poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
MARIA KOLENDA
Jest dobrze i nie będzie lepiej
Dekada Literacka 2004, nr 2 (204)

Marcel Reich-Ranicki przez jednych znienawidzony, przez innych uwielbiany, bezkompromisowy i bardzo wpływowy krytyk niemiecki w niedawno wydanej książce „Najpierw żyć, potem się bawić. (O literaturze polskiej)” przypomina zdarzenie z lat siedemdziesiątych:

„Niedawno zostałem poproszony przez uniwersytet bundesrepublikański o wygłoszenie referatu na temat literatury polskiej. Dwaj uprzejmi panowie, którzy powitali mnie na dworcu, natychmiast podkreślili, że studenci i profesorowie tego miasta interesują się ogromnie literaturą polską. Nieco później wspomniano, że niestety nie można oczekiwać przepełnionych sal. Ale nic to - słuchacze, choć nieliczni, to ci, którzy tę literaturę znakomicie znają i podziwiają. Jednocześnie poproszono mnie, żeby nazwiska pisarzy, o których będę wspominać jednak wyraźnie napisać na tablicy...”

Od tego wykładu minęło ponad trzydzieści lat. Zmieniło się wiele.

Przede wszystkim wzrosła liczba tłumaczeń. W Niemczech Wschodnich przez dziesięciolecia tłumaczył i upowszechniał literaturę polska Henryk Bereska. W dorobku tego znakomitego tłumacza i poety znajduje się ponad 100 dzieł literackich - poczynając od Kochanowskiego, kończąc na literaturze współczesnej.

Karl Dedecius, dyrektor Instytutu Polskiego w Darmstadzie, jest inicjatorem i wydawca serii „Polnische Bibliothek”, w której ukazało się od roku 1982 ponad 50 tomów przekładów - literatura polska, przejrzyście skomponowana (epoki literackie, opowiadania, poezja, kultura i społeczeństwo), w eleganckiej szacie graficznej wydawnictwa Suhrkamp.

W statystyce tłumaczeń nie wygląda to też źle. W liczbie ogólnych tłumaczeń dominują naturalnie przekłady z angielskiego - prawie 70%, na drugim miejscu od lat utrzymuje się literatura francuska, ale już tylko 8,5%. Następne miejsca zajmuje literatura niederlandzka 4,8%, literatura włoska 4%, w ostatnim czasie wzrosła liczba tłumaczeń ze szwedzkiego - zasługa popularnych tutaj pisarzy kryminalnych - 3%. Zainteresowanie literaturą rosyjską, po wielkim boomie lat dziewięćdziesiątych, spada z roku na rok, obecnie tylko 1,7%. Tłumaczenia z polskiego, w roku 2002 na jedenastym miejscu, 1,1% (wydania pierwsze, bez wznowień). A wiec jesteśmy w dobrej „prawie dziesiątce”.

Na ostatnich targach w Lipsku odwiedziłam wydawnictwa, które mają w ofercie literaturę polską. Lektorki z wydawnictwa „Diogenes”, „Aufbau” i inne potwierdziły zgodnie, że nakłady polskich książek są niskie, książki wydane wcześniej nie znajdują już wielu nabywców. Najlepiej sprzedają się tytuły i nazwiska nowe, ale tylko te, które przez krytykę zostały już dostrzeżone i wielokrotnie omówione. Na przykład Stasiuk. Jego książki ukazują się w wydawnictwie Suhrkamp („Dukla” w nakładzie 9 tysięcy, „Opowieści galicyjskie” - 4 tysiące). Powieść Doroty Masłowskiej rzucono na rynek w wydawnictwie Kiepenheuer und Witsch w nakładzie 10 tysięcy. Książce towarzyszyły liczne recenzje: począwszy od entuzjastycznych, które odkryły w niej głos młodego pokolenia, a skończywszy na krótkich stwierdzeniach: u nas to już dawno było, nic nowego. Co do jednego wszyscy krytycy byli zgodni: tłumaczenie Olafa Kühla jest znakomite.

Dla przykładu, banalny kryminał pewnego szwedzkiego autora (nazwisko zmilczę) ukazał się w nakładzie 60 tysięcy i w ciągu miesiąca został sprzedany.

Na stoisku polskim w Lipsku panowała atmosfera powściągliwego optymizmu i zadowolenia. Dla niemieckich wydawnictw przygotowano katalog z nowościami wydawniczymi i szczególnie polecanymi pozycjami. Przyjechał Stasiuk, Głowacki i Kuczok. Pisarze ci spotkali się z czytelnikami w ramach programu: „Kleine Sprachen, grosse Literaturen” (Małe języki, wielkie literatury). Inne kraje, które brały udział w tym cyklu wieczorów autorskich, to Grecja, Litwa, Węgry, Słowacja, Finlandia.

Pani Joanna z Willi Decjusza podkreśliła, że istnieją środki finansowe na popularyzowanie literatury polskiej za granicą - niedawno powstał program „Copyright Poland”, który przejmuje koszty tłumaczeń i licencji dla zainteresowanych wydawców obcojęzycznych. Wydawnictwa niemieckie korzystają z niego.

A więc książki są, trzeba je tylko czytać. Przeciętny czytelnik niemiecki na pytanie o polską literaturę milknie, zastanawia się i mówi: „Ach ja, natürlich, der grosse Stanisław Lem!” Potem ktoś inny przypomina sobie noblistów, ale te nazwiska... jakoś trudne do zapamiętania ...z szczsz...

Książka polska z trudem znajduje w Niemczech czytelników. Dlaczego? Z winy wydawców i tłumaczy? Chyba nie. Krytyka też przychylna. Marcel Reich-Ranicki twierdzi, że recenzje z polskich książek są najczęściej przyjazne i bardzo wyrozumiałe, czasem nawet przesadnie pobłażliwe, z jakąś fałszywą mieszanką niemieckiego poczucia winy wobec Polski połączonego z litościwym spojrzeniem z góry, tak jak się pisze o autorach z egzotycznych krajów Afryki albo Azji. Jego zdaniem polską literaturę trzeba traktować poważnie, gdyż jest dobra. Można ją krytykować bez taryfy ulgowej, obiektywnie, a więc tak, jak on to głośno czyni, twierdząc, że współczesna literatura polska nie znajduje w Niemczech czytelników, ponieważ jest zupełnie niezrozumiała. Jest hermetyczna, obciążona petetyzmem i symboliką narodowo-historyczną. Każde zdanie wymaga odnośnika. Do tego nie mówi nic istotnego o życiu w dzisiejszej Polsce, gloryfikuje życie wiejskie, używając przy tym staromodnego języka. Jednym słowem jest nijaka i nudna. Jest też kilka wyjątków. Do nich należy Andrzej Szczypiorski i Hanna Krall.

Reich-Ranicki nie ma mocy przesadzenia według swego gustu o odbiorze całej polskiej literatury, ale faktycznie on jeden może zadecydować o sukcesie albo klęsce pojedynczych autorów. Dzięki jego przychylnym recenzjom błyskotliwy sukces osiągnął Szczypiorski. „Die schöne Frau Seidenman” została ostatnio włączona do biblioteki 50. wielkich powieści XX wieku, serii zainicjowanej przez redakcje „Süddeutsche Zeitung”. Inni autorzy tej serii: Proust, Kafka, Wilde, Joyce... Niezbadane są wyroki krytyki literackiej.

O popularności książek decyduje nie tylko ich literacka jakość, ale częściej czynniki, których nie sposób przewidzieć. Na przykład mody literackie, które mimo że kapryśne, funkcjonują według prostych mechanizmów: w odpowiednim czasie ukazuje się odpowiednia książka, która trafia na odpowiednie zainteresowanie krytyki albo zamiłowanie czytelników. Książka ląduje na mieszka liście bestselerów, jest czytana albo darowana w prezencie.

Czytelnik niemiecki czeka na takie właśnie tłumaczenie z literatury polskiej. Książkę, która trafi w nerw czasu, będzie językowo nowatorska a jednocześnie rozrywkowa, poetycka, ale mocno osadzona w rzeczywistości. Uniwersalna i historyczna. Coś między powieścią obyczajową, kryminałem, teraz bardzo popularnym, i dziełem metafizycznym na pograniczu powieści trywialnej.

Nic prostszego jak zalać rynek niemiecki takimi właśnie dziełami.

Maria Kolenda


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas