poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
Camera obscura [Dekada Literacka 2003, nr 3-4 (195-196)]


■ W dwóch szczegółach nie sposób zgodzić się z tekstem Ewy Berberiusz o Marii Janion („Plus-Minus”nr279). 1.) „Zawsze takie Rzeczypospolite będą, jakie młodzieży chowanie” to nie „zapoznana Staszicowska zasada”, lecz wyjątek z aktu fundacyjnego Akademii Zamojskiej (1600), przez Staszica potem sparafrazowany (w innych słowach), 2.) „Protokoły (nie „tajemnice”!) mędrców Syjonu” to nie książka napisana po francusku za Napoleona III, lecz rosyjska broszura z r. 1905, będąca przeróbką francuskiego tekstu „Dialog w piekle między Monteskiuszem a Machiavellim” z r. 1864, pióra M. Joly'ego, gdzie jednak o „mędrcach Syjonu” i w ogóle o Żydach nie ma mowy. (hm)

Prof. Stanisław Grzybowski opowiada w „Dużym Formacie” (nr 30) jak to Ignacy Daszyński czytał z mównicy w parlamencie wiedeńskim jakąś książkę skonfiskowaną za pornografię, aby umożliwić jej dalsze publikowanie, bo wypowiedzi posłów nie mogły być cenzurowane. Relacja niezupełnie ścisła, bo chodziło tu nie o pornografię, ale o zbiór opowiadań „Legendy” Andrzeja Niemojewskiego, skonfiskowany za bluźnierstwo. A odczytywał je w parlamencie (w r. 1902) nie tylko Daszyński, ale i czeski poseł Vaclav Klofač. Książka ukazała się potem pod nazwą „Tytuł skonfiskowany”. (hm)

Zygmunt Kęstowicz we wspomnieniach „Na obrotowej linii życia”, spisanych w formie listów do Krystyny Zbijewskiej, wymienia jako autora „Krowoderskich zuchów”- Konstantego Krumłowskiego. Tymczasem autorem był Stefan Turski. Że też błędu tego nie zauważyła adresatka listów i nie ostrzegła swego korespondenta... (hm)

Prof. Bronisław Geremek chyba nie przeczytał przed drukiem wywiadu, którego udzielił Pawłowi Wrońskiemu („Gazeta Wyborcza” 14-15 XII), skoro Karol Szajnocha nazwany tu został „wielkim krakowskim profesorem” (w rzeczywistości mieszkał pod Lwowem i nigdy nie byt profesorem), a odnowieńczy ruch czeski - przesunięty z początku na koniec XIX wieku. (hm)

Waldemar Januszczak pisze w „Przekroju” (nr 49), że markiza de Pompadour „zaczęła wystawiać sztuki w Wersalu, zamawiając je u największych dramaturgów w kraju, od Moliera po Woltera”. Z tym Molierem to chyba szło jej trudno, zważywszy, że zmarł on mniej więcej pół wieku przed narodzinami markizy. (hm)

Adam Asnyk był poetą o dużej kulturze literackiej i mądrym człowiekiem. Chyba jednak przesadza Piotr Łuszczykiewicz, gdy pisze („Arkana” nr 10): „Człowiek niezwykłego formatu i nieprawdopodobnego talentu. Gigant liryki filozoficznej ostatnich dwóch stuleci. (...) Przenikliwość poety w ocenie współczesnej mu cywilizacji nie ma sobie równych”. (hm)

Jarosław Klejnocki („Jak nie zostałem menelem”, s. 45) wyśmiewa się z pewnego wierszyka, który recytował na akademii z okazji rewolucyjnej rocznicy, twierdząc, że przypomina on nekrolog Stalina napisany przez Dąbrowską. Najwidoczniej uważa, że wierszyk ów to także produkt socrealizmu. Tymczasem - jest to wiersz Juliana Tuwima „Śląsk śpiewa” napisany do przedwojennych czytanek szkolnych „Mówią wieki”. (hm)

Do cennej książki Andrzeja Szczeklika „Katharsis” wkradła się pomyłka. Autor pisze, że „epidemię gruźlicy opanowała streptomycyna wprowadzona do terapii w niecałe pięćdziesiąt lat po śmierci Katii Mann w Davos” (s. 120). Tymczasem Katia Mann bynajmniej w Davos nie stała się ofiarą gruźlicy. Zmarła dopiero w r. 1980 (mając 97 lat), a więc w trzydzieści kilka lat po wynalezieniu streptomycyny. (hm)

„Amicus Plato”... Z iście profesorskim roztargnieniem napisał Edward Balcerzan („Arkusz” nr 1), że w karczmie z bajki Mickiewicza o pani Twardowskiej „ten sobie mówi, a ten sobie mówi...” Mickiewicz jest autorem nie bajki, lecz ballady o pani Twardowskiej, a cytat pochodzi nie z tej ballady, lecz z „Powrotu taty”. (hm)

Justyna Kobus („Wprost” nr4) twierdzi, że Irzykowski wykpił bezlitośnie Boya w „Beniaminku” za to, że ten w „Obrachunkach fredrowskich” bronił autora „Zemsty” przed ideologicznymi nadinterpretacjami. Wszystko to wyssane z palca; w „Beniaminku” nie ma ani słowa o „Obrachunkach” - i być nie mogło, bo ta książka Boya ukazała się później niż „Beniaminek”. Równie mylne jest twierdzenie pani Kobus, że Stefan Kisielewski uważał Boya za swego intelektualnego mistrza; za takiego mistrza uważał on właśnie antagonistę Boya - Irzykowskiego. (hm)

Nie wiedzie się łacińskiemu wyrazowi „homo” w polskiej prasie. Po premierze filmu Kawalerowicza dziennikarze pisali: „Quo vadis, homine” (zamiast homo), teraz znów Antoni Z. Kamiński („Plus-Minus” nr 33) umieszcza w podtytule wyrażenie „homini novi” - zamiast „homines novi”. (hm)

Dwie nieścisłości zakradły się do ciekawego artykułu Janusza Tazbira „Książki, które się nie ukazały” (w zbiorze „Romantyzm - Poezja - Historia. Prace ofiarowane Zofii Stefanowskiej”). Autor wymienia wśród nich dwa tytuły „Biblioteki Narodowej” - wybór „Listów z podróży” Odyńca w opracowaniu Henryka Życzyńskiego i „Antologię bajki polskiej” w opracowaniu Janusza Pelca. Otóż pierwsza z nich ukazała się jako t. 117 „Biblioteki Narodowej” w r. 1937, druga jako t. 239 w r. 1982 (co prawda w opracowaniu innego autora - Wacława Woźnowskiego). (hm)

Dziwne zdanie znajdujemy w szkicu Andrzeja Nowaka „Zdobywczym krokiem” („Twórczość” nr 2/3, s. 265): autor pisze, że zabójca Trockiego spoczął z honorami w ZSRR jako bohater, inspirując Erenburga do napisania „Julia Jurenita”. Jakże to możliwe, jeśli zabójca Trackiego, Ramon Mercader po wyjściu z więzienia w Meksyku, przyjechał do ZSRR w r. 1960, a powieść Erenburga ukazała się w r. 1922? (hm)


 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas