poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
Camera obscura [Dekada Literacka 2004, nr 3 (205)]


■ W kolejnej „Zalewajce” („Przekrój” nr 20) Kazimierz Kutz jako przykład tego, że w ZSRR artyści niekiedy „pod kultowym tytułem przemycali swoje niecenzuralne dzieła”, podaje opowiadania o dzieciństwie Lenina piorą „popularnego bajkopisarza”, z których potem zaśmiewał się m.in. Janusz Minkiewicz z Kutzem w Spatifie. W rzeczywistości - autorem tej książeczki był nie bajkopisarz, lecz znakomity skądinąd satyryk Michaił Zoszczenko, a ukazała się ona w r. 1939 (polski przekład 1970) - i zapewne pisarz nie odważyłby się wówczas na tak bluźniercze przemytnictwo ideologiczne. Przy okazji dodajmy, ze śmiech Minkiewicza przy tej lekturze musiał mieć szczególny charakter: w r. 1951 on także ogłosił utwór dla dzieci pt. „Lenin w Poroninie”. (hm)

„Wracają czasy Wokulskiego” - głosi „Rzeczpospolita” (nr 119), a to z tej racji, że Rosja zobowiązała się do zasadniczego obniżenia ceł importowych, co powinno zwielokrotnić eksport polskich towarów do Rosji. Wokulski został tu przywołany nadaremnie, bo on towary z Rosji importował, a nie eksportował. (hm)

Jerzy Besela („Polityka” nr 21) opowiada, jak to szóstego czerwca 1876 r. przy Bulwarze Sewastopolskim w Paryżu, podczas rewii wojskowej były powstaniec Antoni Berezowski „mierzył w cara Aleksandra II, siedzącego obok cesarza Francuzów”. W sąsiednim zdaniu ów cesarz Francuzów nazwany został Napoleonem III. Czyżby Besela i redakcja „Polityki” nie wiedzieli, że Francja w r 1870 była republiką, a Napoleon III zmarł w 1873 r.? (hm)

Nie liczy się również z chronologią Roman Pawłowski, gdy pisze w „Gazecie Wyborczej” (nr 119), że dopiero w r. 1977 Kazimierz Wyka opublikował w swej książce „Różewicz parokrotnie” analizę dramatu „Do piachu”. Wyka zmarł w styczniu 1976, książka ukazała się pośmiertnie. (hm)

Zawsze godne uwagi są felietony Stefana Bratkowskiego na łamach „Plus-Minus”, Kamerzysta musi jednak wyznać, ze ma kłopoty z identyfikacją adresatów polemik tu prowadzonych. Oto np. w felietonie z 22-23 V Bratkowski ubolewa, ze „zachodniej gwieździe estrady nic się nie kojarzy z Polską” i ze „dwa młode zgrywusy dla hecy piszą o „mniejszości narodowej”, gdy mamy się domyślać bohatera polskiego oporu”. Kamerzysta czyta dość dokładnie prasę, a mimo to nie wie, ani o jaką gwiazdę estrady, ani o jakich „zgrywusów” tu chodzi. Ośmieli się też pospierać z przykładami historycznymi, którymi w tym felietonie posługuje się Bratkowski. Pisze on, ze w XIX w Anglia „nie mogła zapomnieć Polakom sojuszu z Napoleonem i Joseph Conrad musiał zostać największym pisarzem angielskim, by odezwać się w sprawie polskiej”. Co chyba należy rozumieć w ten sposób, że w Anglii trzeba było mieć aż tak wielki autorytet, by poprzeć polskie dążenia niepodległościowe. Otóż było inaczej: w dobie powstania listopadowego sprawa polska była omawiana w parlamencie i Rosję zaatakowało kilku posłów w swych przemówieniach. Cała prasa (poza „Timesem”) była po stronie powstania. Rząd brytyjski udzielił pomocy finansowej emigrantom, w r 1832 powstało Literary Association of the Friends of Poland. Solidaryzowali się z powstaniem w swych utworach Tennysone i Swinburne. W pierwszej połowie XIX w powstało ok. 50 sztuk dramatycznych poświęconych polskim walkom o niepodległość (pisze o tym Wojciech Lipoński w przewodniku encyklopedycznym „Literatura polska XX wieku”). Redagowany przez Dickensa tygodnik „All the Year Round” zamieścił w r. 1863 osiem przyjaznych Polsce artykułów i opowiadań (przedrukował je ostatnio Krzysztof Głuchowski w tomie „Dickens and Poland”). Nie sposób też zgodzić się z Bratkowskim, gdy pisze, że w Polsce „nie było pogromów, które Ochranie carskiej udało się rozpętać na Ukrainie”. Niestety – były, co prawda w skali znacznie mniejszej: w r. 1881 w Warszawie, w r. 1906 w Siedlcach i Białymstoku. I jeszcze dziwna jest pretensja autora, iż w „Skrzypku na dachu” nie widać, jak „polskie dwory chroniły Żydów” w czasie ukraińskich pogromów. Przypomina to trochę pseudomarksistowskie zarzuty, ze w „Panu Tadeuszu” nie widać życia chłopów pańszczyźnianych, a w „Weselu” nieobecna jest klasa robotnicza. (hm)

Pisze Marian Zawadzki w „Gazecie Wyborczej” (nr 130) „Jak mawiał Włodzimierz Iljicz Lenin - chodzi o to, żeby zmieniać świat, a nie go opisywać”. Włodzimierz Iljicz może i tak mawiał, ale przed nim prawie identycznie (nie „opisywać”, ale „interpretować”) napisał Karol Marks w „Tezach o Feuerbachu”. (hm)

„Makbet cytowany jest często - 'ciemności kryją ziemię' - 'życie to powieść idioty' - nie trudno o banał” - mówi Jacek Cieślak w rozmowie z Krzysztofom Warlikowskim, który temu nie zaprzecza („Rzeczpospolita” z 12-13 czerwca). Tymczasem „ciemności kryją ziemię” jako cytat z „Makbeta” to nie banał, lecz - jak to się dziś mówi - „żenada”, bo to przecież słowa z prologu III części „Dziadów”. (hm)

Czy można być „znakomitym mistrzem słowa, który przeniknął chyba wszelkie tajemnice języka”, a jednocześnie tak pisać, że „refleksja płynie często wyżłobionym przez przynajmniej dwa stulecia korytem utartych frazeologizmów”? Widocznie można, skoro tak pisze Stanisław Gębala („Twórczość” nr 5, s 105) w związku z książką Ryszarda Przybylskiego „Krzemieniec”. (hm)

Jak kiedyś mówiono „łacina kuchenna”, tak teraz należałoby mówić „łacina dziennikarska” Oto przykłady: Marek Ostrowski („Polityka” nr 19)- „in dubio contra reo” (zamiast „reum”), Michał Hensler („Polityka” nr 2) „Moritui vivos docenti!” (zamiast „docent”), Andrzej Osęka („Duży Format” nr 17) „Fiat modes, pereat ars” (chyba powinno być „modus”), „Imam non grata” (powinno być „gratus”) („Gazeta Wyborcza” nr 118). A Jerzy Besela („Polityka” nr 19), cytując „De (zamiast si) non iurabis” tłumaczy „Jeśli nie podpiszesz” - zamiast „jeśli nie przysięgniesz”. Przy okazji w tymże artykule pisze autor o „Edwardzie Opalińskim” (powinno być Krzysztofie) i Jerzym Reykowskim (powinno być „Januszu”). (hm)

Ezoterycznym stylem pisze czasem swe felietony Stefan Bratkowski w „Plusie-Minusie”. W numerze z 10-12 IV strofuje np. łagodnie „miłego swego przyjaciela”, że nazwał prof. Marię Janion „Marysią”. Obrażona - została wymieniona z nazwiska, ale ten kto obraził, nie został ujawniony. W dodatku Bratkowski przemilczał inne, bardziej naganne określenie („gerontofeministka”), którego użył Marek Król (bo o niego tu chodzi) w tygodniku „Wprost”. „Wysokie Obcasy” umieściły tę wypowiedź w zbiorze cytatów zatytułowanym „Na chama”. (hm)

Nieznany bliżej Polski Instytut Biograficzny wydał „Złotą Księgę Nauk Humanistycznych” zawierającą blisko 2000 haseł osobowych. Redaktor, Krzysztof Pikon zapewnia we wstępie, że na jej podstawie „czytelnik będzie mógł uzyskać możliwie kompletny i obiektywny obraz aktualnego stanu i dokonań osób, których praca koncentruje się na naukach humanistycznych”. Tymczasem - w „Księdze” tej znajdują się skandaliczne luki. Przeglądając np. jedną tylko literę S nie znajdziemy tam tak wybitnych nazwisk, jak H. Samsonowicz, E. Sarnowska-Temeriusz, J. Sławiński, J. Staniszkis, Z. Stefanowska, W. Stróżewski, T. Strzembosz, S. Świeżawski, P. Sztompka, A. Szulc. Być może osób tych zabrakło, bo nie wypełniły rozesłanego przez redakcję kwestionariusza. Jeśli tak - redakcja powinna była albo uprzedzić o tym czytelników, albo sama opracować brakujące biogramy na podstawie istniejących opracowań. (hm)

Z felietonu Kazimierza Kutza w „Przekroju” (nr 16) „Arcydokonanie Anity Błochowiak jest ponurym pryszczem mutantów dziejowego sztywniaka z placu Czerwonego”, „Dla rozchlastującej się SLD te integracyjne partyjne walory Anity Błochowiak okażą się przysłowiową rączką spłuczki sedesowej” (cytat skrócony). Kazimierz Kutz wielkim jest reżyserem, ale stylistyka jego przypomina miejscami ekstrawagancje Władysława Machejka. (hm)

Krzysztof Masłoń („Plus-Minus” z 24-25 kwietnia), omawiając protokoły przesłuchań świadków w procesie przeciw Goetlowi i Skiwskiemu przygotowywanym w r. 1945, dziwi się, że Irena Krzywicka nie znalazła wówczas „ani jednego ciepłego słowa” dla Skiwskiego, choć ten cenił Boya. Masłoń przestałby się chyba dziwie, gdyby wiedział, ile nienawiści i pogardy dla pisarzy polskich pochodzenia żydowskiego było w artykułach Skiwskiego z ostatnich lat przedwojennych i z okresu okupacji; żeby nie być gołosłownym: jeszcze w nekrologu Irzykowskiego, zamieszczonym w „Przełomie” w r. 1945 pisał o „szarańczy piszącego żydostwa z perfidnie maskowanym programem ogołocenia naszej kultury ze wszystkiego, co polskie”. Masłoń ma również pretensje do Bolesława Jacka Frühlinga, że w zeznaniach swych zaakcentował, iż dla Goetla Mussolini i Hitler byli apostołami nowych wspaniałych prawd”. I znowu gdyby Masłoń sięgnął do książki Goetla „Pod znakiem faszyzmu” (z r. 1939) znalazłby tam takie opinie o faszystowskich przywódcach narodu: „Zdaniem ich człowiek musi być szlachetny, inaczej zginie. Ważne są więc przede wszystkim imponderabilia uczuciowe, ułatwiające decyzję i wywyższające człowieka męstwo, honor, miłosć narodu i ojczyzny, braterstwo, poczucie wspólnoty, wierność” (s. 185). „Żadne skrzepy nie powstają w stworzonym przez nich ustroju i przebiegający go obieg krwi pulsuje coraz to żywszym, coraz naturalniejszym prądem. Cele, do których dążą prowadzone rzesze są zawsze jasne i wszystkim zrozumiałe i nikt chyba na świecie nie dbał tak bardzo, aby usprawiedliwić i wyjaśnić każde zadanie, jakie się daje narodowi do spełnienia” (s. 198). „Rozwój wypadków w państwach faszystowskich wskazuje nam tez na ciągły proces łagodzenia ostrych metod przymusu” (s. 149). „Wszystko, co się stało czynnikiem odrodzenia, wszystko, co jest śmiałe i nowe, powstaje z jego [faszyzmu] inicjatywy” (s. 209). (hm)

W książce Anity Moniki Frankowiak „Być wśród żywych i umarłych. Ewolucja twórczości eseistycznej Gustawa Herlinga-Grudzińskiego” (Wydawnictwo Uniwersytetu Mazurskiego) znajduje się 8 fotografii, na 3 spośród nich figuruje w towarzystwie Herlinga lub na tle jego willi postać autorki. Fotografia czwarta to reprodukcja kartki pocztowej wysłanej do autorki przez Herlinga. Fragment innego do niej listu i własna fotografia znajdują się na okładce książki. Czy autorka nie posunęła się zbyt daleko w swym egocentryzmie? (hm)

Mówi prof. Jerzy Bralczyk („Plus-Minus” z 30 IV - 5 V) „Język nie powinien mówić wszystkiego co pomyśli głowa - tu Słowacki się mylił. To jedna z bzdurniejszych jego myśli Jakby język mówił wszystko, co pomyśli głowa, to powinniśmy się leczyć, bo wpadalibyśmy wtedy w słowotok”. Wydaje się jednak, ze Bralczyk źle zrozumiał życzenie Słowackiego: poeta chciał nie tego, by język wypowiadał wszystkie jego myśli, lecz by z pełną adekwatnością wyrażał te myśli, które na wyrażenie zasługują. Powstał więc zabawny paradoks, jak widać z interpretacji Bralczyka - owego życzenia adekwatności nie udało się Słowackiemu adekwatnie wyrazić… (hm)

Marian Bizan w pięknym szkicu „W kręgu dawnych mistrzów” („Zeszyty Literackie” nr 85, s. 14) pisze, ze powojenne ćwiczenia z poetyki prowadzone przez Kazimierza Wykę „zmierzały z biegiem czasu ku swoistej kulminacji, ku wielkiemu cyklowi o Młodej Polsce, potem ogłoszonemu drukiem”. Trochę zakradło się tu niejasności. Wyka wykładał w pierwszych latach powojennych o wielkich pisarzach Młodej Polski, ale wykładów tych nigdy nie opublikował, a jego książka pt. „Młoda Polska” zawiera monografię „Modernizm polski” napisaną przed r. 1939 oraz różnotematyczne artykuły w znacznej części również przedwojenne (ukazała się juz pośmiertnie, w r. 1977). (hm)

Julia i Marian Kryszewscy, pisząc o latach toruńskich Ireny Sławińskiej („Tygodnik Powszechny” nr 18), wspominają: „Zapoznawała nas z niedostępnymi literackimi aktualnościami, zagranicznymi i polskimi, zdobywając je sobie wiadomymi drogami (w taki sposób przedstawiła nam w 1945 r. tom wierszy Czesława Miłosza „Ocalenie”)”. Przykład chyba nietrafny „Ocalenie” ukazało się nakładem Czytelnika i bez przeszkód można było nabyć tę książkę w każdej księgarni. A recenzowana była w całej prasie literackiej. (hm)

Krzysztof Lisowski („Dziennik Polski” nr 201), pisząc o promocjach książek Miłosza w Wydawnictwie Literackim, wspomina, że jedna z nich była poświęcona „Światowi (poemom naiwnym)”. Są tu dwie pomyłki: 1) celownik od wyrazu „świat” brzmi „światu” a nie „światowi”; 2) „poema” w tytule cyklu Miłosza to nie liczba mnoga, lecz dawny mianownik rodzaju nijakiego liczby pojedynczej (to „poema”). (hm)

Z artykułu Mariusza Szczygła („Wysokie Obcasy” nr 34) wynika, ze po wojnie, ok. r. 1946 „Gorki napisał rozprawę o jazzie jako muzyce duchowej nędzy, aż w końcu Stalin zabronił używać tego słowa”. Szkopuł w tym, ze Górki zmarł już w r. 1936. (hm)

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas