poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
RAFAŁ SOLEWSKI
Piękno
Dekada Literacka 2004, nr 3 (205)

„Oto człowiek”. Dzieła z kolekcji Deutsche Bank.
Autorzy i kuratorzy: Ariane Grigoteit, Friedhelm Hütte
Polski kurator: Monika Rydygier Międzynarodowe Centrum Kultury w Krakowie 9 czerwca - 19 września 2004



„Jeżeli wykonawca wpatrzony jest w to,
co niezmienne, i tym posługuje się wzorem, gdy
usiłuje urzeczywistnić jego postać i moc,
wówczas wynikiem jest rzecz skończona i piękna”.

Platon, „Timaeus”

Pustynia

Poznanie największych światowych wystaw sztuki współczesnej, takich jak Documenta w Kassel czy Biennale w Wenecji, pozostawia wrażenie ogromnej pustyni, wszechogarniającej pozornie przepełniony świat. Spośród pustki artyści i twórcy ekspozycji próbują wydobyć cokolwiek, co stanowić może o  tożsamości tego świata i człowieka w nim. Lokalne dziedzictwo kulturowe, intelektualne refleksje o społecznych i rasowych nierównościach oraz możliwych sposobach ich eliminowania, opór przeciw manipulującej człowiekiem masowej i skomercjalizowanej kulturze, różnorodność jako wartość sama w sobie... - to niektóre tylko fragmenty przepełnienia, które pokazać mają możliwe tożsamości i drogi jej poszukiwania. W rezultacie wielkie wystawy dają wrażenie chaosu, który nie tylko nie może zapełnić pustyni świata, ale czyni ją coraz bardziej jałową. Dzieła sztuki i totalne ekspozycje, zaplanowane jako moralizatorskie i filozoficzne osądy i wskazówki, okazują się smutnym konstatowaniem, rozpaczliwym nawoływaniem o siebie, albo nieporadnym wskazywaniem sposobów, co do których właściwości sami artyści nie wydają się przekonani.

Pierwsze doświadczenie wystawy „Oto człowiek”, prezentującej dzieła niemieckich artystów XX wieku i początku obecnego stulecia, pokazywanej w Międzynarodowym Centrum Kultury w Krakowie, prowadzić może do podobnych refleksji. Chłodna, surowa i sterylna, zamknięta w sobie przestrzeń trwająca w stłumionym świetle, choć wynikła zapewne z obiektywnych warunków eksponowania i wykorzystania technologicznych dobrodziejstw, staje się jednak znakiem pustyni świata, współbrzmiącym z diagnozą stawianą - podobnie mimowolnie - przez artystów i kuratorów wielkich wystaw. Choć ów zdyscyplinowany chłód cechuje też wysiłek kuratorów, a więc choćby rytm układu prac, w którym spokojne ciągi małych formatów w spodziewany sposób przerywa dzieło o bardziej monumentalnej skali. Także większość prac dopracowana jest gładko i czysto, niezależnie od techniki, indywidualnego stylu czy czasu powstania.

Niepokój

Jednak wśród czystej i spokojnej przestrzeni pojawiają się sygnały wołania o tożsamość. Najpierw w stylu ekspresjonistów, kiedy wołanie to jest, ale jakby nie bardzo świadome. W gwałtownym erotyzmie, nerwowej kresce i rozchwianej kompozycji Ernsta Ludwiga Kirchnera, prowokującym akcie Oskara Kokoschki czy złośliwości bałaganu ludzi, linii i kolorów George'a Grosza albo Otto Dixa. Uspokaja tę nerwowość August Macke, wpisując soczyste i nawet kontrastowe plamy barwne w delikatność akwareli i zdecydowany porządek ukrytych w figuratywnej kompozycji prostych o przeważnie pionowym kierunku.

Niepokój mimo to nie cichnie, lecz nabiera nawet cech bardziej jednoznacznej wypowiedzi. Złość na bycie kim się jest tkwi w „ekshibicjonizmie” elementów kobiecości, pokazanych w rysunkach i akwarelach z lat siedemdziesiątych Salome. Artyst(k)a prowokuje pseudonimem i swym zachowaniem pytanie o potrzebę kuszenia i gry w tożsamości kobiety. Choć agresywność wypowiedzi tłumi trochę siłę przewrotnej metafory kształtującej się przez zestawienie Salome - ukryty pod tym psudonimem autor-mężczyzna – „Ja – Diva” (kobieta, mężczyzna, istnienie, fałsz, kuszenie, błyszczenie, pycha...).

Sytuację celowego przekształcania -i przez to zatracania - „ja” wprost ilustruje Katharina Sieverding w fotografiach „Transformera”. Wreszcie Jürgen Klauke i Florian Merkel prezentują swe fotograficzne portrety, gdzie zamiast epifanii twarzy pojawia się cyrkowe nakładanie na oblicze kostiumu grymasów i barw. Pytanie zatem: „Kim jestem?” Albo raczej infantylnie: „A kuku! Kim jestem?” A może: „Czym jestem?” Lub też: „Kim jestem? A po co zadawać takie pytania? Przecież wszyscy jesteśmy clownami.” Tylko, że sarkazm i cynizm najczęściej błyskotliwie maskują niepewność siebie, lęk, niemoc ducha i zagmatwanie myśli. Znów więc pustkę.

Jednak wystawa „Oto człowiek” od pustki i niepokoju również uwalnia. Nie poprzez próby artystów bycia kim się nie jest - filozofem, politykiem czy kapłanem - jak to często bywa na wielkich wystawach. Ale poprzez sztukę. I eksploatowanie tego, co ją wyznacza. Piękna.

Metafora

Tkwi ono w różnych warstwach prezentowanych dzieł. „Król gór”, klasyka sztuki drugiej połowy XX wieku, Josepha Beuysa ma w sobie trwałość, ciężar i moc skały oraz monumentalną wielkość władcy. Mimo, że leżącego. Może upadł i jest rozbity, strzaskany? Jednak bryły pozostają we wzniosłym i spokojnym porządku. Symbol o oksymoronicznej strukturze skłania do myśli o trwaniu i przemijaniu, powołaniu i służbie wbrew przeciwnościom, o sile i władzy, o archetypie Króla. Refleksja zawiera pytanie i odpowiedź, bowiem powalony król nie traci swej królewskości, tak jak skały pozostają znakami niewzruszonych gór w swej materii i kształcie.

W „New Balance” - dużej, chłodnej kompozycji zieleni i bieli z wyrafinowanym sygnałem granatu i subtelnymi akcentami żółcieni, brązów i błękitów - Alfred Müller wprost odnosi się do współczesnej samotności, potęgującej znane nam wrażenie pustyni świata. Równowaga w takim świecie polega na powierzchownej estetyce i odwróceniu się tyłem, na obcości we wspólnym niby wnętrzu, na uwalniającym od krępującej odpowiedzialności nie zauważeniu
nieobecności. Smutna ironia czyni jednak z diagnozy początek refleksji, metafizycznego sięgnięcia poza świat albo w głąb siebie w pragnieniu wspólnoty i w pytaniu o przyczyny powierzchowności i alienacji.

Współczesny „Palladio” Petera Holla to klasyczne proporcje młodzieńczego ciała i jego rozkwitanie, mistrzostwo klasyków w harmonii architektury i zbieżnej perspektywie, idealna kula. Zderzone z nowoczesnym sportem, współczesnym fetyszem i idolatrią kreowaną przez masową kulturę. Zderzenie buduje wieloaspektową metaforę: pytania o prawdziwe mistrzostwo i na to pytanie odpowiedzi. Po doświadczeniu dzieła w pamięci pozostaje nie przyszła, chwilowa gwiazda sportu, która wyrosnąć może z młodzieńca, ale wieczna harmonia i uniwersalna siła rozkwitania, radości, umiejętności. Piękno pojawia się tutaj w konstrukcji metafory i zostaje bezpośrednio przywołane w odpowiedzi - prawdziwe mistrzostwo rozpoznać można przez to, że jest piękne.

Metafora i symbol pozwalają zatem uświadamiać lub choćby sygnalizować tożsamość człowieka w świecie przez podkreślanie wprost i w estetycznym doznaniu uniwersalnych cech tej tożsamości, wśród których jedną z najważniejszych jest odczuwane i nazywane obiektywne piękno.

Ludzie

Max Beckmann pokazuje w oszczędnym szkicu kredą na graficznym papierze „Wioślarzy”. Także zatem młodych mężczyzn zajętych sportem. Jednak prócz prostych i czystych, zgeometryzowanych zarysów ciał jest w tej pracy z czasów międzywojennej Neue Sachlichkeit szczerość i uroda obrazu tężyzny, młodości, odpoczynku, wspólnoty, życia.

U Sigmara Polke, ironizującego współtwórcy kapitalistycznego realizmu z lat sześćdziesiątych, w prozaicznym spojrzeniu mężczyzny na dwie kobiety pogrążone w rozmowie przy kawiarnianym stoliku tkwi może ślad dwuznacznej sugestii i aluzji rodem z filmu, ale bardziej jest to urok życiowej rodzajowości, naturalnej normalności bycia ludzi - rozmowy, spojrzenia, myśli. Podkreślonej jeszcze „niską techniką” collage'u i wyciętego szablonu.

Ową codzienną zwykłość, jeszcze bardziej prostą i oczywistą, prezentują bohaterowie małych akwarel Holla. Starszy człowiek siedzący na niewidocznej ławeczce z dziewczynką, to może dziadek z wnuczką, upozowani niczym w dziełach wspominanej niemieckiej Nowej Rzeczowości, która niegdyś zastąpiła ekspresjonizm. Młodzi ludzie niegroźnie zaczepiają z brzegu rzeki pewnie samego autora, portretującego ich, podczas gdy sami bohaterowie fotografują uwieczniającego ich twórcę. Postmodernistyczna ironia na temat fotorealizmu? Kto naprawdę jest tutaj tym, który potrafi uchwycić rzeczywistość w jej istocie? Kto bliższy jest życia? Obrazy nie mają tytułów, a kontury i szczegóły rozmywają się w świetle, rozjaśnionych barwach i akwarelowym rozwodnieniu. Nie tyle zatem konkretność jednostki, ile ludzie i ich codzienne życie, spokojne, barwne i rozświetlone pokazuje Holl poprzez swe małe postaci. Wielkie jednak i piękne w zwykłej codzienności. W trwaniu i byciu razem.

Człowiek

„Kobieta siedząca na ławce” Käthe Kollwitz, zapowiadającej kiedyś ekspresjonistów w swym naturalizmie, jest zmęczona i spracowana, jej twarz niknie w cieniu, ale dostrzegalne rysy zdradzają zdystansowaną mądrość płynącą z wieku, pracy, doświadczenia. Nie gwałtownie radosną, ale też i nie smutną. Po prostu intuicyjną świadomość istoty świata, dziejącej się wciąż w człowieczym istnieniu.

Jeden z przykładów malarskiej działalności twórcy teatru Bauhausu Oskara Schlemmera, „Zamyślony”, urzeka natomiast melancholią pozy, delikatnością całej postaci, prostotą linii, syntetycznym skupieniem się na twarzy, subtelnym cieniem położonym różnymi barwami. Oszczędność kreski i cienia w przedstawieniu kształtu człowieka osiągnie potem apogeum w monochromatycznych, ołówkowo-akwarelowych szkicach Beuysa. To kontynuacja tradycji widzenia prawdy i wzniosłości w prostocie.

Natomiast solidny wolumen, regularny i obły owal twarzy, krągłe i szerokie barki, podniesiony stan podkreślający nieduże piersi, niżej materia schodząca ku dużym stopom w równych, prostych fałdach, kryjąca wąskie biodra i najwyraźniej twarde, silne ciało to codzienność intymna współczesnej Ateny „W różowej halce” Johannesa Grützke. Tym razem kobieta okazuje się boginią surową i mocną, ilustrującą trwałość ideałów Greków okresu archaicznego, Masaccia, Piera della Francesca czy Davida. Poruszające jest zupełnie współczesne przejście od archaizmu kobiety Griitzkego do klasycyzmu znanego nam chłopca w „Palladiu” Holla.

W inny sposób nabiera monumentalnego wyrazu współczesny „Mężczyzna” Stephana Balkenhola. W przeciętnym ubraniu, ciemnych spodniach i białej koszuli, wyrasta ze skromnego szkicu kredką i przekształca się w bohatera kolumnowej rzeźby albo drewnianego, dwumetrowego reliefu. Tak współcześnie realizuje i dopowiada wzorce greckich herosów, nowożytnych władców i romantycznych generałów.

Kwintesencją zaś najnowszej klasyki i wystawienniczego studium człowieka zarazem staje się dzisiejszy „Ideał” Bernharda Prinza. To apoteoza kobiecości. W regularnym świetle i soczystej ostrości zdjęcia, wydobywających każdy szczegół postaci, wcielone marzenia dopełniają niedostrzegalne niedoskonałości i domyślne akty codziennych czynności. Erotyzm drży w zarysie ciała pod codziennym ubraniem, w niepokojącym spokoju twarzy i zastygłej pozy. Wszystkie elementy dopełniają się wzajemnie w obietnicy nieustającej kontemplacji. W nadziei niezmiennego wpatrywania. W miłości przez wpatrywanie wszechogarniającej.

Człowiek i ludzie to symbole, których pewne znaczenia są związane ze złem. Jednak okazuje się, że sens ludzkiego bytowania, tkwiący w pięknie i dobru człowieczeństwa samego w sobie, w byciu kobietą, mężczyzną, młodzieńcem, we wspólnocie, w spojrzeniu i rozmowie, w harmonii ciała, w intuicyjnej mądrości albo w melancholii, najlepiej ujawnia się właśnie w samym przedstawieniu człowieka.

Rozkwitanie

Opisywany na początku pesymistyczny wydźwięk całości wielkich wystaw pozwala lepiej zaistnieć na nich nielicznym dziełom wielkiej klasy, których doświadczenie rzeczywiście sięga istoty świata i człowieka. Tak samo mniejsze, monograficzne ekspozycje, jak „Oto człowiek” (także i wyrafinowane kolekcje, jak ta gromadzona przez Deutsche Bank), skupione na myśli rozbudowanej w niewielu wątkach, albo na jednym artyście lub grupie twórców, sprawniej przełamują pustynię świata, przemieniając ją w rozkwitającą przestrzeń życia, rzeczywiście odnajdującą tożsamość człowieka, bo odkrywającą fundamentalną cechę istnienia - piękno.


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas