poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
PETER SAUTER
Błoto (Opowieść filmowa, fragment)
Na motywach sztuki Stanisława Przybyszewskiego „Śnieg” i opowiadania Fiodora Dostojewskiego „Notatki z podziemia”.


Mud and snow to napis na oponach samochodowych,
które powinny jeździć w każdą pogodę.


Wasyl ma zaczerwienioną twarz i zapuchnięte oczy. Usiłuje je otworzyć, ale idzie opornie. Rzęsy skleiły się. Z największym wysiłkiem otwiera jedno oko. No i co my tu widzimy? Półmroczny pokój, firanki, ciuchy na podłodze. Na stole wódka, kilki, zmiętoszona pościel, stara kołdra. Jakaś obca babka siedzi na taborecie, odziana w brudną koszulę nocną.

- Kim jesteś do cholery? Co robisz w moim domu?
- To nie jest twój dom. Lida jestem.
- Cholera, jaka znowu Lida?
- Nie jest pan za grzeczny.
- Co ty mi tu z panem wyjeżdżasz, kurwo cholerna. Gdzie jestem? Co to za miejsce?
- Kawiarnia.
- Kawiarnia? - Wasyl kładzie głowę na poduszkę i śmieje się kpiąco. - Jaka znowu do kurwy nędzy kawiarnia?
- Kawiarnia „Sputnik”. Znajduje się na parterze.
- Znaczy się burdel. Ile razy cię przeleciałem?

Lida nie odpowiada. Wasyl ponownie z wielkim z wysiłkiem otwiera jedno oko: - Słuchaj, dziwko, ile razy cię przerżnąłem? Gadaj. A może jesteś uczennicą?

- Lida jestem. Dwa razy.
- To właśnie w moim zwyczaju. Raz z przodu i raz od tyłu. Jebałem od tyłu? Czego milczysz, mów. Zapłacę.
- Nie.
- To znaczy, że byłem zbyt pijany. O kurwa! Masz wodę?
Lida bierze ze stołu litrowy słoik po ogórkach pełen wody i pokornie podaje Wasylowi. Ten zachłannie wypija całą zawartość słoika.
- Dziękuję ci, Lidoczka. Nie jestem żadnym lumpem. Jestem artystą. Wielkim artystą.
- Wiem.
- Skąd ty to możesz wiedzieć? Jest tu jakiś prysznic? Normalny człowiek rano bierze prysznic.
- Jest. No przecież wiesz, że jest.
- Aa, kto by te wszystkie burdele spamiętał. Idziemy pod prysznic.

Z trudem siada na łóżku i wbija wzrok w podłogę. Lida wyjmuje z szafki złożony w kostkę ręcznik i kawałek mydła. Do mydło przykleił się kawałek gazety i Lida stara się go odkleić.

Wasyl warczy. Po chwili znowu warczy Wreszcie unosi głowę i przygląda się Lidzie.

- Och Lida, Lidoczka, że też ty masz serce tak się mną zajmować. Jestem pijakiem. Starym ochlapusem.
- Ależ Wasylu, jesteś dobrym chłopakiem. Tylko pijesz trochę za dużo i wyrażasz się. Ale ostatecznie wszyscy to robią.
- Jakiegoś świństwa ci wczoraj nie zrobiłem? No, czegoś takiego, naprawdę ohydnego, przecież wiem, jaki jestem. Biłem cię może?
- Nie Wasja. Ty nigdy nie bijesz.
- Jak trzeba, to bije. I nie nazywaj mnie Wasja.
- Dobrze Wasylu. Kocham cię.
- Przestań do cholery. Tak się nie mówi.

Lida staje obok łóżka. Wasyl opiera się ojej rękę i z trudem podnosi się. Dziewczyna owija go ręcznikiem i prowadzi pod prysznic.

Ustawia wodę. Wasyl stoi pod prysznicem z zamkniętymi oczami. Lida namydla go. Nagle kran zaczyna burczeć i furczeć. Wasyl gwałtownie wyskakuje spod prysznica i krzyczy: - Co robisz, idiotko skończona!

Reguluje wodę: - No, teraz jest dobrze. Trzeba wiedzieć, jak te krany działają. Zawsze trzeba trochę odczekać, zanim popłynie właściwa woda. To gówno jest żółte jak szczyny.

Lida odwrócona plecami skubie brzeg ręcznika. Z jej oczu spadają do wody duże łzy niczym krople deszczu.

- No, co jest głuptasie, czego płaczesz? Powiedziałem coś nie tak?

Lida tupie nogami, aż woda rozpryskuje się, ale głowy nie podnosi. Przygląda się swoim stopom: - Ze mną nie wolno tak rozmawiać. Nikomu nie wolno tak ze mną rozmawiać.

-To już nie można powiedzieć do ciebie idiotka? Żartownisia. - Czule głaszcze jej włosy. - Wybacz, kochana, no wybacz moje piękności, zapomniałem. No chodź już, umyj mnie, gdzie masz to mydło.

Wasyl bierze dłoń Lidy i całuje ją w rękę.

- Co robisz? - odciąga Lida swoją dłoń. - Co ty wyprawiasz?
- No dobrze, dobrze, chodź tu, umyj mnie. - Wasyl wyciera ręcznikiem twarz Lidy i śpiewa: - Wytrzyj na policzkach łzy i uśmiechnij się kochana!

I Lida zaczyna uśmiechać się przez łzy. Wasyl znów wchodzi pod prysznic i zamyka oczy. Lida namydla go. Wasyl przechyla głowę do tyłu i śpiewa na całe gardło: - Gdy w duszy samotność tkwi, jee, jee, a w sercu tęsknota, jee, jee,jee, to wspomnij szczęście dawnych dni i uśmiechnij się, Lidoczko.

Lida namydla go i zaczyna nieśmiało chichotać. - Wasja - mówi cicho. - Będę miała z tobą dziecko. Właśnie zaczęło rosnąć, wiem to.

Ale Wasyl śpiewa, aż echo niesie, i nie słyszy tych słów.


Niedziela. Po ulicach zaniedbanego miasteczka górniczego spacerują pary i całe rodziny, ubrane biednie, ale odświętnie. Ubrani są na ogół w kupowane na targu pstre i tanie, niby-zachodnie ciuchy.

Wasyl również spaceruje z Lida. Lida umalowała się i ma na głowie chustkę. Jej wygląd jednoznacznie określa, kim jest.

Ktoś sprzedaje balony. Wasyl kupuje cały pęk.

Zaciąga Lidę do kawiarni i funduje jej ciastka i lemoniadę. Dla siebie zamawia kufel piwa. Potem bierze balony i przywiązuje je do ramienia Lidy: - Żeby twoje szczęście nie uleciało, Lidoczko.

- Nie trzeba, Wasja, nie trzeba. Jak ty nie wstydzisz się tu ze mną pokazać...

- A dlaczego nie. Jesteś najlepsza ze wszystkich, Lido. - Wasyl odchyla się na krześle i przypatruje się jej, wydmuchując dym z papierosa. - Ile masz lat?
- Dziewiętnaście.
- Jak długo jesteś w „Sputniku”?
- Drugi miesiąc.
- Dokuczają?
- Nie, dlaczego. Chociaż, różnie bywa.
- Omotają cię.
- To znaczy?
- Na przykład pożyczą. Tę sukienki,- dostałaś od nich? Tak?
- No, dostałam.
- I jesteś im dłużna. Powiedz, jesteś ich dłużniczką?
- No, jestem.

-Właśnie tak cię omotują. Mieszkałaś na wsi, byłaś niewinna i czysta, ale nie podobało ci się. Mam rację? Chciałaś do miasta. Wszyscy chcą. Ktoś pożyczył ci pieniądze, potem pospacerował z tobą tutaj, polem sypiał z tobą i w końcu zapłacił ci, i tym sposobem zostałaś tu. Tak było?
- No tak, prawie tak.
- Dlaczego nie jesz ciastek. Jedz, jedz. Spróbuj tego z poziomkami. - Wasyl nabiera na łyżeczkę ciastko i wpycha Lidzie do ust. - Oni zrobią z twoje wolności nieuchronność i uzależnią cię. Chcę ci pomóc.
- Jak?
- Nie wiem na razie jak, ale podobasz mi się. Już dawna nikt mi się tak nie podobał. W tobie jest jakaś czystość, jakaś dobroć. Częstuj się lemoniadą, jedz ciastka.
- Och Wasylu. Do tej pory nikt tak ze mną nie rozmawiał.
- Przecież to nie są ludzie, to bestie. Dzikie bestie. Dla nich jesteś zdobyczą, chcą tylko na tobie zarobić. - Wasyl pali papierosa i spogląda na Lidę.
- Dlaczego milczysz? - pyta Lida.
- Wiesz, co z tobą będzie, jeśli sio poddasz?
- Wiem.
- Nie, nic wiesz. Minie roczek... - Wasyl unosi rękę i przekłuwa żarzącym koń-i cm papierosa balonik - ...i zachorujesz. Złapiesz trypla albo syfa. Obiecują, że dadzą pieniądze na leczenie, może nawet z początku trochę dadzą, żeby nie było kłopotów. Obiecują ci, że wezmą cię z powrotem do „Sputnika”, ale tego już nie zrobią. Pójdziesz do tańszego burdelu na przedmieściach. Nie możesz wrócić do swojej wsi, bo tam wszyscy wiedzą, że zostałaś kurwą. A do jakieś innej pracy też cię nie wezmą. I tak minie następny roczek... - Wasyl przypala następny balon.

Lida wbiła wzrok w blat stołu. Nieruchomo trzyma w ręku łyżeczkę.

- Zrobisz parę skrobanek, odbędziesz parę poronień. Twoje jędrne cycki opadną, i wypadnie ci parę zębów, bo nie będziesz mieć forsy na dentystę. Kto cię taką będzie chciał. Po nocach będziesz płakać w poduszkę i marzyć, żeby to całe życie kurewki nie było prawdą, ale tego nie da się już cofnąć. Jak dobrze pójdzie, to przygarnie cię jakiś pijaczyna, będziesz prać jego zafajdane gacie i sypiać z jego kumplami od kieliszka. Tak minie jeszcze roczek... - Wasyl przekłuwa kolejny balonik... - a potem ten śmierdzący pijaczyna wyrzuci cię na ulicę, bo będzie cię miał dość. Będziesz miała posiniaczoną od razów twarz i brudne ubrania. Wylądujesz w rynsztoku. Będziesz mieć chorą skórę i czerwone oczy, bo też zaczniesz ostro zaglądać do kieliszka. Będziesz chciała sypiać z byle kim za talerz zupy, ale nikt cię już nie zechce. Będziesz jeszcze młoda, ale wyglądać będziesz jak jakaś starucha. I nie pozostanie ci już zbyt wiele lat życia. Jeszcze przez jakiś czas będziesz zbierała po śmietnikach zapleśniały chleb i ogryzki śmierdzącej kiełbasy, a sypiać będziesz gdzieś w piwnicy, pod gazetami. Tak pociągniesz jeszcze rok lub dwa. Aż pewnej nocy do twojej nory włamią się młodzi, pijani chłopcy i zabiją cię ot tak, po prostu, dla zabawy, dla sportu. Zostaniesz tam w swojej kupie łachów i znajdą cię dopiero wtedy, gdy smród dotrze na ulicę.

Wasyl przekłuł papierosem jeden po drugim wszystkie pozostałe balony. Lida szlocha: - Nie chcę, nie chcę. Dlaczego to robisz?

- Ja? Ja nic nie robię. Mówię ci to z dobrego serca. Żebyś wiedziała, co cię czeka. Bo mi na tobie zależy. Żebyś to wiedziała, że mi się podobasz. Ale nic nie mogę zrobić, bo sam jestem pijakiem i śmieciem. Chcesz, żebym był tym pierwszym pijakiem, któremu oddasz się w niewolę?

Lida zsuwa się z krzesła na kolana, chwyta dłoń Wasyla i przyciska ją do swojej twarzy:

- Wasja, ja nie chcę, nie chcę!
- Jeśli ja nie powiem ci prawdy, to kto ci ja powie? Lida, jesteś śmieciem, jesteś niczym. Lepiej, żebyś to wiedziała, nie łudź się. Popatrz na mnie. Ja wiem, jakim jestem śmieciem. Ale jakoś sobie radzę.

- Kocham cię, Wasylu.

Wasyl odtrąca ją. Stolik chwieje się, kufel piwa spada na podłogę i roztrzaskuje się na kawałki.

- Wybacz mi, Wasylu, wybacz mi. - Lida zaczyna zbierać z podłogi potłuczone kawałki szkła i układa je na stoliku.

- Ty głupia idiotko, co robisz, to nie należy do ciebie, idiotko.

Lida patrzy na Wasyla. Z jej oczu znika zrozumienie sytuacji. Słyszy tylko słowo idiotko, którego tak nienawidzi.

Przyciska garść odłamków szkła do twarzy Wasyla, raniąc siebie i jego. Wasyl chwytają za rękę, krzyczy, z poranionej twarzy kapie mu krew: - Idiotka, co robisz, idiotko!
Lida zaciska w dłoni kawałki szkła i traci przytomność.



Tłumaczył Aarne Puu

PEETER SAUTER (ur. 1962), prozaik, dziennikarz. Opublikował minipowieść
„Indigo” (1990), powieść „Luus” (1997, „Bumelka”) oraz zbiór nowel
„Kogu moos” (1998, „Po sprawie”).

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas