudę. Nazbyt łatwo byłoby udowodnić, że książki, o których chcę mówić, są słabiuteńkie, napisane bez polotu i pomysłu. Zresztą nie o wyrafinowanie chodzi w popelinowym biznesie. Chodzi wszakże o to (o czym pisał już na marginesie „Serca na temblaku” Grocholi Dariusz Nowacki), by zagrać starą, acz wciąż mocną kartą empatii! Możliwość identyfikowania się z bohaterkami powieści Sowy, Alicji Kraus czy Katarzyny Pisarzewskiej przysparza autorkom czytelniczek i lokuje ich prozy na szczycie list bestsellerów. Na nic utyskiwania krytyków, pozycje te zajmują coraz więcej miejsca na wydawniczym rynku (rozpisuje się nowe konkursy czy wydaje serie, jak Prószyński i S-ka). Zatem nie o ośmieszenie czy zdeprecjonowanie tych próz mi idzie (wszak to już dawno zostało zrobione), ale o to, by pokazać, jak w tekstach Grocholi, Sowy czy Kosmowskiej „realizowane” są motywy romansowe.

Moda na tego typu teksty nadeszła najprawdopodobniej wraz z nastaniem koniunktury na, święcące po dziś dzień tryumfy popularności, komedie romantyczne zapoczątkowane produkcją Garrego Marshalla z Julią Roberts i Richardem Gerem w rolach głównych. Mowa rzecz jasna o „Pretty Woman” Filmy tego gatunku niejako przygotowały podatny grunt czytelniczy dla „Dziennika Bridget Jones” i jego kopii. Zobaczmy przeto, co serwuje się współczesnym kobietom pod szyldem „literatury”...

„Smak świeżych malin” Izabeli Sowy, „Teren prywatny” Barbary Kosmowskiej czy też cykl powieściowy „Żaby i anioły” Katarzyny Grocholi opowiadają w gruncie rzeczy o tym samym. Prezentują perypetie „typowej” kobiety w wieku średnim (Wandy, Judyty i szeregu im podobnych), porzuconej przez faceta, który – jakżeby inaczej! – odszedł do innej (młodszej, ładniejszej, bogatszej), otoczonej potrafiącymi „dobrze” doradzić w każdej sytuacji koleżankami i zaczynającej niezliczoną ilość razy „nowe życie”, polegające ni mniej, ni więcej na zmianie diety, zrzuceniu zbędnych kilogramów, zadbaniu o ‘new image’ i znalezieniu prawdziwej miłości (czytaj: pocieszenia, docenienia, seksualnego zaspokojenia) w ramionach wiernego, rezolutnego, romantycznego, bezgranicznie zakochanego, przystojnego Księcia na Białym Rumaku. Słowem: od wieków tak postrzeganego ideału mężczyzny! W rezultacie otrzymujemy związek kobiety „po przejściach” z mężczyzną „z przeszłością”.

Nie da się ukryć, że nadrzędnym motywem historii romansowych z kręgu tzw. prozy popularnej jest miłość pokazana dość stereotypowo. Jest Ona i On, którzy – zanim się spotkają i zapałają do siebie prawdziwym uczuciem – powinni pokonać życiowe przeciwności. Ona musi zrozumieć, że mąż (względnie chłopak) odszedł na zawsze (i to bezpowrotnie), zaakceptować siebie oraz podjąć decyzję o rozpoczęciu wszystkiego od początku (tytułowa strategia: „Ja wam pokażę!”). On zaś musi zdobyć jej numer telefonu i zaufanie, o co – tak na marginesie – niespecjalnie trudno.

Jednak postaci współczesnych heroin nie przypominają, jak w seriach harlequinowych, nowoczesnego wcielenia Kopciuszka. To kobiety w okolicach trzydziestki, nieco zaniedbane, które pracują zawodowo, wychowują dzieci i namiętnie zwierzają się przyjaciółkom, a miłość swego życia coraz częściej poznają nie na balu a przez Internet. Natomiast wymarzony Książę okazuje się zwyczajnym facetem. Jakie czasy, takie i Kopciuszki? Być może. Niemniej jednak pewne elementy bajki o Kocmołuchu – jak choćby motyw metamorfozy – do współczesnych romansów przeniknęły. Judyta z powieści Grocholi, Wanda z „Terenu prywatnego” Kosmowskiej czy Malina ze „Smaku świeżych malin” Sowy, po pogodzeniu się z brutalną rzeczywistością (porzucenie), postanawiają zadbać o siebie i uświadomić swoim „Eksiom”, co stracili. Przemianie ulega zarówno ich psychika, jak wygląd zewnętrzny.

Fabuły omawianych próz ograniczone zostały do minimum. Mąż Judyty odchodzi do (szczuplejszej) Joli, zostawiając ją z nastoletnią córką Tosią. Olek, nazywany „gnomem”, „karłem”, „wrakiem prawdziwego mężczyzny”, mimo wyprowadzki, stale pozostaje obecny w jej życiu. Wprawdzie Judyta wciąż powtarza: „Ani więcej o tym karle! Przysięgam! Jeszcze będzie po mnie płakał!” Ale to tylko puste obietnice. Choć, z drugiej strony, realizując zasadę: „ja wam pokażę!”, nie pozostaje bierna. Buduje dom na wsi (swoją drogą, skąd wzięła na to pieniądze? Czyżby pomoc Dobrej Wróżki?), pracuje, udzielając porad w piśmie kobiecym, wychowuje dorastającą córkę i stara się odnaleźć miłość. W jej życiu pojawia się dwóch mężczyzn: irytujący Niebieski, z którym koresponduje, oraz poznany na Cyprze Hircio: „kapitalny. Po prostu strasznie miły. Zupełnie jak nie mężczyzna”. Niestety, ten wymarzony Królewicz okazuje się ropuchem. W rzeczywistości Hircio to Hieronim K. Nie dość, że domniemany szef grupy gangsterskiej, to jeszcze mąż i ojciec. „Pies z tym, że gang, ale żona! Kłamał!” Judyta jest zdania, że Bóg przeniósł ją w „wyższe rejony statystyczne”, bo statystyczna szansa, żeby w wieku trzydziestu siedmiu lat zakochać się w mafioso jest minimalna. Wbrew kolejnym zapewnieniom: „żadnych facetów”, pojawia się Adam – socjolog w starym oplu – który najpierw zdobywa Judytę po to, by później móc wyznać, że jest Niebieskim. I odtąd żyli długo i szczęśliwie – chciałoby się powiedzieć. Tak bowiem kończy się „Nigdy w życiu!” Happy end nie zmienia się też w kontynuujących cykl „Sercu na temblaku” oraz „Ja wam pokażę!” Bo niepewna uczuć i stałości partnera Judyta w końcu przezwycięża niepokój.

Nieco inaczej wyglądało życie Wandy. Bohaterka „Terenu prywatnego” zdaje sobie sprawę z licznych romansów męża. Początkowo pogodzona z losem, w końcu decyduje się wyrzucić niewiernego faceta z domu. Nie dość, że wychowuje dwie córki, Alinę i Balladynę, pracuje jako kurator sądowy, studiuje podyplomowo, to jeszcze remontuje domek na wsi – i tam właśnie odnajduje swego Księcia „przebranego” za Macieja Kozaka.

„Smak świeżych malin” przynosi kilka historii miłosnych. Wszystkie one jednakże oparte zostały na tym samym schemacie. Malina, Anka, Ewa, Jola i gej Leszek – doświadczeni przez życie podobnie jak Judyta czy Wanda – odnaleźli swoje drugie połówki. Jolka wyszła za mąż za Jaspera, Ewka związała się ze swym uczniem z korepetycji – Tomkiem, Leszek znalazł wielką miłość – „mocna opalenizna, kolczyk w uchu, na włosach dwa litry żelu z brokatem” – której na imię Miguel, studiujący AWF Waldek zauroczył Ankę, zaś Malina spotkała Emka – „Tajemniczego Wysokiego Przystojniaka” poznanego na zabawie juwenaliowej, później w cudowny sposób odnalezionego dzięki Internetowi.

W rzeczywistości tkanka fabularna omawianych próz skoncentrowana jest na opisach dnia codziennego bohaterek: posiłki, zakupy, krzątanina w domu, kilkugodzinne pogaduchy z przyjaciółkami, permanentna walka z nadwagą. Brak tu analiz psychologicznych czy filozoficznych wtrętów, tak chętnie wykorzystywanych choćby w „popularnych powieściach elitarnych”. Powieściowy świat jest wyraźnie dychotomiczny: męski i żeński (choć to ten drugi dominuje). Niemniej jednak bohaterki dążą przede wszystkim do spotkania Tego Jednego Jedynego i zatracenia się w wirze namiętności. Postacie również zostały ukształtowane według wzorca dychotomicznego: „właściwi” (pozytywni) i „niewłaściwi” (negatywni). I tak jak w baśniach: dobro zawsze zwycięża. Tu – pokrzywdzone przez los i niewiernych kochanków kobiety otrzymują drugą szansę na szczęście, czyli poznają (niemal) idealnych facetów...

Teksty „brygidopodobne” łączy głównie motyw mówienia o potrzebie miłości, która uskrzydla, zmienia życie na lepsze. Wiek i płeć nie mają znaczenia. Wanda, odnajdując Maćka, może wreszcie być sobą, jej matka staje się dzięki nowemu mężowi Todziowi mniej zgryźliwa, zaś jej córki „dorastają” (Balladyna z miernej uczennicy pod wpływem Bartka staje się wzorową, Alina natomiast dla Roberta zamienia jeansy na mini).

Ponadto tym, co uderza w tej prozie, są stereotypy, na których zasadza się budowa owych narracji. Wymieńmy kilka dla przykładu: gej, jako najlepszy przyjaciel kobiety, bo on jedynie (poza inną zdradzoną) zrozumie porzuconą, miłość jako potęga zmieniająca świat i ludzi na lepsze, kobieca ignorancja w sprawach techniki, naiwność początkujących businesswoman, zazdrość o tyłeczek przypominający „orzeszek” lub gładką szyję czy potrzeba uchronienia przed własnymi błędami swego potomstwa.

Książki o „Brygidach Janowskich” udowadniają, że istnieje kompromis między sferą zawodową a osobistą. Nie trzeba poświęcać życia prywatnego, by odnieść sukces na gruncie zawodowym. Judyta czy Wanda potrafią świetnie poradzić sobie, zachowując równowagę. Nie muszą rezygnować ani z pracy, ani z prowadzenia domu. Mało tego, jak można wnioskować, kobieta jest atrakcyjna dopóki funkcjonuje w szerszym (zawodowym) „obiegu”. Traci natomiast swój sexappeal w sytuacji, kiedy oddaje się całkowicie ognisku domowemu. Konsekwencją takiego (prorodzinnego) wyboru jest, jak wynika z kart omawianych powieści, właśnie odejście męża. Tym samym prozy te „ocierają się” niejako o problematykę związaną z systemem kapitalistycznym, pokazując kobietę jako towar. Choć, z drugiej strony, zdają się „unieważniać” feministyczne teorie gender, powiadając że niewiasty – mimo iż nie potrafią żyć bez mężczyzn – radzą sobie w życiu bez ich (finansowej) pomocy.

 Jednakże, mając dobre chęci, pomimo owej schematyczności i powielania wzorców, można zauważyć gry (z) mitami romantycznymi czy baśniowymi kliszami. U Kosmowskiej nazbyt czytelne są odwołania do bajki o Kopciuszku, by nie móc potraktować tego, jako próbę zdeprecjonowania schematu, za czym przemawia choćby zaopatrzenie bohaterek „Terenu prywatnego” w imiona zaczerpnięte z tekstów Juliusza Słowackiego lub, jak w przypadku Sowy, od nazw miłosnych owoców.

Bohaterki wydają się zdawać sobie sprawę ze swej naiwności i z nieprzekładalności baśni na rzeczywistość. Oto jak podsumowuje iluzje Judyta: „Bajka o całowaniu tak nam weszła w krew, że całujemy, a żaba chwilowo zajęta jest nową zabawką – telefonem komórkowym, samochodem, motorem – więc jeszcze nie ma czasu się zamienić. Ale my przecież pod tą zielonkawą skórką widzimy barczyste ramiona, które uchronią nas przed złym światem. Wyłupiaste oczy zmieniają się w oczy zamglone od pożądania i obietnicy wielkiej miłości. A łapki, te wdzięczne, zdolne do skoków łapki, jeszcze się nam nie kojarzą z odskokiem ku innej pani, tylko ze sportami wodnymi. O seksie nie wspomnę [...] Tak długo wpatrujemy się w jej żabie oczka, aż biedna żaba nie ma wyjścia. Co stanie przed lustrem, to widzi w łapie berło królewskie, a korona się na oczy zsuwa. I żaba innym okiem na nas spoziera. A może jej się więcej od życia należy? Może królewna jakaś czeka? Jednym słowem, biednej żabie się przewraca w głowie” i... marząc o czerwonym kabriolecie, czmycha do blondkrólewny. Tu zabawa zaczyna się od nowa, bowiem i ona wychowana została na tej samej bajce o żabce i królewiczu...

Może właśnie tym naśladowniczki Fielding uwodzą rzesze czytelniczek swych powieści... Wiedzą bowiem, że w głębi serca każda z nich (nas) chciałaby wierzyć, że żabka zamieni się w cudnego księcia... Identyfikacja i empatia przychodzą tym łatwiej, że całość opowieści zanurzona jest w realiach zbliżonych do znanych im z autopsji. Fakt, iż mają do czynienia li tylko z literaturą lekkiego kalibru nie stanowi dla nich najmniejszego problemu.

 Agnieszka Nęcka

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas