poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
BRIGITTE GAUTIER
Przypadek i konieczność. O polskich książkach przetłumaczonych na francuski
Dekada Literacka 2004, nr 2 (204)
 

Z obecnością polskiej literatury we Francji jest tak, jak z obecnością wielu innych polskich „rzeczy” w naszym kraju. Dociera ona do wąskiego grona wtajemniczonych, skryta w cieniu innych kultur, bliżej sąsiadujących lub bardziej ekspansywnych. Sytuacja ta wynika w dużej mierze z historycznych dziejów i z geograficznego położenia. Polska i Francja nie mają wspólnej granicy a opisy ich wzajemnych stosunków nie są szczególnie obfite. Występują, owszem, emblematyczne postaci, które wyrażają sobą obie kultury, takie jak Fryderyk Chopin lub Maria Curie, ale muzyka i fizyka posiadają własny kod wyrazu. Odwrotnie niż literatura, która potrzebuje tłumaczenia. Bilans kulturalnej wymiany jest nierówny, a prędzej czy później pada pytanie dotyczące uniwersalizmu danej kultury. Pytanie, które Polacy zadają sobie z niepokojem, lub z buńczuczną pewnością, tak jak Gombrowicz w swoim czasie. Z kolei Francuzi nie miewają wątpliwości. Nawet nie czytawszy własnych autorów, wiedzą, że mają zapewnione pierwsze miejsce w międzynarodowym rankingu literatury. Uniwersalizm nie jest tutaj kryterium, ponieważ to literatura francuska stanowi punkt odniesienia. Inne narodowe kultury mają się do tego dostosować.

Aby móc zaimponować narodowi tak pewnemu swego dziedzictwa, należy używać pozaliterackich środków. Otrzymanie nagrody Nobla - która została przyznana dostatecznej liczbie francuskich pisarzy, aby być wiarygodna - jest dobrym sposobem. Jest nim także mediacja słynnej osoby: Voltaire przedstawiał Richardsona francuskiej publiczności a Malraux - Faulknera. Znaczenie takich rekomendacji uległo jednak pewnej dewaluacji na skutek mnożenia się „autorytetów” i modnych autorów. Nie należy oczywiście lekceważyć mody, popartej odpowiednią reklamą, ale okazuje się, że liczba rzeczywistych czytelników danej książki jest często odwrotnie proporcjonalna do liczby wzmianek o niej. Moda może doprowadzić do zakupu książki i wyeksponowania jej na stoliku w salonie, rzadko do przeczytania.

Egzotyka jest także dobrym sposobem na łowienie czytelników, i to nie tylko za pomocą książek podróżniczych i kryminałów. Wytwory dalekiej kultury wnoszą tajemniczy urok inności, co udowodniło pokłosie chińskiego roku kulturalnego we Francji. Polityka jest jeszcze lepszym sposobem na zdobycie czytelników i akurat Polska jest tego doskonałym przykładem. Klęska powstania listopadowego zaowocowała zainteresowaniem polskimi autorami. Podobnie powstanie „Solidarności”, represje stanu wojennego i upadek komunizmu wzbudziły sympatię, zaciekawienie i zachęciły tak do czytania polskich pisarzy, jak do szukania informacji o samym kraju.

W przedstawieniu panoramy polskich tłumaczeń, nie roszczę sobie pretensji do wyczerpującej analizy, ponieważ niektóre wydawnictwa są mało znane, mają ograniczoną sieć dystrybucyjną i dotarcie do nich jest bardzo trudne Ponadto wybrałam okres ostatniego pół wieku, w nadziei, że uda mi się uchwycić pewne prawa rządzące tym rynkiem, a nie tylko okresowe upodobania. Zacząć należy od omówienia materialnego otoczenia książek i w szczególności konkurencji ze strony innych zagranicznych literatur. Tradycyjnie to literatura angielska i amerykańska zajmują czołowe miejsca, z uwagi na ich długoletnie zakorzenienie i na wpływ kraju. Ponadto wystarczy rzucić okiem na stół przeznaczony dla literatury Europy Środkowowschodniej w księgarni, aby uświadomić sobie, że serbscy pisarze np. nigdy nie byli tak popularni, jak teraz. Kolejnym znakiem trudnej sytuacji polskiej literatury we Francji jest niski nakład wydawanych książek, nawet tych publikowanych w dużych wydawnictwach. Z drugiej strony, ważne jest, że poważni wydawcy znaleźli miejsce dla polskich książek w różnych seriach. Piętnaście lat temu powstało szwajcarskie wydawnictwo „Noir sur Blanc”, które wydaje polskich pisarzy przetłumaczonych na francuski, co zasługuje na osobną pochwałę. Choć czasem wydawnicza linia wydaje się nierówna i miesza dobre książki ze złymi. W takim kontekście finansowa pomoc państwowych instytucji w tłumaczeniu i wydaniu książek umożliwia ukazanie się utworów niedochodowych, ale uznanych za wartościowe. Niedawne wydanie korespondencji Gombrowicza z Giedroyciem doskonale się w ten nurt wpisuje. Dochodzi także delikatna sprawa roli tłumaczy. Niektórzy z nich odgrywają pożyteczną rolę mediatorów, tak jak wielce zasłużony Paul Cazin. Thérèse Douchy jest dobrym przykładem uważnego tłumacza, ze znawstwem dobierającego swoich autorów: Herlinga, Herberta, którego „Martwą naturę z wędzidłem” przetłumaczyła. Ale niskie wynagrodzenie uzyskane za tłumaczenia rzutuje czasem na jakości pracy. A konkurencja między tłumaczami uniemożliwia ich solidarne promowanie pewnych autorów lub utworów. Osobisty wpływ autorów na ich francuskie wydanie pozostaje rzadkim zjawiskiem, chociaż mamy wzorowy przykład w tej materii - Gombrowicza prowadzącego wręcz regularne oblężenie osoby Jeleńskiego, aby wzmocnić szansę na wydanie utworów we Francji.

To, co określa polską kulturę we Francji i jej recepcję, wynika w pewnej mierze z tłumaczenia polskiej literatury a także z tłumaczenia ważnych książek o Polsce, na przykład z języka angielskiego. W tym wypadku, chodzi o książki polityczne, choćby książkę Nicholasa Bethella o Gomułce i komunizmie (1971), albo takie, które można uznać za podręczniki: „Historię Polski” Normana Daviesa (1985) albo „Historię literatury polskiej” Czesława Miłosza (1986). Czasem wynika to tylko z łatwości znalezienia tłumacza z języka angielskiego, tak jak w przypadku „Pianisty” Szpilmana (2003). Wśród rzeczy nietypowych a godnych uwagi należy także wspomnieć o tłumaczeniu i wydawaniu książek przez PRL-owskich wydawców. Te pozycje można było kupić tylko w paru księgarniach w Polsce, co ograniczało możliwości oddziaływania. Należy w tym kontekście wspomnieć o „Historii Polski” Gieysztora, Kieniewicza (1974), ale i o książce Rakowskiego z 1975 r. Z drugiej strony, obecność Institut Litteraire we Francji niewątpliwie przyczyniła się do wstępnego zainteresowania Gombrowiczem, Hłaską, powieścią Odojewskiego „Zasypie wszystko, zawieje...” (1972) i „Raportem o stanie wojennym” Marka Nowakowskiego (1983). Wypada tylko żałować, że Institut nie był w stanie wywierać większego wpływu na francuski rynek wydawniczy polskich tłumaczeń.

Wątek polityczny, o którym już wspominałam, istotny także w przypadku literatury czeskiej lub słowackiej wyjaśnia powodzenie twórczości niektórych dysydentów. Kukowi, Kuroniowi, Mazowieckiemu, Michnikowi wydano książki w momentach kluczowych współczesnej historii Polski. W tej dziedzinie ogromny sukces medialny i finansowy (co rzadko się zdarza na odcinku polskiej kultury) odniosła autobiografia Wałęsy „Droga wolności” (1987). Jej wydaniu towarzyszyła specjalna audycja telewizyjna popularnego programu literackiego nagrana w Gdańsku z udziałem autora! Podobna oprawa świadczy najlepiej o trosce wydawcy. Ogólnym atutem wydawniczym polskiej kultury są więc przełomowe, czasami wręcz tragiczne dzieje, ze szczególnym uwzględnieniem drugiej wojny światowej. Wystarczy tutaj wymienić „Wspomnienia” Andersa (1948), Karskiego (1949), „Rozmowy z katem” Moczarskiego (1979), „Kuriera z Warszawy” Jana Nowaka Jeziorańskiego (1983). „Marysieńka” Boya w tłumaczeniu Cazina (1975) przynależy do innego porządku. Stworzyła ciekawy przykład recepcji: oto francuska królowa Polski wraca do Francji. Dzięki frankofilskiemu polskiemu pisarzowi przetłumaczonemu przez polonofilskiego francuskiego tłumacza. Religia wydaje się nowym punktem zaczepienia, choć występuje często w parze z historią, jak to ma miejsce w przypadku wydania „Notatek z więzienia” Wyszyńskiego lub „My polscy chrześcijanie” Hennelowej, Bonieckiego... A tłumaczenie wierszy i dramatów Wojtyły można przypisywać jego pozycji, religijnemu wątkowi i literackości utworów.

Pokaźna część tłumaczeń obejmuje utwory literackie. Uznałam, że proste wyliczenie autorów w porządku alfabetycznym może dać sporo do myślenia. W celu dostarczenia obiektywnego obrazu, dodatkowo uwzględniłam liczbę przetłumaczonych książek. Mam przy tym pełną świadomość, że zestawienie niektórych nazwisk może budzić pewne zdziwienie. Jedna przetłumaczona książka: Anderman, Bednarski, Bieńczyk, Bobkowski, Bocheński, Borowski, Białoszewski, Bratny, Brycht, Choromański, Fredro, Głowacki, Kantor, Krasiński, Libera, Lipski, Masłowska, Norwid, Parnicki, Paźniewski, Pasek, Piasecki, Pilch, Rymkiewicz, Ścibor-Rylski, Słowacki, Stryjkowski, Szewc, Tuwim, Wat, Wittlin. Dwie przetłumaczone książki: Bart, Haupt, Hłasko, Huelle, Krall, Kuśniewicz, Lec, Mickiewicz, Nurowska, Odojewski, Reymont, Rylski, Schulz, Stasiuk, Szczypiorski, Szymborska, Tuszyńska, Wojtyła, Zagajewski, Żuławski (Andrzej). Kilka przetłumaczonych książek: Andrzejewski, Brandys (Kazimierz), Czapski, Gombrowicz, Herbert, Herling-Grudziński, Iwaszkiewicz, Konwicki, Miłosz, Mrozek, Pankowski, Rudnicki, Sienkiewicz, Witkiewicz.

Taka lista nie może się obyć bez paru słów komentarza. Po pierwsze, można żałować, że wybór niektórych współczesnych autorów zakorzeni we Francji jeszcze bardziej stereotypy dotyczące na przykład pijaństwa Polaków. Taki wybór wywodzi się z naiwnego przekonania, że należy pokazać francuskiej publiczności, że współcześni polscy pisarze są zdolni do osądzenia alienującego się społeczeństwa konsumpcyjnego i potrafią mówić o seksie i narkotykach bezpruderyjnie. Problem polega na tym, że polska literatura nie pociąga francuskich czytelników, dlatego że przypomina im francuską literaturę, a dlatego że jest inna. Po drugie, leksykalną akrobatykę uprawianą przez niektórych pisarzy z trudem się tłumaczy. Jednakże, na tej liście występują wszyscy: mali i średniej klasy pisarze - których tłumaczenie jest rezultatem chwilowego zainteresowania – i najlepsi. Ci ostatni stworzyli odpowiednio oryginalny świat, zdolny do zawładnięcia publicznością poza granicami Polski. Wystarczy przywołać Witkiewicza, dla którego Alain Van Crugten nauczył się polskiego, aby móc go przetłumaczyć. Należy także wspomnieć o Gombrowiczu, którego utwory - włącznie z „Dziennikiem” - można kupić w kieszonkowym wydaniu. Podobnie twórczość Herberta toruje sobie drogę do francuskiego czytelnika powoli, ale systematycznie, od kilku lat. Widać na tym tle, że pewne proporcje są zachowane. Tłumaczone są różne utwory, których wydanie wynika albo z mody, albo z woli oddanych mediatorów. Polityczne zawirowania są teraz -na szczęście - nieaktualne. Czas najwyższy aby znaleźć nowe chwyty marketingowe. Z powyższej listy można bowiem wywnioskować, że nie istnieje polska polityka kulturalna we Francji, i to w momencie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Pod tym względem poważny brak stanowią dwujęzyczne wydania, świadczące o znaczeniu danej kultury. We Francji takie pozycje są wydawane w języku angielskim, hiszpańskim, niemieckim, włoskim i rosyjskim - choć w przypadku dwóch ostatnich pozycji lista tytułów jest bardzo ograniczona. Biorąc pod uwagę liczebność solidarnościowej emigracji, która wpoiła swoim dzieciom szacunek dla języka i dla kultury, dwujęzyczne polskie wydania klasyków mogłyby być nawet rentowne. W tej sytuacji przykład dało wydawnictwo Cheyne, które opublikowało niedawno „Traktat teologiczny” Miłosza po polsku i w tłumaczeniu Jacquesa Donguy'ego i Michała Masłowskiego. Należy im się za to pochwała, jak i za samo piękne i staranne wydanie.

Poza kwestią formy, dwujęzycznej, treść także decyduje o ważności kultury. Nieobecność klasyków wykazuje podrzędne znaczenie polskiej kultury w stosunku do angielskiej, niemieckiej, rosyjskiej... Istnieją pojedyncze wydania jednego utworu Słowackiego, Norwida, Reymonta, dwóch Mickiewicza i czterech Sienkiewicza – „Trylogia” plus „Quo Vadis”.

Takie wyliczenie wystarczy, by uświadomić sobie, jakie są luki. Prus, Żeromski, Zapolska, Dąbrowska, Nałkowska, liczni poeci - we Francji nie istnieją, chociaż niektóre utwory zostały przetłumaczone już w XIX. wieku, lub na początku XX. wieku. A tłumaczenie Kraszewskiego czy Jeża mogłoby wnieść pewien egzotyczny koloryt. Znów niektórzy pisarze, już istniejący w tłumaczeniu, zasługują na nowsze tłumaczenie. Co do Leśmiana i Kochanowskiego, sam fakt, że tłumaczenie ich jest potężnym wyzwaniem, powinien zachęcić odważnych i zdolnych. Węgrzy doskonale zrozumieli potrzebę wejścia na francuski rynek. Będąc niedużym krajem, mając trudny język, postanowili sfinansować dom wydawniczy, wyłącznie zajmujący się literaturą węgierską. A nawet Francuzi, posiadający przecież prestiżową kulturę, hojnie finansują przeróżne działania związane z poparciem i rozwojem języka francuskiego. Wydaje się, że Polska powinna wyciągnąć stąd wnioski: sfinansować tłumaczenie i wydanie małej „idealnej biblioteki”, złożonej z dwujęzycznych klasycznych książek po francusku, i także po angielsku. Instytucje zdolne do takiego przedsięwzięcia już istnieją: Instytut Mickiewicza, Instytut Książki, fundusze unijne lub polscy prywatni sponsorzy, łaknący pozytywnego wizerunku. Najtrudniej będzie oczywiście z koordynacją decyzji i racjonalnym podejściem. Bardziej niż kosztowne i niepewne kampanie reklamowe, taki projekt przyczyniłby się do podsumowania wiekowej kultury i ukazania polskiej tożsamości. Nie tylko cudzoziemcom.

Brigitte Gautier
 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas