poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
JOANNA ZACH
Poezja i niewiedza. O wierszach Jaana Kaplinskiego
Dekada Literacka 2003, nr 9-10 (201-202)


Z księgi olśnień

W „Wypisach z ksiąg użytecznych” Czesława Miłosza znalazły się dwa wiersze estońskiego poety, Jaana Kaplinskiego. Antologia zawiera utwory różnych języków i epok, zarówno nam współczesne, jak i te sprzed tysiąca lat, a poczesne miejsce zajmują w niej poeci chińscy dynastii Tang. Co je łączy? Niemal wszystkie stanowią pochwałę widzialnego świata, który ciągle na nowo „ofiarowuje się i odsłania się oku”. Są to w większości wiersze „nagie”, pozbawione ozdób, nie zatrzymujące uwagi na operacjach języka. Wiersze „lojalne wobec rzeczywistości i starające się ją opisać jak najzwięźlej”. Zapewne, wiele różnic zaciera się w polszczyźnie tłumacza, który zawsze zabiega o to, by spojrzenie i słowo wzmacniały istnienie rzeczy. A przecież to, co dla chińskiego poety Tu Fu stanowi samą istotę poezji -niepodzielna jedność widzenia i przedmiotu, jest dla każdego poety Zachodu utraconym dzieciństwem języka. Zatem, co tam trwa i nie podlega erozji, tutaj jest rozpaczliwą obroną świata już rozbitego przez zdobywczy umysł. Jak sobie człowiek cywilizacji zachodniej radzi z tym i jaka w tym rola poezji- oto pytania Miłosza. Jak możliwa jest poezja, która odwołuje się do językowej jedności bytu, skoro rzeczywistość rozpadła się na językową i od języka różną?


Poezja Kaplinskiego opowiada się po stronie widzialnego świata, przeciwko abstrakcjom umysłu, przeciwko jego uroszczeniom do ścisłości i precyzji. Rzeczywistość nigdy nie jest „dokładna”; myśl może być dokładna, ponieważ nie oddaje rzeczywistości, aleją określa. „Myśl wypowiada dokładnie to, co jest, właśnie dlatego, że ono nigdy nie jest takie, jak myśl je wypowiada”, zanotował Theodor W. Adorno. To przekonanie, że nasze nieuchronne uwikłanie w pojęcia i kategorie umysłu oddala nas od tego, co istnieje, stale towarzyszy twórczości estońskiego poety. Ale nie jest on jednym z tych poetów, którzy popadają w przeciwną skrajność, utrzymując, że skoro „prawdziwe życie jest nieobecne”, należy dać się uwieść i uwodzić czystym pięknem samego języka. Jego młodzieńcze wiersze powstawały pod wyraźnym wpływem francuskiego symbolizmu, ale i poezji rosyjskiej, na przykład Michaiła Lermontowa, z symbolizmem łączy go niewątpliwie niechęć do języka pojęciowego i przekonanie, że nieokreśloność i sugestia bliższe są istocie poezji. Tylko tyle, nie więcej. Bo jednak niemoc języka wzmaga tylko pragnienie, by dosięgnąć rzeczy:


Poezja jest przedłużeniem serca
przedłużeniem jego bicia
w drzewa, krzewy
kwitnące jabłonie, karminowe gile,
pajęczyny, sznury na bieliznę

* * *

Jak sobie zatem Kaplinski radzi z niewspółmiernością języka i świata? Pamięta i przypomina nam nieustannie, że żyjemy w nurcie sprzeczności. Co bywa i jest straszne, niemożliwe, ale -jeszcze częściej - zabawne, śmieszne, zdumiewające. Ten humor bierze się zapewne stąd, że miarą życia na ziemi nie jest dla niego trwanie jednej planetarnej cywilizacji, a uroszczenia człowieka Zachodu wydają się dziwaczne wobec spokojnej mądrości chińskich filozofów. Wiele bowiem nauczył się Kaplinski od poetów i mędrców Dalekiego Wschodu, a nie mniej zgoła od surowych zim swojej północnej ojczyzny. Tam bowiem, gdzie wiosna przychodzi późno, a lato często zjawia się nagle we wszystkich swoich barwach, życie jest widzialne -rośnie, przepoczwarzą się, wybrzmiewa.

Jest wiele wierszy Kaplinskiego, w których poeta jest po prostu świadkiem tego życia. Przemawia wówczas językiem prostym, opisowym, do siebie, do drzew, do żurawi. Z czułością i humorem, albo całkiem poważnie, w nadziei, że usłyszy ktoś rozumny, kto nie zapomniał jeszcze mowy ptaków. Nieco inaczej, kiedy w wierszu pojawiają się osoby. Język przypomina wtedy o sobie, przypomina, że jesteśmy otoczeni i poprzecinani granicami, że głos - niech mi estońscy poeci wybaczą - „myślom kłamie”. Wszelako osoby zaludniające wiersze Kaplinskiego, to w znakomitej większości tych wierszy - rodzina, bliscy: Tiia, Ott, Lauris, Lemmit, Elo-Mall. Między nimi panuje zwykle duch porozumienia. Opowiadając o nich, poeta jest „u siebie"; zarazem jednak nie jest całkiem u siebie, bo właśnie o nich opowiada. Występuje zatem w podwójnej roli - jako bohater, Jaan, i jako piszący; jako ktoś, kto żyje dla swojej rodziny, dla stworzeń zamieszkujących jego ogród i las, ale także, w takiej czy innej mierze - dla pisania, dla ciebie Czytelniku.

Kiedy wiersz opowiada o tym, co jest, musi pojawić się refleksja, że pisanie nie nadąża za spojrzeniem, a spojrzenie nie nadąża za istnieniem. Życie i pisanie dzieli przepaść czasu, w chwili, gdy o czymś piszemy, to coś jest już przeszłością: „widzimy tylko świat już utracony/ tylko to, czego już nie ma". Zdaje się jednak, że właśnie ta niemożliwość uchwycenia teraźniejszości jest źródłem niesłabnącej fascynacji: bezsiła języka staje się siłą poezji. Jak prawdziwy kolekcjoner doświadcza szczęścia w biegu za połyskującym skrzydłem motyla, tak i poeta odnajduje się w nieustannym dążeniu.

Drzewa, ludzie, znaki

Każdy, kto w dwudziestym wieku próbował tworzyć poezję „obiektywną", musiał zmierzyć się z rozpadem tradycyjnych konwencji opisu. Stąd tak wiele wierszy, których zasadniczym tematem jest sama niemożność opisania przedmiotu:


Nie znudzi mnie nigdy patrzenie na drzewa bez liści. Topole,
lipy, brzozy – wszystko, co można zobaczyć
z mojego okna. Nie wiem co w nich takiego, co jest jednocześnie
tak dziwne i nie do zniesienia piękne, że zawsze chciałbym
coś zrobić, narysować je, albo opisać,
chociaż nie wiem jak.
Nie umiem wyrazić tego uczucia,
gdy siedzę przy oknie i obserwuję kołysanie gałęzi
w zapadającym zmierzchu, kilka wron
na kopcu starego popiołu, brzozę pod szopą z drewnem.
Po prostu piszę, nazywam:
Populus, Tilia, Betula, Ulmus, Fraxinux,
podobnie jak jedni odmawiają mantrę, inni wzywają świętych.
I lepiej mi. I może nawet wiem,
że w tych gałęziach, koronach drzew, w tym codziennym,
splątanym wzorze, kreślonym czarno na szarym,
jest coś znacznie więcej. Jak na dłoni:
Natura. Los. Przyszłość. Charakter topoli.
Przeznaczenie brzozy. Temperament lipy.
Trudno to wyjaśnić w słowach. Bez słów
niewiele łatwiej. Nasz świat jest tak różny
od świata drzew. Lecz wciąż w tym splątaniu
tkwi coś tak ludzkiego, nieomal rozumnego. To jest jak pismo,
jak obcy mi język, choć wiem,
że to, co w nim zapisano, od dawna już znam;
przecież nie może się różnić tak bardzo
od tego, co można wyczytać z książek,
dłoni, twarzy.

(tłumaczył Tomasz Biłka)

Pisał u nas Julian Przyboś, że poezja nowoczesna nie może być poezją nieuzbrojonego oka. Takie wnioski wyciągnął z symbolizmu i poezji Juliusza Słowackiego, który odkrył nie „naśladowczo malarskie, ale czysto poetyckie widzenie krajobrazu”. Wiersz ma być raczej zapisem fenomenu widzenia niż opisem postrzeganej rzeczy. Ale Przyboś pragnął, aby rzeczywistość naśladowała poezję, nie pomyślał ani przez chwilę, że „obraz poetycki może być uboższy od natury lub że może być fałszywy, nietrafny”. Cóż jednak mają począć poeci, dla których rzeczywistość jest nieskończenie bogatsza od literatury? Naśladują dawnych mistrzów, ukrywając kunszt pod pozorami naiwnej prostoty. Albo -w duchu nowoczesności - tworzą poetykę negatywną opisu. Wreszcie - czego „nie wolno” poezji, zwykle uchodzi prozie - przesuwają zatem, bądź zacierają, granicę pomiędzy wierszem i prozą. Wszystkie te sposoby Kaplinski. Najczęstszym jednak jest refleksja nad niewspółmiernością ludzkiego języka i „pisma świata”. Od czasów romantyzmu poezja jest coraz bardziej siebie świadoma i metapoetycka. Neguje swoją zdolność reprezentacji, aby przechytrzyć język, zawsze gotów reprodukować wytarte formuły i klisze. Nie jest przypadkiem, że najbardziej poruszające opisy rzeczy widzialnych w poezji XX wieku, to zarazem wyznania niemożności uchwycenia ich prawdziwego obrazu: „Gdybym ja mógł weneckie kurtyzany / Opisać, jak w podwórzu witką drażnią pawia... Tobym nie zwątpił” - napisał Miłosz w wierszu, który jest swego rodzaju arcydziełem opisu. „Chciałbym... opisać,  chociaż nie wiem jak / Nie umiem wyrazić...” - wyznaje Kaplinski. A daje przy tym nie tylko przejmujący obraz żywej przyrody, ale niemal dociera do granicy mistycznego porozumienia, odkrywając - w sobie samym - relikty jakiegoś prabytu, naszego braterstwa z drzewem.

W wierszu o drzewach widać prawie jak na dłoni, skąd bierze się poezja Kaplinskiego - z wpatrywania się, z niepokoju, z tęsknoty. Ma ona silny podkład medytacyjny, pobudzają nasłuchiwanie ciszy, w której pobrzmiewa echo magicznych zaklęć. Aż przychodzi moment próbowania słowa. Słowo zawiera w sobie niejasną obietnicę. Nazywając wszelkie stworzenie jego imieniem własnym, człowiek odkrywa i ustanawia swoje miejsce w świecie: „Populus”, „Tilia”, „Betula”, „Ulmus”, „Fraxinus”. Ponowienie aktu z Księgi Rodzaju przypomina o rajskim przymierzu, ale również o tym, że jesteśmy na zawsze wygnani z raju Natury. „Nasz świat jest tak różny od świata drzew”. Dziedziną człowieka jest język, dyskurs, sekwencja znaków. Dlatego właśnie -powie poeta – „żyjemy tak bardzo ponad sobą, żyjemy ponad własnymi głowami”. Na tym polega nasza wyższość („jesteśmy jak chmury i wiatr, jak baśń albo bogowie w niebie”), ale i nasza ułomność, bo znaki odgradzają nas również od nas samych.

Między mitem a literaturą

Zasadnicze odczucie dwoistości słowa ma w twórczości Kaplinskiego wielorakie uzasadnienie. Tak jak mityczny obraz świata ściera się w niej z przedstawieniami kosmosu zawartymi w systemach nowoczesnej nauki, tak też magiczne słowo stwarzające napotyka stale na wyczulony zmysł literackości. Taka postawa wywodzi się ze zderzenia romantycznej antropologii z nowoczesną świadomością językową, a sposobem jej przejawiania się bywa bardzo często ironia. Jest to postawa dobrze ugruntowana w tradycji modernistycznej liryki, a patronują jej poeci francuscy, których twórczość stanowi ogniwo pomiędzy poetyką romantyczną i symbolistyczną (Charles Baudelaire, przede wszystkim - Arthur Rimbaud). Kaplinski ożywia tę tradycję, wcielając się w sprzeczne role szamana i erudyty. W każdej z tych ról odnajduje jakąś cząstkę prawdy o sobie i świecie, osiągając nieprzeciętny stopień wtajemniczenia. Wiele tutaj, przypuszczam, znaczy miejsce urodzenia -zderzenie pogańskiej mitologii, chrześcijańskich podbojów i dwudziestowiecznych totalitaryzmów. Przy tym silna odrębność etniczna i językowa, surowe życie w strefie chłodów i mgieł. To wszystko zdaje się sprzyjać zarówno poczuciu „dziwności istnienia”, jak i zachowaniu reliktów dawnych wierzeń. Jeden z wierszy estońskiego poety zamieszczonych w „Wypisach z ksiąg użytecznych” opowiada o wieczornym powrocie ojca i syna do domu:

„Szliśmy do domu, mój syn i ja.
Zmierzchało. Księżyc na nowiu
stał w zachodnim niebie i obok
pojedyncza gwiazda. Pokazałem ją synowi,
tłumacząc, jak powinniśmy zwracać się do księżyca,
i że ta gwiazda jest jego służebną.
Kiedy zbliżaliśmy się do domu, powiedział,
że księżyc jest daleko, tak daleko
jak to miejsce, dokąd chodziliśmy.
Ode mnie usłyszał, że księżyc jest o wiele dalej,
że gdybyśmy robili dziesięć kilometrów dziennie,
zajęłoby nam około stu lat, żeby dojść do księżyca.
Nie to jednakże go interesowało.
Droga była już niemal sucha.
Rzeka rozlewała się na moczarach. Kaczki
i inne ptactwo wodne hałasowały przed nocą.
Śnieg był chrupki pod nogą – pewnie znów
marzło. Okna domów
były ciemne. Tylko w naszej kuchni
błyszczało światło. Obok naszego komina
jaśniejący księżyc, tuż przy nim
pojedyncza gwiazda”.

„W krajach bałtyckich - objaśnia Miłosz – ciała niebieskie były niegdyś czczone jako bóstwa, czyli należało wiedzieć, jak powinniśmy zwracać się do księżyca', zarazem jednak ojciec dostarcza synowi wiadomości naukowych”. Sprzeczność pomiędzy mitycznym wyobrażeniem, a wiedzą z zakresu astronomii i fizyki jest jednak w tym wierszu w  szczególny sposób oswojona. Pytano nas, czy Mickiewicz wierzył w rusałki i świtezianki. A on wierzył i nie wierzył i nie wierzył, tylko że nam bardzo trudno to pojąć, jak można wierzyć i nic wierzyć jednocześnie. Umiał, jako artysta, zawiesić swój sąd tam, gdzie inni już musieli wybierał pomiędzy prawdą nauki i zabobonem. W przypadku estońskiego poety można odnieść wrażenie jakiegoś przesunięcia w czasie, jakby historia Europy, podmywając stale pogańskie wyobrażenia i zwyczaje, nie zdołała ich całkiem wygnać z bagien i lasów niektórych zakątków Północy. Dlatego jest możliwe wędrowanie skrajem baśni, będącej prawdą serca, i snucie uczonych rozważań o ciałach niebieskich. Co prawda zdarza się to nieczęsto i przypomniany przeze mnie wiersz należy, mimo wszystko, do wyjątków. Jego prostota i powaga ściśle wiążą się z przedstawioną sytuacją: z obrazem świata-domu. Rozmowa z dzieckiem umożliwia zawieszenie dystansu, bo tylko z dzieckiem można rozmawiać poważnie o sprawach poważnych - w rozmowach z dorosłymi wskazane jest posługiwanie się ironią. Może nawet naoczność nie wchodzi tutaj w konflikt z wiedzą, wymykającą się wyobraźni dziecka - wystarczy, że świat widzialny jest całością, że obok „naszego komina” zmieści się cały księżyc i jego asysta.

Pisanie

„Mówienie odnosi się do rzeczywistości przedmiotów jedynie na drodze wymiany” - zanotował Stephane Mallarmé w swoich „Divagations”. W wierszu Kaplinskiego brzmi to następująco:

„Kiedy piszesz, jtsteś trochę umarły
Jeśli chcesz pisać o życiu
nudno jest chwycić je
i żyć
Stajesz na zewnątrz życia:
zamiast żyć, piszesz;
jeśli chcesz być uczciwy,
musisz pisać o pisaniu...”

„Uczciwość” to raczej zaskakujący koncept w kontekście pisania. Nie chodzi przecież o „zwykłe” mówienie prawdy. Pisanie jest „nieuczciwe” jako manipulacja czasu. Czas teraźniejszy jest tutaj czysto umowny, iluzja zawiera się w samym akcie odniesienia go do „teraz”. Co więcej, aby przekazać doświadczenie i podzielić się nim, pisanie zakłóca i oddala je na rozmaite sposoby. Poeta, który wybiera się do lasu z notatnikiem, już przez to samo traci niewinność, pisanie czyni go intruzem. Samotność nie jest już całkiem samotna, rozpada się na dwie połowy-jedną do natychmiastowej konsumpcji i drugą do zaoferowania czytelnikowi. Notatnik staje się atrybutem dziwacznej ludzkiej kondycji: świat znaków jest miejscem naszego wygnania, ale tylko w znakach, w słowach znajduje ujście nieodłączny od tej sytuacji niepokój.

Pisanie o pisaniu, o krzyżowaniu się osobnych porządków życia i znaczenia stanowi niewyczerpane źródło nowoczesnej literatury. W twórczości i Kaplinskiego żywi się ono zmysłem potocznej obserwacji; pisanie stale powraca zarówno w perspektywie autobiograficznej, jako forma doświadczenia, jak i w perspektywie filozoficznej jako wyraz paradoksalnej sytuacji  człowieka:

„Las musi zatrzeć nasze pismo. Nawet to, co napisaliśmy kiedyś
na ścianie stodoły, która potem spłonęła.
Las nie przyjmuje nas inaczej jak po
przez śmierć, albo
coś, co równa się śmierci. Stanie się Innym,
porzucenie znaków...”

Poezja i niewiedza

„Prawdziwe są tylko te myśli, które same siebie nie rozumieją”
T. W. Adorno

Czym jest rozumienie? Czy jest to ruch od niewiedzy ku wiedzy, czy może na odwrót - od umownej precyzji, która jest władczą uzurpacją umysłu, ku niewiedzy, która nie dba o podziały i klasyfikacje. Wówczas jednak rozpływa się granica pomiędzy wiedzą i niewiedzą, a poezja, która staje po stronie tej drugiej, zagrożona jest z jednej strony bełkotem, z drugiej - całkowitym zamilknięciem. W swojej późnej twórczości Kaplinski podejmuje próbę eksploracji tego znikliwego obszaru, bynajmniej nie w imię czystości sztuki, ale w poszukiwaniu „oddychanego powietrza”: „prawda jest tym, co oddycha i pozwala oddychać innym”. Zarazem jest to szansa zobaczenia świata na nowo, wydobycia się spod przemożnej władzy technosystemu. Myśl spekulatywna zjadła już wprawdzie własny ogon, ale technosystem ma się całkiem dobrze. Samą swą zachłannością poświadcza, że jego prawda - jak nam odsłonił Michel Foucault - jest pochodną i częścią systemu władzy.

„Nie wiem” - to wyznanie, które wciąż powraca pod piórem Kaplinskiego, tak często, że wprawia krytyków w zniecierpliwienie. Jest to bowiem wyznanie poety wielce, jak na nasze czasy, uczonego. Ale może właśnie stąd bierze się ta potrzeba zaprzeczenia wiedzy, jakby akt negacji umożliwiał dopiero prawdziwe myślenie, które szuka ujścia w poezji. „Nie wiem”, powtarzane niczym sekretna formuła, jak gdyby wprawia poetę w naiwność. Przebiegła naiwność to jeden z ostatnich przyczółków poezji: niepozorne terytorium, na którym ujawnia ona swe filozoficzne przewagi, nie wstępując nawet w szranki z filozofią. Należy tu niewątpliwie poezja Wisławy Szymborskiej, należy też znaczna część dojrzałych wierszy Kaplinskiego, który w jednym z nich napisał:

„Być może, ostatecznie, poezja wynika z niewiedzy,
jest szczególnym rodzajem niewiedzy A to
znacznie trudniej się nabywa niż wiedzę.”

Post scriptum

Jaan Kaplinski, urodzony w 1941 roku, w młodości studiował lingwistykę na uniwersytecie w Tartu. Później - niezależnie od działalności pisarskiej - systematycznie poszerzał swoje wykształcenie w zakresie socjologii, ekologii i etnografii. Jest autorem ponad ośmiuset wierszy, a także licznych esejów i opowiadań. Zna wiele języków, interesuje się mitologią i językami celtyckimi, kulturą północnoamerykańskich Indian, klasyczną filozofią i poezją chińską. Tłumaczy na estoński poezję z kilku języków. W Estonii znany jest również ze swojej działalności publicznej - po odzyskaniu niepodległości był posłem do estońskiego parlamentu.
Matka poety, Nora Raudsepp, była Estonką. Ojciec, Jerzy Kaplinski, pochodził z polskiej rodziny o frankistowskich korzeniach. W Estonii znalazł się jako lektor języka i literatury polskiej na uniwersytecie w Tartu. Aresztowany przez NKWD w kilka miesięcy po urodzeniu się syna, zniknął w archipelagu Gułag. Rodzina Kaplińskich wydala pisarzy i artystów (artysta malarz Leon Kaplinski, powieściopisarka Zofia Kaplinska), należała do środowiska twórczej Inteligencji (pradziad Jaana, architekt Edward Kaplinski, zapisał się między innymi jako czuły opiekun Narcyzy Żmichowskiej w ostatnich latach jej życia). Przez rodzinę ojca łączyło poetę odległe pokrewieństwo z Kazimierzem Przerwą Tetmajerem i Tadeuszem Boyem-Żeleńskim.

Joanna Zach

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas