poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
TOMASZ Z. MAJKOWSKI
Uciec przed Tolkienem
Dekada Literacka 2004, nr 5-6 (207-208)

Stosunkowo łatwo określić można schemat, wedle którego zbudowana jest typowa, wielotomowa powieść fantasy. Akcja osadzona jest w świecie o sięgającej wiele tysiącleci wstecz historii, który onegdaj znalazł się na krawędzi zagłady, niebezpieczeństwo zostało jednak zażegnane. Niestety, po wielu stuleciach zło znów unosi ohydny łeb, a mieszkańcy sielskiej krainy nie są już ludem tak potężny jak przed wiekami i, wyjąwszy nielicznych mędrców, nie mają pojęcia, jak mu się przeciwstawić. Szczęśliwie, na głębokiej prowincji bytuje nieświadomy wybraniec przeznaczenia, najlepiej prawowity dziedzic opuszczonego tronu - i to właśnie jego zadaniem jest przemierzyć wraz z wierną drużyną pół świata, by wreszcie stawić czoła nieprzyjacielowi i pokonać go w heroicznej walce. Czasem zdarza się nawet, że heros ów w ogóle nie znajduje się w uniwersum, w którym osadzona jest akcja sagi i ściągnąć go trzeba magicznym przemysłem z „naszej” Ziemi. Wszystko to opisane jest za pomocą właściwej powieści realistycznej narracji trzecioosobowej, często mocno personalizowanej (by czytelnik poznawał niezwykły świat czarów wraz z głównym bohaterem cyklu) i rozpisane na minimum trzy tomy, choć zdarzają się i tytuły rozbite na dwadzieścia woluminów.

Model ten wywodzi się w prostej linii od „Władcy Pierścieni” Tolkiena. Powieść ta nie jest wprawdzie pierwszym dziełem gatunku (choć faktycznie - w utworach powstałych wcześniej model ten nie pojawia się), wywołała jednak istną lawinę naśladownictw i sprawiła, że ten właśnie model zdominował literaturę fantasy. Dziś trudno wyobrazić sobie lekturę należących do gatunku utworów poza kontekstem dzieła Tolkiena, lub przynajmniej któregoś z jego epigonów. Absolutna dominacja wypraw, przedsiębranych celem ratowania świata przed zagładą, ukrytych dziedziców tronów i młodzieńców naznaczonych przez przeznaczenie spowodowała też, iż każdy właściwie autor gatunku musi się z tym schematem zmierzyć i albo przyjąć go, albo spróbować przezwyciężyć. Nie znaczy to jednak, że na lekturze „Władcy Pierścieni” można by lekturę fantasy rozpocząć i zakończyć, gatunek obfituje bowiem w dzieła interesujące, zwłaszcza pośród tych, które podejmują próbę wyłamania się spod wpływu modelu Tolkienowskiego.

Znamienne jest, że niewielu twórców usiłuje zupełnie zerwać z przedstawionym powyżej schematem. Najczęstsze próby przemówienia własnym głosem polegają na redukcji jednego lub więcej elementów składowych konstrukcji typowej sagi fantasy. Model zostaje zatem naruszony, lecz nie - przekonstruowany, pozostaje czytelny i rozpoznawalny. Elementem, który najłatwiej ulega redukcji, jest Tolkienowski rygor etyczny - stosunkowo łatwo jest unieważnić zmagania Dobra ze Złem, zastępując je konfliktem innego rodzaju, lub nadając obowiązkowej wyprawie zgoła inny cel. Niektóre próby polegają na odejściu od chrześcijańskiej moralności, bardzo wyraźnej w dziele Tolkiena i jego epigonów - tak dzieje się, na przykład, w cyklu „Ziemiomorze” Ursuli le Guin. Jego bohater, Ged Krogulec, porusza się w świecie, którego absolutnym prawem moralnym jest zachowanie równowagi, a podróż, którą podejmuje, prowadzić ma nie do ocalenia świata, lecz samego siebie, poprzez konfrontację drzemiących w nim sił pozytywnych oraz negatywnych i doprowadzenie swojej osobowości do stanu harmonii, do dojrzałości, do pogodzenia ze sobą i światem, przypominającego koncepcje zen. Mimo orientalnej hierarchii etycznej i czarnoskórych bohaterów w „Ziemiomorzu” pojawia się wątek ukrytego króla i ocalenia świata oraz charakterystyczny dla Tolkiena motyw rezygnacji z absolutnej potęgi i wycofania się ze świata po jego ocaleniu.

Osadzenie historii w realiach inspirowanych Dalekim Wschodem czy inną kulturą pozaeuropejską jest zresztą kolejną popularną strategią ucieczki od schematów rodem z „Władcy Pierścieni”, który bardzo wyraźnie odnosi się do zaplecza kultury europejskiego średniowiecza. Tego rodzaju zabieg stosuje chociażby Lian Hearn, autorka powstałego niedawno cyklu „Opowieści rodu Otori”, czerpiąc z tradycji kulturowej średniowiecznej Japonii. Pomimo niemal całkowitej redukcji wątków fantastycznych - wyjąwszy stworzony na potrzeby powieści świat, który zdaje się wyłącznie pseudonimem historycznego Kraju Kwitnącej Wiśni - przynależność gatunkowa tekstu jest zupełnie oczywista. Autorka przenosi bowiem w realia orientu bardzo wiernie zachowany schemat dzieła fantasy - głównym bohaterem jest więc obdarzony niezwykłym dziedzictwem chłopiec, wychowany w ukryciu i przeznaczony do wielkich czynów, kraj zaś stoi w obliczu straszliwego zagrożenia ze strony ponurego władcy, którego postępki jawią się jako jednoznacznie złe. Realia japońskie wymuszają jednak uzupełnienie motywacji bohaterów o wątek polityczny, choć bowiem czytelnik jasno odróżnia w powieści stronę „dobrą” od „złej”, kategorie te nie mieszczą się w obrębie światopoglądu bohaterów, postrzegających świat poprzez pryzmat kodeksu honorowego.

O ile zawiłości polityczne są u Hearn jedynie pretekstem, Georgie R. R. Martin wykorzystuje je jako główny element strategii odejścia od Tolkienowskiego schematu w swojej „Pieśni Ognia i Lodu”. Choć nawiązuje przy tym równie mocno jak Tolkien do kultury europejskiego średniowiecza i tradycji rycerskiej, karty wielotomowego cyklu (którego pierwszy tom nosi znamienny tytuł „Gra o tron”) wypełniają przede wszystkim historie intryg, które prowadzić mają głównych bohaterów do władzy nad światem Westeros. By tę konstrukcję uwiarygodnić, autor dokonuje zabiegu zupełnie w literaturze fantasy niezwykłego - dopuszcza do głosu wszystkie strony konfliktu, prowadząc narrację z punktów widzenia całej rzeszy bohaterów, nierzadko znajdujących się po przeciwnych stronach. Nie znaczy to jednak, że w sadze Martina wątki charakterystyczne dla schematu powieści fantasy są w ogóle nieobecne. Pojawi się i zagrożenie ze strony Zła Absolutnego, i małoletni wybrańcy przeznaczenia - wszystko to jednak ukryte jest przemyślnie za błyskotliwą analizą mechanizmów władzy i kapryśnej natury ludzkiej. Trudno wyrokować, czy dalsze tomy nieukończonego wciąż cyklu przyniosą w tym względzie odmianę, na obecnym etapie jednak Martin zmaga się z Tolkienowskim schematem przede wszystkim, dowodząc, iż w konflikcie absolutnych racji moralnych człowiek nie znajduje się po żadnej ze stron.

Przewrotniej jeszcze tę strategię walki z ojcem-Tolkienem rozwija Glen Cook, który w cyklu „Czarna Kompania” opisuje losy tytułowej kompanii najemnej, cokolwiek nierozsądnie wiązanej z siłami ucieleśnionego zła. Utrzymany w konwencji kroniki cykl jest przede wszystkim opowieścią o żołnierzach, którzy walczą nie dla ocalenia ładu czy w imię ojczyzny, lecz po to, aby zarobić na życie, i nie zaprzątają sobie głowy właściwymi sztampowej fantasy kwestiami etycznymi. Wątek ten uwidacznia się szczególnie mocno w trzecim tomie sagi, gdy kompania zwyczajem kondotierów zmienia front i przechodzi na stronę „dobra”, z którym jeszcze nie tak dawno zmagała się tyleż zajadle, co profesjonalnie, i z równym zaangażowaniem walczyć zaczyna z niedawnymi pracodawcami. W ten sposób Cook równie dobitnie jak Martin podkreśla, że jego bohaterami nie powodują racje moralne, jakimi kierują się postaci Tolkiena i jego epigonów. Tezę tę dodatkowo uwypukla zastosowanie narracji pierwszoosobowej (chwyt dość niezwykły w fantasy), która dobitnie akcentuje subiektywizm opisu oraz odejście do wartości absolutnych, narzuconych przez epicki schemat „Władcy Pierścieni”.

Cook jest zresztą pisarzem zasługującym na dodatkową uwagę, bowiem w kontestowaniu głównego modelu powieści fantasy posuwa się chyba najdalej. Cyniczna „Czarna Kompania” zachowuje jeszcze część wątków Tolkienowskich, jak choćby obecność odrodzonego zła, postać wybrańca przeznaczenia czy motyw nieustającej tułaczki. Zupełnie inaczej skonstruowany jest natomiast cykl powieściowy, którego głównym bohaterem jest niejaki Garrett. Cykl ten - co niezwykłe - nie ma zbiorczego tytułu. Akcja wszystkich części cyklu osadzona jest w jednym mieście, a bohater nie podejmuje właściwie żadnych wypraw - chyba, że tego wymaga zadanie, nad którym obecnie pracuje. Mimo funkcjonowania w świecie fantasy, z całą jego specyfiką, a więc czarownikami, elfami i quasi-średniowiecznymi stosunkami społecznymi, Garrett jest bowiem prywatnym detektywem, a sam cykl radykalnie zrywa z konstrukcją Tolkienowską, sięgając do wzorców czarnego kryminału. Cook posługuje się zatem narracją pierwszoosobową, dość udatnie naśladującą manierę Chandlera, i wykorzystuje cały arsenał typowych chwytów tego gatunku, od kobiet fatalnych, poprzez cynizm w prezentacji świata, po złote serce głównego bohatera, które skrzętnie ukrywa pod maską niewrażliwego twardziela. W ten sposób cykl radykalnie zrywa ze schematem Tolkienowskim -ceną jednak jest przyjęcie równie sztywnego gorsetu reguł kryminału.

Powyższy katalog nie wyczerpuje, oczywiście, wszystkich strategii przyjmowanych dla zyskania własnego głosu wśród rozlicznych naśladowców Tolkiena, świadczy jednak wyraźnie, że najśmielsze nawet próby rozszerzenia schematu fabularnego powieści fantasy odbywają się pod dyktando „Władcy Pierścieni”, a jedyną drogą ucieczki jest, jak dotąd, zastosowanie chwytów charakterystycznych dla innych gatunków. Ten stan rzeczy wydaje się jednak odchodzić powoli w przeszłość - śmiała ekspansja konwencji miecza i czarów, z którą mamy do czynienia w ostatnich latach, sprawia, że granice konwencji zaczynają się poszerzać, a w najnowszych utworach gatunku wpływ Tolkiena staje się coraz mniej wyraźny. Dziś trudno wyrokować jednak, czy doprowadzi to do zupełnego rozsadzenia ram, które przed półwieczem zakreślił angielski twórca i czy anulowanie starego schematu okaże się równoznaczne z ustanowieniem nowego, a miejsce Tolkiena zajmie kolejny prawodawca gatunku.

Tomasz Z. Majkowski

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas