poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
MAGDALENA UJMA
Tkanie jako bunt
Dekada Literacka 2004, nr 2 (204)



Zofia Kulik, „Od Syberii do Cyberii 1998-2004”, Galeria Zachęta, Warszawa, 10 lutego - 28 marca 2004; Bunkier Sztuki, Kraków, 2 kwietnia - 9 maja 2004,

„Archiwum gestów”, Starmach Gallery, Kraków, 1 - 30 kwietnia 2004,

„Szkice gestów” (rysunki), Galeria Potocka, Kraków, 31 marca - 8 maja 2004,
kurator: Bożena Czubak.



„Imię owej lidyjskiej dziewczyny jest jedną z form greckiego wyrazu oznaczającego „pająka”. (...) Arachne zasłynęła mistrzostwem w tkaniu i haftowaniu. (...) Mogłaby uważać się za prawą uczennicę Ateny, lecz wolała się pysznić, że nawet boginię pokona, jeśli ta zechce stanąć z nią w zawody. Zaiste, zjawiła się bogini pod postacią staruszki, łagodnie przywołując Arachne do skromności. Lecz dziewczyna obrzuciła staruszkę obelgami”.

Zygmunt Kubiak

Pajęczyca

Wiadomo, jak skończyła Arachne, która pod wpływem gniewu bogini sięgnęła po sznur, by popełnić samobójstwo. Jej los wypełnił się jednak w inny sposób, dziewczyna do końca nie miała na niego wpływu. Mimo, że współzawodnictwa z Ateną nie przegrała, bo przedstawiła dzieło nie gorsze od wykonanego boskimi rękami, to brak pokory skazał ją na wieczne snucie pajęczyn. Tak czy inaczej, tkanie było jej ostatecznym przeznaczeniem: w stanie ludzkim i zwierzęcym. W opowieści o Arachne natura i kultura stanowią dwie twarze tego samego, tkanie i życie są jednym wątkiem.

Gdy zastanawiam się nad wystawą Zofii Kulik, pokazywaną w Zachęcie, a potem w Bunkrze Sztuki, to przed oczyma staje mi Arachne. Artystka przędzie nić własnej opowieści, a opowieść ta nie ma początku ani końca. Jest projektem - być może - rozpiętym na całe życie. Ten projekt, „Od Syberii do Cyberii”, to najogólniej rzecz biorąc olbrzymia ściana zdjęć, dzisiaj licząca sobie około osiemnastu tysięcy pojedynczych, niewielkich fotografii. Pochodzą one z ekranu telewizyjnego i zostały zrobione w trakcie różnych programów. Artystka skrupulatnie notuje daty i tematy audycji. Serię tę zaczęła tworzyć w 1998 roku i trwa ona do dziś. Oglądanie telewizji, dostarczającej pożywki do sztuki, stało się dla niej zapewne tym samym, czym dla innych pisanie dziennika: koniecznością uporządkowania wydarzeń dnia, przymusem ustosunkowania się do siebie, ale też może i nałogiem. Ten typ pracy wymaga przecież jeśli nie codziennego, to w każdym razie systematycznego siadania przed telewizorem.

Początkowo - jak pisał Piotr Piotrowski (1) - starała się dobierać programy, kontrolować to, co wchłaniały jej oczy, z czasem jednak kontrolę tę straciła, być może wraz z przekonaniem, że można zapanować nad chaotycznym strumieniem obrazów wylewającym się z telewizora. Obrazy w cyklu „Od Syberii...” pokazują więc sceny przemocy, polityków i władców, teraźniejszych i historycznych, nowoczesną broń, ale także wydarzenia artystyczne czy też życie w egzotycznych kulturach - i wiele innych rzeczy.

Dobór zdjęć miał więc odpowiadać idei cyklu. Według znanych interpretacji (2), Syberia i Cyberia to dwa bieguny, między którymi oscyluje polskość, Wschód i Zachód, w czasie i w przestrzeni. Syberia miałaby być odniesieniem do polskiej historii, tej części, która wiąże się z Azją, z odkryciem bezkresu przyrody i kultury wiążącej się wschodnim chrześcijaństwem, ale też z miejscem zsyłek, katorżniczej pracy, srogiej kary za wierność systemowi wartości, w którym na poczesnym miejscu stała niepodległość państwa. Cyberia z kolei to odniesienie do Zachodu i jego zaawansowanej technologicznie kultury, przynoszącej oprócz szybkiej i łatwej komunikacji także nadmiar obrazów. Praca „Od Syberii do Cyberii” rozpięta jest zatem między minionym reżimem, gdzie władza, czyli „oni”, przybyła ze Wschodu, a ustrojem nowym, importem z Zachodu, w którym poddawani jesteśmy nieustannemu „młotkowaniu” przez kulturę konsumpcyjną.

Próba zaprowadzenia porządku pośród obrazów ze szklanego okienka okazuje się nieporozumieniem. „Od Syberii do Cyberii” jest gigantycznym, a tak naprawdę niemożliwym do wykonania streszczeniem potoku gadulstwa lejącego się z ekranu. Traktując tak samo wszystkie obrazy, bez względu na ich treść, Kulik pokazuje, jak w kulturze masowej informacje stają się swoim zaprzeczeniem. W cyklu tym zresztą najważniejsze nie jest pozbawianie informacji ich zawartości, ale raczej kontrast pomiędzy ważnością informacji, a potraktowaniem jej jako materiału surowego, jako budulca do czegoś nowego - wielowątkowej, olbrzymiej tkaniny, której nie jesteśmy w stanie ogarnąć wzrokiem, a więc zapanować nad nią, i która nas przerasta. „Od Syberii...” pokazuje, że poznanie przez media jest poznaniem cząstkowym, zawsze tylko jakiś fragment zostaje rozpoznany i zinterpretowany.

Mojry

Arachne, zanim zostanie skazana na rozpinanie pajęczych sieci, tka obrazy. Tkaniny tworzą także Penelopa i Filomela. Jak pisze Kazimiera Szczuka (3), te dwie postacie są znakami milczenia kobiet w kulturze, ale też pokazują, że kultura może czasami, w odpowiednich okolicznościach, uratować im życie.

Oddając się ciężkiej, żmudnej, podejmowanej codziennie pracy, kobiety potrafią osiągnąć niezwykłą władzę nad życiem ludzi. Greckie Mojry były budzącymi grozę paniami życia i śmierci. A władzę sprawowały poprzez przędzenie. Teoria twórczości kobiet spod znaku Prządki nawiązuje do zagubionej w „męskocentrycznej” kulturze - twórczej mocy kobiet. Gdy się myśli o cyklu „Od Syberii do Cyberii”, to można wyobrazić sobie autorkę, która ślęcząc nad tysiącami małych obrazków, „zszywa” z nich wielki dywan, patchwork, który w pewnym sensie jest także mapą świata. Cierpliwie składa jedno małe zdjęcie do drugiego, a potem je ponownie naświetla, bez pewności co do ostatecznego efektu pracy. Postępuje tak według wynalezionej w jeszcze w XIX wieku metody. Nowoczesny efekt wizualny nie daje świadomości tego, jak wiele ręcznej, drobiazgowej pracy zostało włożonej w jego osiągnięcie. Na taką działalność mamy dość pogardliwe określenia typu: „łatanie”, „klecenie”, „sztukowanie”. Sugerują one jednak coś, co się sprawdza w odniesieniu do tego cyklu: niemożliwość osiągnięcia całości, tymczasowość i prowizoryczność rekonstrukcji, z góry skazanej na niepowodzenie.

Inne prace Zofii Kulik pokazywane w tym samym czasie w Krakowie (4), należą do cyklu „Archiwum gestów”. Już sama nazwa sugeruje tutaj zbieranie i magazynowanie. Tytułowe gesty są pozami, w jakie układane jest ciało (są tutaj fotografie i ołówkowe schematy, według których ma pozować nagi model). Kontekst nagości, najczęściej męskiej, jest zdecydowanie, jak podkreślają autorki tekstów w katalogu, aseksualny (5). W pracy tej niewątpliwie ważne jest sporządzenie utopijnego inwentarza póz, w jakie „przystrajały” się różne ideologie i języki sztuki. Oczywiście, celem było także stworzenie zasobnika materiałów wykorzystywanych przez Kulik do innych jej prac, powstających po podjęciu przez nią samodzielnej pracy artystycznej w 1987 roku (6). Oprócz przeprowadzenia dowodu, niezbyt przecież odkrywczego, że te same pozy powtarzały się w odległych od siebie systemach, ważny pozostaje tutaj przede wszystkim zamiar stworzenia ponadkulturowego, ahistorycznego, bazującego na doświadczeniach awangardy, słownika wszystkich możliwych póz i gestów. Pierwsza awangarda, zwłaszcza w wydaniu rosyjskim, ale też i Bauhaus, prowadziła przecież systematyczne badania nad formalnymi elementami dzieł sztuki, ich oddziaływaniem na odbiorcę. Retoryka pozy, pustej w środku, choć odwołującej się do arcydzieł kultury, to także refleksja nad pustą formą, znakiem wyzbytym znaczenia, tym, co zostaje po ideologii i co w naszej epoce jest zapełniane tymczasową, migotliwą i nietrwałą tożsamością. Także i refleksja „genderowa”, z którą polemizują autorki artykułów, jest jak najbardziej na miejscu. To kobieta-autorka jest tą, która patrzy. Jest ona dyspozytorką spojrzenia, to jej wzrokowi poddaje się naga (we wcieleniu zdecydowanie nieheroicznym) postać męska. To artystka jest „władczynią” jego ciała - w tym sensie, że ona decyduje o tym, jakie pozy to męskie ciało przybierze.

Lady z Shalott

Od czasów kiedy pani z Shalott - z poematu Tennysona - zatrzymana czarami na wyspie, wyczekiwała ukochanego, skracając sobie czas tkaniem tego, co widziała w zwierciadlanym odbiciu, niewiele się zmieniło. Bohaterka poematu widzi świat w lustrze, a Zofia Kulik za pośrednictwem telewizora (6).

Z bogami się nie wygrywa, choćby były to tylko bóstwa społeczeństwa spektaklu. W sytuacji bez wyjścia (bo co jest rzeczywistością?), zachowanie chłodnego, niezależnego spojrzenia daje maksimum tego, co można osiągnąć.

Magdalena Ujma

(1) Piotr Piotrowski, „Między Syberią a Cyberią. O sztuce Zofii Kulik i muzeach”, [w:] „Zofia Kulik. Od Syberii do Cyberii”, katalog wystawy, Muzeum Narodowe, Poznań 1999, s. 25.

 (2) M.in. Piotrowski, ibidem, ss. 7-10.

(3) Kazimiera Szczuka, „Prządki, tkaczki, pająki. Uwagi o twórczości kobiet” [w:] „Kopciuszek, Frankenstein i inne”, Kraków 2001, s. 27-44.

  (4) Wystawy zdjęć z „Archiwum gestów” w Galerii Starmach, kwiecień 2004 i rysunków „Szkice gestów” Galerii Potocka, kwiecień-maj 2004.

(5) Bożena Czubak, „Archiwum gestów” [w:] „Zofia Kulik. Archiwum gestów”, katalog wystawy, Galeria Starmach, Kraków, 2004, ss. 11-15; Maria Anna Potocka, „Ideologia ipostideologia”, [w:] ibidem, s. 27.

(6) Wcześniej tworzyła performerski duet z Przemysławem Kwiekiem, KwieKulik.

 (7) To zapośredniczone poznawanie świata - przez kulturę - można odnieść w ogóle do sposobu poznawania świata przez kobiety w okresie przed ich emancypacją. Oczywiście, doświadczenie to można uogólnić i wtedy okazuje się być ono zwykłą cechą ludzkiego poznania.

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas