poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
REMIGIUSZ RYZIŃSKI
Twarze Rolanda Barthesa
Dekada Literacka 2003, nr 3-4 (195-196)

Paryskie Centre Pompidou we współpracy z IMEC (Institut Mémoires de l'Édition Contemporaine) oraz INA (Institut National de l'Audiovisuel) zorganizowało w dniach 27 listopada 2002 -10 marca 2003 ogromną i wielowątkową wystawę: „R/B Roland Barthes”. Ekspozycja, której patronuje Jean-Jacques Aillagon, były dyrektor Centrum, dziś minister kultury, poświęcona jest jednemu z największych myślicieli XX wieku, jego życiu i dziełu. Pierwszy raz w Paryżu w kilku tematycznych odsłonach pokazano eksponaty nieznane szerszej publiczności, takie jak: akwarele, rysunki tuszem, gwasze i kolekcję fotografii autora „La Chambre claire”, zarówno tych przedstawiających samego Barthesa, jak i wykonanych przez niego. Niektóre zdjęcia - zupełnie kompromitujące, przypominają na przykład znane ujęcie wymalowanego Prousta z roku 1893 wraz z przyjaciółmi (Robertem de Flers i Lucienem Daudet). Barthes również miewał tego rodzaju znajomości.

Można tu też zobaczyć oryginały tekstów, notatki oraz liczną korespondencję, co pozwala bezpośrednio doświadczyć pisma Barthesa: nerwowego, zdecydowanego, lecz czytelnego, choć mogącego kojarzyć się z kroplami deszczu na szybie, z drgającymi liniami papilarnymi czy mrówczymi śladami. Podobne złudzenie namacalności czy - choć w przypadku Barthesa nie jest to słowo najwłaściwsze - obecności, daje projekcja archiwalnych wykładów i wywiadów udzielonych przez Rolanda Barthesa, dostępnych również na stronach internetowych INA w postaci kilkuminutowych ekstraktów.

Obok wystawy, w różnych terminach i miejscach, odbywają się liczne spotkania oraz cykl wykładów, których tematem jest filozofia Barthesa i metodologie badań literatury i kultury, jakich był współtwórcą - semiologia, strukturalizm oraz późniejsze ich mutacje.

Wystawę otwiera ekspozycja z lat 50., z okresu „Mitologii”, gdzie zgromadzono współczesne eksponaty związane z tematyką książki - model Citroena, plastikowe przedmioty (pamiętamy: „plastik jako wszechobecność”), reklamy mydła, i inne. Wiadomo, że w tym czasie oprócz Barthesa chyba tylko Levi-Strauss zajmował się kulturą popularną w równym stopniu. Można powiedzieć, że to Barthes odkrył striptiz, wysokie obcasy i twarz Grety Garbo. To, co tłumaczy kulturę, jest - podobnie jak u Eco i Heideggera - narzędziem codziennego użytku, a nie muzealnym eksponatem czy tak zwaną Sztuką Wysoką. Na ścianach Pompidou wiszą „tableaux” przedstawiające stronice z Encyklopedii. Strukturalizm tłumaczą multimedialne projekcje autorstwa Antoine Denize, którego zamysłem było przybliżenie zwiedzającym takich pojęć jak syntagma, paradygmat, denotacja czy konotacja. Encyklopedyczne informacje mieszają się ze słownikowymi definicjami, co tworzy nerwowy nastrój lektorium, czy wręcz egzaminu, gdzie ktoś o randze Wiedzącego sprawdza nasze kompetencje. Nie zauważyłem, aby w tej części wystawy tłoczyły się w sposób szczególny tłumy zwiedzających...

Japońskie fascynacje Barthesa, autora „Imperium znaków”, ilustrowane są haiku, krótkimi formami poetyckimi, które u nas spopularyzował m.in. Miłosz, a które zainspirowały Barthesa do badań fragmentu czy słowa, jako form już interpretowalnych. Przestrzeń dalekowschodnią zdobią maski teatru no i ogromne fotografie Williama Kleina ukazujące Tokio lat 60. Barthes wracał do Japonii w tych latach wielokrotnie. Yoshiko Ishikawa sugeruje, że była to dla niego przestrzeń („espace”) tęsknoty tego rodzaju, o której wspomina, pisząc o Stendhalu i jego Włoszech w eseju „On échoue toujours à parler de ce qu'on aime”.

W jednej z sal zrekonstruowany został gabinet i biblioteka filozofa, gdzie aktorzy odczytują teksty jego książek, co nawet, jeśli niezrozumiała jest ich treść, tworzy miły nastrój „fajfu”, szczególnie, że wnętrza wypełnia muzyka, inspirowana gustami Barthesa a skomponowana przez Andreę Cera z Institut de Recherche et de Coordination Acoustique-Musique (IRCAM). Niewielu wie, że Barthes sam chętnie grywał na pianinie.

Kolejną niespodzianką wystawy jest robiąca ogromne wrażenie około dwudziestometrowej długości ściana z przytwierdzonymi tysiącami kartek z notatników Barthesa. Te kartki tworzą rzeczywistość fragmentu, jak „Przyjemności tekstu”, który to tekst ma właśnie taki układ.

Wystawę kończą fotografie i przedmioty z dzieciństwa, symbolizujące powrót do mitycznej epoki, może najbardziej drogiej autorowi eseju „Longtemps, je me suis couché de bonne heure”. Znajdują się też tutaj, specjalnie wmieszane w tę część wystawy, eksponaty związane z największą namiętnością Barthesa -literaturą. Pragnienie Tekstu bowiem i nieustające próby jego zaspokojenia tworzą dramatyczny splot, który pasjonował Barthesa. O tym pragnieniu pisze autor „Le Degré zéro de l'écriture”: „Stawiam się ostatecznie w sytuacji kogoś, kto coś robi, a nie kogoś, kto o czymś mówi: nie badam wytworu, lecz zajmuję się jego wytwarzaniem; unieważniam wypowiedź o wypowiedzi; świat nie przychodzi już do mnie w postaci przedmiotu, lecz w formie pisania, czyli pewnej praktyki; przechodzę (jako Amator) do innego typu wiedzy i w tym właśnie jestem metodyczny”. (Roland Barthes, „Przez długi czas kładłem się spać wcześnie. Lektury”, przeł. Michał Paweł Markowski).

„Alter ego” Rolanda Barthesa, Marcel Proust, obecny jest tu w tekstach, fotografiach, w reprintach powieści. Wyraźnie wyróżnia się koincydencja pomiędzy autorem Dzieła Wiecznie Pisanego a jego interpretatorem, pragnącym napisać Tekst Własny, a nie komentarz. To, co było marzeniem Prousta, zrealizowanym - jak chcielibyśmy sądzić - w pełni, staje się dla Barthesa obsesją i fatum, które, prześladując, nie daje się uchwycić. Dopiero w ostatnim swym dziele poświeconym fotografii Barthes podpisując zdjęcia, które sam zrobił lub na których sam jest obecny, realizuje ideał zwielokrotnionej autoprezentacji. Nie chodzi tu wszak o wybujałą megalomanię, lecz o autorstwo niepodważalne. Dramat jednak trwa - będąc absolutnym twórcą zdjęcia- wciąż pozostaje Barthes interpretatorem rzeczywistości, to znaczy tego, co uchwycone jest na fotografii.

Przywołany wcześniej esej Barthesa z 1978 roku to dokument ukazujący człowieka, który ma świadomość niespełnienia i uciekającego czasu Pisał: „Widzę swoją przyszłość, aż do śmierci, jako niekończący się łańcuch: gdy tylko skończę ten tekst, ten wykład, cóż będę mógł zrobić, jeśli nie zabrać się za następny? Nie, Syzyf nie jest szczęśliwy: jego wyobcowanie nie wynika z trudu, który ponosi, ani z jego daremności, lecz z monotonii powtarzania” (Roland Barthes, „Przez długi czas kładłem się spać wcześnie. Lektury”). Proust, borykając się z problemem, o którym mowa, zdołał wokół niego zbudować Powieść. Podobno umierał w świadomości dzieła skończonego. Barthes zginął potrącony przez samochód - samotny, niezrealizowany w sferze swych najdotkliwszych namiętności. Właśnie w ostatniej części wystawy poznajemy inną twarz Barthesa. Jest on tu nie tyle Wielkim Filozofem, co zwykłym człowiekiem - miotanym namiętnościami, acz zamkniętym w sobie i skromnym. Prócz informacji biograficznych niewiele wiemy o jego życiu prywatnym. W „Incidents” (Ed. Seuil, 1987), wydanych po wielu wahaniach brata Barthesa, obecne są bardzo osobiste wyznania autora „Fragmentów dyskursu miłosnego”, inne niż te, jakie znaleźć można z „Roland Barthes par Roland Barthes”. Ze wspomnianego wyżej „muru pamięci”, który staje się tu „ścianą płaczu”, spisałem taką notatkę, którą Barthes sporządził 17 września 1979 roku, kilka miesięcy przed śmiercią: „Une sorte de désespoir m'a pris, j'avais envie de pleurer. Je voyais dans l'évidence qu'il me fallait renoncer aux garcons, parce qu'il n'y avait pas de désire d'eux à moi, et que je suis ou trop scrupuleux ou trop maladroit pour imposer le mien; que c'est là un fait incontournable, avéré par toutes mes tentatives de flirt, ąue j’en ai une vie triste, ąue, finalement, je m'ennuie, et qu'il me faut sortir cet intérêt, ou cet espoir, de ma vie. (...) Il ne me restera plus ąue les gigolos”. („Chwyciło mnie coś na kształt rozpaczy; miałem ochotę płakać. Wiedziałem, że należy wyrzec się chłopców, ponieważ nie odczuwali już względem mnie pożądania, a moje skrupuły czy brak wprawy nie pozwalały mi narzucić im własnego; pozostaje niezbitym faktem, dowiedzionym podczas mych licznych prób flirtu, że miałem smutne życie, że w końcu – pełen smutku muszę wyrzucić z niego te fascynacje, te nadzieje.(...) Pozostaną mi tylko »gigolos«”.) Barthes był samotny i pragnął miłości. Zwyczajnie - nie semiologicznie. W pełni znaczenia.

W 22 lata po śmierci Rolanda Barthesa jego pracom nadal towarzyszy ogromne zainteresowanie, zarówno we Francji, jak i na świecie. W latach 90. w trzytomowym luksusowym wydaniu opublikowano „Oeuvres completes de Roland Barthes”. Obecnie w księgarniach pojawiło się nowe, tym razem pięciotomowe wydanie wszystkich prac Barthesa, w miękkiej oprawie, opracowane ponownie przez Erica Marty, który jest również autorem przedmowy do każdego tomu. Tomy te mają podobny układ i zawierają w kolejności: książki, mniejsze teksty, wykłady, eseje, notatki, luźne zapiski oraz rozbudowany indeks wszystkich publikacji Barthesa i prac jemu poświęconych. Wydawnictwo Seuil publikuje aktualnie dwa kursy Barthesa: „Comment vivre ensemble. Cours et séminaires au College de France” (1976-1977) oraz „Le Neutre. Cours au College de France” (1977-1978). Dostępne są również zapisy multimedialne tych kursów na płytach CD.

Pojawił się również w wydawnictwie Seuil wybór tekstów Barthesa o teatrze „Écrits sur le théâtre”, który stanowi kontynuację wydawniczą jego prac w serii Points Essais.

Z innych publikacji z Barthesem związanych wymienić warto: „Barthes, au lieu du roman”, Textes réunis et presentés par Alexandre Gefen et Marielle Macé (Ed. Desjonquères/Nota Bene); Claude'a Coste'a „Rolande Barthes moraliste” (Presses universitaires du septentrion, 1998); Franka Evrarda et Erica Teneta „Roland Barthes” (Bertrand-Lacoste, 1994), Martina Melkoniana, „Le Corps couché de Roland” (Armand Colin, 1993), Patricka Mauriesa „Roland Barthes” (Le Promeneur, 1992), Philippe'a Rogera „Roland Barthes, roman” (Grasset, 1986). Książki te ukazują postać Barthesa w różnych ujęciach. Nie musi to być wcale Filozof, Twórca Systemu. Francuzów potrafią zainteresować nawet jego fajki czy okulary –„Barthologie”.

To, co wyróżnia Barthesa spośród innych współczesnych, jest właśnie, zdaniem Erica Marty, brak akademizmu. On sam zresztą nigdy nie uważał się za Profesora, był raczej Myślicielem. Jak pisze Marty: „Jest to zarazem szczęście i ryzyko. Szczęście, ponieważ Barthes unika wszelkiego zaszufladkowania, nie ulega bogatym spuściznom intelektualnym. Ryzyko, ponieważ, nagle, odbiór Barthesa staje się niezwykle szeroki i zróżnicowany. Tak naprawdę, na końcu pozostaje jedynie to, co znaleźć może każdy, otwierając przypadkowo jakąś stronicę książki” („Magazine Littéraire”, no. 415, décembre 2002).

„Przypadek wieńczy dzieło. Fragment tworzy filozofię. Minione funduje Współczesne”.
Barthes.

Remigiusz Ryziński

 

 
     2010-01-26 19:32:45
paskudna pogoda na zewnątrz i we mnie, ale to co przeczytałam było miłym akcentem...
 
l.sote@wp.pl     2011-02-06 10:52:04
Podziwiam Barthes'ai pana Ryzińskiego. Zapraszam na www.sote.of.pl i www.wolnychocianow.com Sławomir Tomczak

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas