poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
Z TADEUSZEM LUBELSKIM rozmawia Łukasz Maciejewski
Razem? Osobno?
Dekada Literacka 2004, nr 2 (204)

*Polska kinematografia wchodzi do Unii Europejskiej bardziej symbolicznie niż faktycznie, bo jeszcze przed akcesją nasi filmowcy uczestniczyli we wszystkich ważniejszych filmowych strukturach Zjednoczonej Europy (Europejska Akademia Filmowa, Eurimages, Media Plus, Europa Cinemas, Europejski Klub Producentów), niemniej wkraczamy do Europy wstydliwie i niepewnie -jako kinematografia niemal zupełnie przestaliśmy się liczyć na świecie. Polskim kinem nie są już zainteresowani nawet tradycyjnie nam przychylni Francuzi.

To prawda, polskie kino od lat jest we Francji nieobecne, od czasów Krzysztofa Kieślowskiego nic Francuzów w naszym filmie nie zainteresowało. Kariera Kieślowskiego była fenomenem - rodzajem zbiorowego zauroczenia olbrzymiej kinofilskiej publiczności, krytyki, środowiska filmowego. Oczywiście, „casus” Kieślowskiego był jedyny w swoim rodzaju, trudny do powtórzenia, ale też nie jest łatwo zrozumieć sytuację, że od pięciu lat, poza „Panem Tadeuszem” Andrzeja Wajdy, żaden polski tytuł nie doczekał się normalnej dystrybucji kinowej we Francji. Owszem, polskie filmy pojawiają się w uzupełniających festiwalowych sekcjach, telewizyjnych cyklach, ale to raczej powtórki z klasyki, nie nowości.

*Klasyka - czyli Wajda, Has, Kieślowski?

Wajda ciągle jest pamiętany. Na kinofilskich pokazach w kinach studyjnych można zobaczyć nasze filmy kultowe, choćby „Rękopis znaleziony w Saragossie” Hasa. Warto pamiętać, że we Francji obowiązuje inny układ naszych filmów kultowych: „Rejs” czy filmy Barei są nieznane, za to swoich stałych miłośników mają niezmiennie „Matka Joanna od Aniołów” Kawalerowicza czy „Pasażerka” Munka.

*Co z polskim dokumentem?

Z dokumentem jest trochę lepiej. Za klasyka dokumentu uznawany jest Marcel Łoziński -jego każdy nowy film wzbudza żywe emocje, dyskusje. Pamiętam, że bardzo wysoko został oceniony piękny dokument Jacka Bławuta „Nienormalni”, który był pokazywany pod tytułem „L'orchestre” – „Orkiestra”, przed kilkoma laty. Grand Prix prestiżowego festiwalu „Cinema du Réel” w Paryżu otrzymała „Syberyjska lekcja” Wojciecha Staronia.

*Jako kinematografia nie istniejemy nie tylko we Francji, ale także w innych częściach Europy czy świata. Pojedyncze sukcesy polskich filmowców - choćby popularność filmów Jerzego Stuhra we Włoszech - są wyjątkami potwierdzającymi smutną regułę.

A przecież wydawałoby się, że nie jest tak źle: w ostatnich latach było co najmniej kilka filmów, które mogły zainteresować międzynarodową widownię - od wspomnianych przez pana filmów Stuhra – „Historii miłosnych”, „Dużego zwierzęcia”, poprzez „Dług” Krauzego, „Cześć, Tereska” Glińskiego, po najnowsze filmy – „Zmruż oczy” Jakimowskiego i „Edi” Trzaskalskiego.

*Może to Polska przestała być modna, trendy?

Nie ma już mody na Polskę, ale to nie załatwia całego problemu. Autorzy filmów, o których mówiłem, mają wprawdzie ambicje pokazywania kryzysu duchowości, ale słabością tych filmów jest brak konfrontacji tej diagnozy z jakimś systemem odniesienia, z weryfikującym ten kryzys systemem wartości.

*Ten system powinien być uniwersalny, zrozumiały pod każdą szerokością geograficzną.

Kiedy przyjrzymy się uważniej największym przebojom kina europejskiego ostatnich lat –„Amelii”, „Good Bye Lenin!,” filmom Almodoóvara - zobaczymy, że te wszystkie filmy łączy bohater, który nie jest szary, nijaki; może być człowiekiem przeciętnym - ale musi intrygować, mieć własny cel i ambicje. W polskim kinie bardzo takich bohaterów brakuje.

*Kiedy przypominam sobie cudowne czeskie kino z połowy lat sześćdziesiątych, widzę nawet brzydki świat, ale zamieszkały przez bohaterów portretowanych z sympatią, tkliwością. W Polsce, jeżeli nawet pojawiał się humor, to najczęściej była to ostra satyra, proste podziały na dobrych i złych ludzi.

Mieszkając w Paryżu, byłem świadkiem trudnej do wyobrażenia klęski „Przesłuchania” Ryszarda Bugajskiego. Ten film wszedł do rozpowszechniania bezpośrednio po niewątpliwym sukcesie, jakim była nagroda aktorska na festiwalu w Cannes dla Krystyny Jandy, poza tym Janda była (jest) aktorką ciągle we Francji pamiętaną, przede wszystkim z „Człowieka z marmuru” Wajdy. A jednak „Przesłuchanie” zostało wręcz zmiażdżone przez krytykę i zignorowane przez publiczność - głównie ze względu na swoją tendencyjną apodyktyczność, czarno-biały rozkład racji, nie do przyjęcia dla Francuzów. Jeżeli kieruje się film do międzynarodowej widowni, trzeba pamiętać, że ma ona różne opinie i różne przekonania.

*Sukces niemieckiego filmu „Good bye, Lenin!” Wolfganga Beckera, czy fińskiego obrazu „Człowiek bez przeszłości” Aki Kaurismakiego wynikał także z wystrzegania się tak jednoznacznych podziałów.

Znamienny jest przykład filmu „Good bye, Lenin!”, który w ubiegłym roku podbił Europę. Z jednej strony jest to film bardzo niemiecki, lokalny, ale zarazem wszędzie zrozumiały, o uniwersalnym wydźwięku, co zaś najważniejsze, nie było w tym filmie zacietrzewienia, dawne NRD zostało pokazane bez szyderstwa, normalnie, trochę bajkowo - ale jednak obiektywnie.

*Jeżeli dzisiaj na świecie wspomina się jeszcze o polskich reżyserach, albo aktorach, to raczej przez pryzmat ich działalności operowej i teatralnej, a nie - filmowej. Pisze się o Lupie, Warlikowskim w teatrze, o Trelińskim w operze. Siła rażenia polskiego kina bardzo zmalała.

To rzeczywiście zastanawiające... Podczas gdy polski teatr kwitnie, nasze kino nie jest wystarczająco oryginalne, dostatecznie ciekawe, żeby zaistnieć na świecie. To, co wydaje się zupełnie nas satysfakcjonować - kilka udanych filmów na festiwalu w Gdyni, nowi, interesujący autorzy, o których dotąd nie słyszeliśmy, nie wystarczy, żeby przebić się dalej.

*Siła ambitnego kina francuskiego, które w sposób mistrzowski dociera do prawd egzystencjalnych poprzez filtr kulturowy, polega także na tradycyjnym, silnym mecenacie państwowym.

Proces kształcenia młodych filmowców we Francji obejmuje także umiejętność zdobywania pieniędzy. We Francji jest co najmniej kilkadziesiąt instytucji narodowych dysponujących funduszami umożliwiającymi kooperację w realizacji konkretnego projektu filmowego. Ta zdolność zdobywania pieniędzy jest zaś pochodną rzeczywistego, niesłabnącego zainteresowania publiczności.

*We Francji kultywuje się przede wszystkim rodzimą twórczość, to, co dobre, musi być francuskie, nie tylko wina, ale nawet komputer nazywa się z francuska: „ordinateur”.

Istotnie, francuska kultura filmowa jest nastawiona przede wszystkim na własną twórczość, własne kino. Francuzi mają swoich ulubionych aktorów, problematykę, swoje klisze językowe. Widzowie od dziesięcioleci chodzą do kina na filmy krajowe, także te ambitne. Popularne kino amerykańskie, które stanowi siedemdziesiąt pięć procent naszego repertuaru, często w ogóle nie jest tam rozpowszechniane, trafia od razu na rynek wideo, DVD. Francuzi wolą własne kino komercyjne.

*Jak wygląda popularne kino francuskie?

Jest nastawione na żywy kontakt z publicznością, to przede wszystkim komedie, filmy gatunkowe - w których występują lubiani, rodzimi aktorzy. Ludzie chcą to oglądać.

*Komedie francuskie trafiające do naszych kin są, w przeciwieństwie do filmów psychologicznych i obyczajowych, bardzo słabe.

Bo są to rzeczy adresowane raczej do widza francuskiego, który potrafi wyłapać niuanse językowe, grę skojarzeń. Różnie zresztą bywa z tymi ulubieńcami francuskiej publiczności: „enfant terrible” francuskiego kina, Luc Besson, zamerykanizował się w dosyć przykry sposób, podobnie swoją dawną oryginalność straciły kręcone po angielsku filmy Jean-Jacquesa Annauda, ale największe sukcesy kina francuskiego ostatnich lat – „Amelia” Jean-Pierre Jeuneta, „Smak życia” Cedrica Klapischa, „Gusta i guściki” Agnès Jaoui czy „Wyśnione życie aniołów” Ericka Zonki są przykładami filmów, w których sukces prestiżowy spotkał się z ogromnym sukcesem komercyjnym.

*Anglik, Wally Olins, specjalista marketingu narodowego, który ma tworzyć nową markę Polski w Unii Europejskiej, twierdzi, że w procesie tworzenia nowego, atrakcyjnego wizerunku Hiszpanii miały udział (na podobnych prawach) zarówno sukcesy gospodarcze, jak i filmy Almodovara.

Popularność narodowego kina jest wielkim atutem. Myślę, że wejście Polski do Unii Europejskiej ożywi nasze kino. Sam fakt, że jesteśmy w Europie nie tylko w sensie geograficznym, ale także praktycznym, zwiększy zainteresowanie naszym krajem, pojawią się nowe szansę. Mam nadzieję, że nasi filmowcy w większym stopniu będą myśleć o odbiorcy europejskim, nie tylko rodzimym, albo o jury festiwalu w Gdyni. Jestem dobrej myśli.

Rozmawiał Łukasz Maciejewski

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas