poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
Z MICHAŁEM OLSZEWSKIM rozmawia ROBERT OSTASZEWSKI
Ani harcownik, ani autorytet
Dekada Literacka 2004, nr 1 (203)

*Czy Twoim zdaniem istnieje jeszcze obecnie coś takiego jak „etos pisarza”?

Raczej nie. Cezura jest oczywista: w okolicy 1989 roku etos rozpadł się, podobnie jak sparciały ze starości „płaszcz Konrada”. Pisarz nie ma obecnie powinności, ma wolność, z której może korzystać na wiele różnych sposobów.

*Czy pisarz powinien, mówiąc nieco górnolotnie, poczuwać się do jakichkolwiek obowiązków wobec społeczeństwa, albo chociaż czytelnika? A jeśli tak, to do jakich?

Czasy, kiedy pisarz traktowany był jak harcownik na polu bitwy, zmieniający świat, chyba już minęły. Trochę podobnie jak w dziennikarstwie, gdzie co jakiś czas odżywa pytanie, czy dziennikarz powinien tylko opisywać, czy poprzez opisywanie zmieniać. I przeważa odpowiedź, że od zmieniania są inni, ci którzy czytają.

Pisząc, nie bardzo myślę o modelowym czytelniku. Bardziej interesuje mnie spotkanie oko w oko i to, żeby człowieka, który kupił i przeczytał moją książkę, nie lekceważyć, tylko próbować zrozumieć, tak jak on próbuje zrozumieć mnie. Umiejętność słuchania ludzi to wystarczająco ciężki obowiązek nakładany na pisarza.

*W zeszłym roku krytycy obwieścili powrót prozy zaangażowanej. Uważasz, ze jesteś autorem takiej właśnie prozy?

Nie wiem. Napisałem książkę, która nie odwraca się plecami do rzeczywistości, tylko próbuje ją przeniknąć. Jeżeli napiszę kolejną, będzie podobna. Być może w czasach zalewu literatury auto-tematycznej zainteresowanie światem wystarczy, by napisać książkę zaangażowaną.

Nie potrafię w ogóle znaleźć wyznaczników prozy zaangażowanej. Bo niby co: pisać o polityce, opowiadać się za lewicą, za biedotą, patrzeć ze współczuciem? Tak rozumiana literatura zaangażowana jest mi całkowicie obca. Jeżeli już, to bardziej interesujący jest pewien głód świata, chęć poznania go i przewiercenia na wskroś. Takie zaangażowanie niezmiernie mi się podoba.

*Często narzeka się na upadek autorytetów. Ujmując rzecz nieco inaczej, twierdzi się, że ludzie, szczególnie młodzi, wcale autorytetów nie potrzebują. Czy istnieje szansa, aby pisarz, który trafia ze swoim przekazem - przynajmniej teoretycznie - do tysięcy czytelników, mógł utrzymać autorytet?

Nie wiem, czy czytelnicy w ogóle tych autorytetów poszukują, czy chcą, żeby pisarz pokazywał drogę, wytyczał szlaki. Ja takiej potrzeby nie widzę. Co za tym idzie - pisarz nie może utrzymywać autorytetu, bo go nie posiada, przynajmniej w kwestiach moralnych czy społecznych.

*Po „urynkowieniu” literatury pisarze wciągnięci zostali w machinę promocyjno-marketingową. Czy można, Twoim zdaniem, być jednocześnie wiernym sobie, własnym poglądom, wizjom świata i konstruować skuteczny „wizerunek medialny”?

Na pewno wciągnięcie w wir marketingowy nie oznacza sprzedania siebie, chyba że mamy do czynienia z pisarzami, którzy nie lubią opuszczać swej pustelni i reagują alergicznie na każdy objaw zainteresowania. Ja nie widzę nic złego w spotkaniach z czytelnikami: wydałem książkę, cieszę się, że są ludzie, którzy chcą o niej rozmawiać. Być może za tym kryje się pytanie: czy to źle, że pisarze zarabiają na swoich książkach? Według mnie nic w tym złego - zarabiali zawsze, tyle że w różnych formach, zarabiają i teraz. Poza tym promocja promocji nierówna - mogę spotykać się z czytelnikami, występować w telewizji, ale nie zamierzam sprzedawać wszystkiego, co mam w sobie.

Dla mnie sformułowanie „konstruować skuteczny wizerunek medialny” brzmi przerażająco. Nie chcę nic konstruować, chcę być sobą. Oczywiście nie jestem naiwny i zdaję sobie sprawę, że to nie do końca jest możliwe. Co na przykład zrobisz, gdy na spotkaniu autorskim czytelnik spyta o twoją rodzinę, o to, czy ćpałeś, a jeżeli tak, to jakie narkotyki, ile miałeś kochanek w ciągu ostatniego miesiąca? Otworzysz się, czy powiesz: „To nie pana sprawa”? Ja powiem to drugie, ale implikacje wcale nie są oczywiste: z jednej strony zachowuję teren intymny wyłącznie dla siebie a z drugiej, żeby to zrobić, muszę nałożyć maskę człowieka zamkniętego.

Na szczęście pisarze nie są zmuszani do podejmowania takich wyborów jak aktorzy, piłkarze czy jurorzy „Idola”. Literackie pozy, fochy, strojenie min, miało większe znaczenie dawniej, kiedy słowo pisane cieszyło się większym szacunkiem. Teraz pisarze zeszli na drugi plan. Nie muszą więc zastanawiać się, czy reklamować samochód czy też odmówić, czy pojawić się na imprezie promocyjnej margaryny czy nie. Dzięki Bogu, żaden marketingowy demon nie podsuwa takich pomysłów.

Zwracam zresztą uwagę, że rozmawiamy o bardzo niejasnych kwestiach: „skuteczny wizerunek medialny”, co to znaczy? Humory i żądania widzów, czytelników są równie kapryśne jak marcowa pogoda. Dzisiaj spodoba się agresywny typek, który rozpieprzy w trakcie rozmowy połowę studia i dzięki temu sprzeda 10 egzemplarzy książki więcej, jutro przeciwnie: nieufne leśne stworzenie, które pisze gęsim piórem gdzieś pod korzeniami drzew. Nie ma reguł.

*Kim jest Twoim zdaniem obecnie pisarz: hobbystą, który po pracy skrobie sobie teksty, a może specyficznym „pracownikiem” branży rozrywkowej? A może, jak podpowiadał kilka lat temu Czapliński, kimś z trójki: rzemieślnik, kpiarz czy immoralista?

Czapliński używa pojęć, które nie wykluczają się wzajemnie. Przykładem Pilch, który jednocześnie jest rzemieślnikiem, w całym pozytywnym tego słowa znaczeniu, kpiarzem, a i z potocznie rozumianą moralnością nie bardzo mu po drodze. Ja nie widzę prostej, jednoznacznej odpowiedzi, bo przecież hobbysta również może pracować w branży rozrywkowej. Na pewno nieliczni pisarze polscy są w stanie utrzymać się z tego, co napiszą, reszta traktuje literaturę jako czynność wykonywaną na marginesach powszednich zajęć. I znowu: to dobrze, bo nie zamykają się wyłącznie w świecie książek, są zmuszeni do uczestnictwa w rzeczywistości, to źle, bo trudniej im znaleźć wyciszenie, które do stworzenia dobrej literatury jest chyba niezbędne.

Rozmawiał Robert Ostaszewski

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas