poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
BÄRBEL KLÄSSNER
Wiersze
Dekada Literacka 2002, nr 5-6 (187-188)
BÄRBEL KLÄSSNER, ur. w 1960 w Magdeburgu. Przerwała studia psychologii na uniwersytecie w Jenie. Zaangażowana w latach 80. w ruch opozycyjny, obecnie związana z ruchami feministycznymi. Mieszka w Weimarze. Pisze wiersze i opowiadania (wydała m.in.tom „Nahe dem wortwendkreis”, 1997). Publikowane wiersze pochodzą z tomu „Am ende der städte”, Literarische Gesellsrhaft Thüringer.



Podwórze

Podwórze było małym bardzo małym kwadratem w środku ziemia uczepiona
wątłego korzenia dom podparty wypchany szkielet odzierał tapetę jak
łuskę cebuli do głębi aż do pierwszego roku

Obok ogromny pokój lalek była wojna mówiła moja... to była ściana
po prostu odcięta jak chętnie wstawiłabym tam meble i bawiłabym się w kuchniach
w różowozielonych i niebieskich ustawionych jedna na drugą

Ale wszystkie dzieci były jeszcze małe i miały cieniutkie włosy w ich snach
przechodziły wychudzone konie i ojciec przechodził w buciorach przez łóżko


* * *

Mój dom nie stoi na łące bo nie mam żadnego domu mam schronienie
w budowlach myśli tam gdzie w szpaltach na dnie morza losowane będą imiona
gdzie było i będzie łączą się ze sobą

Mój dom nie stoi przy żadnej ulicy mam ojczyznę w falistej dolinie zamglonych
obrazów ośmiornic nie mam absolutnie niczego zawieszona pod niebem pełna
tęsknoty za drewnianymi stołami

na których mogłabym jeść i pić i śmiać się i mówić i pisać ale
nie krok tylko każdy oddech boli i żaden kochanek nie wybawi mnie bym pozostała


* * *

To miasto jest tak puste
choć pełne ludzi
przemierzam je wkoło
wzdłuż
parku targu i bocznych uliczek

Smyczek skrzypiec wydobywa
długi dźwięk z mojego gardła
i rozbija się o szczyt
umarłego domu

Moje miejsce na przechowanie odnajdę
po zgniłym zapachu w korytarzu

Tam leżę
Przez dziury w dachu
Połyskuje światło obłędu

W moje ramiona
wpada tylko deszcz
błyskawice i gromy
w głowie


* * *

Kiedy skrzynka na listy miesiącami świeciła pustką i wizyty urwały się
i kawiarnię na rogu na zawsze zamknięto ze sklepów zniknęły książki
ławki w parku wyglądały jak zapomniane rekwizyty i pory roku zapomniały
do czego są przeznaczone i nie różniły się niczym od siebie w końcu
nacisnęłam na guzik wpatrzyłam się w monitor odczekałam i proszę
zobaczyć: Wszystko powróciło i poruszało się i mówiło i ktoś podał mi kawę
w malutkim obrazku i kochałam się z obcym wyuzdanie i bez prezerwatywy
ale tak bezpiecznie jak jeszcze nigdy dotąd
 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas