poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
Giełda talentów (13)
Dekada Literacka 2004, nr 2 (204)

■ W tym odcinku naszych rozważań wypada zastanowić się, z czym wejdziemy do Europy. My, początkujący, my, piszący wiersze, my, próbujący sił w literaturze. Czy będzie nam lepiej czy gorzej? Można wyobrazić sobie sytuacje następujące: oto występujemy w konkursie literackim, ale międzynarodowym. Zaproszeni zostajemy do uczestnictwa w Nocy Poetów, ale na rynku w Brukseli albo na jakimś londyńskim placu. Oto staramy się o stypendium artystyczne i otrzymujemy to stypendium ze Szwecji. Myślimy o wydaniu naszych wierszy, ale w wersjach - co najmniej - dwujęzycznych; i niekoniecznie w krajowych wydawnictwach. Zapisujemy się do rozmaitych „szkół pisania”, ale nie w Krakowie czy Warszawie, ale w Barcelonie i Wiedniu. Korespondujemy z innymi piszącymi, ale nie tylko z kolegami z Chrzanowa i Olecka, ale z Ołomuńca, Klagenfurtu, Leeds.

Czy to wszystko niemożliwe, nieprawdopodobne, zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe? Nie. Od dawna polscy poeci tłumaczą innych poetów i korespondują z nimi (do tego trzeba jednak interesować się literaturami bliższych i dalszych sąsiadów i w pewnym stopniu opanować języki obce). Od wielu lat pisarze, w tym także młodzi, jeżdżą na międzynarodowe meetingi, zjazdy, konferencje literackie. Od jakiegoś czasu coraz więcej polskich książek tłumaczy się na języki obce. Jak wspominaliśmy w poprzedniej „Giełdzie”, projekty „mieszane”, międzynarodowe, udaje się zrealizować również w naszej ojczyźnie.

Co zatem pomoże nam w nowej sytuacji? Zdecydowanie otwartość, ciekawość świata, polubienie różnorodności/odmienności. Przed chwilą przeczytaliśmy sporą porcję wierszy, w których patos i ogólniki zabiły wszelką poetyckość, postawa „patriotyczna” (obowiązkowe tematy katolicko-narodowo-martyrologiczne) nastawienie uniwersalne, powszechniki zastąpiły potrzebny liryce detal, sens poddał się rymom w rodzaju „razem/zarazem” albo „serce/w rozterce”.

Pomoże nam zdecydowana chęć do lektury tekstów innych osób - nie zajmujmy się tak bardzo sobą, nie przejmujmy porywami jedynie naszych dusz, nie podziwiajmy wyłącznie własnej artystycznej osobowości. Posłuchajmy z płyty, jak Czesław Miłosz czyta ballady Adama Mickiewicza (patrz: wydanie Wydawnictwa Literackiego). Umiejmy się wsłuchać, dajmy wypowiedzieć się innym...

Wydaje nam się, że wiersz wrocławianki, Justyny Paluch, „Prośba do mojej ulicy”, prócz dawki poetyckiej oryginalności przynosi wrażenie wspólnoty doświadczeń, owej uniwersalności tematu, z którą może nam być lepiej, rozumniej, zrozumiałej także we wspólnej, Europie poetyckiej:

Kogoś zabrała karetka,
pewno jedno z tych
zakorzenionych drzew.
Jeszcze chodnik mokry od deszczu,
a już młode pokolenie
czegoś tam szuka.
Święto dziś,
cisza na wszystkich balkonach
i po drugiej stronie ulicy,
gdzie topole pasą się stadem
od zawsze.
Dzisiaj nawet samochody
rzadziej tu goszczą.
Nie jest taka najgorsza
ta ulica Kręta, pokręcona,
z załamaniami kamienic.
Mam nadzieję,
że nie do poznania
nie zmieni się nigdy.


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas