poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ŁUKASZ MACIEJEWSKI
Ja was rozwolnię!
Dekada Literacka 2004, nr 2 (204)

„Ubu król”, Polska 2003, Reżyseria: Piotr Szulkin,
Scenariusz: Piotr Szulkin,
Obsada: Katarzyna Figura, Jan Peszek, Maria Ciunelis, Krzysztof Kowalewski, Zofia Saretok, Olgierd Łukasiewicz, Maria Peszek, Maria Pakulnis, Wojciech Siemion,
Zdjęcia: Dariusz Kuc,
Scenograf: Krzysztof Benedek, Agnieszka Zawadowska,
 Kostiumy: Magdalena Biedrzycka,
95', dystrybutor Spinka



Ubu (Jan Peszek) - zwyrodniały Makbet - wychodzi z tłumu. Za nim podąża Ubica (Katarzyna Figura), wołając: „Otruj króla, weź koronę”. Ubu nie zastanawia się ani przez moment. On nie zastanawia się nigdy.

W „Ubu królu” Piotra Szulkina Polska to Folska, a Folska to cały świat. „Theatrum mundi” w ponurym i krzywym zwierciadle. Ciągle i wszędzie to samo: w rozmaitych wydaniach, w różnych (erotyczno-osobowych) konstelacjach żądza władzy sąsiaduje z żądzą spełnień- niechby nawet pokracznych - ale jednak spełnień. Obłędny korowód, który wygrywa Szulkin, pokazuje te zależności w sposób przerysowany - w formie, treść jest zawsze podobna.

Ponad sto lat temu (1888) francuski gimnazjalista, Alfred Jarry napisał - dla żartu, dla zabawy – „Ubu króla”. Postać Ubu - w przeciwieństwie do całej późniejszej spuścizny Jarry'ego - przetrwała. Jarry z dezynwolturą, na którą stać tylko piętnastolatka, modelował swojego Ubu na wzór szekspirowskiego Ryszarda III, Makbeta, Don Kichota - wykazując, że bezwzględna władza, władza której siłą jest głupota i przebiegłość, jest niezależna od epok. W „Ubu Rex” - operze Krzysztofa Pendereckiego, literacka groteska został przełożona na język muzyki. Aluzje do Haendla, Wagnera, Weilla sąsiadowały z nawiązaniami do wczesnej twórczości samego Pendereckiego, a tzw. „ładne brzemienia”: As-dur, C-dur wkomponowane zostały w pasma szumów, w klastery. Z „Ubu” jest także, czego nikt chyba dotąd nie zauważył, Silny -główny bohater „Wojny polsko-ruskiej” Doroty Masłowskiej - zauważając leżący piasek, „żeby nie było marnacji”, przesypuje go do torebek, ponieważ „trzeba go w całości zebrać jak najprędzej, gdyż jeśli on nie trafi w nasze ręce, to koniec.” Ubu jest wieczny, Ubu trwa.

Szulkin wyzyskał przede wszystkim teatralno-kabaretową umowność literackiego oryginału, w ramach której zadawalający się piwem i „grównem” motłoch łatwo daje się prowadzić przez parę głównych protagonistów. Wszyscy są jednakowo winni, tworzą jeden koegzystujący ze sobą organizm. Oni i my. Ubu-Peszek w swojej mowie tronowej woła: „Przyjaciele! Mój biedny ludu! Ujarzmiono was, niewolono. Ale ja was rozwolnię. Mój naród wyjdzie na swoje rozwolnienie! Bo ja, wasz Ubu, od was wyszedłem, z wami, przez was, dla was!” Kiedy zaś w finałowej scenie filmu z utraconej na zawsze Folski Ubu z Ubicą trafiają do centrum Warszawy (którą zresztą mylą z Paryżem), ten król bez korony na skrzyżowaniu Alej i Marszałkowskiej śpiewa: „A kiedy władze już weźmiemy, / Nie bój się, to przecież my! / My jesteśmy twym obrazem, / Tak naprawdę my, to Ty!” Wszyscy jesteśmy winni. Źródłem łatwego, zbyt łatwego sukcesu Ubu jest niemoc tych, którzy tylko biernie się przyglądają. A idąc dalej – przyglądają się, bo być może mają, jeszcze głęboko schowane, podobne tęsknoty. Oni to my?

Przy całej powadze tematu, film Szulkina jest jednak komedią. Komedią bez pretensji do rechotu, smutną komedią - a takie lubię najbardziej. Groteskowe lustro filmu Szulkina rubasznie wykrzywia rzeczywistość oswojoną nie tylko z polskiej perspektywy, wykrzywia -ale zarazem ją wyostrza. Osobliwa forma filmu: świat całkowicie wykreowany, sztuczny, który intelektualnym leniuchom na festiwalu w Gdyni skojarzył automatycznie z Kabaretem Olgi Lipińskiej, służy - poprzez wzięcie całej historii w nawias - do uwypuklenia tych naddatków treści (bierność wobec dyktatu głupoty, nieposkromione apetyty rządców, lokalne interesy - interesy prywatne), które w realistycznym opowiadaniu zniknęłyby w natłoku atrakcji. Kumulacja absurdu nie niweczy bowiem dojmującego w filmie nastroju grozy.

Są wreszcie znakomici odtwórcy głównych ról: Katarzyna Figura jako Merę Ubu stworzyła kolejną silną kreację w tym sezonie - jest przerysowana i szkaradna. Dojmująca, kiedy fizycznie zaszczepia w Ubu żądzę władzy, żądzę krwi; żałosna, kiedy wysadza Merdenpota (Wojciech Siemion) z wozu prowadzącego do „słodkiej Francji”, bo teraz znowu może sobie na to pozwolić: znowu jest „przy władzy”, znowu „przy korycie”. Jan Peszek - to nowy Ubu, Ubu jakiego nie znaliśmy dotąd z żadnej z wielu teatralnych adaptacji, z przyklejonym do twarzy nieustającym zadziwieniem obserwuje absurdalny świat, obojętny na ciosy, impregnowany na ból, przenikliwy, ale przenikliwością nie mającą nic wspólnego z inteligencją, raczej z przenikliwością cynicznych graczy, którzy są zbyt głupi, żeby zrozumieć niebezpieczeństwo takiej gry.

Autorską ideą Gombrowiczowskiej „Operetki” było pokazanie świata jako monstrualnej operetki, szmirowatej, tandetnej, niedbale ucharakteryzowanej. Kraków, ostatni dzień listopada: po andrzejkowych szaleństwach wracam do domu. Na wszystkich wystawach już od dawna święta, jeszcze co prawda brakuje świętego Mikołaja, ale za chwilę nadejdzie w wydaniu zwielokrotnionym, na Floriańskiej pijani imprezowicze opowiadają z detalami co (i z kim) robili kilka godzin wcześniej, facet w grubej, wełnianej czapie (jest bardzo ciepło) pyta mnie: 'skarpety, czekolada, polecam'. W telewizji nocna retransmisja obrad komisji śledczej... Operetka. Ubulandia. ONI TO MY.

Łukasz Maciejewski

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas