poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
MARK HALLIDAY
Skala

późną zimową nocą nad Manhattanem przelatuje odrzutowiec
rycząc nieznacznie z wysokości dwunastu tysięcy stóp
kiedy rozsmarowujemy z ojcem majonez

niezwykle starannie na ryżowym chlebie przygotowując późne kanapki
w dole tu na Manhattanie w małej ciemnej kuchni.
Osiemdziesięciosześciolatek i ja lat pięćdziesiąt jeden.

Tak starannie rozsmarowany majonez
a na nim kładziemy szynkę i ser.
Ojciec i syn nocą w mieście

Nieistotni skoncentrowani na kanapkach pochyleni
Nad szynką i plastrami szwajcarskiego sera. Czy odgrywamy
Żałosny spektakl? Przeraźliwie smutny?

Nie wiem dlaczego pytasz w taki sposób.
Pytanie jest nieuprzejme, przechodzi ludzkie pojęcie.
Żądam żebyś powiedział co masz na myśli.

Kim ty właściwie jesteś?

Pilotem wieczności?

Nie sądzę.

Burmistrzem miasta w którym kuchnie nie zarastają brudem
a wiekowi chłopcy nie liczą na drobne przyjemności?

Bardzo w to wątpię.

A może bierzesz udział w kampanii na rzecz opieki nad świniami?
Powiedz.
Dobrze, więc się zamknij.
Nie gadaj i niech wiersz (inaczej niż życie) skończy się słowem „razem”.

W dole tu na Manhattanie ojciec i syn
oglądamy film w którym bohaterowie popełniają
niesamowicie wytworne błędy
w mitycznym mieście w którym jest się wiecznie trzydziestolatkiem
i jemy własnoręcznie przygotowane kanapki razem.



Tłumaczył KRZYSZTOF LISOWSKI

Dekada Literacka 2004, nr 1 (203)


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas