poezja proza esej rozmowy recenzje felietony
 
filozofia
teoria literatury
socjologia
psychologia
antropologia
poczta literacka
sztuka
muzyka
teatr
film
wydarzenia
okno na świat
polska z zewnatrz
ksiazki_nadeslane
RYSZARD LÖW
Bronowski
Dekada Literacka 2003, nr 3-4 (195-196)

1.

 Jerzy - o zhebraizowanym imieniu Yoram - Bronowski: pisarz hebrajski, eseista uprawiający krytykę i publicystykę literacką, tłumacz prozy i poezji oraz wykładowca uniwersytecki. Twórca zanurzony w tradycji europejskiej kultury śródziemnomorskiej (umocniony w niej lekturą Iwaszkiewicza „Książki o Sycylii”, co wyznaje w swoim „Dzienniku”), mógł o sobie powiedzieć, że Europa była dla niego fragmentem biografii i przygodą intelektualną. Hołdował klasycznym poglądom literackim, wręcz konserwatywnym, politycznym natomiast bardzo lewicowym i niechętnym wszelkim nacjonalizmom.

W izraelskim życiu literackim postrzegany był jako postać wyjątkowa: jako człowiek obdarzony siłą napięcia intelektualnego i duchową energią, który nie w każdym pojawia się pokoleniu. „Yoram Bronowski byt bohaterem, który na ochotnika i prawie zupełnie samotnie próbował zbudować przegrodę między nami a barbarzyństwem” - napisał rówieśny Bronowskiemu publicysta izraelski Doron Rozenblum. – „Jeszcze za jego życia wiedzieliśmy, że nie ma już takich ludzi. A co powiemy teraz? Jego nieobecność będzie zawsze obecna. Nie da się zapomnieć i nie da się odtworzyć. Nasza rzeczywistość po jego śmierci wyglądać będzie jak przeorane pole, na którym kiedyś wznosiła się świątynia. Świątynia Kultury”.

2.

Urodzony w Łodzi w roku 1948, jako dziewięcioletni chłopiec przybył Bronowski wraz z rodzicami, ocaleńcami z Zagłady, do Izraela. Rodzina była zasymilowana w kulturze polskiej i ich językiem ojczystym był polski. To właśnie czerpiąc z biblioteki domowej rodziców poznał twórczość Kochanowskiego, Słowackiego i Mickiewicza, a także starożytnych klasyków w oryginałach łacińskich i greckich. Od dzieciństwa naznaczony ciężką chorobą serca długie okresy swojego bezustannie zagrożonego życia spędził w szpitalach. Studia z zakresu filologii klasycznej odbywał w Tel-Awiwie i Londynie, nigdy zresztą nie zakończył ich dyplomem i tytułem naukowym, co po latach nie wadziło uniwersytetowi w Beer-Szewie w zaproszeniu go do prowadzenia seminarium z filologii i kultury antycznej.

W bardzo młodym wieku podjął Bronowski współpracę z wieloma czasopismami i gazetami, przez pewien czas nawet redagował najbardziej prestiżowy w kraju tygodniowy dodatek literacki do liberalnego dziennika „Haarec”. Pisma tego w ciągu kilku dziesięcioleci, do ostatniej chwili życia, był stałym współpracownikiem. Nawet wówczas, gdy okresowo mieszkał w Londynie („Londyn jest dla mnie miastem polskim” -zapisze w „Dzienniku”, wzmiankując o swoich spotkaniach z Polakami) czy Oxfordzie, a potem w Paryżu, gdzie już rozpoczął zajęcia w École des Langues Orientales Vivantes przerwane raptownym powrotem do Tel-Awiwu.

Zasadniczy zrąb dzieła pisarskiego Bronowskiego składa się zatem z artykułów w czasopismach, formy bardzo ulotnej. „Lubię gazetę - napisał - jej tymczasowość, jej przemijalność”. Inna zaś jego część zawiera posłowia do książek obcych autorów, najczęściej tych, które sam tłumaczył. Jedyną przez niego samego wydaną książką pozostaje „Massa al ha-laszon” („Esej o języku”) z roku 1975.

Dopiero obecnie, po śmierci Bronowskiego, przyjaciele podjęli trud zebrania jego rozproszonych tekstów. W roku 2002 ukazał się naprzód tom zatytułowany „Ha-chajim ve-kol kesmam ha-ra. Dapej joman 1978-1998”, czyli „Życie i wszystkie jego zwodnicze powaby”. „Strony dziennika...”, w pewien zaś czas później „Michtawim medumim (Wyimaginowane listy”), zbiór artykułów, portretów i polemik pisanych i publikowanych w czasie licznie odbywanych przez ich autora podróży po krajach Europy i do Argentyny. Jest wśród nich wyodrębniony blok artykułów napisanych w Polsce w czasie dwóch do niej podróży w r. 1942 i 1984.

Jego zainteresowania skupiały się przeważnie na sprawach piśmiennictwa i pisarzy krajów, w których przebywał. Z Polski pisał wtedy o Miłoszu i Vincenzie,  Gombrowiczu, którego „Ślub” oglądał w warszawskim Teatrze Współczesnym („Jestem wielbicielem dzieła Witolda Gombrowicza”), o Leśmianie, którego śladów podobnie jak Pereca - szukał w Zamościu, tak jak potem Wyspiańskiego w Krakowie, „mieście, które mnie zachwyca i gdzie skupiły się wszystkie moje (niewielkie) tęsknoty za Polską”, Tak jak w czasie znacznie późniejszej podróży do Argentyny usiłował odkrywać znaki niegdysiejszej tam obecności Gombrowicza, a w okresie paryskim - Mickiewicza, pisząc o nim jeden z najpiękniejszych swoich esejów: „63 rue de Seine”.

3.

Bronowski władał biegle wieloma językami, jego znajomość hebrajskiego zaś takiej była jakości, że w pewnej chwili znalazł się w gronie osób przygotowujących w Oxfordzie słownik języka hebrajskiego. Z poliglotyzmu swojego korzystał - a może w tym właśnie celu go osiągał? - ażeby hebrajszczyźnie przyswoić dzieła najbardziej przez siebie cenionych autorów. Jego zaciekawienie ukazać można skrótowo i wybiórczo tylko, albowiem dorobek Bronowskiego jako tłumacza jest bardzo duży i różnorodny. Tłumaczył zatem z języka starogreckiego (Safonę, Longosa) i łaciny (Horacego), nowo-greckiego (wszystkie wiersze Kawafisa, do napisania biografii którego przez długie lata zbierał materiały i bezskutecznie się przymierzał), francuskiego (Chateaubrianda, Stendhala, Flauberta, Prousta, Apollinaira, Valéry'ego, Yourcenar, Aragona), hiszpańskiego (Cervantesa, Borgesa, Nerudę, Cortazara, Ortegę y Gasseta), portugalskiego (Pessoę), angielskiego (Eliota), rosyjskiego, polskiego...

Obdarzony dużą skalą możliwości odtwórczych, „Bronowski swoimi przekładami poszerzył izraelskie horyzonty kulturalne” - charakteryzował tę działalność współczesny krytyk hebrajski Ariel Hirszfeld. – „Tłumaczył utwory absolutnie niezbędne, wybierając je ze skrupulatnością wskazującą na niewątpliwą strategię translatorską. Każdy z nich przełamywał jakąś barierę i wywoływał żywotną reakcję łańcuchową”. Oczywiście, znakomicie podpatrzone! Była to bowiem najtrzeźwiej przemyślana strategia życia pisarskiego Bronowskiego; jego „Dziennik nie pozostawia tutaj wątpliwości. Z pełną świadomością korzystał on z dzieł najbardziej cenionych przez siebie autorów dla wyrażenia wartości, których sam wyrazić nie potrafił. Zbyt wybornie znał tajniki pisarstwa, by nie rozpoznać granic własnych możliwości twórczych.

„Często mi się wydaje” - zapisał – „że gdybym się był urodził w hebrajszczyźnie, od początku bym władał tym językiem - nie potrafiłbym w nim pisać”. Wyczuwał potrzebę tego oddalenia, z którego traktuje się język obcy, język nawet dobrze opanowany - ale obcy. „Stąd z pewnością wywodzi się moja żądza poznawania języków jako możliwość wypowiadania się w sposób jasny, klarowny, co udaje się wtedy, kiedy język pozostaje w pewnym sensie oddalony”.

4.

 Związki Bronowskiego z Polską, którą parokrotnie odwiedził, były silne i z pewnością wyrastały ponad znaną miarę przywiązania do niej wielu z Polski pochodzących pisarzy hebrajskich. To było wiadome, znano jego-jak sam powiada - „nadmierność skłonność do tematyki polskiej”, przyciągało to uwagę, przezywano go „Polakiem”. Zdarzyło się nawet i tak, że jeden z takich właśnie literatów hebrajskich napisał o Bronowskim jako - „parszywym Polaku”, o czym sam opowiedział podczas pierwszego pobytu w Krakowie („Tygodnik Powszechny” 1984 nr 38); odpowiedzią w ten sposób zaczepionego Bronowskiego było wzruszenie ramion: „...ja się tego nigdy nie wypierałem”. Inny silny akcent silnych jego związków emocjonalnych z Polską wydobywa Anat Peri w pośmiertnym wspomnieniu: „Sprawą niezwykle przykrą dla niego była skłonność Żydów do oskarżania Polaków o antysemityzm i Zagładę przy jednoczesnym zmniejszaniu, w miarę możliwości, winy samych Niemców”.

Spod jego pióra wyszły i ukazały się w oddzielnych książkach opatrzonych posłowiami, jego też autorstwa, przekłady - Brunona Schulza „Sanatorium pod klepsydrą” i „Sklepów cynamonowych” (tutaj -we współpracy z dwoma innymi tłumaczami), Iwaszkiewicza „Brzeziny” i „Panien z Wilka”, Dołęgi-Mostowicza „Kariery Nikodema Dyzmy”, Hanny Krall wyboru opowiadań zaczerpniętych z tomów „Taniec na cudzym weselu” i „Dowody na istnienie”, „Cesarza” Ryszarda Kapuścińskiego.

W rozproszeniu po gazetach i czasopismach pozostają pojedyncze tłumaczenia utworów Mickiewicza (np. „Epilog” „Pana Tadeusza” w zamyślonym, opracowanym i zredagowanym przez Bronowskiego specjalnym zeszycie miesięcznika „Moznaim” wydanym z okazji 2OO-let-niej rocznicy urodzin Mickiewicza), Leśmiana, Przybosia; opowiadań, fragmentów prozy Iwaszkiewicza, Lema, Mrożka, Leo Lipskiego, Kalmana Segala; esejów -lub ich części - Kotta, Kołakowskiego, Gombrowicza, Herberta i Miłosza, którego pojedyncze wiersze także tłumaczył. Miłosz był bowiem dla Bronowskiego pisarzem najważniejszym, jednym z tych twórców, którzy uformowali jego własną świadomość literacką - jak starożytni, jak niektórzy Francuzi.

„Wydaje mi się” - pisał w r. 1989 po przypadkowym uczestnictwie w gromadnym spotkaniu Miłosza z pisarzami polskimi w Warszawie – „że są pewne akcenty groteskowe, by nie rzec niebezpieczne, w tym kulcie Miłosza, jak zresztą w każdym przesadnym kulcie: kto bardziej niż sam Miłosz zdaje sobie z tego sprawę! Jednak dzieło Miłosza jest wystarczająco pojemne i głębokie, by unieść ciężar takiego uwielbienia. Jego poezja jest w stanie zaspokoić najbardziej nawet wymagającego czytelnika, zaś natężenie i subtelność prozy stają się rodzajem nowego Pisma Świętego mogącego towarzyszyć narodowi wyzwalającemu się z niewoli”.

Bronowski był przekonany, że współczesna poezja polska, poezja narastająca od drugiej połowy ubiegłego wieku, jest jednym z najbardziej inspirujących, najistotniejszych zjawisk artystycznych i intelektualnych na świecie. Związki poezji hebrajskiej z poezją polską postrzegał jako korzystne i wzbogacające dla hebrajskiej literatury. Przebieg tych związków przedstawił tak: „Poezja hebrajska narodziła się na początku XIX wieku w kręgu wpływów poezji polskiej. W tym okresie wszyscy poeci hebrajscy naśladowali poezję polską. Mniej więcej przed półwieczem nić ta została zerwana i twórczość hebrajska znalazła się w orbicie wpływów Zachodu. I oto, przed około dziesięcioma laty, na poezję hebrajską ponownie zaczęła oddziaływać poezja tworzona przez Polaków, jakby pośrednio, poprzez wielka popularność osiągniętą na Zachodzie”.

Krąg się zatem zamyka; krąg polski poezji hebrajskiej. Nic można oczywiście mieć pewności, że pogląd ten wypowiedziany na jednym z zebrań literackich w Tel-Awiwie w roku 2000 - a ponadto w innych sformułowaniach rozrzucony po różnych artykułach - podzielają wszyscy współcześni krytycy literatury hebrajskiej w Izraelu.

Niektóre dzieła literatury polskiej obdarzał Bronowski własnym, indywidualnym spojrzeniem, np. „Anhellego” Słowackiego czy Wyspiańskiego „Wesele”; Wyspiańskiego był entuzjastą. „Podobnie do tych patriotów zawsze narażających się na pełne politowania uśmiechy swoich słuchaczy, również ja nie mam najmniejszej wątpliwości, że Stanisław Wyspiański należy do rzędu największych geniuszy”. - Napisał w jednym ze swoich esejów. –„Artysta i poeta wspaniały i nieporównywalny. Artysta wielostronny (...) był jednak przede wszystkim zadziwiająco cudownym poetą i dramatopisarzem”.

Przeświadczony o wyjątkowej wadze pisarstwa krytycznego Artura Sandauera zamierzał Bronowski opracowanie jego monografii, i to - po polsku; po zredagowaniu jednego (zagubionego) rozdziału pracę jednak zarzucił: „Wspomnienie o Arturze Sandauerze”, wraz z kilkoma listami bohatera swojej niedoszłej monografii, ogłosił w telawiwskich „Konturach”.

Dziennikarka literacka, jaką Bronowski uprawiał („Piszę dla własnej przyjemności i publikuję dla pieniędzy”) nakładała na niego obowiązek częstego pisania artykułów, recenzji, krótkich omówień, not informacyjnych, przeglądów; czynił to pod własnym nazwiskiem oraz paroma pseudonimami, z których Johannn Reszet należał do najpopularniejszych. Z nieprzebranej wprost, z biegiem dziesięcioleci narosłej ilości tego rodzaju publikacji, sporo odnosi się do autorów i utworów polskich. Przedmiotem jego zainteresowania może nawet nie była literatura „w ogóle”, jej przebiegi historyczne, prądy czy teorie, nastawiony był na dzieła i ludzi.

Spośród obszerniejszych jego rozpraw czy większych bloków artykułów, pisanych w różnych okresach i za wieloma nawrotami, o pisarzach polskich do najważniejszych, zawierających bowiem próbę oglądu ich twórczości z perspektywy izraelskiej i wartości (artystycznych, intelektualnych, ideologicznych) wnoszonych w krąg hebrajski zaliczyć można te o Miłoszu, Herbercie, Gombrowiczu, Słonimskim, Iwaszkiewiczu, Schulzu, Leo Lipskim, Sanduerze, Borowskim, Krall; te o Mickiewiczu, Słowackim i Wyspiańskim. W nie-dającej się ogarnąć bibliografii Bronowskiego są też teksty (artykuły, recenzje, noty, wzmianki) o Vincenzie, Witkacym, Tuwimie, Różewiczu, Szymborskiej, Andrzejewskim, Kołakowskim, Lemie, Błońskim...

Bardzo często omawiał książki przeczytane w oryginale i na hebrajski nie przełożone. W tym kontekście znamion wręcz symbolu nabiera ostatni przekazany do druku przed tak tragicznym w skutkach wylewem krwi do mózgu, artykuł Bronowskiego: była nim recenzja książki Wisławy Szymborskiej „Poczta literacka”...; recenzja ta ukazała się w dodatku literackim do dziennika „Haarec” już w czasie ostatniej - 9 kwietnia 2001 roku przegranej - walki Bronowskiego o życie w telawiwskim szpitalu.

5.

 Teksty Yorama Bronowskiego znamionowała niepozbawiona ironii żywotność stylu jemu tylko właściwego; ironia i postawa antyromantyczna wzorowana na Gombrowiczu, o czym niejednokrotnie wspominał, cechowała jego pisarstwo; takim też autorom sprzyjał. Czar tego stylu przyciągał czytelników do dzieł jemu osobiście bliskich. W każdy piątek otwierali oni „Haarec” z wytrwałością i zaciekawieniem, jakie niegdyś okazywali czytelnicy paryskiego „Constitutionela” dla „Poniedziałków” Sainte-Beuve'a. Obdarzony znakomitą intuicją literacką i olbrzymią erudycją potrafił celnie rozpoznać walory utworu nowego, w dawnych zaś wątki i tropy przydatne współcześnie; nie dawał wiary opinii, zgodnie z którą dzieła literackie raz tylko są naprawdę współczesne. Żył literaturą - pod pojęcie to podciągając właściwie cały obszar piśmiennictwa - literą, jej wyrazem, przekazem i nośnością; był najautentyczniejszym filologiem: pobudzająco działała na niego magia słowa.

W domenie polskiej - trudno doprawdy na literackim horyzoncie hebrajskim w Izraelu dojrzeć kompetentnego kontynuatora działań Bronowskiego. Kompetentnego, uważnego i krytycznego - najdosłowniej - miłośnika, dla którego twórczość polska znalazła się w orbicie piśmiennictwa powszechnego jako jego człon niezbędny i żywotny. Nie, takiego doprawdy trudno u nas dojrzeć...

6.

 Na pierwszą wizytę do mnie przyszedł objuczony czterema potężnymi tomami „Kronik” Prusa, których noszenie sprawiało mu wyraźną trudność fizyczną. Porozumienie intelektualne między nimi dokonało się nie tylko na „terenie” polskim, lecz także francuskim. Szybko bowiem okazało się, że Yoram Bronowski również należy do klanu wyznawców eseistyki krytycznej Alberta Thibaudeta i pisarstwa komparatystycznego Etiemble'a. Z podróży do

Paryża przywiózł dla mnie w kolejnym prezencie tomik zarejestrowanych rozmów radiowych z Etiemblem „Propos d'un emmerduer”. Wracam do lektury tej książeczki i zakreślenia na marginesach odczytuję jako wciąż toczoną między nami rozmowę.

Jego olbrzymia różnojęzyczna biblioteka, jak to nazbyt często w tego rodzaju wypadkach się zdarza, poszła w rozsypkę. Nie zawierała ona przecież tych wszystkich dzieł, które chciał poznać i posłużyć się nimi w prowadzonym przez pewien czas seminarium uniwersyteckim. To właśnie z mojej biblioteki pochodziły: Kazimierza Kumanieckiego monografia Cicerona i Tadeusza Sinki historia literatury greckiej, z których korzystał; wiedzę i sformułowania w nich zawarte uznał widać za bardziej godne przekazania swoim studentom niż zaczerpniętą z prac nowszych i może nawet w krajach Zachodu bardziej renomowanych. Wspominam o tym, ażeby uwidocznić zawiłość i krętość dróg odbywanych przez książki: przekazywane z ręki do ręki, przez kraje, kontynenty i języki docierają one do czytelników prawdopodobnie nigdy nie przeczutych przez swoich autorów.

Jedno z ostatnich naszych spotkań było spotkaniem przypadkowym na telawiwskiej ulicy. Zapadły we umie słowa wypowiedziane wtedy przez Bronowskiego. Tonem spokojnym, wręcz beznamiętnym, powiedział do mnie: Musze się poddać ciężkiej operacji serca, lekarze powiedzieli, że niepoddanie się tej operacji zagraża życiu, natomiast przeprowadzenie jej bynajmniej nie zapewnia jego przedłużenia...

Ryszard Löw

 

 

 

FOKK PZU

 

dekada literacka
prenumerata
sprzedaz_wysylkowa
numery_archiwalne
napisz do nas