poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
Redakcja
Otwarte szuflady

Wypada otworzyć i przewietrzyć szuflady, pomyśleć o nowych inspiracjach dla naszego pisania, ale i głęboko zastanowić się - bo przecież wzory widzimy wokół codziennie, często do znudzenia - nad sposobami autopromocji, narzędziami, które pomogą upowszechnić naszą twórczość.

Dlaczego taka zachęta? Bo co rusz spotykamy się, nawet wśród osób, które otarty się już o literaturę i poznały częściowo mechanizmy związane z publikacją tekstu, z ogromną niewiedzą, naiwnością. Dobrą wiarą?

Na czym to polega? Przede wszystko na jakiejś dziecięcej ufności związanej z tym, że redaktor pisma spoteczno-kulturalnego albo wydawca o niczym innym nie myślą, tylko czekają na waszą przesyłkę. I cokolwiek to będzie - nieczytelny, pokreślony rękopis, dyskietka, która ani rusz nie chce się otworzyć, wydruk zawierający siedemset najnowszych wierszy i poematów - rzuci się na dzieła, jak to mówi dzisiejsza młodzież - „jak szczerbaty na suchary". I dalejże pokonywać trudności, odcyfrowuje, ofiarnie drukuje z dyskietki lub płyty setki stron, czyta opasły maszynopis, od pierwszej do ostatniej kartki, zapomina o posiłkach, oddala dzieci, czyta do późna, spać się wcale nie kładzie. (A co wy zrobilibyście na miejscu tego biedaka - czytalibyście do granic wytrzymałości, czy - widząc na biurku stos podobnych propozycji, a nad sobą szefa, który przypomina, że po raz trzeci prosi już o zaległy projekt - skierowalibyście tę niekoniecznie oczekiwaną przesyłkę do kosza?).

A czy jego firma ma obywatelski obowiązek szybkiej i pozytywnej oceny czyichś tekstów, poniesienia wszelkich kosztów, zapewnienia wysokiego honorarium, spektakularnej promocji po ogłoszeniu dzieła?

Dzieło powinien poprzedzać zwięzły, czytelny pod każdym względem list powitalno-wprowadzający, w którym nie umieszczamy 25-stronicowego eseju programowego pt. „Co mi w duszy gra”, tylko kilka najistotniejszych szczegółów z naszej biografii, coś o własnej twórczości (że np. uczestniczyliśmy już w 15 prestiżowych konkursach krajowych i zagranicznych, i większość wygraliśmy), dołączone mogą być opinie o naszym pisarstwie pióra znanych noblistów i równie znanych wicenoblistów. Te rekomendacje przydadzą się albo nie; czasem wydawca nie lubi, gdy sądy o dziele są mu już z góry niejako narzucone. W liście umieszczamy także to, czego spodziewamy się po współpracy, a także - to szczególnie cenne - realne pomysły na współpromowanie dzieła, sygnał o możliwości zakupu części nakładu przez bogatego wujka ze Szwajcarii lub przedstawicielstwo producenta najlepszego napoju amerykańskiego w Polsce.

Samo dzieło - jeśli to np. wiersze - powinno składać się z czytelnego wydruku i spisu treści, wyraźnie oddzielonych tytułami utworów od siebie, aby czytający nie musiał domyślać się, czy wiersz o spadających w jesieni liściach jest zakończeniem płomiennego erotyku, w którym autor opowiada, co robiłby i ile razy z tamtą osobą. Jeśli pragniemy pokazać próbkę jakiejś obszernej całości, to rzeczywiście dołączamy próbkę – maksymalnie kilkanaście najlepszych wierszy albo ze 2 rozdziały prozy plus np. streszczenie pozostałych, i rozdział finałowy z tomu siódmego.

Następnie warto, jeśli ma się taką możliwość, osobiście kontrolować przebieg wypadków, tzn. złożyć osobiście rzecz w redakcji, poprosić grzecznie o telefon osoby, która może kiedyś zajmie się naszą sprawą, zapytać, ile trwa w danej instytucji proces recenzowania tekstów (2 tygodnie czy 3 miesiące?). Jeśli ów termin przybliży się, warto się znów przypomnieć.

Redaktor-lektor nie jest oczywiście potworem, kimś, kto w sposób bezduszny i ze wstrętem pochyli się, acz nie na pewno, nad naszym dziełem. Jest zwykłym człowiekiem, pracownikiem, któremu przełożeni powierzają odpowiedzialne zadania, a te należy wykonywać w odpowiedniej kolejności i czasie.

Może okazać się surowy, ale przyjazny, powie nam całą prawdę (czasem dość okrutnie pozbawiającą złudzeń), ale może i wskazać drogę, podsunąć lektury, pokazać perspektywy, usensownić nasze chaotyczne działania.

Rozumiemy się? No to powodzenia.


Tekst był publikowany w 1 numerze "Dekady Literackiej" z 2005 roku.




 

 
mateus27@wp.pl     2006-06-26 16:44:43
Szanowny zespole redakcyjny ! Z rozwaga przesledzilem wersy artykulu "Otwarte szuflady" i winienem Wam korne wyrazy wdziecznosci za kubel -c

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas