poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ANNA MICHALCZUK
Estońskie wędrówki z książką w lewej ręce
Dekada Literacka 2003, nr 9-10 (201-202)


Lewa ręka jest serdeczna, prawa to sługa rozumu. Estonia jest dla mnie krajem serdecznym, „südame Eestimaa”, więc książkę trzymam w lewej ręce. Niech będzie to też znakiem próby gawędy o literaturze estońskiej, znakiem eseju-wędrówki. Nie ma w Polsce pełnego opracowania literatury tego małego północnego kraju, liczba przekładów jest niska (w XX wieku wydawane były u nas głównie przekłady tej literatury nie z oryginału, lecz z języka rosyjskiego...), brak też specjalistów w tej dziedzinie. Pozostaje więc wędrowanie i szukanie na własną rękę, co może być ciekawsze - mam nadzieję, że także dla czytelników.

Na piechotę z Rygi do Tartu

Wyobraźmy sobie, że Adam Mickiewicz po wydaniu „Ballad i romansów” w 1822 roku umiera. Literatura polska bez „Dziadów”, „Liryków lozańskich”, bez erotyków Mickiewicza, bez epopei „Pan Tadeusz”? Prawdopodobnie właśnie to przydarzyło się literaturze estońskiej, gdy w roku 1822 umarł na gruźlicę Kristian Jaak Peterson, trzy lat młodszy od Mickiewicza romantyk i oświeceniowy naukowiec w jednej osobie. Ten wysoki blondyn o długich włosach (co w jego czasach wzbudzało oburzenie w „światowych kręgach”, była to przecież jawna prowokacja i przyznanie się do solidarności z chłopami) nosił studenckie spodnie i chłopskie nakrycie. Miał zwyczaj chodzić na piechotę z Rygi, gdzie mieszkali jego rodzice, do Tartu - wtedy Dorpatu - na studia. Porzucił je w końcu po roku, gdy doszedł do wniosku, że niczego więcej się na uniwersytecie nie nauczy, a nie rzucał słów na wiatr.

Prawdopodobnie znał 16 języków, tłumaczył poezję grecką, ogłosił cztery prekursorskie prace naukowe dotyczące języka estońskiego, pisał do „Beitrage zur genaueren Kenntnis der estonischen Sprache” („Przyczynki do dokładniejszego poznanie języka estońskiego”) - pisma, które przyczyniło się do stworzenia estońskiego języka ogólnonarodowego. Jest też autorem „Mitologii”, która wzbudziła u jego współczesnych oburzenie i grozę z powodu śmiałego umieszczenia obok bóstw fińskich, estońskich i całej ciżby bożków leśnych - Boga chrześcijańskiego. U cenzora Moritza, urzędnika carskiej Rosji, musiał wstawiać się za nim wielebny pastor Otto Wilhelm Masing, człowiek więcej niż zasłużony dla języka i literatury estońskiej. Jest wreszcie Jaak autorem arcydzieła liryki estońskiej „Ood kuule” („Ody na księżyc”) z roku 1818 oraz „Pieśni”, wydanych w Rydze w 1823 roku. Chciał swój język wynieść na parnas poezji, także tej świeckiej, a czerpiącej inspirację z romantycznej poezji niemieckiej, tradycji antycznej oraz estońskich pieśni ludowych. Słyszał te pieśni w dzieciństwie z ust swego ojca, dzwonnika w ryskim kościele Św. Jakuba.

Peterson pojawił się nagle, jak cudowne dziecko, wśród niemieckich badaczy estońskiego folkloru (ośrodkiem było oczywiście Tartu, szczyt zainteresowania to przełom XVIII i XIX wieku) i ku ich zdumieniu stał się poetą i pisarzem, pierwszym prawdziwie estońskim. Ten entuzjasta i marzyciel pozostał prawie zupełnie zapomniany przez kolejne sto lat, aż odkryli go na nowo poeci Dwudziestolecia międzywojennego, grupy „Noor-Eesti” („Młoda Estonia”) i „Siuru” („Skowronek”).

Ludzie lasu, karp i pierwsze dramaty

Pierwszy raz w życiu oczyściłam karpia w Estonii, dokładniej w Tallinie, a jeszcze dokładniej - w dzielnicy Nõmme przy ul. Valguse, czyli Świetlanej (lub: Świetlistej, Jasnej). Pierwszy raz patroszyłam dużą, zimną rybę z patrzącym na mnie okiem. Potem ja patrzyłam w jej środek, krew i skrzela. W ogrodzie wspólnego domu były garaże, trawa i dom dla lalek.

Karp przyjechał z nami z samego południa Estonii, z domu z dala od jakiejkolwiek wsi, ale za to z paleniskiem, z domu Leiva. Gospodarz jest jednym z estońskich uzdrawiaczy, oczywiste jest więc, że mieszka na odludziu, ma długą brodę, niemal czarne dłonie i może być tak samu dobry jaki i zły, Pachniało od niego drewnem i alkoholem. Nie wiem, jaki jest Leiv. A dzisiaj przeczytałam tłumaczenie dokonane przez Kazimierę Zawistowicz i opublikowane w 1932 roku w „Wielkiej Literaturze Powszechnej” pod redakcją Stanisława Lama - fragmentu sztuki „Libahunt” („Wilkołak”) jednego z pierwszych wybitnych realistów, uważanego za ojca współczesnej dramaturgii estońskiej, Augusta Kitzberga (1855-1927). Babka: „Myślę o tem, że na świecie jest pełno różnych dziwów, których nasza myśl i nasz rozum nie pojmą. Patrzysz i patrzysz wokoło, ale nic nie widzisz! W dawnej wierze była różnica między dobrem i ziem: byli czarownicy, byli i mędrcy, co więcej wiedzieli od innych. Nowa wiara różnicy nie robi: wszystkich jednako ma za czarowników! A przecie wśród nich są i dobrzy, i źli, jak woda, ukryta w głębi ziemi. Dobro i zło, których rozum ogarnąć nie zdoła!”

Za autorkę pierwszego estońskiego dramatu uważa się poetkę Lydię Jannsen (1843-1886), córkę Johanna Jannsena (1819-1890), człowieka zasłużonego dla estońskiego przebudzenia narodowego, Jednak to Kitzberg był pierwszym, który nie tyle adaptował sztuki europejskie na potrzeby rodzimej sceny, co tworzył oryginalne utwory sceniczne. Jego sztuką „Tuulte pöörises” („W wirze wiatrów”) słynny tartuski teatr „Vanemuine” rozpoczął swą profesjonalną działalność w 1906 roku. Otwarto też wtedy nowy budynek teatru, który całkowicie zniszczony podczas II Wojny Światowej, do dzisiaj pozostał legendą.

Karp, znachor Leiv i słowa Babki z dramatu Kitzberga... Łączy je szczególny stosunek Estończyków do lasu i świata natury. Ślady animizmu, starych wierzeń Estów, starożytnych mieszkańców północnych Inflant? Wielu wierzy w uzdrawiającą moc ludzi lasu. Znachorzy są tam dzisiaj jak najbardziej popularni. Nie wiem, co o tym myśleć, pamiętam tylko, jak patroszyłam tego karpia. Personifikacja dodawała mi sił...

Oscar i Eduard - Vilde'owie, na ławce w Tartu

Chodząc wieczorami po nieco opustoszałym Tartu natrafiłam na nietypowy pomnik. Na ławce siedziało dwóch jegomości w stylowych surdutach, kapeluszach, z laseczkami. Mój estoński gospodarz objaśnił mi, że to uwiecznieni (podobnie jak Julian Tuwim w Łodzi, czy Agnieszka Osiecka w Opolu) literaci - Oscar Vilde i... Eduard Vilde. Ten drugi to pod wieloma względami „numer pierwszy” w historii literatury estońskiej... Pierwszy pisarz - realista, „pierwszy nowoczesny Europejczyk w Estonii”, pierwszy autor noweli, gatunku tak charakterystycznego dla czasu emancypacji literatury estońskiej, wreszcie - pierwszy zawodowy pisarz.

Eduard Vilde urodził się w roku 1865, karierę pisarską zaczynał jako dziennikarz, a musimy pamiętać, że Estonia była wtedy daleką prowincją Imperium Rosyjskiego, obciążoną w dodatku pamięcią dominacji niemieckich landlordów. Świat ten powoli odchodził w przeszłość, ze swoimi elitarnymi zasadami, dworami, panami i ich „obsługą”. Teraz świat przygotowywał się do rewolucji, a Estonia do obrony niezależności swej kultury (sama nie spodziewała się jeszcze tak nagle zdobytej po I wojnie światowej niepodległości politycznej). Późne lata 90. Vilde spędził w Berlinie, gdzie „duch czasu” uczynił go żarliwym socjalistą. U szczytu był wtedy realizm krytyczny oraz naturalizm Emila Zoli. Vilde był uważnym obserwatorem swego otoczenia, i w Europie Zachodniej, i w Estonii. W roku 1898 powstała jego pierwsza - i pierwsza „europejska” w literaturze estońskiej - nowela „Astla vastu”, w której nie puszcza płazem nierówności społecznych, różnic materialnych, braku równouprawnienia kobiet, wszystkich problemów społecznych Inne jego utwory to: „Külmale maale” („Ku zimnej krainie”), 1896; trylogia historyczna „Mahtra sõda” („Wojna w Mahtra”), 1902; „Kui Anija mehed Tallinnas käisid” („Gdy chłopi z Anii poszli na Tallin”), 1903 i „Prohvet Maltsvet (Prorok Maltsvet”), 1908; ostania jego nowela to „Mäeküla piimamees” („Mleczarz ze wsi Mäeküla”), 1916. Twórczość Vilde'a utorowała drogę ku rozwojowi powieści realistycznej, której niekoronowanym królem stał się później Anton Hansen Tammsaare (1878-1940) dzięki słynnej pięciotomowej „Tõde ja õigus” („Prawda i sprawiedliwość”) 1926-1933.

Eduard Vilde stosował technikę dokumentu i noweli jednocześnie - dlatego mówi się, że wyniósł nowelistykę estońską na poziom europejski. Był humanistą, chociaż jego opowiadania pełne są przemocy i krwi. Według Toomasa Hauga, każdy opis kary cielesnej, tak chętnie stosowanej przez posiadaczy ziemskich wobec swoich poddanych, każdy okrutnie realistyczny tekst to w istocie policzek wymierzony odchodzącej klasie rządzącej w dawnych Inflantach. Ta „klasyczna” estońska literatura jest polna emocji i żarliwości wobec poczucia krzywdy i niesprawiedliwości społecznej. Czy tak mocna osadzona w realiach powieść może nam jeszcze coś dzisiaj zaproponować? Sekretem aktualności pisarstwa Vilde'a jest „głębsza struktura rzeczywistości; fakt, że wciąż jesteśmy w połowie drogi między padołem łez a „naszym wschodem”, pozostał bez zmian”. Vilde był też aktywnym organizatorem życia literackiego. Pisał do czasopisma „Teataja” („Posłaniec”). Środowisko to nazywane było „tallińskimi radykałami”. W lewicowe i liberalne kręgi estońskiej inteligencji Vilde wprowadził m.in. Marie Under; pod jego wpływem przyszła słynna poetka i prozaiczka estońska zaczęła próbować swoich sił właśnie w prozie.

Przyjrzyjcie się więc dwóm klasykom Vilde'om w Tartu, na ławce, z kapeluszami, laseczkami i w eleganckich dziewiętnastowiecznych surdutach. Wydają się spokojni, znieruchomiali. Nie dajcie się zwieść, oni obserwują.

Ogień Dwudziestolecia

Historia eksplozji estońskich grup literackich w latach 1905-1939 jak w soczewce skupia w czasie i w przestrzeni kierunki literatury europejskiej. Obserwowanie tych dziejów w fascynujący sposób przybliża naszą własną historię i tamten gorący czas. Dwie, a może i więcej, epoki literackie zbiegły się w Estonii w nieco ponad 30 lat. Pierwszą grupą była „Noor-Eesti”, czyli „Młoda Estonia”, jak inne jej siostry modernistycznej Europy wysoko ceniąca poezję. Twórczości literackiej chciała zyskać prawo do niezależności, subtelnego artyzmu i „duchowego arystokratyzmu” w przeciwieństwie do tendencyjnych utworów patriotycznych końca XIX wieku. Poezja miała nadążyć za impresjonizmem, neoromantyzmem i symbolizmem francuskim.

„Noor-Eesti” objawiła się publiczności, wydając w roku 1905 pierwszy ze swoich pięciu artystowskich albumów Noor Eesti I. Seria został ukończona w roku 1915. Założycielami grupy byli dwaj „giganci literatury estońskiej”, ludzie, którzy sami świetnie wykształceni w szerokim świecie, powrócili do Estonii, aby nadać impet estońskiej poezji, prozie, prasie, życiu literackiemu. Byli to Gustav Suits (1883-1956) oraz Friedbert Tuglas (wł. Mihkelson, 1886-1971). Do grona „Młodej Estonii” należeli także: poetka Marie Under (1883 - 1989), znany i w Polsce powieściopisarz Anton Hansen Tammsaare (1878-1940), poetka estońsko-fińska Aino Kallas (1878-1956). Estonia była wówczas częścią carskiej Rosji, która już coraz wyraźniej chyliła sio ku upadkowi. Literaci dusili się w ciasnym społeczeństwie mieszczańskim, ograniczani przez urzędników carskich i dawnych posiadaczy niemieckich. Czuli nowa epokę. Widzieli też grozę tej epoki i zmiany po rewolucji 1905 roku. Nie chcieli dać się ograniczać patriotyzmowi estońskiemu, ich hasłem było więc: „Bądźmy Estończykami, lecz także Europejczykami” Hasło to jest w Estonii aktualne do dzisiaj i mówi o bardzo charakterystycznym dla jej mieszkańców ni do własnej i światowej kultury. Pamiętacie słynne: „zielono mam w głowi i fiołki w niej kwitną” Kazimierza Wierzyńskiego, czy: „A wiosną niechaj wiosnę, nie Polskę zobaczę” Jana Lechonia? Podobnie jak Skamandryci, poeci „Siuru”, czyli „Skowronka”, krzyczeli z serca „Carpe diem!” Trwała właśnie Estońska Wojna Wyzwoleńcza (1918-1920), a udział w niej brali nawet gimnazjaliści... „Siuru” utworzyli pisarze pod przewodnictwem... Friedberta Tuglasa. Do grupy należeli: Marie Under, August Gailit (1891-1960), Henrik Visnapuu (1890-1951), Johannes Barbarus (wł. Vares, 1890-1946). Wzorami dla „Skowronków” była francuska grupa „Clarté” oraz niemieccy ekspresjoniści. Mieszkańcy Tartu natomiast mogli rozpoznać członków tej bohemy po białych chryzantemach noszonych na piersi lub w klapie marynarki. „Skowronki” nie mogły jednak nie zauważać tego, co się wokół nich działo. Część z nich o najbardziej radykalnych lewicowych przekonaniach utworzyła w roku 1921 grupę i czasopismo „Tarapita”. Barbarus natomiast poszedł później w kierunku futuryzmu i fascynacji cywilizacją (nasze 3 x M!) - pisząc zbiory wierszy „Geomeetriline inimene” („Geometryczny człowiek”) oraz „Multiplitseerit inimene” („Człowiek przemnożony”). W okresie tym formowały się instytucjonalne podstawy życia literackiego - w 1922 roku powstał Związek Pisarzy Estońskich, w 1923 roku organ Związku, miesięcznik „Looming”, który istnieje do dziś. Redaktorem naczelnym był F. Tuglas. W 1925 roku utworzono Eesti Kultuurkapital, rozporządzający pisarskimi „pensjami”, także istniejący do dziś.

Młodsi twórcy jednak sprzeciwiali się już estetyce „Skowronków” - podnosząc hasło: „precz z czekoladową liryką!” (kolejna analogia z krytyką wobec Skamandrytów). Młodzi socjaliści w opozycji do „artystów” wydawali wspólne antologie („Aktsioon I, II”, oraz „Tulirynd” w latach 1926-1927), organizowali środowisko wokół czasopisma „Kirjanduslik orbiit” („Orbita Literacka”). Prąd ten zwany jest „antyromantycznym >>bliżej życia<<”. Inspiracją była myśl francuskiego filozofa i pisarza Juliena Bendy. Wielu krytyków z tej formacji nawoływało do urealnienia prozy wobec potrzeb klasy robotniczej według zasad naturalizmu i neorealizmu.

Poezja „wysoka” nie została w Dwudziestoleciu całkowicie zepchnięta na dalszy plan. Pod koniec lat 30. ukazała się antologia „Arbujad” („Jasnowidze”), która skupiała plejadę poetów nowej generacji o wysokim poziomie artystycznym. Krytycy literaccy porównują estetykę i założenia „Arbujad” do rosyjskich „Akmeistów”. Warto zapamiętać chociaż jedno nazwisko z grona „Jasnowidzów” - Uku Masinga (1909-1985), niezwykle uzdolnionego poety i lingwisty. Przed wojną wykładał na wydziale Teologii i Języków Semickich w Tartu. Gdy po wojnie wydział w sowieckiej Estonii zamknięto, imał się różnych prac i tłumaczył poezję. Znał około 60 języków! Chociaż nie wyemigrował, podobnie jak Zbigniew Herbert był zmuszony pisać „do szuflady”, i dopiero teraz wydaje się w Estonii jego dzieła zebrane. Poezję mistyczną, religijną Masingi porównuje się do twórczości T.S. Eliota po konwersji.

Dwudziestolecie było w Estonii epoką owocną, i chociaż nurt literatury estońskiej został przez II Wojnę Światową gwałtownie przerwany, współcześni twórcy mają swoim poprzednikom wiele do zawdzięczenia.

Ojciec Vello z Pirity

Jeżeli z centrum Tallina pojedziemy autobusem nr 8 do końca linii, oczom naszym, ukojonym już widokiem długiego wybrzeża, plaży i żaglówek, ukażą się dwa kościoły. To Pirita, kiedyś osobna osada pod Tallinem. Pierwszy z kościołów, w kompletnej ruinie, a jednak piękny i imponujący, to dawny klasztor, którego budowę rozpoczęto w 1407 roku dla zakonników i mniszek pw. Najświętszej Marii Panny oraz Św. Brygidy. Klasztor został zniszczony podczas oblężenia Tallina (wówczas Rewia) przez wojska rosyjskie zimą 1577 roku. Drugi kościół to nowy projekt architektoniczny korespondujący ze „starszą siostrą”, okrążony sztucznym strumykiem, biały i przeszklony. Dziwne to uczucie, oglądanie z wnętrz nowoczesnej świątyni tej pierwszej, w porównaniu z nową niemal antycznej. Msze (piękne, z chorałem gregoriańskim śpiewanym przez siostry oraz nieliczną wspólnotę estońskich katolików) odprawia ojciec Vello. Białobrody sędziwy mężczyzna, który, dając mi adresy akademików estońskich za granicą, nieoczekiwanie powiedział do mnie: „To dopiero początek”. Ojcze Vello, idę więc dalej...

Do Pirity pojechałam w poszukiwaniu informacji o estońskiej literaturze emigracyjnej. Wszystkie kraje dawnego bloku komunistycznego przeżywają dzisiaj podobne trudności ze skompletowaniem historii swojego piśmiennictwa i połączeniem obu nurtów literatury -krajowego i emigracyjnego. Tak jest z polską, litewską, łotewską czy estońską literaturą - przymusowo rozdzielone, dostały szansę połączenia. Obraz składa się w całość dopiero na naszych oczach. Siłą rzeczy, nikt nie mógł o niej mówić i pisać aż do lat 90.

Podczas pierwszej sowieckiej okupacji Estonii (od roku 1940) władze organizowały procesy, w których skazywano np. za udział w Wojnie Wyzwoleńczej (walki 1918-1920 o niepodległość I Republiki Estonii z wojskami sowieckimi), oraz masowe deportacje na Syberię. Pierwsza nastąpiła z 13 na 14 czerwca 1941 roku - deportowano 10 205 osób, druga w lipcu i sierpniu 1941 roku - deportowano ok. 60 tys. osób. Nic więc dziwnego, że gdy w roku 1944 po raz drugi przybyły oddziały sowieckie, ok. 70 tys. ludzi zdecydowało się na uchodźstwo. Najczęściej via Finlandia szukano schronienia w Szwecji, alianckich Niemczech, później w Australii, USA i Kanadzie. Większość tej emigracji to inteligencja, w tym 1/3 Związku Pisarzy Estońskich. Gros literatów znalazło się w sytuacji emigranta: pierwszy profesor literatury estońskiej na Uniwersytecie w Tartu, krytyk, poeta i prozaik Gustav Suits; prekursorka poezji erotycznej oraz utalentowana prozaiczka Marie Under, autor słynnego „Toomasa Nipernaadiego” August Gailit; aktorka i pisarka Asta Willman; autor pierwszej opublikowanej w Radzieckiej Estonii powieści emigracyjnej „Imede saar” („Wyspa cudów”) Karl Ristikivi; nazywany „ojcem surrealizmu estońskiego” Ilmar Laaban; ceniony poeta Kalju Lepik; etnograf i pisarz Ilmar Talve; oraz Arved Viirlaid, późniejszy autor powieści „Ristideta hauad” („Groby bez krzyży”) porównywanej do prozy Pasternaka i Sołżenicyna...

Lista jest bardzo długa, brak tu miejsca na wymienienie wszystkich, nawet najważniejszych nazwisk, wystarczy może jednak wymienić domy wydawnicze powstałe na uchodźstwie. Były one czasami tworzone już w obozach dla uchodźców lub szybko organizowane w nowych warunkach politycznych.

Centrum życia literackiego dla Estończyków stała się Szwecja. Z Finlandii trafiło tam wydawnictwo „Orto”, które następnie w roku 1951 przeniesiono do Toronto. Plonem „Orto” jest prawie 200 tytułów oryginalnych utworów estońskich. W latach 50. drugim centrum stało się uniwersyteckie miasto Lund w Szwecji. W Kanadzie działały ponadto wydawnictwa „Mana” i „Marjamaa”. To ostatnie, zajmujące się piśmiennictwem chrześcijańskim, założone zostało w Rzymie przez ojca Vello Salo. W Anglii już w roku 1939 utworzono wydawnictwo „Boreas”. W Niemczech z wielu domów przetrwało tylko „Kultuur”, które później przeniesiono do Nowego Jorku. Ogólnie więcej niż 2600 książek w języku estońskim ukazało się poza granicami ESSR. Dla porównania: w latach 1945-1953 w ESSR wyszło 7 powieści, na emigracji 60. Nie można nie docenić roli literatury emigracyjnej dla każdego chyba kraju. Umożliwiała ona zachowanie tożsamości, przetrwanie języka, wartości, kultury, historii...

„Drogi Panie Sulev Kaja. Jestem Panu bardzo zobowiązany za propozycję przetłumaczenia moich utworów na francuski. Żałuję, że nie byłem w stanie odpowiedzieć Panu wcześniej, ale byłem zmuszony uciec z Estonii z niewiele więcej niż jedną małą walizką i nie mogłem zabrać ze sobą żadnej z moich książek” - w roku 1946 pisał w liście do dziennikarza belgijskiego August Gailit.

Wielkie pokolenie lat 60.

W latach 60. zadebiutowało wielu twórców, którzy wywarli ogromny wpływ na literaturę Estonii, czynicie to z powodzeniem do dzisiaj. Pokolenie to nazywane jest „kasetowym”, ponieważ w 1962 roku opublikowano debiuty we wspólnej obwolucie („kasecie”) zatytułowanej „Noored autorid 1962” („Młodzi autorzy 1962”). Kolejne zbiory publikowano do 1967 roku. Do grona debiutantów należeli: Paul-Eerik Rummo, Mats Traat, Enn Vetemaa, Hando Runnel oraz Jaan Kaplinski.

Obowiązkiem dla wszystkich zainteresowanych Estonią (nie tylko literacką) jest zapoznanie się z powieściami Jaana Krossa. Są to nieliczne dostępne w Polsce powieści z tego zakątka świata, i chociaż brakuje najnowszych utworów tego arcyciekawego pisarza: „Professor Martensi ärasõit” („Wyjazd Profesora Martensa”) czy „Paigallend”, możemy w języku polskim przeczytać: „Trzy bicze czarnej śmierci, czyli Opowieść o Baltazarze Russowie” (Warszawa 1979), „Cesarski szaleniec” (Warszawa 1988), „Kamienie z nieba” (Warszawa 1977, 1997), „Cztery wezwania z przyczyny św. Jerzego”, „Immatrykulacja Michelsona” (Warszawa 1998). I chociaż złośliwi nazywają Krossa pisarzem „o najdłuższym stażu w noblowskiej poczekalni”, najlepszą nagrodą dla osiemdziesięciotrzyletniego już dzisiaj literata jest z pewnością uznanie, jakim cieszy się wśród rodzimych czytelników. Jego powieści to twórcze spojrzenie na historię Estonii (poprzedzone żmudnymi badaniami historyka), to dodanie jej szczypty ludzkich uczuć, obaw, ambicji... Proza Krossa błyska specyficznym (estońskim!) poczuciem humoru („Trzy bicze czarnej śmierci”), potrafi też rozpostrzeć przed nami prawdziwą ludzką tragedię („Cesarski szaleniec”). Dzięki technice monologu wewnętrznego bezpośrednio dane jest wejście do innego, fascynującego świata.

Kross mieszka w Tallinie na Starym Mieście (Vanalinn). Jedna z przyjaciółek jego rodziny, Finka Eva opowiadała na łamach „Estonian Literary Magazine”: „Kiedyś widziałam jego temperament w akcji. Zdarzyło się, że po wyjściu z archiwum przypomniał sobie, że zostawił w nim jakieś notatki. Musiał więc znowu wspinać się po schodach. Wszystkie te stracone minuty! Zobaczyłam, jaka była w nim wściekłość i furia. Taki był - struktura powieści już głowie, wciąż ponaglająca go pasja badacza...”

„sala była tak pełna, że niektórzy poeci musieli siedzieć pod fortepianem”

Estonia to wymarzony cel rowerowych wędrówek. Kraina przy szarobłękitnym Bałtyku, pełna jezior, raczej płaska i bardzo zielona. Nie zdziwcie się więc, jeżeli spotkacie znanego pisarza estońskiego - na rowerze... Zdradził się z tym Mehis Heinsaar, autor noweli „Liblikmees” („Człowiek motyl”) czy powieści „Härra Pauli Kroonikad” („Kroniki Pana Pawła”). Uwaga więc na ulicach Tartu...

Literatura estońska żyje, i ma się dobrze, o czym świadczą dokonania bardzo młodych pisarzy, w większości „żaków” ze słynnego akademickiego Tartu. Poznali się na seminariach z semiotyki, literatury estońskiej lub angielskiej. Spokojna, ale i niezwykle twórcza atmosfera tego miasta sprzyja tworzeniu się środowisk artystycznych. Mniej więcej 6 lat temu powstała jedna z najnowszych formacji literackich Estonii „Erakkond”, co można przetłumaczyć jako „wspólnota pustelników”. Już sam oksymoron w nazwie ma wiele zaznaczyć: grupa to przede wszystkim przyjaciele, którzy piszą razem, ale i osobno. Razem - ponieważ z przyjaźni wypływają ich wspólne literackie fascynacje i wzajemne inspiracje; osobno - ponieważ grupa nie ma ustalonej linii, manifestu; silnie zaznacza prawo do odrębności każdego ze „swoich pustelników”.

Drugiego kwietnia 1996 roku szacowny budynek Kirjanduse Muuseum (Muzeum Literatury) w Tartu przeżył pierwszy najazd „pustelników”. Publiczność słuchała wierszy, których autorami byli: Kristiina Ehin, Mehis Heinsaar, Kalju Kruusa, Aare Pilv, Lauri Sommer. Całe grono „Erakkond” to jeszcze: Andreas Kalkun, Marko Kompus, Margus Lattik, Led Seppel, Kadri Tüür i Berk Vaher.

Już jesienią 1996 roku „pustelnicy” zaczęli wspólnie publikować swoje utwory. Kolejne spotkania organizowali w teatrze Vanemuine, Ogrodzie Botanicznym i oczywiście w Muzeum Literatury - i to tam 11 marca 1997 roku, podczas promocji wspólnego tomu „Üheksävägine” („Dziewiećsił”) „sala była tak pełna, że niektórzy poeci musieli siedzieć pod fortepianem” (ELM 6/98). Istotne jest też to, że w magazynie literackim „Vikerkaar” (nr 1-2, 5/1997) poeci sparodiowali tradycję manifestów, ogłaszając: „Nie chcemy być, nie jesteśmy kartką papieru. Jesteśmy liściem wyrosłym po burzy z leszczyny świeżo otwartej wiosennej rany, która pachnie jej wnętrzem. Lato, które nieuchronnie nadchodzi, sprawia, że zapachy wyłaniają się ze snów: goździk, drzewo sandałowe, kawa, deszcz, ulica, metafora, jabłko -pozwólmy uwolnić się wszystkim zapachom, niech one nam wystarczą. Czasami podmuch wiatru wpada przez otwarte okno i leniwie przewraca strony tego tomiku - tylko udaje, kartkując go tak szybko, nie zapamięta nawet tytułów”. Miejcie więc oczy szeroko otwarte na ulicach i w ogrodach Tartu.

Nõmme

Jeśli ktoś chciałby zobaczyć, jak wygląda dzielnica Tallina Nõmme, a nie może (przynajmniej jeszcze na razie) pojechać do samego Tallina, niech wybierze się do Kolumny, małej miejscowości nieopodal Łasku, który jest z kolei sąsiadem Łodzi. Kolumna to sosnowe lasy, oczka wodne, piasek... Drewniane domy, kiedyś „wczasowe”, wybudowane za czasów młodej Rzeczypospolitej polistopadowej, zamieszkiwane są już teraz przez cały rok. Podobny styl można odnaleźć na Ukrainie, na Podlasiu, w okolicach Kaliningradu. Byłam w Kolumnie w sierpniu, na przyjęciu weselnym moich przyjaciół. Tańczyliśmy na szerokim ganku domu dziadka panny młodej, a wieczorem od nieba odcinały się białe, papierowe lampiony rozwieszone nad stołami. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu podobieństwa i bliskości tej zbudowanej w Dwudziestoleciu leśnej osady polskiej do tej siostrzanej, estońskiej.

Było to krótko po moim powrocie z Estonii - z Nõmme. W tej spokojnej dzielnicy Tallina, wybudowanej przez dumnych i radosnych obywateli Republiki Estońskiej (wyobrażam ich sobie: z powściągliwością mówiących o swoim dopiero co narodzonym państwie; duma ta może być teraz śmieszna, ale ma w sobie rzadko spotykaną dziś klasę), mieszkałam u moich gospodarzy przez trzy tygodnie. Więc tak wyglądała wtedy Młoda Estonia! - myślałam. W Nõmme przed II wojną światową mieszkała także mistrzyni poezji estońskiej Marie Under. W jej domu mieści się teraz Centrum Badań Literackich im. Marie Under i Friedberta Tuglasa.

Specyficzna drewniana architektura podmiejska naturalnie komponuje się z wysokimi sosnami. Po estońsku „nõmm” to tereny porośnięte mchem. Dzisiaj republikańskie domy też już lekko obrastają mchem, niektóre powoli chylą się w dół, inne natomiast są pieczołowicie odnawiane jedyną w swoim rodzaju techniką. Gdy przyjechałam do domu moich gospodarzy, część budynku była w remoncie. Tylko jeden człowiek umiał właściwie wymieniać deski domu na nowe, robił to powoli, ale z zamiłowaniem i - mistrzostwem. Nõmme porasta mchem. W środku wspólnego domu skrzynki na listy mają jeszcze radzieckie napisy w cyrylicy; skrzynki, które na krótki czas wygrały z Republiką Estonii. Drewniane schody są miękkie, panuje tam brzydko-przytulny zapach deszczu, kurzu, mchu i grzybów. W Nõmme wyobraźnia i literatura mają się czym żywić.

Anna Michalczuk

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas