poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
RAFAŁ WATROWSKI
O wiedeńskich kawiarniach - tam i tu
Dekada Literacka 2004, nr 3 (205)


Pomiędzy odległymi od siebie o 100 metrów kawiarniami „Café Central” i „Café Griensteindl” znajduje się siedziba niezwykle żywotnego Austriackiego Towarzystwa Literackiego, któremu szefuje pisarka Mariannę Gruber. Swoich gości zwykła przyjmować przy stałym stoliku w „ Café Griensteindl”, chciałoby się rzec -tak jak czynili to przed ponad stu laty Hugo von Hofmannsthal czy Arthur Schnitzler. Byłoby to spostrzeżenie grzeszące nieścisłością historyczną, ponieważ „stara” kawiarnia, założona w roku 1847 przez aptekarza Griensteindla i stanowiąca w ostatniej dekadzie XIX stulecia intelektualne gniazdo wiedeńskiej moderny, została zburzona w styczniu 1897 roku i przywrócona do życia prawie sto lat później, jednak niebywale silny związek wiedeńskiej literatury i kawiarni uprawomocnia tego typu uproszczenia.

Wiedeńskie kawiarnie literackie odegrały na przestrzeni kilku pokoleń rolę wybitnie kulturotwórczą, porównywaną do francuskich salonów literackich XVII i XVIII wieku. Za w miarę przystającą analogię można w Polsce uznać środowisko Kabaretu „Zielony Balonik” w krakowskiej Jamie Michalikowej. To jednak zjawiska najwyżej podobne, nie wywodzące swej specyfiki z miejsca spotkań. Bycie w kawiarni oznacza w Wiedniu (a jeszcze bardziej oznaczało kiedyś) integralną, nie odświętną i nie alternatywną, część życia. „Kawiarnia wiedeńska” - twierdzi Stefan H. Kaszyński – „to rozpoznawalny symbol znak kulturowy, wyrażający stosunek do rzeczywistości i znamionujący wyszukany, acz niewymuszony sposób bycia. Rodowity Wiedeńczyk nie chodzi do kawiarni w celach, jak tu mówią, konsumpcyjnych, te są dla niego wyłącznie pretekstem. (..) Kawiarnia jest poniekąd drugim domem Wiedeńczyka, tu ma on swój marmurowy blat stolika, swoją pluszową kanapę, gięte krzesła, potrzebne gazety i przyjazne jego naturze otoczenie Picie kawy, z regularnie wymienianą szklanką krystalicznej wody, jest w tej sytuacji niemal rytuałem, sposobem bycia, a nie sposobem spędzania czasu”. Pod pewnymi względami bardziej adekwatne byłoby więc porównanie z monachijskimi piwiarniami lub irlandzkimi pubami, które też generują własny mikroklimat i własne mikrostruktury społeczne. Na próżno jednak szukać w leksykonach pojęcia „monachijskie piwiarnie literackie”. W Wiedniu zaś sprzężenie zwrotne między arcypowszednim sposobem egzystencji - przesiadywaniem w kawiarni, a rodzącymi się tu raz po raz niepospolitymi zjawiskami kulturowymi, stanowi o specyficzności wiedeńskiego krajobrazu kawiarnianego, analizowanego przez naukowców i utrwalanego artystycznie przez jego uczestników. Kawiarnia literacka „stanowi może bądź co bądź najbardziej wyszukaną emanację pojęcia wiedeńskiej kawiarni - wskazywał pisarz i felietonista Friedrich Torberg - nie jest jednak dla niej reprezentatywna”. Inny żydowskiego pochodzenia literat i stały bywalec „Café Central”, Alfred Polgar, podkreślał, że uroków jej „zaznać może w pełni jedynie ten, kto nie chce niczego ponadto, niż tu sobie pobyć”.

Początek wiedeńskiej tradycji kawiarnianej ma polskie korzenie. W 1683 roku przybył z wojskami Jana III Sobieskiego do Wiednia Jan Franciszek Kulczycki, Polak z okolic Sambora, który za przedarcie się przez pierścień wojsk tureckich i przyniesienie do Wiednia informacji o zbliżającej się odsieczy, otrzymał od dowodzącego obroną miasta hrabiego Starhemberga prawo do wyboru nagrody. Poprosił o worki z kawą, porzucone przez Kara Mustafę i prawo do wyszynku kawy. Kulczycki stał się Kolschitzkym i od jego lokalu „Pod Błękitną Butelką” zaczęła się historia wiedeńskiej kawiarni. Kilka lat później było ich prawie tuzin, a pierwszy rozkwit nastąpił w połowie osiemnastego wieku, kiedy to Włosi Taroni i Milani - podobnie jak ich rodacy w kilku innych miastach Europy - poczęli w stolicy Cesarstwa serwować napar „gorący jak piekło, czarny jak szatan, czysty jak anioł i słodki jak miłość” (Talleyrand). Kawiarniana prosperita zamarła w czasie wojen napoleońskich, których skutkiem ubocznym były trudności zaopatrzeniowe miasta. Nastał jednak Kongres Wiedeński, a po nim epoka rozkwitu życia towarzyskiego i rozwoju mieszczaństwa w stolicy Cesarstwa Austriackiego. W roku 1839 odnotowano w Wiedniu 88 przybytków picia kawy, a ich liczba rosła w imponującym tempie. Do najsławniejszych należały „Herzog” (od 1824, dzisiejszy „Frauenhuber”), „Neu-ner” (1824) oraz „Piccola” (1830). Przy marmurowych stolikach spotykali się w nich pisarze Grillparzer, Raimund i Stifter, wiedeńscy klasycy Mozart i Beethoven, królowie walca Lanner i Strauss.

W 1847 roku otworzyła swe podwoje „Café Griensteindl”, najpierw dla rewolucyjnie usposobionej młodzieży, później - od ok. 1890 roku do końca swego istnienia - dając jednolity adres wiedeńskiej elicie intelektualnej i artystycznej. Oprócz wspomnianych już Schnitzlera i Hofmannsthala bywali tu stale Hermann Bahr, Richard Beer-Hoffman, Arnold Schönberg i inni. Karl Kraus wieszczył, że ze zburzeniem „Café Griensteindl” nastanie „epoka bezdomności” w literaturze austriackiej. Kasandryczne te przepowiednie nie spełniły się, Kraus wraz ze starymi i nowymi bywalcami przeniósł się do nieopodal leżącej „ Café Central”. Trzon „centralistów” stanowili Egon Friedell, Felix Salten, Alfred Polgar i rezydujący w niej do dziś (w postaci figury przy drzwiach) Peter Altenberg. Ten literat-megaloman przetrwał w pamięci potomnych w zasadzie tylko dzięki kawiarni -jako część legendy i twórca aforyzmów, błyskotliwych „odłamków myśli” - formy bardzo odpowiadającej kawiarnianemu rodzajowi dyskursu intelektualnego. Po pierwszej wojnie światowej centrum spotkań pisarzy i krytyków była - znów nieodległa – „Café Herrenhof”. Jej słynnymi gośćmi byli Robert Musil, Hermann Broch, Franz Werfel i Joseph Roth, zaglądali tu często Heimito von Doderer i Alexander von Lernet-Holenia. Po drugiej wojnie światowej palmę pierwszeństwa wśród kawiarń przejęła „Café Hawelka”. Jest ona prowadzona już szóste dziesięciolecie przez tę samą, wkrótce stuletnią parę właścicieli. Państwo Leopold i Josephine Hawelka gościli u siebie w latach pięćdziesiątych literatów Milo Dora, Herberta Eisenreicha, Hilde Spiel, Heimito von Doderera, Hansa Weigla i Friedrich Torberga, do których w następnej dekadzie dołączyli artyści sztuk pięknych z prekursorem postmodernizmu w architekturze Friedensreichem Hundertwasse-rem na czele. Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych spotkać tu można było kolejne środowisko literackie, tzw. fantastycznego realizmu, z Hansem Carlem Artmannem, Friedrichem Achleitnerem i Gerhardem Riihmem.

Listę sławnych gości tych i innych kawiarni, kojarzących się w grupy i środowiska artystyczne, można by dowolnie rozszerzać, warto bowiem jeszcze raz podkreślić, że krajobraz Wiednia zdobi ponad sześćset typowych kawiarni oraz drugie tyle nowoczesnych barów kawowych czy kawiarnio-restauracji. Przybysza z zewnątrz ich liczba, niepowtarzalny styl oraz bogactwo znaczeń i skojarzeń może wprawić w zdziwienie lub zakłopotanie. O przybliżenie klimatu i niepowtarzalnego uroku wiedeńskich kawiarni zatroszczył się ostatnio znawca literatury i kultury austriackiej, profesor Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, Stefan H. Kaszyński. W antologii-przewodniku „Opowieści wiedeńskiej kawiarni” zamieścił - oprócz ogólnego wstępu - specjalnie na jej potrzeby stworzone przekłady małych form literackich - felietonów, opowiadań i aforyzmów -znanych i zasłużonych literatów „kawiarnianych”: Canettiego, Krausa, Altenberga, Weigla, Torberga i innych. Jest tu klasyczny esej Alfreda Polgara „Teoria Café Central” w wybornym tłumaczeniu Marka Przybeckiego. Jakość przekładów firmują swoimi nazwiskami Maria Krysztofiak, Stefan H. Kaszyński, Aleksandra Wiśniewska, Joanna i Maciej Dryndowie oraz Bernadeta Sturzbecher. Całość uzupełnia dziewięćdziesiąt fotogramów autorstwa Bernadety Abramowicz, pogrupowanych jako „Fasady”, „Wnętrza”, „Pisarze w kawiarni”, „Okna”, „Drzwi”, „Filiżanki”, „Prasa”.

W panteonie wiedeńskich kawiarni, przedstawionych w usystematyzowanym skrócie na końcu książki, jest tłoczno, a mimo to listę można by z powodzeniem uzupełnić o niejeden przybytek, jak choćby odwiedzaną chętnie przez profesurę Uniwersytetu Wiedeńskiego „Café Schwarzenberg” u wylotu Kartnerstraße, stuletnią „Café Weimar” nieopodal domu Zygmunta Freuda, czy „Volksgarten Café” znaną z pamiętników 18-letniego Schnitzlera jako miejsce spotkań z Fanny, jego studencką miłością. Można by dodać i nowe, których legendy dopiero się piszą, jak „Café Anzengruber”; uwiecznioną w powieści „Wiedeńska pasja” współczesnej pisarki Lilian Faschinger. Kawiarnia wiedeńska jest bowiem bytem ciągle żywym i dzieje jej jako zjawiska społeczno-kulturowego mają przed sobą (oby) jeszcze długą historię.

Zdawałoby się, że „Opowieści wiedeńskiej kawiarni” powinny być skazane na sukces - książkę można czytać w celach poznawczych, traktować jako antologię tekstów literackich lub przewodnik w pełnym tego słowa znaczeniu. W normalnym kraju byłaby pewnie komercyjnym hitem dla podróżników spragnionych lepszego wglądu i refleksji. Niektóre zagraniczne wydawnictwa świadomie budują serie wydawnicze oparte na dziedzictwie kulturowym danego miejsca lub regionu („Podróże literackie” wiedeńskiego wydawnictwa Picus), względnie odnoszące się do zdefiniowanych grup czytelniczych (feministyczno-literackie podróże berlińskiej Edition Ebersbach). Polacy są ciągle dość bezradnie skazani na pragmatyczne poradniki, gdzie za granicą zjeść, wypić i pozbyć się (większej lub mniejszej) gotówki. Jak nie dziwić mają w tej sytuacji perypetie edytorów ze znalezieniem wydawnictwa skorego zaryzykować wydanie tytułu, perypetie - dodajmy - zakończone niepowodzeniem? Książka zaistniała wprawdzie, i to w bardzo powabnej szacie, w „Kolekcji Czytelni Austriackiej UAM” przy materialnym wsparciu Austriackiego Forum Kultury, ale nie będzie de facto dostępna w sprzedaży. Skromne i uszczuplone przez powinności z tytułu praw autorskich środki finansowe zaowocowały nakładem tak minimalnym, że nie będzie on kierowany w szerokopasmowe kanały dystrybucyjne. W ten sposób odbiorcy zostali pobawieni zysku intelektualnego, księgarze - materialnego, a książka osiągnęła status białego kruka.

Cóż, jak można się zorientować w trakcie lektury „Opowieści...”, Poznań i Warszawa należą do innej tradycji mentalnej niż Wiedeń. I tak już pozostanie.

Rafał Watrowski

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas