poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
JOANNA PAZYRA
Anatomia fanatyzmu?
Dekada Literacka 2002, nr 7-8 (189-190)
„Fanatyk”, reż. Henry Bean, wyk. Ryan Gosling, Summer Phoenix, Glen Fitzgerald, Teresa Russel, prod. USA 2001, 98 min.



„Fanatyk” Henry’ego Beana nie jest próbą opowieści o mechanizmach, które kierują działaniami nazistów. Nie jest ich apologią ani krytyką. Nie próbuje niczego wyjaśniać ani tłumaczyć, oceniać ani osądzać. To rzecz o fanatyzmie. I nie ma znaczenia, czy jest to fanatyzm religijny, polityczny czy jakikolwiek inny – to, jak się rozwija, to, co go powoduje, jest przecież zawsze takie samo. Miłość przeplatana nienawiścią, wstyd powodowany przez strach, próba obrony własnej godności poprzez oparcie się na systemie silniejszym od siebie.

Danny ma dwadzieścia lat. Jest bardzo silny. Fizycznie. Jego wysportowana sylwetka i pewny siebie, mocny chód nie są jednak tym, co zwraca na niego uwagę przechodniów – zwłaszcza tych czarnoskórych lub w jarmułkach. Dezaprobatę i lęk budzi wygolona głowa chłopaka i czerwona koszulka z dużą swastyką na piersi. Danny to klasyczny przykład skinheada – regularnie poluje na Żydów, uczęszcza na zebrania neonazistowskich organizacji, zaczytuje się w pismach hitlerowskich ideologów. Nie jest to jednak wbrew pozorom jego jedyna lektura, Danny podejrzanie dużo wie o swoim potencjalnym wrogu, zna hebrajski, potrafi wytłumaczyć znaczenie żydowskich świąt. Judaizm wydaje się nie mieć dla niego właściwie żadnych tajemnic. Jak wyjaśnia koledze z grupy – „musisz znać wroga, którego chcesz pokonać”. Stwierdzenie niewątpliwe prawdziwe, ale w przypadku Danny’ego nie jest to jedyny powód – chłopak sam jest Żydem, mało tego – Żydem wychowanym w ortodoksyjnej rodzinie, wykształconym w jednej z najlepszych nowojorskich jesziw. Paradoksalnie to właśnie jego wiedza staje się główną przyczyną ślepej nienawiści do wszystkiego co żydowskie – Danny się wstydzi. Wstydzi i nie rozumie. Poruszona na jednej z lekcji historia Izaaka i Abrahama, który na żądanie Boga zgodził się poświęcić własne dziecko, poraża bohatera bezpodstawnym – jak mu się wydaje – okrucieństwem Jehowy i jednocześnie karygodną biernością Abrahama. Brak akceptacji dla religijnej interpretacji tej przypowieści przeradza się w umyśle chłopca w brak akceptacji dla postawy swojego narodu w czasie II wojny światowej. Danny jest przekonany, że Żydzi nie zrobili nic, żeby powstrzymać eksterminację, że potulnie szli na rzeź, że sami spowodowali ją swoją biernością i tchórzostwem. A skoro tak – Shoah jest czymś słusznym i sprawiedliwym, jest karą za słabość i brak odwagi. Opowieść starca, którego kilkuletni syn na jego oczach został bestialsko zamordowany przez żołnierza Wermahtu, zamiast oczekiwanego współczucia powoduje wybuch wściekłości żydowskiego nazisty. Danny nie chce być taki. Nie chce być słaby, uległy, potulny – nawet za cenę zachowania życia. Nie chce brać odpowiedzialności za przynależność do swojej nacji. Jest przekonany, że fizyczna siła, odporność na ból, stępienie wrodzonej wrażliwości pomogą mu uchronić się od podobnego losu, pomogą mu zająć pozycję zwycięzcy, a nie – zwyciężonego. Prawdziwy problem pojawia się jednak wtedy, kiedy okazuje się, że chłopak nie jest w stanie odciąć się od swoich korzeni, mało tego – nie potrafi i nie chce. W czasie napadu na synagogę nie pozwala bezcześcić Tory, z czułością i delikatnością, o którą raczej trudno było go do tej pory podejrzewać, chowa zwój. Swoją dziewczynę powoli zaczyna uczyć hebrajskiego, nie wyraża również zgody na to, żeby nago przechadzała się po pokoju w obecności Pisma – oznaczałoby to bowiem brak szacunku dla zawartych w nim słów Boga. Nie potrafi całkowicie zerwać kontaktów ze swoim żydowskim środowiskiem, stara się niczym nie urazić ciężko chorego ojca – głęboko przywiązanego do judaizmu. Jedno z zebrań swojej partii zaczyna najważniejszą z żydowskich modlitw: „Słuchaj Izraelu”, chwilę później przekonując zebranych, że, zamiast nienawidzić, powinni pokochać Żydów, ponieważ tylko miłość jest w stanie ich osłabić, a w dalszej perspektywie – unicestwić.

Wyjściem z tej plątaniny sprzeczności, próbą dojścia do jakiegoś ładu, staje się w końcu rozwiązanie bardzo radykalne. W Jom Kipur Danny podkłada w synagodze bombę. Modli się razem z wiernymi – prowadzi modlitwę, zdając sobie sprawę z nadchodzącego nieuchronnie wybuchu. Na chwilę przed nim ostrzega zgromadzonych w świątyni ludzi – wbrew głoszonym wcześniej antysemickim hasłom nie jest w stanie posunąć się do morderstwa. Ginie sam, dobrowolnie czyniąc z siebie ofiarę. I chyba nieprzypadkowo dzieje się to w żydowskie Święto Odkupienia.

Inspiracją reżysera stała się autentyczna historia z połowy lat sześćdziesiątych. Grupa członków Ku Klux Klanu zaatakowała nowojorską dzielnicę żydowską – wśród najbardziej agresywnych, aresztowanych przez policję napastników znalazł się żydowski chłopak. Wydarzenie opisał reporter „New York Timesa”, bohater artykułu po jego ukazaniu się i spowodowanym nim odrzuceniu przez oba środowiska, popełnił samobójstwo. W trakcie pracy nad filmem, którego główny szkielet stanowił początkowo ten epizod, reżyser odszedł jednak od pomysłu jego dokładnego odtworzenia. „W filmie tym chciałem między innymi pokazać sposób, w jaki pewne rzeczy zmieniają się w swoje przeciwieństwa” – powiedział Bean po zakończeniu zdjęć. – „Nie tylko żydowskie wychowanie Danny’ego – chłopca przekształca się w antysemityzm u Danny’ego – nastolatka, ale również antysemickie przemowy Danny’ego nabierają w jego ustach przeciwnych znaczeń. Jednak chociaż Danny niewątpliwie jest skrajną postacią, moim zdaniem wielu z nas doświadcza podobnego rozdarcia, jakie w nim widzimy, chociaż nie przeżywamy go aż tak dramatycznie. Mam nadzieję, że mój film przedstawia drogę wyzwolenia się z nienawiści do samego siebie, wyzwolenia z cała pewnością kontrowersyjnego”. Nic więc dziwnego, że Fanatyk stał się jednym z bardziej dyskutowanych w Stanach filmów, mimo że początkowo zamiast w szerokiej dystrybucji kinowej można go było zobaczyć tylko w nielicznych telewizjach kablowych. Jak można się było spodziewać, film wzbudził skrajne opinie – znakomita ich większość była jednak pozytywna. Przychylnie odebrała obraz Beana nawet społeczność żydowska, której nie zniechęciła opinia jednego z nowojorskich rabinów, twierdzącego, jakoby film miał być „elementarzem antysemityzmu”. Być może przyczyną tak pozytywnego odzewu widowni jest uniwersalność i wielopoziomowość „Fanatyka” – można go odbierać jako historię próby znalezienia swojego miejsca w świecie, buntu i niezgody na istniejące realia, ale także jako specyficzne ostrzeżenie przed odradzającym się nazizmem i jego konsekwencjami – niektóre z padających w filmie haseł zaskakująco przypominają wypowiedzi wielu naszych polityków...

Ogromnym plusem tego błyskotliwego, głęboko poruszającego obrazu jest przemyślana, konsekwentnie budowana przez kanadyjskiego aktora Ryana Goslinga postać Daniela Balinta. Robi wrażenie perfekcyjnie opanowana mimika, przekonują gesty i spojrzenia, pewien chłód i dystans, który Gosling z powodzeniem stara się zachować w stosunku do kreowanej przez siebie postaci. Jego grę podkreśla specyficzny sposób filmowania tej postaci – zbliżenia twarzy Danny’ego są nader często zderzane ze zbliżeniami twarzy jego kolegów z neonazistowskiej grupy – prymitywnych, naznaczonych bezpodstawną nienawiścią. Pozornie nie ma między nimi wyraźnej różnicy – uważny obserwator dostrzeże jednak ledwo uchwytne grymasy strachu i skurcze bólu, kiedy bohater niszczy i przygląda się niszczeniu rzeczy, które nauczono go kochać – nie wbrew niemu samemu. Dopełnieniem Danny’ego jest postać Carli (Summer Phoenix) – urodziwej, inteligentnej  dziewczyny, blisko związanej ze środowiskami antysemickimi. Niczym bogobojna żydowska narzeczona pozostaje ona w cieniu swojego mężczyzny, posłuszna jego woli. W dużej mierze to jednak jej obecność i zadawane co jakiś czas, pozornie niewinne, dotyczące judaizmu pytania, prowokują chłopaka do samookreślenia się, powodując tym samym – niezamierzenie – jego śmierć.

Widz będący dumnym członkiem Młodzieży Wszechpolskiej lub podobnej organizacji (czy tacy chadzają do kina?) wstanie z fotela głęboko zdegustowany i zawiedziony. Zamiast bohatera, z kórym można się utożsamić, spotka się bowiem z wrażliwą, skomplikowaną postacią. Zamiast apoteozy prymitywnej, bezmyślnej siły dostanie – wedle słów reżysera – „pean na cześć judaizmu”. Zamiast instrukcji podpalania synagog, strzelania do Żydów i garści demagogicznych haseł otrzyma historię o poszukiwaniu tożsamości, o próbie odnalezienia się – w religii, rasie, narodowości, ideologii.

To jedna z tych niewielu pozycji, które nie pozwalają o sobie zapomnieć zaraz po wyjściu z sali kinowej.

Joanna Pazyra 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas