poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
EWA HEARFIELD
Siostra Poety
Dekada Literacka 2002, nr 7-8 (189-190)


Z okazji złotego jubileuszu swego panowania brytyjska królowa Elżbieta podarowała swoim poddanym dzień wolny od pracy. W ten sposób zaplanowany już wcześniej „długi weekend” na przełomie maja i czerwca przedłużył się o jeszcze jeden, wtorkowy dzień. Kto tylko mógł, wziął dodatkowe dni wolnego i autostrady zaroiły się samochodami już w czwartek rano.

Mój mąż postanowił skorzystać z tej okazji i zabrać mnie na dawno planowaną wycieczkę do Cumbrii. Chcieliśmy pojechać do Krainy Jezior, regionu w północno-zachodniej Anglii przy granicy ze Szkocją. Po dniu jazdy zatrzymaliśmy się na noc w przygranicznym Carlisle, ciesząc się zawczasu na zwiedzanie jego zabytków. W rzymskich czasach miasto nazywało się Luguvalium (Carlisle blisko jest murów Hadriana), później należało do Szkotów, w 1092 zostało im odebrane. Przez następne 700 lat było miastem garnizonowym i w czasie licznych szkocko-angielskich nieporozumień przechodziło z rąk do rąk. Przeżyliśmy wielkie rozczarowanie. Dziś Carlisle to miejsce przygnębiające. Dramatyczne starania, aby przyciągnąć turystów, widoczne są w próbie zachowania na wpół zrujnowanego średniowiecznego zamku jako głównej atrakcji; podobnym magnesem ma być muzeum w Tullie House. Ale wystarczy przejść się wieczorem ulicami miasta, aby przyrzec sobie, że się tu już nigdy nie wróci. Nawet w centrum atmosfera ubogiego przedmieścia: rozsypujące się budynki, odłupany tynk, okna zastawione dyktą, śmieci rozwiewane przez wiatr, pustki na ulicach, panowie w garniturach z lat sześćdziesiątych, panie w obcisłych skórzanych mini spódniczkach i plastikowej biżuterii wystrojone na randkę w śmierdzącym piwem zaułku przy podejrzanym pubie. Ogólny nastrój depresji, beznadziei, braku przyszłości – jednym słowem nie tylko niezbyt obiecujący początek urlopu, ale także widok powodujący ogólny namysł nad stanem, mówiąc oględnie, miernego rozwoju w tej części Anglii.

Przygnębieni wyruszyliśmy następnego ranka w dalszy ciąg naszej podróży, na południe od Carlisle w głąb Krainy Jezior. Tereny stopniowo stawały się coraz piękniejsze i coraz bogatsze – aż trudno było uwierzyć, że kilka kilometrów drogi przeniosło nas w zupełnie inny świat. Ponure Carlisle zostało za nami, teraz przejeżdżaliśmy przez śliczne malutkie miasteczka, których domki pokryte pnącymi różami, normalnie określane przez mojego angielskiego męża pogardliwie ‘twee’ („przesłodzone”), tym razem wpływały łagodząco na nasz nastrój, a kiedy zatrzymaliśmy się na lunch w Castle Inn piękno krajobrazu ukazało się w całej pełni. Castel Inn to miejscowość i zarazem nazwa hotelu nad jeziorem Bassenthwaite. Wjeżdżając na lekko obniżony parking od strony głównej ulicy, nie dostrzega się ukrytego za hotelem jeziora. Dopiero po wyjściu na taras po drugiej stronie budynku nagle zauważa się ogrom wód i otaczające jezioro góry. Pasma górskie Krainy Jezior są najwyższymi górami Anglii (Scafell Pike sięga 978 m). W 1951 roku cały region ogłoszony został Parkiem Narodowym, który przyciąga turystów górami, lasami, wodospadami a przede wszystkim fantastycznymi jeziorami, które ciągną się wzdłuż wąskich dolin (Windermere, największe jezioro w Anglii, ma ponad 16 kilometrów długości i jest na 61 metrów głębokie). Dodatkową zaś atrakcją jest oczywiście fakt, że tuż poza górami Cumbrii rozciąga się morze.

Historia Krainy Jezior przypomina nieco historię Zakopanego. Region początkowo biedny i pasterski zamienił się w dziewiętnastym wieku w turystyczną atrakcję i modne miejsce wypoczynku, odkąd zaczęli tu ściągać poeci i artyści. Cockermouth, Keswick, Ambleside, Kendal, rozrzucone wzdłuż szlaków górskich miejscowości, mają swoje miejsce nie tylko na angielskiej mapie geograficznej, ale i literackiej. Zwłaszcza Ambleside, przycupnięte malowniczo u stóp gór nad jeziorem Windermere, dziś typowe wiktoriańskie dziewiętnastowieczne miasteczko, bywało ulubionym miejscem poetów. Mieszkali tu Wordsworth, Coleridge, De Quincey i Southey. Niedaleko Ambleside leży Grasmere, gdzie zatrzymaliśmy się w czasie naszej podróży. Prześliczna miejscowość nad jeziorem o tej samej nazwie pełna była turystów. Sklepiki z lokalnymi produktami, urocze kawiarenki, wytworne restauracje, prześliczny park – jednym słowem turystyczny raj. Z każdego miejsca rozciąga się w Grasmere widok na otaczające miasteczko łagodne góry i na majestatyczne (choć przecież wcale nie największe w tym regionie) jezioro. Właśnie tutaj w Grasmere mieszkał przez jakiś czas William Wordsworth (1770 – 1850) i jednym z zaplanowanych punktów naszego dnia była wizyta w Dove Cottage, domu poety, gdzie dziś znajduje się jego muzeum. Wordsworth jest, obok Coleridge’a, kluczową postacią w rozwoju angielskiego romantyzmu. Wraz z nimi wymienia się jednym tchem nazwisko Poety Laureata Roberta Southeya (1774–1843), którego mylnie zalicza się czasem również do grupy tzw. ‘Lake Poets’, czyli Poetów Jezior, jako że wszyscy trzej spędzili w Cumbrii sporą część życia. Jednak Southey dystansował się od poglądów Wordswortha i Coleridge’a i pomiędzy nim a pozostałą dwójką panowała napięta i raczej wroga atmosfera.

Dove Cottage, wybudowany w siedemnastym wieku, był niegdyś pubem, później zamieniono go w dom mieszkalny. W grudniu 1799 roku wprowadził się tu William Wordsworth z siostrą Dorotą i tu pozostali aż do roku 1808 – lata te powszechnie uznawane są za najciekawsze w poetyckiej karierze Wordswortha. Dove Cottage przenosi zwiedzających w przeszłość. Meble i wystrój wnętrza pozostały te same, ogród zrekonstruowano według zapisków Doroty. Jakoś tak się stało, że nieomal natychmiast po tym, jak przekroczyłam próg domu Wordsworth przestał być dla mnie główną postacią w historii Dove Cottage, a jego miejsce zajęła Dorota. Ich życie tutaj było napędzane jej niestrudzoną energią. W czasie kiedy William spacerował po lesie, komponując wiersze, Dorota urządzała pokoje, dziergała narzutki, wypychała materace, piekła i gotowała, przeglądała zapasy w zimnej spiżarce, pod której podłogą, dla utrzymania niskiej temperatury, płynie górski strumyk. Dbała o ogród, pełen pożytecznych warzyw, ale też i pięknych kwiatów, często dzikich, znoszonych przez nią ze spacerów po okolicznych wzgórzach. William był dla niej wszystkim, dbała o niego, prała i prasowała jego koszule i bieliznę, szyła i podawała mu posiłki, czuwała nad jego snem i zdrowiem, kiedy tylko mogła towarzyszyła mu w spacerach, a nade wszystko pełniła rolę jego osobistej sekretarki, przepisując na czysto wiersze przed wysłaniem do wydawcy, albo pisząc pod jego dyktando. Była pierwszym krytykiem poematów brata, a często i ich natchnieniem. W tym nieustannym kołowrocie domowych i literackich zajęć, przy ciągłych najazdach gości, którzy przybywali z rodzinami i zostawali nawet i na kilka tygodni, Dorota umiała znaleźć czas, aby usiąść pod jabłonią i poczytać „Makbeta”, i aby prowadzić pamiętnik, który, nie przeznaczony do druku, daje fascynujące świadectwo życia rodziny Wordsworthów, grupki ich przyjaciół oraz intrygującego związku pomiędzy Dorotą i jej sławnym bratem.

Czytając pamiętniki Doroty Wordsworth, należy mieć się na baczności. Napisane są stylem kolokwialnym, nierzadko posługują się skrótami; część kartek po jej śmierci została wyrwana i zniszczona przez spadkobierców. Nieprzeznaczone dla obcych, a jedynie dla brata Williama, pełne są aluzji i niedomówień, i często przyjmują za oczywiste pewne fakty i wydarzenia, których znaczenie należy dopiero mozolnie rekonstruować, częściowo z zachowanej korespondencji, częściowo z pamiętników i wspomnień innych bohaterów tego rodzinnego dramatu.

* * *

Dorota Wordsworth urodziła się w Boże Narodzenie 1771 roku w Cockermouth, małym targowym mieście Cumbrii, rozciągającym się nad rzeką Derwent. Rodzice Doroty, John i Ann, pochodzili z bogatej klasy średniej, Dorota była ich trzecim dzieckiem i oprócz Williama miała jeszcze trzech braci. Ich dzieciństwo, mimo stałej nieobecności zajętego interesami ojca, było sielskie i dopiero śmierć matki, która zmarła w 1778 roku, mając zaledwie 30 lat, wstrząsnęła ich życiem. Sześcioletnia Dorota została wówczas oddana pod opiekę jednej z kuzynek matki, a od roku 1784, kiedy (w wieku lat 42) umarł John Wordsworth i okazało się, że nie ma co liczyć na spadek, Dorota mogła być zdana tylko na łaskę bogatszych krewnych, którzy pozwalali jej mieszkać pod ich dachem. Pochodzące z tego okresu listy Doroty, rozłączonej z ukochanymi braćmi i łaknącej rodzinnego ciepła, pełne są gorzkich refleksji nad brakiem uczucia ze strony dziadków oraz nad skąpstwem całej rodziny. Jej bracia zostali przez bogatych wujów wysłani do szkół z internatem, ale Dorota mogła tylko uczęszczać do miejscowych szkół dla dziewcząt. William po ukończeniu szkoły został wysłany do Cambridge, gdzie nie bardzo chciało mu się uczyć. Nie był zadowolony z panującej tam atmosfery i ledwo, ledwo udało mu się zdać końcowe egzaminy. O studiach dla kobiety w owym czasie mowy oczywiście być nie mogło, więc kiedy jej brat nudził się w Cambridge, łaknąca książek Dorota zdana jedynie na zasoby miejscowej wypożyczalni, zaczytywała się w utworach Fieldinga, Miltona i Horacego.

W roku 1788 jej wuj William Cookson ożenił się i zaprosił Dorotę, aby zamieszkała u niego i pomogła jego nowej żonie w prowadzeniu domu w Norfolk. Dorota przyjęła propozycję zmiany z entuzjazmem i chętnie podjęła się wszystkich prac. Wujostwo wkrótce miało już czwórkę dzieci i to dwudziestoletnia Dorota musiała się nimi zajmować, przewijając je, ucząc, prowadząc kuchnię i pielęgnując umęczoną licznymi porodami panią Cookson; często śpiąc u niej w łóżku, aby być pod ręką (co nie było wówczas niczym niezwykłym). Dorota narzekała, że nie ma czasu pisać listów, a mimo to jej korespondencja jest ogromna. Już wówczas niesłychanie barwne listy Doroty do ukochanych przyjaciółek i braci zdradzały jej wyraźny talent pisarski.

* * *

Intensywny związek między Williamem i Dorotą narodził się już w czasie jego podróży po Szwajcarii, z której pisywał do niej pełne uczucia listy. Wkrótce odwiedził ją w Norfolk, gdzie przebywał u wujostwa przez 6 tygodni, spędzając cały czas z Dorotą. Przeobrażenie, jakie przeszła wówczas Dorota, jest znaczące. Odpowiadając na list przyjaciółki wypytującej o jej adoratorów, odpisała: „Jestem pewna, że miłość nigdy nie połączy mnie z żadną inną istotą ludzką bardziej niż przyjaźń łączy mnie z (...) Williamem, moim pierwszym i najdroższym przyjacielem”. Wkrótce po wyjeździe Williama Dorota rozchorowała się ciężko, co, jak sugerują niektórzy biografowie, mogło mieć podłoże psychosomatyczne, związane z tłumieniem narastających w niej niezwykłych emocji. Dorota całe życie starała się być użyteczna dla innych, była tytanem pracy, a wychowanie, jakie otrzymała, wpoiło jej poczucie niższości wobec mężczyzn. Zarazem targał nią niepokój, spragniona była bliskości rozumiejącej ją osoby i na serdeczne uczucia Williama odpowiedziała nieomal histerycznym wybuchem miłości. Był dla niej ideałem wykształconego, oczytanego, znającego wielki świat mężczyzny. Przy nim Dorota zawsze postrzegała siebie jako niewykształconą kurę domową, przyjmując bezkrytycznie jego poglądy za swoje.

Po ukończeniu studiów William nie bardzo wiedział, co ze sobą począć. W 1791 roku wyjechał do Francji, gdzie zachłysnął się francuską rewolucją, stał się zwolennikiem liberalnych poglądów i nawiązał romans z Annette Vallon. Z tego związku narodziła się córka Anna Karolina. William, czując, że nie jest w stanie unieść na swych barkach nagłego ciężaru odpowiedzialności związanej z założeniem rodziny, przyrzekł Annetcie, że powróci, kiedy tylko będzie mógł, i czmychnął z Francji, zostawiając ją z dzieckiem i bez widoków na przyszłość. William zwierzył się ze swoich kłopotów Dorocie, która natychmiast rozgrzeszyła go w swoich listach, jak również nawiązała serdeczną korespondencję z jego kochanką. Nieoczekiwany niewielki spadek otrzymany w roku 1795 pozwolił Williamowi i Dorocie wprowadzić w życie dawno wymarzony plan – wspólne wynajęcie domku. W grudniu 1799 wprowadzili się do Dove Cottage. O sprowadzeniu Annetty do Anglii oczywiście nie było nawet mowy.

Już wcześniej rodzeństwo Wordsworthów nawiązało serdeczną przyjaźń z Coleridgem. Dorota pod wpływem brata zafascynowana jego osobowością, zaczęła wkrótce dzielić pomiędzy poetów swe sekretarsko-matczyne obowiązki, zwłaszcza, że państwo Coleridge zamieszkali w sąsiedztwie. W dużym stopniu odpowiedzialność za rozbicie małżeństwa Coleridge’a oraz za jego pogrążanie się w nałogowym zażywaniu opium przypisać należy wpływom Doroty i Williama, którzy, w pierwszym okresie ich znajomości ślepi na wady Coleridge’a, wszystko mu wybaczali, a nawet nastawiali go wrogo do żony, podśmiewając się z niej po cichu. Coleridge często odwiedzał ich, zostawał na noc, czasami gościł u nich kilka dni, a nawet chorował u nich pod czułą opieką obsługującej go Doroty, a także chodził z nimi na długie spacery, beztrosko zostawiając w domu żonę i dzieci. Choć wielbił Dorotę, to nie ona ostatecznie stała się romantyczną wybranką jego serca, ale siostra przyszłej żony Williama – co Dorota na pewno mocno przeżyła.

Małżeństwo ukochanego Williama także nie pozostało bez śladów na psychice Doroty. Była nie tylko zależna od jego nastroju i samopoczucia, ale także bardzo związana z nim w sposób fizyczny. Kiedy wyjeżdżał, całe dnie upływały jej na obsesyjnym czekaniu na jego listy, spała też w jego łóżku: „Poszłam spać około dwunastej – pisała w pamiętnikach. – Spałam w łóżku Wm’a i spałam bardzo źle, bo moje myśli były pełne Williama”. Kiedy wracał, całowali się na powitanie: „(...) jego usta i oddech były zimne, kiedy mnie pocałował. Spędziliśmy razem słodki wieczór”. Kiedy był w domu i nie mógł spać, ona też nie mogła usnąć – schodzili wtedy do saloniku i układali się na dywaniku przy kominku. O ich stosunku plotkowano, plotki powtarzał między innymi De Quincey. „Że Dorota była zakochana w Williamie nie ulega wątpliwości” – pisze Kathleen Jones w znakomitej pracy „A Passionate Sisterhood” (London 1997) – „Jego uczucia dla niej także były niezwykłe, ale, być może bardziej niż Dorota, zdawał sobie sprawę z rodzaju swego zaangażowania i niebezpieczeństwa sytuacji. Skierował swe romantyczne i seksualne uczucia na inne kobiety, zwłaszcza Annette Vallon i Mary Hutchinson”.

 To Mary Hutchinson, przyjaciółka Wordsworthów z dzieciństwa, została żoną Williama w roku 1802. Dla obu pań był to trudny moment i obie czuły się dość niezręcznie. Dorota przeżyła ślub ukochanego brata bardzo mocno, nie poszła na uroczystość do kościoła, tylko została w domu: „Zachowywałam się tak cicho jak mogłam, ale kiedy dwaj mężczyźni przybiegli ścieżką powiedzieć nam, że już po wszystkim, upadłam na łóżko i leżałam nieruchomo, nie słysząc ani nie widząc niczego”. Dopiero William, porzuciwszy świeżo poślubioną Mary na środku drogi, pobiegł do domu uspokoić histeryczny atak siostry.

Teraz Dorota i Mary musiały podzielić się opieką nad Williamem oraz zarządzaniem domem. Ukochany dom Doroty stawał się domem żony brata, niebawem zresztą (w roku 1808) powiększająca się rodzina musiała znaleźć sobie większe lokum i przenieść się do Allan Bank, również koło Grasmere. Mary była jednak istotą wielkiej cierpliwości i taktu, dzięki czemu udało się uniknąć konfliktów. Dorota porzuciła jednak na długo pisanie pamiętników, w których dotąd nie tylko dawała świadectwo swym uczuciom do Williama, ale także, a może przede wszystkim, pracowicie opisywała codzienne zajęcia w Dove Cottage, życie regionu, typy ludzkie, sąsiadów, żebraków i dzieci, a przede wszystkim, z niezwykłą wrażliwością, piękno krajobrazu zmieniającego się wraz z porami roku. Była wielbicielką jezior i gór, wraz z bratem albo samotnie odbywała długie wędrówki, często nocą, po niebezpiecznych szlakach, zachwycając się dzikością przyrody, światłem księżyca, kształtem chmur. Jej komentarze i opisy miały wielki wpływ na rozwój wrażliwości Williama i na jego sposób postrzegania przyrody, a także zwracały jego uwagę na zamieszkujących te tereny biedaków, żebraków, właścicieli upadających gospodarstw, później często bohaterów jego poezji.

Dorota nigdy nie była osobą o silnym zdrowiu. Czytając jej pamiętniki i listy oraz korespondencję innych bohaterów tej historii, łatwo można zauważyć, jak wielką rolę pełniło w ich życiu dobre samopoczucie. W czasach, gdy nie znano aspiryny i środków przeciwbólowych, nie wspominając o antybiotykach, każda choroba mogła stać się ostatnią, a śmiertelność wśród niemowląt oraz dzieci była bardzo wysoka. Dorota przez całą młodość cierpiała na ból zębów, na co jedynym lekarstwem było ich wyrywanie bez znieczulenia. W wieku lat trzydziestu nie miała już własnych zębów, które zastępowała drewnianą sztuczną szczęką. Opium było jedynym środkiem przeciwbólowym zapisywanym przez lekarzy zwłaszcza w formie laudanum (rozcieńczone alkoholem). Łatwo dostępne stało się przyczyną uzależnień wielu wierzących w jego zbawienne działanie. Coleridge, De Quincey, córka Williama i Mary Wordsworthów Dora, a także Dorota Wordsworth nigdy nie wyrwali się z nałogu. Opium przynosiło ulgę także w atakach histerii, bezsenności, depresji. Wspomniana wyżej Kathleen Jones pisze o kobietach, które nie znajdowały ujścia dla swych niespełnionych marzeń, nadziei i talentów, i dodaje: „Dorocie przynosiły ulgę długie, samotne spacery po górach, ale jej umysł ostatecznie poddał się pod presją emocjonalnego stresu jej całego życia, zniszczony opium oraz brakiem osobistego spełnienia, który pozostawił ją z uczuciem jałowości i bezużyteczności”.

 Dorota zaniemogła po raz pierwszy serio w roku 1831 i odtąd nigdy już nie odzyskała pełnego zdrowia. Lekarze przepisali w ataku choroby silniejszą dawkę opium i brandy, mimo że od dawna była już w szponach nałogu. Wstrząśnięci jej chorobą William i Mary opiekowali się nią niestrudzenie aż do jej śmierci. Dorota zmarła dopiero w 1855 roku. Niektórzy biografowie sugerowali, że cierpiała na Alzheimera, ale prawdopodobne wydaje się, że uzależnienie od narkotyku odgrywało istotną rolę w rozwoju jej choroby. Powoli dziecinniała i traciła świadomość tego, co się wokół niej dzieje, urządzała sceny, biła służbę, targała na sobie rzeczy. W coraz rzadszych momentach przytomności starła się pozostawić ślad swoich heroicznych zmagań z chorobą. Pisała wówczas wzruszające wiersze (w których przedstawiała siebie jako więźnia, opisywała też brak kontroli umysłu nad ciałem i stopniowe zaciemnianie się rozumu) i listy, wróciła również do pisania pamiętnika, będącego ostatnim świadectwem jej dramatycznej walki o zachowanie tożsamości. „Męczarnie... ponure fatum...” – te, ledwo czytelne słowa są wśród ostatnich zapisanych na kartach jej pamiętnika.

Ewa Hearfield 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas