poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
MATTHIAS BISKUPEK
Rodzona ojczyzna. Wschodnie rozważania jawne, ze skrycie przyklejoną zniewagą
Dekada Literacka 2002, nr 5-6 (187-188)


Parcie na wschód uchodzi za jedną z najmniej subtelnych cech niemieckiego charakteru. Jeśli jednak owo parcie wynika z pożądliwości ducha? Kiedy zawiera w sobie chęć czytania polskiej literatury, odkrywania słowackich górskich ścieżek, spotykania litewskich przyjaciół czy praktycznego zastosowania rosyjskiego języka?

 Potrafię z łatwością objaśnić po rosyjsku nawet najbardziej skomplikowane kwestie, jeśli tylko wystarczająco dużo mocnych płynów przepłynęło przez moje gardło. Od dawna jest jasne jak wódka, dlaczego opanowałem ten język, mimo owych osobliwych zajęć z rosyjskiego, w których miałem przyjemność brać udział, mimo owych lekcji, które zaludniały sławy KPSS i niemiecko-sowiecka przyjaźń, jak i ‘priedsiedatielie kołchoza’ – dlaczego miałem tak dobrze opanowany ten język w stanach pozbawionych świadomości: we mnie drzemie wiatrem podszyty słowiański gen. To ta zawiła cząsteczka duszy, która narodziła się przed tysiącem lat podczas pożarów rosyjskich stepów po srogich zimach, a która potem wylądowała na Górnym Śląsku, gdzie część moich krewnych od trzech pokoleń dystansowała się od „Polaczków” i awansowała do „prawdziwej niemieckości”, by w końcu dotrzeć do nizin Śląska. Ten gen tkwił mocno w robotnikach leśnych, brygadzistach i pomocnikach, podoficerach i nadsztygarach o nazwisku Biskupek, wymawianym też Biskuuupek, a komendy kierowane przez majstra do mojego przodka, obsługującego dźwig, brzmiały nie „bardziej na lewo” czy „bardziej na prawo”, lecz „Milkuszyyyyce” i „Makuszyyyce”, wedle nazw wsi, które zamieszkiwali Swarowscy, Sagawowie, Biskupscy i inna słowiańsko-katolicko-szlachecko-schizofreniczna drobnica.

A ponieważ słowiańska cząstka duszy połączyła się z saksońską obojętnością, spłodziły razem ową niezdolność do bycia prostackim, ograniczonym i drobnomieszczańskim, czyniąc mnie przybłędą w księstwie Schwarzburskim, jakimś czasowo stacjonującym na ziemi Turyngii obcym ciałem. Wcale nie jestem dumny ze sprawnej maszynerii, która tętni tu zamiast przepełnionych krwią żył. Potrafię nasycić się jedną kiełbaską z rusztu, a zielone pagórki Turyngii znalazłem piękniejsze w Armenii niż za domami Hilldburgu.

 Mam być dumny z tego, że najwyższa góra w moim dawnym powiecie wznosi się sześćset sześćdziesiąt sześć metrów nad poziom morza, a rzeki mojego nowego powiatu liczą dwieście dwadzieścia dwa kilometry? Mam być dumny z owego lepkiego, obskuranckiego likieru, który, nazwany słusznie „lakierem do komody”, klajstruje wszystkie zmysły?

Czy tylko dlatego, że drzewa iglaste rosną tu jeszcze dość gęsto, w niektórych miejscach ustawione niby w wojskowe szeregi, mam to wszystko nazwać moją pierwotną, leśną ojczyzną? Tylko dlatego, że tutejsi książęta podział spadku uznali za najwyższą formę roztrwonienia majątku narodowego, mam tę zielonawą śledzionę Niemcoropy zamknąć w moim sercu? Mam być dumny z barokowych pałaców, które odnowione kruszą się na nowo, czy z przyciętych ogródków, których zapach podlega ciągle jeszcze administracyjnym zarządzeniom? Mam być dumny z wszystkich wykorzenionych poetów, którzy z dala od Turyngii piszą swoje wiersze – a może z wybawców z Hubrigstadt, którzy zgodnie ze starą niemiecką pieśnią związkową „Odbudowa, odbudowa” pakują swe pieniądze w obrzydliwe biurowce między Erfurtem i Einhausen?

Nie, drodzy Turyńgczycy, którzy zostaliście przeklęci, by tu się urodzić, włączając w to mojego godnego pożałowania syna. Z czego jesteście dumni, z waszych domów, na których łupek się kurczy, czy dróg, które wszystko rozwalcują?

W mojej ojczyźnie, która w moich genach rozległa spoczywa, jest się szarmanckim i rozkosznym, niepohamowanym i czułym, w żadnym zaś razie skrupulatnym. Tam się żyje i pozwala kochać. Moje polskie geny chwytają życie, przyciągają do siebie i elegancko całują w rękę. Moje rosyjskie geny piją waszego sznapsa, ale nigdy bez sakuszki, obejmują się nawzajem i biją markietankę, ale mogą też z rozerwaną koszulą żebrać o przebaczenie, u was, turyńgskich opojów. Moje czeskie geny mają znakomity dowcip i chełpią się gównem much na obrazach butnych, państwowych malarzy, aż głoska sycząca staje się uroczo wilgotna i obsceniczna. Moje rumuńskie geny potrafią wygłaszać mowy pochwalne, które wzbudziłyby zazdrość nawet u Arabów, i biorą za to tylko jeden bakszysz, chowając go z taką galanterią, o jakiej nie może marzyć mieszkaniec Turyngii. Moje jugosłowiańskie geny marzą o liberalno- ortodoksyjnym kościele-meczecie, moje bułgarskie geny każą sobie przytoczyć beczki z winem, nawet wówczas, gdy chleb rozkrusza się w rękach, a moje geny litewskie dłubią pełne oddania i rozkoszy, tak długo i tak głęboko jak chcą.

Moje geny należą do mnie i ja decyduję o tym, kiedy i jak przekażę je dalej. Moja ojczyzna wypiękniała i rosa nie musi już iskrzyć w jej włosach, ponieważ należą do niej także pozbawione włosów stare baby i wysuszone szpicle od wszystkiego. Ja mam swoją ojczyznę sprzed narodzin, w której nie muszę mieszkać.

W owym miasteczku komicznie wmajstrowanym w dolinę rzeki, choć mam teraz swój dom, to nie zgodziłem się, by zaksięgować go pod „winien” czy „ma”.

Tam, gdzie się urodziłem, rozpościera się zlepek domów, noszących słowiańsko- dziwaczną końcówkę. Moja ojczyzna śpiewa głośno i dźwięcznie przepięknymi, dla was niezrozumiałymi językami, i gdybym dał wam zakosztować choć jednej melodii, zakręciłoby się wasze serce wcielone w ucho, i zaczęlibyście mówić wnet o żydowskiej hołocie, wołoskich tobołach, przeklętym polskim bajzlu, mongolsko-sybirskiej złodziejskiej hałastrze, i tylko Cyganie i afrykańskie bękarty wzbudziłyby może waszą złośliwą ciekawość jak czeski film, i pieskotureckie kalaczki i czyraczki, opanki i mociumpanki, pabliczki do publiczki, tak, tak, plusk, pisk, trach.


Matthias Biskupek

Tłumaczyła Gabriela Matuszek

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas