poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ŁUKASZ MACIEJEWSKI
Nie życzę sobie takich widoków. „Kino bezpośrednie” Alberta i Dawida Mayslesów
Dekada Literacka 2004, nr 5-6 (207-208)

Wiatach 60. bracia Albert i Dawid Mayslesowie zrewolucjonizowali amerykański dokument, tworząc kierunek nazwany „kinem bezpośrednim” („cinema direct”). Autor „kina bezpośredniego” miał być jak najbliżej pokazywanych wydarzeń, jednocześnie jednak twórcy „cinema direct” mieli zachowywać daleko posuniętą dyskrecję, tak aby rzeczywistość ukazywana była w sposób skrajnie obiektywny - bez retuszu, który mogła prowokować sama obecność filmowców. Ekipa filmowa składała się najczęściej zaledwie z dwóch osób: operatora i dźwiękowca. Reżyser był operatorem, on także montował nakręcony materiał.

Struktura filmów „cinema direct” była otwarta. Zdarzenia ewokowały wewnętrzną strukturę dzieła, a celem filmowca była próba jej odnalezienia. Twórcy „kina bezpośredniego” pomijali poprzedzający powstawanie filmu żmudny etap dokumentacji (Albert Maysles miał powiedzieć: „Im więcej wiesz o przedmiocie filmowania, tym gorzej”), filmowcy odrzucali też scenopisy i scenariusze, gdyż - ich zdaniem - precyzyjne założenia dotyczące struktury i treści filmu prowokowały wykorzystanie chwytów narracyjnych, które oddalały projekt od skrajnego obiektywizmu, bezpośredniej rzeczywistości (stąd, oczywiście, wzięła się nazwa kierunku), do której dążyli.

Od roku 1962 aż do śmierci jednego z braci, Dawida, w 1987 roku, Mayslesowie pracowali w zgodnym tandemie: Albert był reżyserem i operatorem, Dawid pełnił funkcje reżysera i dźwiękowca. „W latach sześćdziesiątych wyjechałem do Francji, pracowałem tam z Jean Luc-Godardem”. -opowiada Maysles, który kilka miesięcy temu przyjechał do Krakowa, żeby odebrać statuetkę Smoka Smoków 44. Krakowskiego Festiwalu Filmowego za całokształt twórczości. –„Zafascynowała mnie wówczas idea >>cinema vérité<< - kina prawdy. Godard kazał większej grupie osób rozmawiać na jeden, wspólny temat. Każdy z nas mówił własnym głosem, improwizował. Odtąd wiedziałem już, jakie kino mnie interesuje”.

Pierwsze filmy Mayslesów powstały w Rosji – „Psychiatry in Russia” (1955) i w Polsce – „Youth in Poland” (1957): „Doskonale pamiętam Polskę końca lat pięćdziesiątych. Z Dawidem przyjechaliśmy tutaj na motocyklu. Kraj był szary, ale dziwnie piękny w tej szarzyźnie, a ludzie - tak jak dzisiaj -byli zupełnie niezwykli. Ostrzy, ironiczni, bezkompromisowi”. Dwa lata temu Albert Maysles powrócił do Polski. Zafascynowany postacią Dawida Krakauera zrealizował film poświęcony temu wybitnemu klarneciście, przyglądając się pracom Krakauera nad nową, nagrywaną w Krakowie, płytą.

Koniec lat 60. rymował się w Ameryce z eksplozją młodości. „Young Americans” dowartościowywali się własną wolnością, narkotykami, obyczajową swobodą i muzyką, która była wspólnym mianownikiem przemian w ich mentalności. W tym samym czasie Albert i Dawid Mayslesowie w filmie „Salesman” (Komiwojażer) z roku 1969 pokazali inną Amerykę: pogrążoną w stagnacji, apatyczną, brudną i pozornie nieciekawą. Komiwojażerami w filmie Mayslesów byli czterej sprzedawcy Biblii, wędrujący od miasteczka do miasteczka. To, co najważniejsze, rozgrywało się w mieszkaniach wszystkich „dobrych Amerykanów” przyjmujących lub wypędzających salesmanów. Brzuchy rozsadzające napięte podkoszulki ponurych jankesów, znerwicowane kobiety w papilotach (od rana do wieczora), szczekające psy - równie brzydkie, jak ich właściciele. Tam o Stonesach nikt nie słyszał, tam od zawsze króluje country music...

Wielkie uznanie przyniósł Mayslesom film „Grey Gardens” (1975), poruszające prawdą studium skomplikowanych relacji dwóch kobiet, starszej i młodszej, matki i córki. „To, co robiliśmy” - wspomina Albert Maysles – „nie różniło się tak bardzo od hollywoodzkiego konwencjonalnego kina. Zrezygnowaliśmy po prostu z aktorów, bo chcieliśmy filmować naturalistyczne sytuacje, prawdziwych ludzi”. Do historii dokumentu przeszły także niebanalne filmy Mayslesów portretujące gwiazdy amerykańskiego show businessu. Nie znajdziemy w nich autorskiego komentarza czy fabularyzowanych struktur narracyjnych. Widz powinien samodzielnie wyciągnąć wnioski z tego, co ogląda na ekranie. Bez pośrednictwa filmowców oglądający ma nie tylko widzieć, ale także próbować zrozumieć i ocenić pokazywanych ludzi i obserwowane zdarzenia.

Podam dwa przykłady tej strategii autorskiej. Marlon Brando w filmie „Meet Marlon Brando” (1966) spotyka się z dziennikarzami tuż po zakończeniu zdjęć do filmu „Morituri” w reżyserii Bernharda Wickiego. Niby patrzy na rozmówców, ale chyba ich nic słucha. Ożywia się tylko kilka razy. Telewizyjna dziennikarka z budzącym respekt tapirem na głowie oświadcza z przesadą: „Cudowny! Wspaniały! Pana ostatni film jest genialny”. Brando pyta: „A widziała Pani już film, jesteśmy przecież przed premierą?” Niezbyt speszona dama odpowiada: „Nie, jeszcze nie, ale na pewno jest genialny”. Brando szelmowsko się uśmiecha: „Tak, na pewno”. W filmie „With Love From Truman” (1966) Truman Capote, tuż po napisaniu „Z zimną krwią”, drobiazgowej relacji z mordu dokonanego przez dwóch recydywistów na czteroosobowej rodzinie farmerskiej z Kansas, opowiada jak przez pięć lat gromadził materiały, studiował akta sprawy, odwiedzał miejsce zbrodni, wreszcie prowadził rozmowy z mordercami, uczestnicząc w ich egzekucji. Capote pokazuje dziennikarce z „Newsweeka” fotografie czwórki prawdziwych morderców, prototypy bohaterów „Z zimną krwią”. „Byli tacy piękni” - wzdycha. „Szkoda, że aż tak piękni”.

Bohaterami wielu filmów Mayslesów byli muzycy. „The First U.S. Visit” to jedyny film ukazujący początki Beatlemanii w Stanach Zjednoczonych. W lutym 1964 roku Beatlesi odbyli dwutygodniowe tournee po USA. Przez dwadzieścia cztery godziny na dobę Dawid i Albert Mayslesowie towarzyszyli im z kamerą: w hotelach, nocnych klubach, w trakcie sesji zdjęciowych, na konferencjach prasowych; uczestniczyli w prestiżowym koncercie w The Washington Coloseum, a także podczas występu czwórki z Liverpoolu w programie „The Ed Sullivan Show”, który obejrzało 73 miliony widzów, ustanawiając wówczas absolutny rekord oglądalności.

Najsławniejszym muzycznym dokumentem Mayslesów jest „Gimme Shelter” jeden z najważniejszych - obok „Woodstock” Michaela Wadleigha i „Don't Look Back” Alana Pennebakera - filmów z serii „rocku-mentaries”, „dokumentów rockowych” tworzonych przez autorów „cinema direct”, w których równie ważnym, co muzyka, elementem, był portret obyczajowości pokolenia „dzieci kwiatów”. 6 grudnia 1969 roku w trakcie koncertu The Rolling Stones w Altamont w Kalifornii doszło do licznych aktów przemocy, agresji, zbiorowej histerii. Daniel Wyszogrodzki w „Satysfakcji”, popularnej biografii Stonesów, pisał, że Altamont stało się symbolicznym końcem epoki hippisów. Epoki festiwali rockowych i utopijnego szczęścia dla wszystkich. „Sex, drugs i rock'n'roll” miało odtąd także gorzki smak rozczarowania.

***
W malutkiej salce projekcyjnej na tyłach kina „Kijów” oglądam dawne i zupełnie nowe filmy Mayslesa. Oto Martin Scorsese podczas kręcenia zdjęć do „Gangów Nowego Jorku” w „Cinecitta” opowiada o swojej Italii. „To był mój świat - mówi. - Ten świat odszedł”. Jane Campion przygotowuje się właśnie do realizacji „Tatuażu”, z rozbawianiem wspomina, że na niedawnej sesji filmoznawczej wykładowca uniwersytecki stwierdził uroczyście, że Campion jest reżyserką feministyczno-pornograficznych dzieł dla zdegenerowanych kobiet.

Grupa porywczych Paryżan dyskutuje na temat nowej wizji mostu Pont Neuf, który szalony artysta Christo przyoblekł monstrualnych rozmiarów tkaniną („Christo in Paris”, '90). „Ja tutaj niedaleko mieszkam, nie życzę sobie takich widoków” -mówi starszy mężczyzna. – „No jak to! Przecież ma pan wspaniały widok! Nowy most zaprojektował, zdaje się, albo Dior, albo Pierre Cardin - dorzuca ktoś inny. Widok jest może wspaniały, ale bez tej wstrętnej ścierki”. A w tle, jak gdyby nigdy nic, nieśmiertelna Edith Piaf.

„Na planie zachowujemy się dyskretnie” - opowiada Maysles. – „Praca z bohaterami moich filmów to bardzo delikatna materia, szczególnie w dokumencie, gdzie wielką wartością jest naturalność. Reżyserowi nie wolno wykonywać żadnych gwałtownych ruchów, bo może wszystko bezpowrotnie popsuć”. Pytam Mayslesa o Jane Campion, bohaterkę jednego z jego ostatnich filmów: „W Pana filmie Campion, słynąca z bardzo poważnych filmów, ciągle się uśmiecha.” – „Bo to bardzo wesoła, bardzo szczęśliwa osoba. Bohaterowie moich filmów są tak naturalni, bo czują akceptację ekipy. Pierwsza zasada, którą wyznaję brzmi: Kochaj swojego bohatera”.

Łukasz Maciejewski

Wybrana filmografia Alberta Mayslesa: „Psychiatry in Russia” (1955), „Youth in Poland” (1957), „What’s Happening! The Beatles in the U.S.A.” (1964), „Meet Marlon Brando” (1966), „With Love From Truman” (1966), „Salesman” (1969), „Gimme Shelter” (1970), „Grey Gardens” (1975), „Muhammad and Larry” (1980), „Horowitz Plays Mozart” (1987), „Christo in Paris” (1990), „Abortion: Desperate Choices” (1992), „Umbrellas” (1994)

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas