poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
ROBERT KOZELA
Przegląd prasy [Dekada Literacka 2003, nr 3-4 (195-196)]

■ „Nie potrafił się Miłek do siebie uśmiechać. W szkole, z innymi uśmiechał się od ucha do ucha i gadał głupoty. I nawet sam sobie wydawał się luzacki. W każdym razie niektórzy tak o nim mówili. Trudno w to uwierzyć, gdy się go widzi tylko na podwórku, gdy się jego dziennik wyłącznie czyta, gdy się z nim poważnie, jak Chudy, rozmawia. Ciężko przeskoczyć do innego świata, do tej codziennej a wypracowanej społecznej dezynwoltury, do obcej mu w końcu nonszalancji.” To fragment obszernej prozy zamieszczonej w „Twórczości” (2003 nr 2-3): „Dziennika dziwaka” Ryszarda Dobrowolskiego. To dziennik dziwaka i dziwny dziennik. Wprawdzie nie ma tu organizacji związanej z chronologicznie usystematyzowanym przyrastaniem zapisków, jednak w miarę następowania po sobie kolejnych rozdziałów bohater - spisywacz dorasta, dochodząc do matury. Jest to zapisywana w dzienniku opowieść Miłka albo trzecioosobowa narracja o Miłku z luźnymi wariacjami wykorzystującymi jego dziennik i młodzieńcze próby twórczości. Także tematy rozdziałów „dorośleją”, towarzysząc dojrzewaniu, problemom w szkole i w domu, (pseudo)rozważaniom filozoficznym, pierwszym doświadczeniom erotycznym. Miłek to dziwak w wielu aspektach i na wielu płaszczyznach. Dziwak, bo pisze wiersze (twierdząc, że pisze je, aby udowodnić, że może to robić i zarazem zanegować pisanie wierszy), bo nie chodzi na religię (ojciec milicjant) i nie chce wierzyć w boga, bo bez przerwy porusza poważne tematy, bo pyta o sens wszystkiego. Dziennik pokazuje też Miłka jako (prawie) zwykłego chłopaka, trochę nadwrażliwego, zarozumiałego samotnika, który wprawdzie często zachowuje się tak jak rówieśnicy ale próbuje nadać temu „głębszy” sens. Jest w tym poza, podkreślana używaniem trudnych słów lub przywoływaniem książek, spektakli. Oszczędnym, gdyż w gruncie rzeczy Miłek nie zajął studiowaniem niczego na poważnie, acz rozmyślał nad matematyką lub filozofią, siedząc jednak najczęściej przed telewizorem. Napuszoną niedojrzałością językową razi choćby ta „społeczna dezynwoltura”. Jednak nie można odmówić autentyczności a nawet dojrzałości niektórym rozważaniom, np. tym o przypominaniu sobie, wspomnieniach, odczytywaniu przeszłości. Śmieszą czasem jego rozważania o kobietach, dziewczynach - śmieszą bardziej nie dlatego, że jego, ale że powtarzalne, że typowe, choć nie powszechne. Jakieś tam szukanie ideału kobiety, próby poznania, niechęć zaraz po poznaniu, niedojrzałość i zieloność. I te rozważania: „nie znajdował żadnej dziewczyny, która by wykraczała ponad przeciętność, która znacząco różniłaby się od jego kuzynek.” No i młodzieńcze spleeny: „był nieszczęśliwy i nie wiedział dlaczego. Nie, żeby go to specjalnie męczyło. Po prostu chciał być szczęśliwy, a jakoś nie szło.”

W pierwszym tegorocznym numerze kwartalnika „2+3D” (2003 nr 1) warto przeczytać i oglądnąć artykuł „Rock Design” Lexa Drewinskiego. Właśnie, przede wszystkim oglądnąć, gdyż chodzi o projektowanie okładek dla albumów z muzyką rockową. Okładkę dla płyty „Sticky Fingers” (1971 r.) grupy The Rolling Stones zaprojektował Andy Warhol. Jest to pierwsza okładka płyty zrobiona w stylu „ready-made”. „Front to czarno-biała fotografia obcisłych lewisów z wklejonym w nią zamkiem błyskawicznym. Po rozpięciu zamka pojawia się wydrukowane na kopercie płyty zdjęcie białych męskich slipów i ud. Dwuznaczny tytuł „Sticky Fingers” kojarzył się z seksualnymi praktykami. Tył okładki konsekwentnie ukazuje okryte dżinsami męskie pośladki” - to część istotnego opisu, gdyż na reprodukcji nie można zauważyć wszystkich szczegółów. Warto pamiętać, że była to epoka przed płytą kompaktową, więc okładki i krążki były (najczęściej) większe od dzisiejszych płyt. Drewinski omawia szereg okładek znaczących dla „historii płytowego dizajnu”. Uwagę zwraca również okładka płyty punkowego singla grupy Sex Pistols: „God Save The Queen”. „Królową angielską potraktowano na niej w taki sposób, że mogłaby rzeczywiście potrzebować pomocy” - krótko konstatuje autor. Projektant okładki: Jamie Reid zakleił oczy i usta królowej paskami z nazwami płyty i zespołu. Napisy są konstruowane za pomocą słów i liter wyciętych z gazet - jak w anonimowych listach ze starych filmów o detektywach.

W tym numerze zwraca również uwagę tekst o projektowaniu w Szwajcarii (Monika Bielak: „Młodzi Szwajcarzy”), który jest właściwie krótkim wprowadzeniem do problemu i pozwala na zorientowania się w trendach nazwiskach, grupach. Bielak dotyka nie tylko problemów typografii, pisze również o wzornictwie użytkowym (meblach).

Jak niejednorodny, trudny do zdefiniowania, pełen sympatii i niechęci zarazem jest stosunek Ameryki i Europy pokazuje chociażby sprawa wojny z Irakiem. Być może po ukazaniu się tego numeru będzie już po wojnie. W takim kontekście szczególnie warto sięgnąć jeszcze na półkę z ubiegłorocznymi czasopismami. Relacji starego i nowego świata w całości poświęcony jest ósmy numer kwartalnika „Kafka” (2002 nr 8). Peter Bender swój artykuł „Honor czy korzyść” zaczyna od przypomnienia sporu dwóch polityków Związku Achajskiego na Peloponezie. Racja jednego: jeśli nie mamy dość siły, żeby w relacji z coraz bardziej dominującym Rzymem zachować honor, zadbajmy przynajmniej o korzyść, spełniając życzenia Rzymian. Drugi uważał, że trzeba upierać się przy swoich prawach, w przeciwnym razie Rzym będzie coraz bardziej narzucał swoją wolę i doprowadzi do zniewolenia. „Gdybym w tym tekście zamiast 'Rzymianie' napisał 'Amerykanie', mógłby on stać się zapisem aktualnej debaty europejskich polityków na temat ich stosunku do Ameryki. Tony Blair mógłby objąć rolę stronnika ugodowości, który z nadgorliwym posłuszeństwem wypełnia wszystkie życzenia Amerykanów. Spadkobiercy de Gaulle'a w Paryżu zajęliby przeciwną, głoszącą pokojowy sprzeciw, pozycję. Niemcy wahaliby się i lawirowali, jednak szybko podporządkowaliby mocarstwu. Polacy stanęliby przy Blairze i pokazali, że dalej są najwierniejszymi wasalami Stanów Zjednoczonych” - pisze Bender. W dalszej części tekstu mnoży ciekawe, dające do myślenia, porównania stosunku Rzymu i Grecji, Ameryki i Europy. Ze sfery polityki przechodzi do kultury, przywołując Horacego. Czy twierdzenie, że podbita mieczem Grecja zdobyła Rzym duchem można zastosować do relacji między Ameryką i Europą? Na początku: tak. Potem uniezależnili się od wzorców (jak Rzymianie w czasach Augusta) i wreszcie w drugiej połowie XX wieku zaczęli przerastać Europę w wielu dziedzinach. Stary kontynent traci przewagę kulturalną.

Czeszka, Hana Andronikova wyraźnie nie jest zachwycona tym, co przyszło z Ameryki po aksamitnej rewolucji. W tekście „O pasterzu i owcach” z obawą pisze o konsumpcjonizmie, reklamowym praniu mózgów, kulcie pieniądza, zmęczeniu, ubóstwie życia duchowego przepracowanych ludzi. „Miejsce przesytu bolszewickim minimum zajął nieograniczony wybór (towarów, technologii, możliwości, informacji i tak dalej), który po krótszym lub dłuższym korzystaniu z niego pełnymi garściami przyniósł poczucie kompletnej pustki.” Wprawdzie Europa nie umie się mu przeciwstawić, ale optymizm i witalizm Ameryki jest zbyt przerysowany, oparty na wymuszonym kulcie sukcesu, arogancki, jakiś taki nie-inteligencki. Wymowy tego tekstu nie łagodzą nawet końcowe stwierdzenia autorki, że Europa i Ameryka to tylko części tego samego świata, który w znacznej mierze wpływa na nas jako całość. Warto przeczytać ten tekst, chociażby po to, aby się z nim nie zgodzić.

Dla przeciwwagi trzeba przeczytać artykuł Aleša Debeljaka „Most Atlantycki”. Dla niego otwarcie na Amerykę jest szansą, nie zagrożeniem. „Gdyby Europa zdecydowała się poprzestać na tym, co już osiągnęła w kulturze, byłaby to strategia krótkowzroczna. Jeśli nie uda się nam również w tej dziedzinie odnowić własnej energii i połączyć bogatego dorobku europejskiego z amerykańską otwartością, to znaczy, że zaprzepaściliśmy wielką szansę, którą otwarł dla nas most przez Atlantyk.”

Znany pianista, Grabowski, oficer w kampanii wrześniowej trafia do niewoli sowieckiej. Próbuje uciec już na stacji w Kozielsku, korzystając z zamieszania po tym jak porucznik Lewandowska daje w pysk żołnierzowi rosyjskiemu, który ją obmacywał. Jednak żadna próba ucieczki się nie powiedzie. Od zdjęć archiwalnych i zdjęć na kozielskiej stacji zaczyna się scenariusz filmowy „Sanatorium Gorkiego” Dżamili Ankiewicz i Roberta Glińskiego („Dialog” 2002 nr 12). To powinien być dobry film. Opowieść o oficerze rezerwy, który nie udaje bohatera, jednak nie przyjmuje intratnej propozycji sowietów, aby koncertować w Moskwie. Opowieść o niewiernym mężu, który chce odzyskać rodzinę. Grabowski ginie w siedzibie NKWD w Smoleńsku, podejmując ostatnią próbę ucieczki, walcząc w zabarykadowanej celi. Scenariusz kończy się sceną w „latach współczesnych”. Zofia, córka Grabowskiego chce się czegoś dowiedzieć o ojcu od Saszy, syna komendanta obozu w Kozielsku. Sasza udaje, że nie pamięta. Nie rozpoznaje fragmentu zdjęcia, na którym kazał się sfotografować w obozie z Grabowskim i psem Stalinkiem.

Znana i dobra dziennikarka, Teresa Bedell, zostaje osaczona przez maniaka, któremu wydaje się, że po pierwszej randce (w ciemno) ma do niej prawo. Tony za wszelką cenę próbuje ją zdobyć, zawłaszczyć, wreszcie unicestwić. Sztuka Rebecci Gilman „Będę cię miał”, drukowana w „Dialogu” jest dobrym studium psychologicznym takiej chorej relacji. Spotkanie z.chorym mężczyzną staje się dla Teresy toksyczne, wpędza ją w depresję, zmusza do zmiany miejsca zamieszkania. Przyjaciele i policja nie pomagają, psychopata zwyciężą: Teresa ucieka do innego miasta, gdzie będzie pisać pod zmienionym nazwiskiem.

Nie wiem, jak dobrze napisać o wierszach Kuby Mokrosińskiego, opublikowanych przez „FA-art” (2002 nr 4). Albo trzeba by je przepisać i zostawić czytelnika sam na sam z frapującą lekturą, albo z namysłem analizować wers po wersie. Próbować rozwiązać metafory i opowiedzieć obrazy, które budują się w głowie po trzeciej, czwartej, piątej lekturze. To, oczywiście, nie jest tu możliwe. Do zacytowania fragmentów wybrałem „Mistrza gruzów”. „Kamieniem strącić można wiele rzeczy / Pożytecznych. Na przykład światło blade.” To dwa pierwsze wersy tego utworu. I jego zakończenie: „(...) Kamieniem koniec / Można stroić i w dno stoczenia / Kamieniem czekać. Strącony goniec.”

Robert Kozela

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas